O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.


Baltycka Ukraina: cztery lata później

23.09.2011
Przekopiemy kanał przez Mierzeję Wiślaną, który uniezależni nas od widzimisię Rosji - zdecydował na odchodnym ustępujący rząd Jarosława Kaczyńskiego. Dla Elbląga, który dzięki tej inwestycji ma stać się portem pełnomorskim, decyzja z 2007 roku okazała się pocałunkiem śmierci. Nieważne, że miasto znalazło na Ukrainie i Białorusi partnerów, gotowych zainwestować w port i przystosować go do obsługi zagranicznych ładunków.

Oficjalnie rząd nigdy nie powiedział "nie" inwestycji, od której zależy "być albo nie być" elbląskiego portu. - Poczekajmy na rezultaty ekspertyzy środowiskowej. Wtedy dowiemy się, czy nie ma ekologicznych przeciwwskazań dla tej budowy - tłumaczy Anna Wypych-Namiotko, wiceminister infrastruktury w rządzie Donalda Tuska, odpowiedzialna za sprawy morskie.

Przekopiemy kanał przez Mierzeję Wiślaną, który uniezależni nas od widzimisię Rosji - zdecydował na odchodnym ustępujący rząd Jarosława Kaczyńskiego. Dla Elbląga, który dzięki tej inwestycji ma stać się portem pełnomorskim, decyzja z 2007 roku okazała się pocałunkiem śmierci. Nieważne, że miasto znalazło na Ukrainie i Białorusi partnerów, gotowych zainwestować w port i przystosować go do obsługi zagranicznych ładunków. Platforma nie może firmować projektu, który kojarzy się ze znienawidzonym Pisem - uznali cztery lata temu politycy PO, decydując się na odłożenie budowy kanału na "święte nigdy".

Ostateczna decyzja rządu Donalda Tuska w sprawie budowy słynnego przekopu miała zapaść w połowie 2008 roku. Czekali na nią nie tylko elblążanie, ale zaangażowani w projekt "Bałtycka Ukraina" partnerzy ze Lwowa, Kijowa i Łucka, którzy byli zainteresowani prowadzeniem działalności logistycznej w elbląskim porcie. Niestety, Donald Tusk i jego otoczenie tak długo zwlekali z decyzją (aby nie narazić się ani zwolennikom, ani przeciwnikom kanału), że inicjatywa "Bałtycka Ukraina" umarła śmiercią naturalną. I o to właśnie chodziło Tuskowi, dla którego najważniejsze było to, aby pod żadnym pozorem nie realizować inwestycji, której sukces mógłby sobie przypisać poprzednik - znienawidzony Jarosław Kaczyński.

Oficjalnie rząd nigdy nie powiedział "nie" inwestycji, od której zależy "być albo nie być" elbląskiego portu. - Poczekajmy na rezultaty ekspertyzy środowiskowej. Wtedy dowiemy się, czy nie ma ekologicznych przeciwwskazań dla tej budowy - tłumaczy Anna Wypych-Namiotko, wiceminister infrastruktury w rządzie Donalda Tuska, odpowiedzialna za sprawy morskie.

Jest jednak tajemnicą poliszynela, że pani Namiotko oraz pomorski marszałek Jan Kozłowski należą do zagorzałych przeciwników budowy kanału. A to właśnie te dwie osoby oraz osobiście premier Donald Tusk zdecydowali o losach inwestycji. Sprawę komplikuje również fakt, że chociaż planowany kanał leży na terytorium Województwa Pomorskiego, tak naprawdę na jego powstaniu skorzysta przede wszystkim Elbląg, który leży w Warmińsko-Mazurskim. - Nie mamy żadnego interesu w tym, by budować na naszym terenie kanał, który umożliwi powstanie konkurencyjnego portu w sąsiednim województwie - tłumaczą samorządowcy z Gdańska. - A tak w ogóle, po co ten port w Elblągu, skoro porty trójmiejskie nie są do końca wykorzystane? Skąd Elbląg weźmie ładunki, które uzasadnią kanałową inwestycję?

Elbląg to nie konkurencja

Jednak tak naprawdę nie o konkurencję tu chodzi. Elbląg znalazł niszę rynkową, dzięki której miał pełnić funkcje komplementarne wobec portów trójmiejskich, nie wchodząc z nimi w wyniszczającą konkurencję. - Będziemy obsługiwać niemal wyłącznie handel zagraniczny Ukrainy i Białorusi. Zaproponowaliśmy naszym zagranicznym partnerom możliwość utworzenia w Elblągu oddzielnych terminali, obsługujących ładunki z tych krajów, i nasza propozycja okazała się dla nich niezwykle atrakcyjna. W Gdańsku i Gdyni praktycznie nie przeładowuje się ukraińskich i białoruskich ładunków, stąd też na rozwoju naszego portu nikt w Trójmieście nie straci - tłumaczył w 2008 roku Julian Kołtoński, ówczesny dyrektor Zarządu Portu Morskiego Elbląg.

Taka perspektywa podoba się władzom Gdyni, które współpracują z Elblągiem i nie upatrują w budowie kanału zagrożenia dla własnego portu. W grę wchodziło nawet utworzenie zespołu portów Gdynia - Elbląg pod wspólnym zarządem - tak, jak to ma miejsce w Porcie Szczecin-Świnoujście, jednak ostatecznie ten projekt zarzucono.

Ukraina chce być obecna w Regionie Bałtyku

Tymczasem uczestnicy polsko-ukraińskiego projektu portowego nie poprzestali na zapewnieniach o współpracy. Temat portowy szybko obrósł szeroko pojętym programem działań na rzecz zbliżenia Ukrainy ze strukturami Regionu Bałtyku, znanym pod nazwą "Bałtycka Ukraina".

Tak się bowiem składa, że Region Morza Bałtyckiego obejmuje nie tylko kraje nadmorskie, ale cały obszar, który należy do zlewiska naszego morza. Tak przynajmniej uważają Skandynawowie, którzy nadają ton bałtyckiej współpracy. A do Bałtyku wpadają również rzeki z części obszaru Ukrainy, Białorusi, Słowacji, Czech i Norwegii, a wraz z nimi do morza trafia ogromny ładunek zanieczyszczeń. - Bez włączenia tych pięciu krajów w orbitę współpracy bałtyckiej nie będzie możliwe osiągnięcie strategicznego celu, jaki postawiły sobie społeczeństwa nadmorskie - czystego Bałtyku - uważa Ostap Kozak, były deputowany Rady Obwodu Lwowskiego i inicjator rezolucji, wzywającej władze Ukrainy do przyjęcia Konwencji Helsińskiej o ochronie środowiska morskiego Bałtyku.

Gorącym orędownikiem integracji Ukrainy z bałtycką przestrzenią gospodarczą i społeczno-polityczną jest Szwecja, która w 2009 roku obejmowała przewodnictwo w UE. - To ogromna szansa dla Ukrainy, by tylnymi drzwiami, poprzez struktury bałtyckie, zintegrować się z Unią, a zwłaszcza z jej najbardziej rozwiniętymi krajami z Północy. Utworzenie "przyczółka portowego" na Bałtyku, w Elblągu, może nam w tym pomóc - uważa Lew Zacharczyszyn z Lwowskiej Rady Obwodowej.

Co ciekawe, już sama perspektywa utworzenia "ukraińskiego portu" na terenie Polski zadecydowała o przyjęciu zachodnioukraińskich obwodów do "Euroregionu Bałtyk" na zasadzie członkostwa stowarzyszonego (decyzję podjęto w czerwcu 2008). Z inicjatywy Elbląga delegaci z Ukrainy i Białorusi uczestniczyli w październikowej konferencji Związku Miast i Gmin Morskich, poświęconej Gazociągowi Północnemu. "Przyjmujemy do życzliwej wiadomości oczekiwania wyrażone przez uczestników konferencji z Ukrainy i Białorusi do włączenia ich do procesów konsultacyjnych dotyczących Bałtyku" - brzmi jeden z punktów rezolucji, którą gminy nadmorskie przekazały polskim władzom i strukturom UE. Ukraina chce być również stroną Konwencji Helsińskiej (Bałtyckiej), co potwierdziłoby oficjalny bałtycki status tego kraju i możliwość współdecydowania o sprawach Bałtyku.

Bałtycka Ukraina nie na rękę Rosji

Ukraińcy nie ukrywają, że uzyskanie statusu kraju bałtyckiego pozwoli im aktywnie włączyć się w blokowanie budowy Gazociągu Północnego. Ukraińcy liczą również, że udział w strukturach bałtyckich pozwoli im pozyskiwać europejskie środki na projekty ekologiczne, a także umożliwi zdobycie doświadczenia, które można będzie wykorzystać do blokowania gazociągu South Stream na Morzu Czarnym. A integracja sieci kolejowej i dysponowanie "własnym" portem bałtyckim - to istotny krok na szlaku do integracji europejskiej, o wiele ważniejszy, niż polityczne deklaracje premierów czy prezydentów.

Nikogo więc nie dziwi, że taka perspektywa nie może podobać się Rosji. - Nie zgadzamy się na kanał przez Mierzeję, bo może on spowodować problemy ekologiczne - powiedział wiosną 2008 w rozmowie z warmińsko-mazurskim marszałkiem Georgij Boos, gubernator Obwodu Kaliningradzkiego. To szczyt hipokryzji, bo to właśnie Obwód Kaliningradzki notorycznie narusza wszelkie normy ekologiczne i ma duży udział w degradacji wrażliwego Bałtyku. Nic dziwnego: Rosja nie szczędzi pieniędzy na bałtycką rurę czy zbrojenia, ale środków na oczyszczalnie ścieków czy segregację odpadów jej już nie wystarcza.

Stanowisko Rosji powoduje, że gdańskie otoczenie Tuska na wszelki wypadek rekomenduje premierowi rezygnację z budowy kanału, aby nie zadzierać z wielkim sąsiadem. Tym bardziej, że Rosjanie są dla gdańskiego biznesu niezwykle atrakcyjnymi partnerami, a propozycje rosyjskich inwestycji w gdańskim porcie spotykają się nad Motławą z życzliwym przyjęciem. Czy interesy Rosji przeważą nad deklarowanym przez Tuska "strategicznym partnerstwem" z Ukrainą? Spojrzenie na czteroletnią kadencję rządów PO-PSL nie pozostawia złudzeń, że tak właśnie się stało.

Jakub Łoginow

Udostępnij:

Apis 23.09.2011 6,365 8 komentarzy 3.00 z 3 ocena

8 komentarzy


  • M
    Marand
    Przekopanie Mierzeji Wislanej i tworzenie z Elblaga centrum logistycznego o rozmiarach ponadregionalnych, jest tak samo uzasadnione ekonomicznie, jak budowa terminalu kontenerowego nad Zalewem Solinskim. Gdyby nie podpis autora pod artykulem, to pomyslalbym, ze jest on dzielem Ryszarda Czarneckiego.
    - 23.09.2011 22:05
    • Janusz Miszewski
      Janusz Miszewski
      Zgadzam się z kolegą Marandem mimo,że jestem miłośnikiem Elbląga i elbląskiego portu ale jako portu żeglugi śródlądowej i przybrzeżnej. cały wysiłek finansowy i organizacyjny powinien pójść w stronę udrożnienia istniejącego śródlądowego połączenia Elbląga z gdańskim portem. Niestety nowe inwestycje temu przeczą jak choćby nowy most w Drewnicy zbudowany tak,że stanowi przeszkode dla przepływających statków oraz most w Kępkach tak niski,że stanowi bariere nawet dla żeglugi pasażerskiej na Nogacie.
      - 24.09.2011 17:29
      • tomil
        tomil
        Przynajmniej początek artykułu chyba jest zaczerpnięty za jakiegoś biuletynu PiSu. To ten sam styl bardzo niedpowiedni dla rzeczowej dyskusji.
        Pozdrawiam
        tomil
        - 24.09.2011 17:40
        • K
          kaczor_g
          jak nie ma merytorycznych argumentów to się nie zabiera głosu.... Przeczytałem wszystkie 3 wypowiedzi i nie widzę żadnego merytorycznego argumentu.
          Zakładam, że autor nie buja w obłokach.
          Ruscy raz puszczają statki pod polską banderą raz nie - zależnie od prikazu z kremla...
          Holendrom opłaca się budować sztuczne wyspy o powierzchni setek hektarów, nam nie opłaca się wykopać kanaliku, który uniezależniłby nas od "wielkiego brata".
          Z Elblągiem jest ten sam problem co z całym zagadnieniem morsko/śródlądowym, brak jakiejkolwiek strategicznej myśli.
          Rozumiem Panowie waszą awersję do PiS, ale wyobraźcie sobie Elbląg do którego zawijają statki z importem do wschodnich sąsiadów, i ich eksportem w świat. Zaraz po tym musi się nasunąć kwestia jak to dowieźć do i z Elbląga. Zresztą ten sam problem już ma terminal w Gdańsku. Lepiej żeby zarobił Elbląg czy inny zagraniczny port?
          - 24.09.2011 20:08
          • B
            baca_young
            Czy ktoś wie na czym miał polegać rzeczony we wstępie artykułu "pocałunek śmierci"? lub przynajmniej kto był uprzejmy "całować"? i kogo?. Czegoś mi tam brakuje.
            - 26.09.2011 01:10
            • marek56
              marek56
              Panowie, a czy mógłby mi ktoś wyjaśnić którędy i jakimi srodkami transportu miałyby być dostarczane ładunki do/z Elbląga na Ukrainę i Białoruś ?
              Przecież nie mamy (i długo jeszcze mieć nie będziemy) odpowiedniej do tego celu infrastruktury (o czym zresztą pisze Kol. kaczor_g). Mielibyśmy kolejny port morski i... co dalej ?
              - 26.09.2011 08:08
              • Apis
                Apis
                Kuba Łoginow - prowadzący serwis "Port Europa" nie napisał tylko tego jednego tekstu. Trzeba byłoby poświęcić chwilkę i odszukać u nas lub na jego portalu więcej publikacji na ten temat. Jest w nich też o inwestorach, projektach, planach...

                http://porteuropa...-rynek-tsl

                http://www.porteu...woju-portu

                http://www.spedyc...rosja.html

                Ale wróćmy na nasze śródlądowe podwórko... Zarówno Elbląg jak i Gdańsk mogłyby zyskać "zaplecze transportowe" gdyby kończące się dziś na granicy Polski i Białorusi drogi wodne międzynarodowej klasy zostały przez Bug (lub kanałem lateralnym) i Wisłę przedłużone do tych portów. Dotyczy to także sieci dobrych dróg kołowych (autostrad), których nadmiaru w Polsce nie mamy. Aby podjąć taką inwestycję trzeba mieć jakieś ekonomiczne uzasadnienie. Jeśli Ukraina i Białoruś chciałyby z Elbląga zrobić "swój" port i gotowe były inwestować w infrastrukturę - co w tym dziwnego? Chyba na tym nie tracilibyśmy a zyskiwalibyśmy. A tak zyskiwać będzie najpewniej Kłajpeda. Tam nikt nie pyta o rzeczy oczywiste.

                Podobnie ma się sprawa z Odrą, Szczecinem i Czechami. Nie robiąc z Odrą nic skazujemy Szczecin na niechybną zagładę. Niemcy już budują Ho-Fri-Wa czyli drogę wodną (docelowo do Berlina) dla statków rzeczno-morskich. Gdy już uzyskają co chcą (podniesienie mostów w Szczecinie, zapewnienie spływu lodów przez Odrę Wschodnią i Dąbie) - będą mieli dostępną niemal cały rok, pierwszorzędną drogę wodną do Berlina. Port Szczecin porośnie wówczas trawą tak jak położony na przeciwnym krańcu Odry Port Koźle.

                A tak nawiasem mówiąc: w rządzie PIS nie było nawet departamentu żeglugi śródlądowej, za rządów PO wprawdzie powstał, ale... skutecznie wycina się żeglugę śródlądową z wszelkich strategii długoterminowych, ignorując całkowicie wnioski z konsultacji społecznych.
                - 26.09.2011 08:43
                • marek56
                  marek56

                  Cytat

                  ... Zarówno Elbląg jak i Gdańsk mogłyby zyskać "zaplecze transportowe" gdyby kończące się dziś na granicy Polski i Białorusi drogi wodne międzynarodowej klasy zostały przez Bug (lub kanałem lateralnym) i Wisłę przedłużone do tych portów. Dotyczy to także sieci dobrych dróg kołowych (autostrad), których nadmiaru w Polsce nie mamy. Aby podjąć taką inwestycję trzeba mieć jakieś ekonomiczne uzasadnienie. Jeśli Ukraina i Białoruś chciałyby z Elbląga zrobić "swój" port i gotowe były inwestować w infrastrukturę

                  I właśnie o to chodzi. Czy Ukraina i Białoruś tak naprawdę chce mieć "swój" port w Polsce ? Czy to tylko takie sobie rozważania. Czy jest to faktycznie uzasadnione ekonomicznie ? Przeciez port to tylko pewna część całego przedsięwzięcia. Zbudujemy port i na długie lata możemy zapomnieć o reszcie. Port będzie czekał na ciąg dalszy i się degradował. O budowie/rozbudowie naszych dróg wodnych na wschód na obecną chwilę możemy zapomnieć. Kto dziś pozwoli na wykorzystanie do tego celu Bugu albo na budowę kanału lateralnego. Jeżeli tak to może za jakieś 50-100 lat ? Po mojemu "szarpanie się" dziś na budowę kolejnego portu po to aby go mieć, a potem jakoś to będzie nie jest rozsądne. Lepiej skupmy się na ratowaniu i racjonalnym wykorzystaniu tego co już mamy (Odra i przynajmniej częściowo Wisła). To tyle ode mnie.
                  Pozdrawiam Marek
                  - 27.09.2011 08:34

                  Dodaj lub popraw komentarz

                  Zaloguj się, aby napisać komentarz.
                  Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                  Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
                  Niesamowite! (0)0 %
                  Bardzo dobre (2)66.7 %
                  Dobre (0)0 %
                  Średnie (0)0 %
                  Słabe (1)33.3 %
                  Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                  Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies

                    Nasz sondaż

                  Jaka instytucja powinna dbać o utrzymanie dróg wodnych?