'Jesienny sen marynarza" czyli rymy o trzech aktach i czymś jeszcze.
I.
Dnia pewnego pewna Pani
Chcąc zachęcić sewgo Pana,
Erotyczny pokaz daje
Poczynając już od rana.
Biust koronką przyozdabia
Aby kształtu treść wykazać,
Zwiewnym tiulem biodra kryje
-sekrtet łona ciut-zamazać.
Krokiem lekkim się przechadza
Przed oczemi widza swego,
Drażniąc w nim chęć pożądania
Przed początkiem aktu tego.
Błysk źrenicy spod powieki,
Ciała zapach, kroku fala,
To dla niego jest ten spektakl...
- tego chce, to go zniewala.
Pierś przypadkiem odsłonięta
Niby w tańcu, lecz z rozmysłem
Dłoń niesmiało ją przykryła,
Wzrok spuściła, twarz z zamysłem.
Jakich teraz użyć wabi?
By mężczyznę porwać w taniec,
By to on nia teraz władał
Aby szaleć już bez granic?
Nie myliła się w strategii
Efekt jest, na twarzy gości,
Wstał, przytulił ją do siebie
-twardą czułą część męskości.
A co teraz? Czy się bronić?
Lecz nie o to przecież chodzi
Oddać całkiem się szaleństwu-
- jak to robią ludzie młodzi?
II
Tak wspomina, jak przed laty
Będąc jeszcze panną młodą
Chłopców serca zniewalała
Kusząc ich swoją urodą.
Tak, pamięta noc lipcową
Gdy w objęciach chłopca swego
Ciało dała mu i duszę...
- nie zapomni nigdy tego.
Nie zapomni nigdy tego,
Miejsc sekretnych, ileż razy
Sobą w pełni pochłonięci
Doznawali chwil ekstazy.
Niebo, gwiazdy, zapach trawy
Pieszczot ciał pocałunkami,
Chwile trwały te bez końca
Bo dla siebie byli - sami.
Piękne chwile... lecz tu oto
Męskich ramion jest przewaga,
Czuje - płynie niczym rzeka
Leci gdzieś, a jest już naga.
Jak tornado przelecieli
Z saloniku do sypialni,
Jak sztubaki, jak młokosy
W erotyczną moc bawialni.
Już są w łóżku, pochłonięci
W namiętności wstyd umyka,
Błogie jęki, oddech szybki...
- intymności drzwi przymykam.
Lecz kto sądzi, bo jest ciekaw
Że jest sposób na cenzurę,
Mówię cicho... psssyt i zaraz
Wzrok kieruje w klucza dziurę.
III.
Zaczynają tak zwyczajnie,
On na górze, z dołu ona.
Nogi wzniosła swe wysoko
I zaplotła na ramionach.
Pełnie władzy on posiada,
Ona zgodnie mu wtóruje.
Ruchem bioder, ramionami,
Kark namiętnie mu całuje.
Błogich westchnień na dwa głosy,
Podniecenia jest wyrazem.
Aby wkrótce być w zenicie,
By się spełnić właśnie razem.
Cel w dwójnasób osiągnięty,
Rozluźnili swe uściski.
Trwają dalej tak w objęciach,
Ona jemu, on jej bliski.
Tak leżeli dwa kwadranse,
Nim się w wannie zanurzyli.
Woda, piana, wokół świece,
Brzęk kielichów - wino pili.
Czas też nadszedł na posiłek,
Który da im popęd mocny.
Aby chęci do miłości,
Dały wynik też owocny.
Polot teraz to jej dzieło,
W kulinarnych specyjałach.
Chce przeskoczyć samą siebie,
W niezłych zatem jest opałach.
Lecz fantazja w takiej chwili,
Rozwiązaniem tu trafionem.
Zaskakuje treścią, smakiem...
On podziwia swoją żonę...
IV.
Skąd w niej wiedza,skąd ochota
By mężczyznę tak zdobywać?
Ileż traci bezpowrotnie
Musi w domu częściej bywać.
Tak wiedziony ciekawością
Nowych odkryć w swojej Damie
Ujął mocno ją w ramiona,
Ona szepce - skończ śniadanie.
Znowu łóżko, lecz tym razem
Prosi go o zgody fakt,
By to ona teraz mogła
Poprowadzić drugi akt.
Tak z ochotą prośbę spełnia
I rozmyśla nad wynikiem,
To jest nowe zaskoczenie
W łóżku stać się niewolnikiem.
Ta niewola to rzecz błoga
Mając ciała swe w bliskości,
Czułe dłonie, pocałunki,
Jego torsu - też męskości.
Szybko sukces osiągnęła,
Widząc cel swój wyprężony,
Jak rumaka go dosiadła...
-Świat wiruje jak szalony...
Stępa rusza w kłus przechodzi,
Mocno trzyma kark wierzchowca,
Ściska nogi - to już galop,
Poza godną jest fachowca.
Pędzą teraz jak szaleni,
Ona na nim,gdzieś przed siebie,
Aby dotrzeć gdzieś do celu,
Aby znów być razem w niebie .
V.
Tak, już,zaraz, cel się zbliża,
Tak, mijają metę w krosie,
Razem zgodnie dojechali,
Teraz są w siódmym niebiosie.
Oddech szybki, skroń pulsuje,
Opadają mięśnie z siły,
Ciała dziwny dreszcz przechodzi,
Niech trwa nadal - jest tak miły...
Cóż za seria pięknych doznań,
Dawno nikt z nich nie pamięta,
Przytuleni tak do siebie
Zasypiają, jak kocięta...
Wspólny spacer - park aleje
Przesiąknięte deszczem,słotą...
Oni widzą świat inaczej,
Oni widzą jesień złotą.
Ich rozmowa, ich spojrzenia,
Nasączone marzeniami...
Mogłoby tak trwać bez końca,
By nie byli nigdy sami.
"Złota jesień" - cóż listopad,
Swoją moc wykazał chłodem,
Przytuleni w małym barze
Popijają piwo z miodem.
Dosyć piwa, czas do domu,
-Mam dla ciebie niespodziankę-
Na fotelu siąść kazała
I podała brandy szklankę.
-Jedną chwilę sam zostaniesz,
Ja, do kuchni muszę - prosi,
To nie będzie długo trwało...
Cóż, po chwili obiad wnosi.
Kiedy wszystko to zrobiła ?
Patrzy nań zdziwioną miną.
Ona mówi mu z uśmiechem,
Zapal świece, otwórz wino.
Widząc jego twarz w kłopocie,
Pyta więc - co wiedzieć chciałeś ?
-Nie rozumię...kiedy...ty...to...
O mój panie mocno spałeś.
Po obiedzie kawa koniak,
W tle muzyki ciche tony,
Siedli razem przy kominku
-On znów pragnie swojej żony.
Jak to zrobić, jak zaskoczyć
By nie wyszła żądza samcza...
Dostał dzisiaj dobrą lekcję...
Rozwiązania...myśli włącza.
-Jaki problem masz kochanie ?
Zapytała go z czułością
Problem?...nie...nic ważnego...
-Tak rozmyślam nad przeszłością.
To ciekawy temat, mówmy,
Razem problem rozwiążemy...
-Cóż, przeszłość - to minęło,
Miłość, przyszłość - czy możemy ?
Tak, z ochotą - powiedziała,
Czy projekty masz, czy plany ?
Och, projektów dużo w głowie...
Mówił, patrzył - zakochany.
Głosem ciepłym mówił do niej
Patrząc w oczy jej głęboko
Ona słucha, słucha, słucha,
Myśli wznoszą się wysoko.
Przytuliła się do niego,
On ją objął swym ramieniem
-Pragnę ciebie, kochaj, kochaj,
-Ugaś proszę me pragnienie.
Tak słów iskry ogień wzniosły,
Ogień serc i ciał płomienie,
Znów spleceni są w objęciach
Przeżywają uniesienie.
Dzień - był piękny, noc swą czernią
Wskaże drogę następnego,
Leżą razem, obok siebie,
-Powiedz jeszcze coś miłego...
Zamknij swe oczy dniem zmęczone
By się upajać zdrowym snem,
Zapomnij zatem o kłopotach
Niech to co złe odpłynie hen.
Baw się więc tęczą, wonią kwiatów,
Beztrosko wznieś się z obłokami,
Wygrzewaj ciało swe przy słońcu,
Pofigluj trochę też z ptakami.
Popatrz z oddali na łąk zieleń,
Błękitne wstęgi rzecznych wód,
Dołącz do roju pszczół wesołych,
Które pachnący tworzą miód.
Nie bój się z wiatrem poszybować
Wysoko hen w nieznaną dal.
On Cię przeniesie w mgnieniu oka
Na koncert letni morskich fal.
A rano wstaniesz bez wysiłku,
Gdyż opłaciło się sowicie
Oddać fantazji swoją duszę
Z uśmiechem powiesz - KOCHAM ŻYCIE.