
W Polsce konieczny jest renesans żeglugi przybrzeżnej i śródlądowej. W wielu krajach już nastąpił renesans transportu wodnego śródlądowego. Szwajcaria oferuje podróżnym ogromne porty śródlądowe przy jeziorach i bogatą ofertę połączeń śródlądowych po kanałach i jeziorach, ewidentnie zorientowaną pod turystykę, ale zwykle zintegrowaną taryfowo z miejscowym transportem publicznym.
W Polsce tej integracji stale brakuje, nawet jeśli transport śródlądowy pasażerów ma charakter sezonowy i turystyczny. Taka zmiana polityki taryfowej czyni z rzek, jezior i zatok pełnoprawne miejsca przewozu pasażerów. Dotychczas jest to forma przewozu nie wspierana jako środek transportu publicznego, bądź wspierana wybiórczo - w nielicznych miastach gdzie organizatorem przewozów wodnych są władze miejskie.
Kuriozalna polityka kolejnych gabinetów powoduje, że w zapomnieniu i całkowitym zapóźnieniu cywilizacyjnym spoczęły całe branże gospodarki. Mimo dostępnej infrastruktury technicznej, nic się nie dzieje, a postęp cywilizacyjny, który zmienił tą branżę w wielu krajach, do Polski nie dociera. Od lat rzeki i wody przybrzeżne nie są częścią polityki transportowej, choć udana polityka transportu wodnego mogłaby odkorkować część sieci drogowej, np., na półwysep Hel, czy przejąć nieco ruchu w miastach, nawet generując potoki kilkudziesięciu tys. pasażerów dziennie, jak w wielkich aglomeracjach Europy.
Gałąź gospodarki, gdzie indziej użyteczna i znacznie szerzej wykorzystywana, jest w Polsce zapomniana i zredukowana do roli atrakcji turystycznej, zamiast pełnić rolę gospodarczą jaką pełni w wielu krajach świata.
Rosnąca kongestia sieci drogowej i względy polityki gospodarczej (rozwój turystyki) zadecydowały w wielu miastach i regionach świata o renesansie i rozwoju pasażerskiego transportu wodnego. Najszybsze pojazdy wprowadzane do planowanego ruchu osiągają prędkości kilkudziesięciu km na godzinę, co w zupełności wystarcza by zapewnić konkurencyjne usługi wobec transportu lądowego w obszarach, gdzie podróż lądowa jest powolna w wyniku zatłoczenia dotychczasowej sieci.
W ostatnich latach zmieniło się podejście do transportu wodnego pasażerów w obszarach aglomeracyjnych. Dzięki rozwojowi techniki transport wodny znów stał się alternatywą dla zatłoczonych tras dojazdowych do śródmieść miast. Tymczasem w Polsce tego typu forma komunikacji, sprawna na krótkich dystansach, jest w powijakach.
Dlaczego? Władze dokonujące inwestycji z pieniędzy podatników po prostu zapomniały o transporcie wodnym. A także ta gałąź gospodarki przeszła metamorfozę. Bez większego problemu możliwe jest technicznie aby osiągnąć prędkości przewozowe metra czy pojazdów drogowych w obszarach podmiejskich, gdzie sieć drogowa jest przeciążona.
Transport wodny w ostatnich dekadach wraca do łask. Kursujące co 15 minut statki rzeczne potrafią stworzyć sprawną namiastkę "rzecznego metra", atrakcyjnego w obszarach o zatłoczonej i powolnej sieci drogowej. Niestety, w polskich warunkach, samorządy, nawet jeśli się zainteresują tematem transportu wodnego, to oferują rzadkie i dalekie kursy, zamiast usług przewozowych dostosowanych do rynku przewozów śródmiejskich i podmiejskich.
W Polsce konieczny jest renesans żeglugi przybrzeżnej i śródlądowej. W wielu krajach już nastąpił renesans transportu wodnego śródlądowego. Szwajcaria oferuje podróżnym ogromne porty śródlądowe przy jeziorach i bogatą ofertę połączeń śródlądowych po kanałach i jeziorach, ewidentnie zorientowaną pod turystykę, ale zwykle zintegrowaną taryfowo z miejscowym transportem publicznym. W Polsce tej integracji stale brakuje, nawet jeśli transport śródlądowy pasażerów ma charakter sezonowy i turystyczny. Taka zmiana polityki taryfowej czyni z rzek, jezior i zatok pełnoprawne miejsca przewozu pasażerów. Dotychczas- jest to forma przewozu nie wspierana jako środek transportu publicznego, bądź wspierana wybiórczo w nielicznych miastach gdzie organizatorem przewozów wodnych są władze miejskie.
Żadne komentarze nie zostały dodane.