O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.


Polska Żegluga Śródlądowa 2010 - narada w Szczecinie

08.03.2010
W dniu 5.03.2010. w Szczecińskim "Nowotelu" odbyła się kolejna Narada Przednawigacyjna "Polska Żegluga Śródlądowa 2010". Z założenia jest to forum, na którym swoje wszystkie bolączki Związek Polskich Armatorów Śródlądowych ma szansę przedstawić urzędom, instytucjom i organom administracji państwowej odpowiedzialnym za żeglugę i drogi wodne.

Naradę rozpoczęto prezentacjami zdjęć przedstawiających stan infrastruktury żeglugowej w Polsce na wybranych szlakach. Wartę, Noteć oraz Drogę Wodną Wisła-Odra i częściowo Wisłę omówił kpt. Jerzy Hopfer, szczególną uwagę zwracając na problem zarastania koryta roślinnością wodną, zwężającą w niektórych miejscach szlak żeglowny do zaledwie kilku metrów. Zwrócił uwagę na fatalne oznakowanie lub jego brak na Wiśle, co z uwagi na najgorsze warunki nawigacyjne powinno wyglądać inaczej.

W dniu 5.03.2010. w Szczecińskim "Nowotelu" odbyła się kolejna Narada Przednawigacyjna "Polska Żegluga Śródlądowa 2010". Z założenia jest to forum, na którym swoje wszystkie bolączki Związek Polskich Armatorów Śródlądowych ma szansę przedstawić urzędom, instytucjom i organom administracji państwowej odpowiedzialnym za żeglugę i drogi wodne.

Od trzech lat uczestniczy w nich wiceminister infrastruktury - Anna Wypych-Namiotko - ze swoim sztabem. Zwykle obecny był ktoś z Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej - tym razem prezes KZGW Leszek Karwowski przysłał na ręce prezesa ZPAŚ list usprawiedliwiający swoją nieobecność. Z jego upoważnienia KZGW reprezentował Andrzej Kreft - dyrektor RZGW w Szczecinie. Na tym śródlądowym forum obecni są zawsze dyrektorzy Urzędów Żeglugi Śródlądowej z całej Polski, przedstawiciel Urzędu Morskiego Szczecin, reprezentacja Polskiego Rejestru Statków, Rady ds. Promocji Żeglugi Śródlądowej, środowisk edukacji żeglugowej, stoczni i oczywiście armatorów. W naradzie zazwyczaj biorą też udział goście z Niemiec: przedstawiciele Policji Wodnej i Ministerstwa Transportu. W tym roku przybyli także reprezentanci armatorów Republiki Czeskiej.

Naradę rozpoczęto prezentacjami zdjęć przedstawiających stan infrastruktury żeglugowej w Polsce na wybranych szlakach. Wartę, Noteć oraz Drogę Wodną Wisła-Odra i częściowo Wisłę omówił kpt. Jerzy Hopfer, szczególną uwagę zwracając na problem zarastania koryta roślinnością wodną, zwężającą w niektórych miejscach szlak żeglowny do zaledwie kilku metrów. Zwrócił uwagę na fatalne oznakowanie lub jego brak na Wiśle, co z uwagi na najgorsze warunki nawigacyjne powinno wyglądać inaczej.

Kanał Gliwicki oraz Odrę skanalizowaną omówił kpt. Andrzej Podgórski (czyli ja), a Odrę swobodnie płynącą kpt. Czesław Szarek. Obaj zwrócili uwagę na zdewastowaną zabudowę hydrotechniczną, fatalny stan większości śluz, nabrzeży i portów, zamulenie kanałów śluzowych i Kanału Gliwickiego. Mimo to, że Odra jest jeszcze stosunkowo najlepiej przystosowana do uprawiania żeglugi zwrócono uwagę na słabe wykorzystanie tej drogi wodnej choćby do przewozu ładunków ponadgabarytowych. Na wielu slajdach pokazano bowiem transport takich ładunków.

Po pokazie zaproszono wybranych gości do stołu prezydialnego i rozpoczęto obrady. Pierwsza zabrała głos minister Anna Wypych-Namiotko. Głównym wnioskiem jaki nasuwa jej się w ocenie polskich dróg wodnych i infrastruktury żeglugowej to olbrzymie zaniedbanie i to nie tylko w sferze fizycznego ich stanu, ale także w dziedzinie działań administracyjnych. Dodała jednak, że następuje poprawa w stosunkach między resortami ochrony środowiska i infrastruktury a nawet można powiedzieć już o dobrej współpracy. Podział kompetencji w zarządzaniu drogami wodnymi i ich infrastrukturą zaczyna więc być coraz mniej istotny.

Kolejnym, który zabrał głos był Zenon Drożyński z Ministerstwa Transportu Republiki Federalnej Niemiec. Poruszył m.in. sprawę tzw. europejskich numerów - unikalnego oznakowania każdego statku śródlądowego. Numer ten będzie teraz przyznawany na stałe i nie będzie ulegał zmianie wraz z przerejestrowaniem statku do innego kraju. Statek będzie go nosił do końca swego życia i taki numer nie zostanie przyznany innej jednostce nawet po zezłomowaniu. Podkreślił jak ważne jest czytelne i prawidłowe uwidocznienie tego numeru. Statek poddany kontroli, mający przyznany numer i noszący go w sposób widoczny dla kolejnych organów kontroli unika w ten sposób zatrzymywania i ponownych kontroli. Odpowiadał też na pytania związane ze sprawami żeglugi polskich jednostek po wodach Niemiec i Unii.

Bardzo dobrze przygotowani przedstawiciele armatorów Republiki Czeskiej w kilkanaście minut przedstawili sytuację swojej żeglugi. Boryka się on z wieloma problemami, z których największym jest brak właściwych głębokości na Łabie na przygranicznym odcinku z Niemcami. W przeciwieństwie do armatorów polskich, którzy mogą poprzez ujściowy odcinek Odry wydostać się na "szerokie wody" szlaków europejskich - Czesi nie mają innej drogi do Europy niż wspomniany odcinek Łaby. W zaprezentowanym pokazie slajdów wskazali na możliwości rozwoju dróg wodnych Czech także poprzez planowane połączenia z Odrą i Dunajem oraz przedstawili kontrargumenty dla poglądów "zielonych", którzy podobnie jak "organizacje ekologiczne" w Polsce torpedują wszelkie działania w tej dziedzinie.

Dyrektor RZGW w Szczecinie Andrzej Kreft w imieniu prezesa KZGW Leszka Karwowskiego zreferował poniesione nakłady inwestycyjne i zrealizowane prace dla potrzeb żeglugi śródlądowej w 2009 roku. Szczegóły zostały ujęte w piśmie, które dołączono do materiałów rozdanych uczestnikom Narady. Jest w nich szczegółowe określenie kosztów na prace inwestycyjne i utrzymaniowe oraz remonty niektórych budowli hydrotechnicznych na wszystkich drogach wodnych w Polsce. Niestety - nakłady te są skromne i są kroplą w morzu (rzece) potrzeb.

Andrzej Kreft omówił też osiągnięcia z "własnego podwórka" czyli RZGW Szczecin. Zapowiedział dopuszczenie żeglugi całodobowej na granicznym i dolnym odcinku Odry oraz wprowadzenie w tym celu koniecznego oznakowania zasilanego bateriami słonecznymi. Zwrócił się jednocześnie z apelem do wszystkich użytkowników dróg wodnych o zgłaszanie przypadków dewastacji oraz w miarę możliwości zapobiegania aktom wandalizmu. Podkreślił konieczność wystąpienia o zmianę kwalifikacji takich czynów z "małej szkodliwości społecznej" na "sprowadzanie ryzyka katastrofy komunikacyjnej" co pozwoli na surowe karanie sprawców dewastacji oznakowania żeglugowego podobnie jak w przypadku dewastowania znaków drogowych. Przyłapani niejednokrotnie na gorącym uczynku wandale, którymi bardzo często okazywali się rybacy i wędkarze (bo im statki płoszą ryby) po zgłoszeniu przestępstwa policji są niemal natychmiast wypuszczani. Rozzuchwaleni bezkarnością nadal przestawiają lub niszczą znaki wytyczające szlak żeglowny i inne, zapewniające bezpieczeństwo żeglugi.

RZGW w Szczecinie wydał także unikalną w skali kraju publikację - "Informator nawigacyjny śródlądowych dróg wodnych granicznego i dolnego odcinka rzeki Odry", z którego prezentujemy kilka skanów. Informator jest naprawdę profesjonalnie opracowany i zawiera obok informacji tekstowych, tabel o stanach WWŻ itp. także mapę Odry podzieloną na karty z naniesionym kilometrażem, hektometrażem, parametrami drogi wodnej, oznakowaniem nawigacyjnym, dokonanymi z pokładu statku fotografiami odgałęzień kanałów i połączeń z innymi drogami wodnymi, zdjęciami mostów i pełną o nich informacją (prześwit, szerokość przęsła żeglownego). Informator zawiera także tabelę wszystkich znaków nawigacyjnych, tabelę wszystkich mostów, a w końcowej części wykaz przystani turystycznych wraz z ich zdjęciem od strony wody. Brawo! Czekamy kiedy w ślady RZGW Szczecin pójdą inne RZGW.... Marzenie ściętej głowy.



Kolejnymi mówcami byli przedstawiciele PRS. Odnieśli się do szykujących się zmian w procesie badań technicznych statków i ten temat zdominował dalszy ciąg narady. Wywiązała się polemika pomiędzy armatorami i przedstawicielami rejestratora w sprawach badań technicznych i uzyskiwania odpowiednich dokumentów. Atmosfera obrad nieco się podniosła co rzutowało na dyskutowanie następnych tematów i wskazywanie problemów. Wiele z nich powtarza się na każdej Naradzie Przednawigacyjnej jak choćby sprawa nie uznawania kwalifikacji (głównie stopnia polskiego marynarza) oraz problemów z Administracją Morską przy poruszaniu się w obszarze wód morskich (port Szczecin i tor wodny Szczecin - Świnoujście).

Zgłaszano uwagi do prac Rady Promocji Żeglugi Śródlądowej, a jej reprezentant Przemysław Daca z Ministerstwa Infrastruktury wyjaśniał wszelkie zawiłości związane z Funduszem Żeglugi Śródlądowej i Funduszem Rezerwowym, którego... nie ma. Nigdy nie został utworzony i nie ma na nim żadnych środków.

W trakcie coraz to bardziej zaostrzającej się dyskusji między armatorami a niekiedy nawet własnym Związkiem Armatorów salę opuszczali kolejno przedstawiciele ministerstwa infrastruktury z powodu napiętych terminów. Ubywało także innych co akurat dla mnie było okolicznością negatywną. Chciałem bowiem przedstawić ideę "Rejsu Dobrej Nadziei" i pozyskania dla tej akcji jak najszerszego poparcia. Ponieważ głos mogłem zabrać dopiero w "wolnych wnioskach" pod sam koniec narady - nie było już nie tylko reprezentantów ministerstwa, ale również np. głównej organizatorki "Flisu Odrzańskiego" - Elżbiety Marszałek. Mówiłem więc do rozognionych niedawną dyskusją armatorów i znudzonych nią gości. Szczerze więc wątpię czy ktokolwiek zwrócił na moje słowa uwagę, traktując je zapewne jako "ciekawostkie zawodowe" ze skeczu Kobuszewskiego ("Jasiu, wężykiem...").

Pozostały mi jednak miłe wrażenia ze spotkania się (po raz pierwszy w "realu") ze Zbyszkiem Siedlarzem, którego przyjęto w poczet honorowych członków Związku Polskich Armatorów Śródlądowych. Jego dokonania, entuzjazm i pogoda ducha udzieliły mi się, więc nadal uważam, iż warto walczyć o normalność na polskich rzekach mimo braku dobrego klimatu nawet wewnątrz żeglugowego środowiska. Jak zwykle mile było zobaczyć się z Waldkiem Danielewiczem - pracowitym i cichym współredaktorem serwisu "Żegluga śródlądowa wczoraj, dziś, jutro..." oraz z wieloma innym, "starymi dobrymi znajomymi".

Udostępnij:

Apis 08.03.2010 7,305 10 komentarzy 0 z 0 ocena

10 komentarzy


  • przylodz
    przylodz
    No i na idei się skończyło! Niech sobie poczeka.
    Przełknę tę żabę. Apis, proszę, nie załatwiaj tych koszulek i innych drobiazgów. Posłanie zamieść na stronie. "Rejs dobrej nadziei" Przeszedł do historii. Cóż! czasem tak bywa...
    - 08.03.2010 19:51
    • Apis
      Apis

      Cytat

      (...) ... więc nadal uważam, iż warto walczyć o normalność na polskich rzekach mimo braku dobrego klimatu nawet wewnątrz żeglugowego środowiska.

      Howgh!
      Manitou z nami.
      Koszulki też.
      - 08.03.2010 19:54
      • K
        kaczor_g
        Rozumiem, że PRS przedstawia stanowisko "żywcem nas nie wezmą", no, ale co powiedziała Pani Wypych-Namiotko, w tej kwestii, dyr. UŻŚ - są projekty rozporządzeń na stornach MI od połowy zeszłego roku wprowadzające klasyfikację poprzez UŻŚ i "inne podmioty" - jaka jest szansa na wdrożenie tych rozporządzeń i likwidację monopolu PRS?
        - 08.03.2010 21:31
        • Apis
          Apis
          Armatorzy wolą SUK, ale od teraz SUK nie przyjedzie do dowolnego miejsca w Europie jak kiedyś. PRS stara się aby zostać uznanym przez Komisję Reńską rejestratorem, UŻŚ nie bardzo się palą do klasyfikacji... Jednym słowem nic nie wiadomo Grin
          - 08.03.2010 23:28
          • SP2BZW
            SP2BZW
            może kiedyś się doczekamy wzorem zachodnich i południowych sąsiadów wersji wektorowej (na plotery) takiego informatora ?
            wersja internetowa http://83.19.186.... jest chyba dużo bogatsza w treść od wydania papierowego i jest mnóstwo zdjęć...
            - 09.03.2010 01:56
            • Jerzy Hopfer
              Jerzy Hopfer
              Witam wszystkich.
              Jako prowadzący naradę chciałbym odnieść się do dyskusji i zarazem wyjaśnić jedną z kwestii, która wbrew intencji zgłaszającego ją, nie rozgrzała specjalnie sali ani nie wywołała skandalu. Chodzi o uznawanie polskich stopni marynarskich i dokumentów na drogach wodnych Niemiec. Otóż umowa miedzy Polską a Niemcami o żegludze śródlądowej zawiera zapis, że każde z państw będzie wymagało na swoich drogach wodnych dokumentów zgodnych z obowiązującym w tym państwie prawem wewnętrznym. W długoletniej już, bo blisko 20 letniej praktyce stosowano różne rozwiązania, o których za długo by tu pisać. Sprawę patentów kapitańskich załatwiła dyrektywa UE w ten sposób, że uznawane są w całej Europie. Pozostał problem uznawania stopni i świadectw marynarskich od młodszego marynarza do sternika. Pracująca od lat polsko-niemiecka grupa robocza d/s żeglugi wielokrotnie zajmowała się tym, bez pozytywnego rozwiązania. Problem bowiem jest w obowiązujących w Niemczech i Polsce odmiennych rozwiązaniach prawnych dotyczących okresów praktyki pływania w celu uzyskania stopnia marynarza. W Polsce, aby uzyskać stopień marynarza żeglugi śródlądowej należy odbyć 3 miesięczna praktykę jako młodszy marynarz, zaś aby otrzymać stopień starszego marynarza dodatkowo 6 miesięcy i zdać egzamin. Bosmana otrzymuje się po dalszych 6 miesiącach praktyki. Przyjmuje się, że 15 dni pływania w miesiącu można zaliczyć jako cały miesiąc, a zatem do uzyskania stopnia starszego marynarza w Polsce potrzebne jest 135 dni praktyki pływania. W Niemczech, gdzie nie ma stopni młodszego ani starszego marynarza aby uzyskać stopień marynarza potrzebna jest praktyka na statku w wymiarze 3 lat, z zastrzeżeniem, że osobom w wieku powyżej 21 lat praktyka liczy się podwójnie, a więc dorośli potrzebują praktycznie 1,5 roku aby zostać marynarzem. Przyjmuje się, stosując tę samą zasadę zaliczania miesięcy co w Polsce - 15 dni=miesiąc i odpowiednio 180 dni=rok, że w najszybszym możliwym terminie stopień marynarza w Niemczech można uzyskać wykazując się praktyką w wymiarze 270 dni / 180 + 90 dni /, bez obowiązku zdawania egzaminu. Jak by nie liczyć, to polski starszy marynarz spełnia kryteria obowiązujące w Niemczech tylko w połowie. Sprawa uznania polskich stopni marynarskich w Niemczech powinna być i byłaby już dawno pozytywnie załatwiona, gdyby polska strona w grupie roboczej używała właściwych argumentów w dyskusji, a przede wszystkim, gdyby ten problem potraktowała z należytą uwagą. Tego, niestety, śledząc dokumenty z prac grupy roboczej, nie można stwierdzić. Przyjęta przez polską stronę taktyka uników, chowania głowy w piasek, taktyka odwlekania terminów spotkań doprowadziła do tego, że Niemcy policzyli niezbędną praktykę pływania w taki sposób, jaki przedstawiłem i wydali swoim służbom wytyczne, aby na drogach wodnych Niemiec uznawać jako marynarza osoby posiadające co najmniej polski stopień bosmana, pomimo że i on posiada praktykę pływania tylko w wymiarze 225 dni. Moim zdaniem sprawa jest do załatwienia, jeżeli wprowadzi się do dyskusji fakt, że polski starszy marynarz, aby uzyskać ten stopień, musi zdać egzamin przed państwową komisją egzaminacyjną. Inaczej mówiąc należy rozstrzygnąć, czy egzamin może zrównoważyć brakujące 135 dni praktyki pływania. Taki też argument został postawiony podczas ubiegłorocznego spotkania grupy roboczej. Ustalono, że sprawą tą zajmie się podgrupa, która przeanalizuje programy szkoleniowe i egzaminacyjne obowiązujące w Polsce i przedstawi swoje sugestie grupie roboczej na następnym plenarnym posiedzeniu. Mimo upływu 10 miesięcy do zebrania się podgrupy nie doszło - ma się zebrać 11 marca 2010 r. Jaki będzie wynik negocjacji trudno dzisiaj przewidzieć. Jedno natomiast jest pewne: to polskiej stronie powinno zależeć na tym, by problem rozwiązać, bo to o polskich marynarzy, o członków załóg polskich statków uprawiających żeglugę na drogach wodnych Niemiec chodzi. Pokrzykiwania, pohukiwania i pretensje sprawie na pewno nie służą, zaś sugerowanie, że dlatego nalegamy o uznanie polskiego starszego marynarza za równoprawnego z niemieckim, bo stanowimy lobby na rzecz terenowych komisji egzaminacyjnych, jak to zostało powiedziane podczas narady, jest zwykłą głupotą, pomówieniem, by nie powiedzieć, bezczelnym kłamstwem obliczonym na wywołanie skandalu. Szczególnie, gdy wychodzi z ust człowieka, który długie lata zasiadał w grupie roboczej i nic nie zdziałał, co, gdy się słyszy go dzisiaj, zupełnie nie dziwi. Jeżeli wśród polskich przedstawicieli w grupie roboczej byli ludzie o podobnej mentalności i podobnym stylu argumentowania, nie dziwi także fakt, że przez wiele lat grupa robocza była ciałem martwym lub co najmniej uśpionym, a problemy nie załatwione. A zatem jeszcze raz: tylko starszy marynarz, ze względu na fakt, iż musi zdawać egzamin państwowy, jest do zaakceptowania przez stronę niemiecką. Miedzy innymi dlatego, że Centralna Komisja Reńska preferuje egzaminy jako sprawdziany wiedzy zawodowej w większym stopniu niż tylko praktykę.
              Innym możliwym rozwiązaniem tego palącego problemu byłoby przyjęcie Polski do Centralnej Komisji Reńskiej w charakterze obserwatora i podpisanie z nią porozumienia o uznaniu polskich dokumentów statkowych i załogowych, w tym książeczek żeglarskich i świadectw. Załatwiłoby to uznanie polskich dokumentów we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Z tego co mi wiadomo, procedura z tym związana została rozpoczęta. I na koniec, Związek Polskich Armatorów Śródlądowych pilnuje tej sprawy, pilotuje ją i ponagla - jeżeli mogę w dobrej intencji użyć takiego określenia - Ministerstwo Infrastruktury, aby ją w końcu pozytywnie dla polskich załóg załatwić.
              Pozdrawiam i życzę w nowym sezonie nawigacyjnym przysłowiowej stopy wody pod kilem.
              Jerzy Hopfer
              - 09.03.2010 02:19
              • x5
                x5
                A´hoy Jurek!
                Twoje rzeczowe i pełne wyjaśnienia zawsze były i są dla wielu z nas drogowskazem prawidłowych działań człowieka znającego się na tzw.łodziarce.
                Jeżeli politycznie żeglugą zajmują się ludzie przypadkowi ( z klucza partyjnego bezwzględu na ustrój ) nie mający większego pojęcia tak o przepisach jak i praktyce żeglugowej to mamy to co mamy.
                Ja jako praktyk i amator szkoleniowy, ale za to drobny armator dodam coś ze swoich spostrzeżeń ostatnich 20 lat pobytu na Zachodzie.
                Przede wszystkim o czym zawsze wspominam polskie szkolnictwo zawodowe naszej branży jest do "bani".Teoria jest ważniejsza od praktyki i tutaj wychodzi ta różnica w stopniach marynarskich w stosunku do absolwentów (np.szkół niemieckich) już na samym starcie zawodowym absolwentów polskich szkół żeglugowych.
                Praktycznie więc biorąc polscy absolwenci nie nadają się do pracy bo nie są odpowiednio wykwalifikowani.W dzisiejszych czasach nikt nie przyjmie młodszego marynarza bo jest nie przydatny i trzeba go dalej szkolić co kosztuje nie tylko pieniądze ale również czas.
                Wiadomo, że polska żegluga śródlądowa nie istniej prawie w Polsce i większość statków pływa w Niemczech.Wielu kolegów posiada niemieckie "Schifferdienstbuch" z odpwiednim wpisem np."Deckmann".Jednak muszą dalej prowadzić zapisy rejsów w polskich książeczkach służby pokładowej, żeby w przyszłości zdobyć stopień sternika, a później kapitana.W polskiej książeczce jest stopień "starszy marynarz" co wystarcza,żeby być pełnoprawnym załogantem.
                Kilka dni temu zadzwonił do mnie kapitan polskiego statku, ale pływającego pod niemiecką bandrą bo tak przewidywała umowa jego kupna.
                W czasie rutynowej kontroli policyjnej WSP niemiecki urzędnik zobaczył przez przypadek obie książeczki.Statek został zatrzymany z powodu niepełnych uprawnień załoganta i podejrzenia o "manipulację" stopniami zawodowymi i ... nie było tłumaczeń, że w Polsce może a tutaj nie może i nastąpiła przymusowa zmiana załogi.
                Inny przykład:
                Miałem w załodze polskiego bosmana (taki zapis w polskiej książeczce).Podczas kontroli policyjnej WSP nie zakwestionowało jego kwalifikacji chyba tylko dlatego, że znałem tych policjantów,ale poradzono mi, żeby wyrobić temu załogantowi niemiecką książeczkę.
                Wykonałem parę telefonów i mój załogant musiał zrobić niemieckie badania lekarskie i zgłosić się w WSA ... celem wyrobienia niemieckiej "Schifferdienstbuch".Oczywiście miał już wypływane kilka miesięcy na moim statku.
                Zaskoczeniem było zarówno dla niego jak i dla mnie bo dostał wpis "Steuermann" w obu rubrykach reńskiej i śródlądowej.Dodam jeszcze, że nie ukończył on żadnej polskiej szkoły branżowej.Kiedy zgłosił się w odpowiednim Urzędzie Żeglugi w Polsce,żeby mu uznano niemiecki stopień "sternika" pokazując wpis "Steuermann" został odesłany z "kwitkiem" na egzamin.
                Czyli nie uznawanie stopni zawodowych działa w obie strony.Paranoja prawda?
                Daliśmy sobie z tym spokój i jeździ dalej na niemieckiej książeczce.

                Wracając jeszcze do praktyk zawodowych w naszych szkołach branżowych to ostatnio stało się modne wysyłanie uczniów na morskie promy pasażerskie.Przeglądając program nauczania w tych szkołach doszedłem do wniosku, że nie szkoli się dla potrzeb żeglugi śródlądowej tylko morskiej.
                Podobne zdanie i zapytanie miała Pani Katja Wenkel z niemieckiego BDB przygotowująca wspólny europejski projekt szkolenia zawodowaego w żegludze śródlądowej.
                Coś tu chyba nie gra Panowie szkoleniowcy?

                Pozdrawiam z szacunkiem kapitana "Kuny" kolegę Jurka Hopfera.
                Józek "Skipper" W.
                - 09.03.2010 13:45
                • W
                  Waldemar Wojcik
                  W zasadzie nic nie daje taka narada. Nawet wniosków lub postulatów końcowych nie podjęto. Prezes KZGW nie miał czasu na zajęcia, które są jego obowiazkiem. Powinno się dążyć do zlikwidowania KZGW, szkoda naszych pieniędzy na taką administrację. A my róbmy swoje i "Kucyk" powinien płynąć.
                  - 09.03.2010 14:21
                  • kajda
                    kajda
                    Dzięki pełnym wypowiedziom Panów kapitanów Hopfera i Węgrzyna nareszcie zrozumiałem problem uznawania polskich
                    stopni marynarskich w Niemczech, co zapewne będzie
                    procentowało w mojej dalszej pracy zawodowej. Zamiast
                    sloganów, na łamach naszego portalu powinna toczyć
                    się merytoryczna dyskusja nad nurtującymi nas problemami
                    związanymi z żeglugą śródlądową, zważywszy że jest on
                    jedynym,dobrze prowadzonym forum żeglugowym w Polsce.
                    - 10.03.2010 06:21
                    • Jerzy Hopfer
                      Jerzy Hopfer
                      Odpowiadam Kol.Wójcikowi.
                      Otóż organizowana przez ZPAŚ od 9 lat narada przednawigacyjna jest jedynym fachowym i kompetentnym forum w Polsce gromadzącym raz do roku armatorów, żeglugowców, instytucje państwowe i samorządowe. Jest zatem forum, gdzie można przedstawić swoje racje, ale gdzie też można próbować przekonać ludzi reprezentujących różne instytucje do tego, że rezygnacja z rozwoju dróg wodnych i żeglugi śródlądowej w Polsce jest ogromnym błędem stawiającym Polskę poza cywilizacyjną Europą. Pozwala na wymianę poglądów i opinii, na przedstawianie racji i problemów środowisk żeglugowych, na prezentację praktycznych aspektów tej gałęzi transportu. Nie zapewniają takich możliwości inne konferencje naukowe lub tematyczne. Także fakt, że biorą w nich udział przedstawiciele najwyższych urzędów w randze wiceministra lub prezesa przemawia za kontynuacją tych narad. Praktycznym wymiarem narad jest klasyfikacja aktualnych problemów, które później, w ciągu roku, są tematem rozmów i dyskusji ZPAŚ z tymi partnerami. W Europie takich partnerów nazywa się partnerami socjalnymi. ZPAŚ jest dla czynników rządowych jedynym partnerem socjalnym z tej racji, że w środowisku żeglugi śródlądowej nie ma innych organizacji znających problemy codzienne armatorów, zaś dyskusje i wymiana opinii a także dobrze rozumiany nacisk środowiska to przyjęte w cywilizowanym świecie formy porozumiewania się. Palenie opon jest może spektakularne,efektowne ale mało efektywne. O wiele więcej można dokonać przekonując partnera do swoich racji. Nie można też zapominać o tym, że ZPAŚ działa na forum międzynarodowym, w organizacji ESO, gdzie oczekuje się od nas właśnie znajomości aktualnych problemów środowiska i umiejętności takiego ich przedstawienia, aby było to zrozumiałe dla wszystkich.
                      Narady, choć ich organizowanie i przygotowanie jest sporym wysiłkiem finansowym dla Związku, powinny, moim zdaniem być kontynuowane. Zawsze jest lepiej kiedy się o problemach mówi, niż cisza, iście cmentarna, jaka panowała przez kilkadziesiąt lat, a żegluga i drogi wodne powoli umierały.
                      - 12.03.2010 08:52

                      Dodaj lub popraw komentarz

                      Zaloguj się, aby napisać komentarz.
                      Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                      Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
                      Niesamowite! (0)0 %
                      Bardzo dobre (0)0 %
                      Dobre (0)0 %
                      Średnie (0)0 %
                      Słabe (0)0 %
                      Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                      Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies

                        Oferty pracy

                       
                      Brak aktualnych ogłoszeń
                      w kategorii »Dam pracę«
                      ★ ★ ★

                      Zobacz inne kategorie
                      lub dodaj ogłoszenie


                      Zobacz też: Szukam pracy
                      oraz: Kupię/sprzedam/usługi

                        Nasz sondaż

                      Jaka instytucja powinna dbać o utrzymanie dróg wodnych?