
Od piątku do niedzieli Szczecin świętował Dni Morza oraz zlot żaglowców i oldtimerów. Impreza ze wszach miar plenerowa to i jej zasięg był obszarowo przeogromny. Z mojego punktu widzenia, kiedy to wraz ze sprzedażą Żeglugi na Odrze wymazana została wrocławska tradycja bratania się ze Szczecinem poprzez Odrę i wraz z nią towarzyszące jej imprezy zarówno miejskie jak i resortowe nie pozostało mi nic innego jak tylko spakować podróżny bagaż i udać się do Szczecina, aby w tym mieście poddać się urokowi tego święta.
Od piątku do niedzieli Szczecin świętował Dni Morza oraz zlot żaglowców i oldtimerów. Impreza ze wszach miar plenerowa to i jej zasięg był obszarowo przeogromny. Z mojego punktu widzenia, kiedy to wraz ze sprzedażą Żeglugi na Odrze wymazana została wrocławska tradycja bratania się ze Szczecinem poprzez Odrę i wraz z nią towarzyszące jej imprezy zarówno miejskie jak i resortowe nie pozostało mi nic innego jak tylko spakować podróżny bagaż i udać się do Szczecina, aby w tym mieście poddać się urokowi tego święta.
Tak jak wspomniałem zasięg tej imprezy był ogromny i obejmował obszar Wałów Chrobrego i Łasztowni. Na mnie największe wrażenie wywarły oczywiście żaglowce, zarówno te małe jak i większe, w śród których królował oczywiście Dar Młodzieży, wystawione również były okręty marynarki wojennej, portowej straży pożarnej, okręt hydrograficzny i najnowszy nabytek szczecińskiego RZGW – lodołamacz Andrzej.
Równolegle do zlotu żaglowców odbywał się jarmark rozmaitości oraz niezliczone atrakcje dla dzieci młodzieży gdzie godny podziwu był widok niezliczonej ilości wszelkiej maści urządzeń służących do pobudzania adrenaliny do których nie brakowało chętnych. Jak na wszystkich tego typu imprezach organizacja ochrony czy też pilnujących porządku i udzielających informacji akurat w Szczecinie była niemalże wzorcowa.
Szokujące dla mnie i nie tylko były natomiast ceny w licznych stoiskach z fastfoodem czy też daniami z grilla i napojami (zwłaszcza piwnymi). To, że każdy chce zarobić ile się tylko da nie świadczy o tym, aby płacić za plastikowy pojemnik 0,4 l z lokalnym piwem tyle co a markowy trunek podany w szklanym naczyniu na wrocławskim rynku nie wspominając o posiłku takim, jakim się raczyłem – dwa małe przypalone i twardawe szaszłyki z jedną kromką chleba kosztował mnie 54 zł. Było – minęło, nie o tym chciałem opowiedzieć.
Największą dla mnie i nie tylko zresztą były statki żaglowe i okręty zgromadzone przy nabrzeżach Wałów Chrobrego i Łasztowni i im chcę dedykować moje prezentacje tak, jak ja je widziałem. Ze względu na wielkość ekspozycji podzieliłem pokaz na trzy części i jako pierwszą część prezentuję obiekty zgromadzone przy Wałach Chrobrego.
tekst i zdjęcia: Janusz Fąfara