O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.

Intuicja KO-wca

Ostatnia aktualizacja 16 lat temu
G
grzegorzUżytkownik Użytkownik
Dodano 16 lat temu
Tak.......... z cyklu" a jak robi koń?".
Na morszczakach też byli, i na Batorym te ch... też pływały.
Przepraszczam.
ValdemarasValdemarasAdministrator Administrator
Dodano 16 lat temu
Tacy oficerowie dzielili się na porucznika ko. II kl i I kl oraz kapitana ko. II i I kl. Ponadto oficer k.o. bez względu na posiadany stopień był z urzędu z-cą kapitana statku d/s. k.o. We flocie pojawili się w 1949 r.Porucznicy nie musieli się wykazywać żadną praktyką pływania tylko ukończonym kursem i praktyką. Tylko kapitanowie K.o. musieli mieć wypływane odpowiednio 6 i 12 mcy. Ale i to można było ominąć gdyż rozporządzenie M.Żeglugi mówiło że w wyjątkowych przypadkach gdy kandydat posiada szczególne kwalifikacje [hmm ciekawe jakie /.] M. Żeglugi może wydać dyplom bez zachowania warunków przysługujacych do przyznania dyplomu. A oto jak wspomina to kpt. Dziwota Tadeusz-Tak. Ściągano ludzi zupełnie przypadkowych. Kiedy po skończeniu szkoły morskiej trafiłem do gdyńskiej Arki, tym przedsiębiorstwem rybackim kierował tramwajarz z Łodzi. Mało tego. Nawet na ośmioosobowych kutrach był tzw. oficer kulturalno-oświatowy. W rzeczywistości - polityczny. To był typowy przykład darmozjada. Gdy jako szyper kazałem mu zabrać się do roboty przy rybach, zostałem później pouczony przez dyrektora, że popełniłem poważny błąd.
Waldemar Danielewicz
Adam ReszkaAdam ReszkaUżytkownik Użytkownik
Dodano 16 lat temu
Nie dopowiedział Pan jeszcze miły Kapitanie Andrzeju, że osobników takich określano u nas jako "gumowe ucho". Zapamiętałem to dobrze, bo ich penetrację "intelektualną" odczułem na własnej skórze. Pozdrawiam - ARes.
M
MarandUżytkownik Użytkownik
Dodano 16 lat temu
Historia zaczerpnieta z tomiku "Cyklon Morskiej Anegdoty" Henryka Dyjety.

W okresie komunistycznej prosperity,na przelomie 40-tych i 50-tych lat na pokladach statkow polskiej floty ( morskiej i srodladowej) pojawili sie tzw. oficerowie kulturalno-oswiatowi. (Nasi starsi koledzy na pewno pamietaja takowych, szczegolnie na duzych holendrach)
Nie byli to w zadnym wypadku fachowcy od kultury i oswiaty, lecz powolani przez komunistyczne organy partyjne,czesto niedouczeni i niewiele majacy wspolnego z zegluga partyjni "kapusie" i dzialacze,ktorzy zostali doslownie "wstawieni" pomiedzy zalogantow,aby wychwytywac nastroje spoleczne i w razie czego donosic organom partyjnym.Ludzie ci odeszli z floty, pozostawiajac po sobie nieraz niechlubne wspomnienia.
Oto co wlasnie taki Kaoszczak napisal o owczesnym marynarzu,pozniejszym cenionym kapitanie polskiej floty handlowej:
"Zdecydowany wrog. Po wyplynieciu z Gdyni, stal na rufie, szczal przez kluze i rzucal wrogie spojrzenie w kierunku Polski Ludowej".
Edytowany przez Marand dnia 06.02.2010, 16 lat temu
możesz przeglądać wszystkie wątki dyskusji na tym forum.
nie możesz rozpocząć nowy wątek dyskusji na tym forum.
nie możesz odpowiadać na posty w tym wątku dyskusji.
nie możesz rozpocząć ankietę na tym forum.
nie możesz dodawać załączniki w tym forum.
nie możesz pobierać załączniki na tym forum.
Moderator: Administrator
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies