O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.


Flagowy U-Boot TŻŚ - requiem czy renesans?

27.10.2009
Minęło 5 długich lat od kiedy po raz ostatni pisaliśmy na temat związków Wrocławia z niemiecką U-bootwaffe (Odkrywca nr 11/2004). Udało się ówcześnie ustalić, że niewątpliwie takowe istniały, zaś szereg fabryk i zakładów przemysłowych Breslau produkowały na potrzeby Kriegsmarine poszczególne komponenty i wyposażenie okrętów podwodnych. Jednak wiedza na ten temat była szczątkowa, zaś jedynym materialnym świadectwem poruszanej kwestii była zakamuflowana platforma pod uzbrojenie U-boota typu VIIC, przed budynkiem Technikum Żeglugi Śródlądowej przy ul Brucknera. W międzyczasie przy każdej okazji, czy kwerend w archiwach krajowych i zagranicznych, czy też rozmowach ze świadkami, liczyliśmy na trop, który pozwoliłby wrócić do tematu i go uściślić. Tymczasem, pewnego dnia, obiekt zniknął...

Minęło 5 długich lat od kiedy po raz ostatni pisaliśmy na temat związków Wrocławia z niemiecką U-bootwaffe (Odkrywca nr 11/2004). Udało się ówcześnie ustalić, że niewątpliwie takowe istniały, zaś szereg fabryk i zakładów przemysłowych Breslau produkowały na potrzeby Kriegsmarine poszczególne komponenty i wyposażenie okrętów podwodnych. Jednak wiedza na ten temat była szczątkowa, zaś jedynym materialnym świadectwem poruszanej kwestii była zakamuflowana platforma pod uzbrojenie U-boota typu VIIC, przed budynkiem Technikum Żeglugi Śródlądowej przy ul Brucknera. W międzyczasie przy każdej okazji, czy kwerend w archiwach krajowych i zagranicznych, czy też rozmowach ze świadkami, liczyliśmy na trop, który pozwoliłby wrócić do tematu i go uściślić. Tymczasem, pewnego dnia, obiekt zniknął...

Bruckenumbau z Brucknera.

Początek września br. na forum Odkrywcy pojawiają się alarmujące informacje, że wrocławski "kiosk" od U-boota z dziedzińca dawnego TŻŚ zniknął. Został sprzedany na złom i będzie pocięty na żyletki. Dużo wcześniej zapowiedzi i próby zachowania makiety, podejmuje Stowarzyszenie Absolwentów szkoły, które na swych stronach publikuje apel o ratowanie symbolu technikum. Bezskutecznie. Pojawiają się w sieci pierwsze zdjęcia potwierdzające usunięcie jedynej w Polsce platformy pod uzbrojenie p.lot U-boota typu VIIC.

- Panie jakiego U-boota?, toż to zwykły złom był, atrapa, żadny tam okręt - słyszę w słuchawce głos przemiłej pani sekretarki XIV L.O. Deja vu? - nie, po prostu jest identycznie jak podczas poprzedniej rozmowy 5 lat temu. Zresztą tego dnia będę przekonywany w ten sposób jeszcze kilka razy. Nikt w szkole nie dopuszcza do siebie, że stojący na dziedzińcu "złom" to coś co warto zachować. Cóż, taki pogląd wydaje się przeważać, również "na mieście", bowiem z całą pewnością wszelkie formalności związane z usunięciem obiektu zostały dopełnione. Zgodę na to wydał bowiem i Wydział Oświaty i Konserwator Zabytków. Tak czy inaczej wciąż nie wiemy co się stało i gdzie trafił nasz element "U-boota". Czarny scenariusz to pocięcie go na żyletki...

Dość szybko jednak pojawiają się plotki, że jednak platformę kupił ktoś, kto zadał sobie sporo trudu podczas załadunku i transportu. Pojawia się więc nadzieja, że może jednak nie był to handlarz złomem. Wkrótce okazuje się, że "okręt" trafił w dobre ręce. Bynajmniej nie do Otwartego Muzeum Techniki czy miejskiego Arsenału - instytucji, które powinny teoretycznie między sobą walczyć o taki kąsek - niestety, zabrakło w obu przypadkach wiedzy i świadomości, co tak naprawdę rdzewieje na Brucknera. Stowarzyszenie Absolwentów TŻŚ, mimo zapowiedzi, również nie było w stanie zapobiec najgorszemu.

Zatem kto? W redakcji dzwoni telefon. Za chwilę wszystko jest wiadome...

Nowy właściciel
Wojnowice k. Wrocławia. Wjeżdżamy na jedno z okolicznych podwórek. Naszym oczom ukazuje się rząd restaurowanych od podstaw pojazdów i wszelkiej maści części oraz podzespołów mechanicznych, blach, fragmentów karoserii. Wszystko posegregowane, wartościowe, mimo pozornego chaosu nie ma tu miejsca na przypadek. Nieopodal, w rogu rozpoznajemy znajome kształty. Tu "makieta" nie prezentuje się tak dostojnie jak na dziedzińcu TŻŚ.

Platforma wydaje się "przygarbiona", widać wiek konstrukcji i zżerającą ją korozję. Co ciekawe po raz pierwszy od wielu lat widać po zdemontowaniu stalowych blach dolnego poszycia oryginalny profil, dokładnie taki jak na zdjęciach TŻŚ z lat 50. i 60. (Blachy te pojawiły sie podczas "modyfikacji" na początku lat 80.) Dokładnie też taki jak na U-bootach typu VIIC. Z jednego z zabudowań wychodzi nowy właściciel. Oprowadza nas po terenie, snując swą opowieść.

- Zdecydowałem się na kupno tej platformy, głównie ze względu na sentyment do szkoły, z którą jak każdy absolwent czuje się związany do dziś - mówi Robert Lewszyk były uczeń technikum, dzisiaj wrocławski kolekcjoner i pasjonat militariów.

- Poza tym tam własnie zaraziłem się pasją militarną i wodną jednocześnie. A nasz "U-boot" łączy obie te cechy przecież - dodaje i ciągnie swą opowieść dalej.

- Podczas czerwcowego zlotu absolwentów TŻŚ, dowiedziałem się, że XIV Liceum Ogólnokształcące, które przejęło budynki naszej szkoły planuje w ramach zagospodarowania przestrzennego likwidację mostku. Nie była to żadna tajemnica, w pewnych kręgach mówiło się o tym od dawna. Dyrekcja Liceum zwróciła się do Wydziału Oświaty o zgodę na uprzątnięcie terenu. W związku z tym, że nie było żadnego zainteresowania ze strony Stowarzyszenia Absolwentów TŻŚ i innych instytucji mogących uratować symbol technikum wystąpiłem z ofertą kupna. Oprócz mojej, swoje propozycje złożyły również firmy zajmujące się złomowaniem. Jako jedyny z biorących udział w przetargu proponowałem jednak zachowanie elementu i jego remont. Pragnę zaznaczyć, że kierownictwo XIV LO przeprowadziło procedurę usunięcia kiosku ze swojego terenu z maksymalna starannością: wystąpili do Wydziału Oświaty o zgodę na usunięcie, a także do konserwatora zabytków. Konserwator określił jednoznacznie, że element ten nie jest zabytkiem, nie jest wpisany do rejestru i nie podlega ochronie konserwatorskiej. Wszelkie formalności zostały zatem spełnione.

Ceną wyjściową mostku była wartość złomu, jednak mało kto zdaje sobie sprawę z kosztów logistyki i transportu tak dużego elementu, nie wspominając o jego renowacji. Przede wszystkim ze względu na ponad 4 m szerokość trzeba było załatwić zgodę z Krajowej Dyrekcji Dróg i Autostrad na przewóz ponadnormatywny. Lecz był to zaledwie początek. Pojawiła się również konieczność wynajęcia dźwigu - i to dwukrotnie - ze względu na to, że nie można było wjechać na trawnik i podejść do platformy z utwardzonego dziedzińca szkoły 12 m obok. Stąd też mimo, że całość waży "tylko" 3 tony potrzeba było długiego ramienia mogącego załadować "kiosk" na lawetę. Pamiętać należy również, że element jest w bardzo złym stanie i był problem z jego podniesieniem ze względu na ograniczoną sztywność skorodowanych blach.

Całość akcji musiała być skoordynowana w odpowiednim czasie ponieważ zezwolenie na transport wystawione było na przewóz pomiędzy godziną 22.00, a 6.00 rano. Całość kosztów wyniosła ok. 3000 zł oraz wiele wysiłku i przeszkód do pokonania. To był jednak zaledwie początek, bo obecnie niezbędne jest podjecie prac konserwacyjnych.

- Trzeba wszystko wypiaskować oraz sukcesywnie wymienić, uzupełnić skorodowane blachy, zanitować, zakupić materiały. Podejrzewam, że zajmie nam to około 1000 roboczogodzi - przewiduje kolekcjoner i dodaje uprzedzając kolejne pytanie o plany na przyszłość:

- Nie zastanawiałem się jeszcze co będzie potem, na razie czeka mnie ogrom pracy, by przywrócić platformie oryginalny wygląd. Dzięki znajomościom w niemieckiej stoczni Blohm und Voss, produkującej w czasie wojny okręty podwodne, być może uda się pozyskać od nich oryginalną dokumentację. Niezależnie od tego postaram się ściągnąć niezbędne materiały z archiwów RFN. Jest to niezbędne, gdyż pomoże odtworzyć dokładne wymiary i kształty zewnętrzne pokładów, profili oraz obrysu. Być może wtedy także, przy okazji uda się doprecyzować historię platformy z dziedzińca dawnego TŻŚ. Czym był ten element mniej więcej wiemy, natomiast nie mamy wciąż zielonego pojęcia skąd się wziął we Wrocławiu. Choć może to za dużo powiedziane, bo tego możemy się domyślać.

Czym jest obiekt?
Istnieje duże prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, że "makieta" z TŻŚ jest oryginalnym podzespołem U-boota. Co więcej w świetle analiz porównawczych konstrukcji zewnętrznej i wewnętrznej z dostępną dokumentacją i literaturą można śmiało założyć, że ów element to platforma pod uzbrojenie przeciwlotnicze, montowana do kiosków bojowych U-bootów typu VIIC/41(42?) w ramach zainicjowanego w 1940 roku programu przebudowy mostka (Bruckenumbau) lub kiosku (Turmumbau I-VII). Na obecnym więc etapie przedmiotem dyskusji nie jest do końca identyfikacja obiektu, a jego pochodzenie. Niezależnie zresztą od tego czy jego montaż był przewidziany w przeznaczonym do służby U-boocie, czy też np. miał być makietą do ćwiczeń (np. podwodniaków odpowiedzialnych za obronę p.lot) w jakiejś szkole Kriegsmarine. Pytanie więc i jednocześnie główny kierunek rozważań to: skąd u licha się wziął ten element we Wrocławiu, a może jeszcze w Breslau?

Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy oprzeć się na przesłankach, które sugerują produkcję pewnych komponentów i podzespołów U-bootów we wrocławskich i dolnośląskich zakładach przemysłowych oraz w stoczniach odrzańskich. Są to zaledwie przesłanki z tego względu, że o takim fakcie dowiadujemy się wyłącznie z często jednozdaniowych wzmianek w literaturze, bardziej opartych na wspomnieniach i relacjach niż na dokumentacji i inwentarzach. Tym samym dalsze rozważania mogą mieć charakter jedynie teoretyczny.

"Urban Legend"
5 lat temu próbowaliśmy rozprawić się z jedną z II wojennych, miejskich legend Wrocławia, sugerujących możliwość budowy w stoczniach rzecznych miasta kadłubów okrętów podwodnych i ich spławiania Odrą do Szczecina. Po drodze uzupełniać miano wyposażenie tak, że na Bałtyk trafiały już kompletne jednostki. W niemieckim Stettin zresztą funkcjonowały dwie stocznie, Oderwerke i Vulkan, gdzie faktycznie produkowano U-booty, więc pewnego sensu w tej opowieści można się doszukać. Jednak zważywszy na fakt, że w owych stoczniach wykończono zaledwie dwa okręty podwodne typu VII, trop ten nie wydaje się trafiony.

Pozostaje faktem, że Odra w owym czasie była dobrze skomunikowana, umożliwiając transport kanałami i śluzami w dowolne miejsce Rzeszy. Być może więc faktycznie na jakimś etapie odrzańskie stocznie, od Kędzierzyna Koźle przez Wrocław, Głogów czy Cigacice, aż do Szczecina, wykonywały pewne podzespoły U-bootów. Zresztą na takie wzmianki natrafiamy w niezbyt licznych opracowaniach dotyczących przemysłu i związku tych ośrodków z Odrą. Jest to o tyle prawdopodobne, że faktycznie na Dolny Śląsk - położony przez niemal całą wojnę poza zasięgiem alianckim - przenoszono liczne ośrodki produkcyjne z zachodnich i centralnych regionów III Rzeszy, narażonych na naloty lotnictwa bombowego. Wśród nich z całą pewnością znalazły się również zakłady wytwarzające podzespoły U-bootów, zwłaszcza o konstrukcji modułowej typu XXI. Przy tej okazji wymienia się m.in wrocławskie Linke Hoffman Werke, Famo, czy kłodzką filię koncernu AEG. Niestety w żadnej ze wzmianek nie ma informacji o budowie konkretnych elementów jakimi bez wątpienia były platformy wytwarzane w ramach programu "Turmumbau".

Produkowano we Wrocławiu czy nie ?
Tematem mostku z TŻS niemal od zawsze interesował się były absolwent tej szkoły Andrzej Podgórski. Przez lata zgromadził na ten temat sporo materiałów, które stały się podstawą jego rozważań.

- Jeżeli chodzi o miejsce produkcji tego konkretnego mostka to pierwsze skojarzenie jakie się przy tej okazji nasuwa to położona nieopodal TŻS stocznia rzeczna "Zacisze" - opowiada.

- Za czasów niemieckich, mogła faktycznie nie posiadać mocy technologicznych, aby budować kadłuby jednostek morskich, zwłaszcza takich jak okręty podwodne. Jednak zarządy tych zakładów zapewne starały się pozyskać odpowiednie kontrakty na budowę mniej skomplikowanych podzespołów, tak jak zresztą inne stocznie położone wzdłuż rzek III Rzeszy. To było oczywiste. Jest więc wielce prawdopodobne, że również i stocznie odrzańskie, jak Wrocław czy Głogów, o takie zlecenia walczyły. Jeżeli chodzi o platformy pod uzbrojenie do U-bootów to stocznie rzeczne były jak najbardziej właściwym zakładem do budowy tego typu elementów. Zresztą podobnie jak produkcja innego wyposażenia U-bootów mogła być prowadzona w zakładach niekoniecznie powiązanych z przemysłem stoczniowym - nawet z dala od wybrzeża. Zwłaszcza, że element ten nie zawierał wewnątrz żadnych skomplikowanych urządzeń dla okrętu podwodnego. Znajdowały się w nim wloty i wyloty systemu wentylacyjnego, przewietrzania i chłodzenia silnika diesla. Można się pokusić o teorię, że nawet jeżeli nie budowano tego typu elementów na Zaciszu, to kiosk mógł być tam przetransportowany jako wzornik do podjęcia tam jego produkcji - dodaje.

Skąd się wziął?
Najstarsi nauczyciele i uczniowie z TŻŚ wspominają, że po raz pierwszy mostek pojawił się w 1948 roku. Miał być wtedy eksponowany na Wystawie Ziem Odzyskanych i po jej zakończeniu przewieziony na teren szkoły. Czy jednak ideologicznie fragment U-boota pasował do sławiącej sukcesy nowego ustroju imprezy? Raczej nie. Inna teoria mówi, że został przeniesiony na dziedziniec, bezpośrednio z pobliskiej stoczni "Zacisze". Trudno dziś te teorie zweryfikować, bowiem najwcześniejsze zdjęcia z platformą w tle zrobione zostały w pierwszej połowie lat 50.

- Ustalenie chronologii pojawienia się kiosku przy TŻŚ jest szalenie trudne - mówi ze smutkiem A. Podgórski. Większość najstarszych nauczycieli, którzy mogliby pamiętać i powiedzieć coś na ten temat już nie żyje. Generalnie jest opinia, że makieta miała stać tam od zawsze. Wydaje się, że nikt nie zawracał sobie tym głowy. Był od początku po prostu podestem pod sztandar. Nikogo to nie nurtowało. Ustaliłem, że musiał się pojawić przed rokiem 1954.

Przypomnijmy, że Technikum Żeglugi Śródlądowej siedzibę na Brucknera objęło w 1949 roku. Wcześniej szkoła mieściła się m.in. Na Grobli.

- Najstarszy żyjący absolwent, Zbyszek Priebe, który skończył TŻŚ w 1957 roku przyszedł do szkoły w 1953 i już ten kiosk tam stał. Jeżeli stał, to prawdopodobnie umieścili go tam nauczyciele zawodu, fachowcy miejscowych stoczni. Za czasów, kiedy byłem w szkole na zajęciach warsztatowych konserwowaliśmy ten obiekt, nawet nie do końca zdając sobie sprawę czym był. Wiadomo też, jaka była specyfika tamtych czasów. Wtedy, każdy przedmiot związany z niemczyzną i tym samym z nazizmem był skwapliwie usuwany. To jednak nie spotkało tej platformy, która przetrwała cały okres PRL. Czyżby więc naprawdę nikt nie wiedział czym to było? W świetle relacji starszych kolegów i moich wspomnień M/S Kauczuk(owiec) (nazwa nadana przez uczniów od przezwiska profesora od elektrotechniki - Mikołaja Kasperowicza. Później ktoś dopisał "owiec"), mimo, że do niczego nie podobny, zawsze był kojarzony z okrętem podwodnym. Dlaczego? Nikt nie pamięta.

I tym razem zatem nie udało się rozwikłać tajemnicy "U-boota" z TŻŚ. Wiemy nieco więcej, lecz wiedza ta nie jest satysfakcjonująca. Być może kiedyś, może za kolejne 5 lat pojawią się nowe informacje, chociaż pozostaje liczyć, że nastąpi to wcześniej.

Z powyższej sprawy wynika jeszcze jedna ważna rzecz. Każdego roku w Polsce unicestwianych bezpowrotnie jest co najmniej kilkanaście unikatowych zabytków techniki przemysłowej i militarnej. Wynika to z niewiedzy, choć przeważa kalkulacja kosztów zarządców terenu i chęć zysku firm zajmujących się złomowaniem. Żadna z instytucji państwowych (placówek muzealnych) nie jest ani zainteresowana, ani też nie ma odpowiednich środków finansowych na odpowiednie zabezpieczenie swoich zbiorów, nie mówiąc o pozyskiwaniu i renowacji nowych zabytków.

Przykład powyższy świadczy po raz kolejny, że prywatni kolekcjonerzy i pasjonaci militariów są jedyną grupa zdolną na własną rękę i własnym sumptem ratować z pozoru mało wartościowe świadectwa przeszłości. Niestety wielokrotnie zdarza się, że i oni przegrywają wyścig z czasem i złomiarzami. Tym razem tak się dzięki jednemu z nich nie stało. I nie jest to przykład odosobniony.

Piotr Maszkowski - "Odkrywca" - październik 2009
Zdjęcia: I. Kwiecińska, archiwum redakcji, archiwum Andrzeja Podgórskiego

Udostępnij:

Apis 27.10.2009 10,167 7 komentarzy 4.00 z 1 ocena

7 komentarzy


  • Adam Reszka
    Adam Reszka
    Z powodu częstych alianckich nalotów bombowych, produkcja stoczniowa III. Rzeszy była poważnie utrudniona, dlatego szereg elementów modułowych składających się na kompletny okręt podwodny produkowano często w głębi lądu w zakamuflowanych śródlądowych stoczniach rzecznych. Przykładem tego może być Stocznia Płocka, gdzie produkowano wiele podzespołów dla U-bootów, oraz inne mechanizmy i statki techniczne. O tej produkcji i pracach badawczych bardzo dużo wiedział inż. Czesław Śladkowski, dzięki któremu uzyskałem wiele cennych informacji. Przykładowo - Strombauverwaltung Schroettrsburg rozpoczął w roku 1940 budowę pogłębiarki dyszowej w Stoczni Płockiej (wówczas Weichselwerft Schröttersburg) z wykorzystaniem kadłuba starego tylnokołowca. Niemiecka nazwa tego statku brzmiała: Bugdüsenbagger "HAI", czyli pogłębiarka z dziobową dyszą "Rekin". Jej przeznaczeniem było udrożnianie Prypeci, ale kiedy budowę prawie ukończono, teren Polesia był już zajmowany przez Armię Sowiecką. Wykończona po wojnie pod nazwą "Rekin" pracowała na Wiśle w Rejonie Dróg Wodnych i w Okręgowym Zarządzie Wodnym w Puławach do jej kasacji w r. 1978 i pocięcia na złom w r. 1985. Nadawała się wyłącznie do likwidacji miękkich przemiałów piaskowych, z wyłączeniem grzęp i raf. Zasysała wodę z piaskiem do głęb. 2 m i urobek odkładała dwiema prowadnicami poza burty na boki, kopiąc 20. metrową rynnę. Na uwagę zasługuje fakt autorstwa tej unikatowej pogłębiarki, zaprojektowanej przez inż. Ludwiga Korta, twórcy "dyszy Korta", powszechnie stosowanej na pchaczach i holownikach polskich i europejskich. Por.: URBAŃSKI, P.: Pędniki okrętowe. Historia i rozwój. Gdańsk 2001, s. 111. Wg inż. Śladkowskiego inż. Kort aczkolwiek pracował w stoczni w Solcu Kujawskim, to zatrudniony był też w Weichselwerft Schröttersburg na tajnym stanowisku konstruktora elementów specjalnego przeznaczenia na wyposażenie U-bootów, jak np. urządzenie wydechowe silnika spalinowego na idącym w półzanurzeniu okręcie podwodnym, w jęz. polskim określane jako "chrapy" ("Schnorchel" ). Próby tego urządzenia robione były w basenie portowym Stoczni Płockiej na specjalnym, zatapialnym pontonie.
    - 27.10.2009 23:09
    • M
      Misiek Vb71
      Maleńkie sprostowanie. Nazwa "M/S Kauczukowiec", wywodzi się od przezwiska nauczyciela fizyki- Mikołaja Kasperowicza (Kauczuk). Dlaczego akurat Kasperowicz zwał się Kauczukiem, nie wiem. Ale ktoś chyba nie lubił tego mostku z masztem.
      - 27.10.2009 23:29
      • Apis
        Apis
        Masz rację Misiek - Ja podałem fakty prawidłowo i po moim sprostowaniu tekst wydrukowano w Odkrywcy prawidłowo. Tu posługuję się wersją jaką przysłano mi do autoryzacji i przegapiłem własną poprawkę. Dzięki - poprawione.
        - 27.10.2009 23:43
        • F
          Fidelis
          Panie Adamie, nalezy zauwarzyc , iz wspomniany przez pana ,REKIN'' ,to potężna dwukominowa pogłębiarka ,maszyna parowa o dwuch kotłach pod nimi po dwa paleniska, a pomiędzy nimi t.z.n paleniskami ,na zmianę dwóch palaczy,ubrani tylko w drelichowe spodnie i drewniaki ,których zalewał pot podczas szlakowania pieca.Tą skrzydlatą ,samobierzną tylnokołową pogłębiarką dowodził k.p.t Walewski z Czerwinska był on jednym z wielu Walewskich byłych szyprów i kapitanów, bylych pracowników R.D.W i W.Z.E.K. w Warszawie. W1961r plywalem na p/s J. Dąbrowski'' na lini Puławy -Sandomierz i tam spotkałem w/s pogłębiarkę ,,REKIN'', który robił wrazenie, szczególnie podczas jego pracy, a wydobywający się z dwoch kominów czarny jak smola dym ,tworzył ogromne czarne bałwany.
          - 28.10.2009 18:10
          • Adam Reszka
            Adam Reszka
            Panie Staszku! W latach sześćdziesiątych jedyny znany mi statek techniczny tego rodzju "Rekin" był na najlepszym chodzie i nie miał równego sobie urządzenia do likwidacji przemiałów. Jego skuteczność w pracy jako pogłębiarki szlakowej była zadziwiająca. Nazywa ją Pan "skrzydlatą" - faktycznie, z daleka jej prowadnice do odkładania na boki urobku wyglądały jak skrzydła. Miał dwa kotły, dwie maszyny parowe i był dwukominowy z przedłużoną częścią dziobową na pomieszczenie pompy zasysającej piasek z wodą i z żurawiem na dyszę. Stanowił ewenement konstrukcyjny - i nic dziwnego, skoro jego twórcą był genialny konstruktor - inżynier okrętowy L. Kort!
            - 29.10.2009 00:25
            • Apis
              Apis
              Panowie oficerowie! Napiszcie (napiszmy razem) jakiś krótki, ciekawy artykuł o tej unikalnej konstrukcji. Może znajdą się jakieś zdjęcia? Szkoda wspominać o takim rarytasie myśli technicznej jakim był "Rekin" wyłącznie w komentarzach pod historią fragmentu kiosku U-Boota.

              A propos: za nazwanie tego elementu po imieniu nieźle sobie "nagrabiłem" swego czasu. Napisałem bowiem artykuł (jest u nas: http://www.zegluga-rzeczna.pl/infusio...cle_id=124 ), który zamieściłem także na stronie Absolwentów TŻŚ i prominentna osoba z dawnego grona pedagogicznego TŻŚ określiła go jako "skandaliczny". Otrzymałem wraz z reprymendą lekcję historii o "wilczych stadach" i obozach śmierci itd. A już słowo "flagowy" (choć było to z przymrużeniem oka - od wieszania na nim flag w święta państwowe i szkolne) było zgoła obrazoburcze.
              - 29.10.2009 10:55
              • Adam Reszka
                Adam Reszka
                Kapitanie! Chętnie się przyłączę do grona osób zajmujących się "Rekinem" (nazywanym przez inż. Śladkowskiego "Królewiec"Wink. Nigdy nie zapomnę jego pomalowanych na srebrno kominów i kotłów w tandemie - jeden dawał parę leżącej maszynie napędzającej koła łopatkowe typu "Congo", a drugi maszynie o pionowych tłokach do napędu dyszy. Ciekawa konstrukcja! A co do nagonki w kwestii "flagowego U-Boota TŻŚ", to świadczy ona o braku poszanowania dla elementów zabytkowych z bardzo już odległej II wojny światowej. podszytego irracjonalnym i fanatycznym nacjonalizmem.
                - 29.10.2009 12:38

                Dodaj lub popraw komentarz

                Zaloguj się, aby napisać komentarz.
                Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
                Niesamowite! (0)0 %
                Bardzo dobre (1)100 %
                Dobre (0)0 %
                Średnie (0)0 %
                Słabe (0)0 %
                Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies

                  Oferty pracy

                 
                Brak aktualnych ogłoszeń
                w kategorii »Dam pracę«
                ★ ★ ★

                Zobacz inne kategorie
                lub dodaj ogłoszenie


                Zobacz też: Szukam pracy
                oraz: Kupię/sprzedam/usługi

                  Nasz sondaż

                Jaka instytucja powinna dbać o utrzymanie dróg wodnych?