Nie byłem dawno na stronie, ponieważ zajmowała mnie bardzo - od pięciu lat już - odbudowa statku " KUNA ", o ktorej wspomniał Waldek Danielewicz. Pozdrawiam Cię Waldku.
Wrak zatopionej "Kuny"

Kadłub 'Kuny" po wydobyciu
Oczyszczanie ze szlamu i roślinności
Otóż pragnę donieść, że KUNA jest już na powrót statkiem. Jest wpisana do rejestru i uzyskała klasę PRS. Jest sklasyfikowana, jako statek muzealno - szkoleniowy, z prawem pływania w rejonie 3. Obecnie kończymy roboty stolarskie - szalunki w salonie usytuowanym na śródokręciu, w miejscu dawnej kotłowni i maszynowni. Jest maszynownia z zespołem napędowym Delfin, agregat prądotwórczy zmontowany ze starej prądnicy Bukh i starego silnika Mercedes i wszystko inne, co należy do tego, aby wrak stał się na powrót statkiem. W części dziobowej, gdzie pierwotnie mieszkała załoga statku zlokalizowaliśmy pomieszczenie szkoleniowo - wystawiennicze.

KUNA była już widziana przez niektórych w Szczecinie podczas Dni Morza w latach 2005 / wówczs jeszcze "powiązana sznurkami i 2006 - już w lepszym stanie, ale nie gotowa/, oraz na Odrze i dolnej Warcie. Do maja 2007, kiedy wyrusza na szersze wody - do Berlina, skąd będzie prowadzić IX już Zlot Wodniaków Euroregionu Pro Europa Viadrina statek będzie miał stan techniczny i wygląd jak należy. Nie ujawniałem się na szerszym forum, bo do końca nie było wiadomo, czy iście karkołomne zadanie rewitalizacji statku się powiedzie. Teraz wiem, że się powiodło. Przystępując do rewitalizacji nie wiedzieliśmy nawet, jak statek kiedyś wyglądał - był pusty kadłub, który ostatnie 20 lat leżał zatopiony w basenie stoczniowym w Gorzowie Wlkp. Dzięki pomocy Waldka Danielewicza oraz Horsta Heina - milośnika starych statków z Berlina, dotarliśmy do starych zdjęć i szkiców,/ na całe szczęście wykonanych w skali 1:100/, na podstawie których mogliśmy odtworzyć nadbudówki i komin. Statek nie jest już parowcem; to zadanie było dla nas niewykonalne.
Odtworzyliśmy też z grubsza historię statku. Zbudowany w roku 1884 w stoczni Devrient w Gdańsku był czwartym z zapoczątkowanej w roku 1880 serii lodołamaczy dla dolnej Wisły. W 1880 roku, bowiem, ówczesna pruska administracja wodna rzeki Wisły / Koeniglich - preussische Weichselstrombauverwaltung/ rozpoczęła nowy etap walki ze zjawiskami lodowymi na rzekach, przy pomocy lodołamaczy. Losy tego statku sa też jedyne w swoim rodzaju. Pięć razy zmieniał banderę, nie ruszajac się praktycznie ze swojego rejonu działania: pierwsza - Królestwa Prus, druga - od 1920 do 1939r. Wiolnego Miasta Gdańska, trzecia - od 1939 do 1945 III Rzesza Niemiecka, czwarta - od 1945 do 1947 bandera brytyjska, ponieważ koniec wojny zastał statek w Hamburgu, gdzie przejęli go Brytyjczycy i wcielili do Royal Navy; i wreszcie piąta - bandera polska od 1948 do 1965 roku, po zwrocie statku Polsce, jako mienie pogdańskie. Znaczącym epizodem w historii statku był rejs z uchodźcami gdańskimi, pod koniec marca 1945, Bałtykiem, Kanałem Kilońskim i Morzem Północnym z Gdańska do Hamburga. Rejs, który odbywał się w warunkach wojennych i trudnych warunkach nawigacyjnych. Domyślam się, że statek zawijał do kolejnych portów morskich, a nawigacja była tą, której uczono nas w Szkole - nawigacją terrestryczną. Trzy razy statek zmieniał nazwę: pierwsza nazwa " Ferse ", co jest niemiecką nazwą lewobrzeżnego dopływu Wisły - rzeki Wierzyca, od 1940 roku - " Marder " i po powrocie do Polski - "KUNA", co jest dosłownym tłumaczeniem poprzedniej nazwy Marder. Trzeba przyznać, że nazwa doskonale jest dopasowana do kształtu statku. Stosunkowo nieduża / L= 31 m. B=4,85, T= na rufie 1,60m /, jednostka była lodołamaczem liniowym, a więc operującym w drugiej linii, za lodołamaczami czołowymi, kruszącymi pokywę lodową, i rozdrabniającym krę lodową. Jednocześnie była też jednostką flagową, na której przebywał kierownik lodołamania, który musiał mieć przegląd sytuacji lodowe podczas akcjij. Na ten fakt zwrócił mi uwagę historyk lodołamaczy i lodołamania p. Tadeusz Wrycza z Tczewa, który jednocześnie zobowiązał mnie, aby odbudować statek starannie i z klasą. Wydaje mi się, że temu sprostaliśmy. Statek został wycofany z eksploatacji w roku 1965, a po podjęciu decyzji o złomowaniu - wstępnie pozbawiony wszystkiego, co przedstawiało jakąś wartość. Pozostał pusty kadłub zabezpieczony przed zatonięciem. Temu zawdzięczamy, że posiadamy oryginalną śrubę z końcówką wału. Zostały też fragmenty pokładu manewrowego na dziobie i rufie statku z polerami.
Zadaniem "KUNY", jako najstarszego mobilnego lodołamacza świata, co udało mi się chyba wiarygodnie potwierdzić, a jednocześnie ostatniego świadka pogmatwanej i tragicznej historii Europy Środkowej, jest popularyzacja historii dróg wodnych, żeglugi śródlądowej, historii lodołamania i lodołamaczy, a także regionu, gdzie KUNA rozpoczyna swoje drugie, i oby nadal długie życie.
Czapki z głów przed tą dostojną damą, Panie i Panowie!

PS. Mam niebywałe szczęście dowodzić tym wielce szacownym statkiem. Jest to ukoronowanie mojego długiego życia zawodowego, w całości poświęconego żegludze śródlądowej.
Zdjęcia starej, zatopionej i odbudowanej KUNY prześlę e-mailem Apisowi z prośbą o umieszczenie w galerii.
Przy okazji wyrazy wdzięczności tym wszystkim, którzy przyczynili się, w różny sposób, do rewitalizacji statku. Statek został odbudowany wysiłkiem zbiorowym. Moje nazwisko firmuje to przedsięwzięcie dlatego, aby miał kto zapłacić głową w razie niepowodzenia.
NAVIGARE NECESSE EST, VIVERE NON EST NECESSE.
Z pokładu "KUNY". Jerzy Hopfer