
W sobotę na miejskiej przystani w Brzegu nastąpiło oficjalne zakończenie sezonu wodniackiego. Pierwszego od kilkudziesięciu lat, podczas którego na brzeskim odcinku rzeki naprawdę coś się działo. Odra przez ostatnie trzy, cztery dekady kojarzyła się w Brzegu wyłącznie z powodziami, ewentualnie z kłopotliwym brakiem drugiego mostu. Zarośnięte i brudne brzegi oraz brak jakiejkolwiek infrastruktury skutecznie odstraszały do jakichkolwiek prób rekreacji.
- Kiedy ja byłem mały, to o wykorzystywaniu rzeki, o barkach i morzu uczyłem się w podstawówce a z Wrocławia co roku przypływał statek i można było popłynąć na wycieczkę - wspomina Andrzej Podgórski, kapitan żeglugi śródlądowej, który jest też kapitanem brzeskiego portu.
W sobotę na miejskiej przystani w Brzegu nastąpiło oficjalne zakończenie sezonu wodniackiego. Pierwszego od kilkudziesięciu lat, podczas którego na brzeskim odcinku rzeki naprawdę coś się działo. Odra przez ostatnie trzy, cztery dekady kojarzyła się w Brzegu wyłącznie z powodziami, ewentualnie z kłopotliwym brakiem drugiego mostu. Zarośnięte i brudne brzegi oraz brak jakiejkolwiek infrastruktury skutecznie odstraszały do jakichkolwiek prób rekreacji.
- Kiedy ja byłem mały, to o wykorzystywaniu rzeki, o barkach i morzu uczyłem się w podstawówce, a z Wrocławia co roku przypływał statek i można było popłynąć na wycieczkę - wspomina Andrzej Podgórski, kapitan żeglugi śródlądowej, który jest też kapitanem brzeskiego portu.
To właśnie wybudowana w 2012 roku miejska przystań ma być magnesem, który pozwoli mieszkańców wrócić nad rzekę, do której przez lata byli odwróceni tyłem. I ten magnes powoli przyciąga, o czym świadczą liczby. Z dofinansowywanych przez Brzeg weekendowych rejsów między tymi miastami skorzystało w tym roku około trzech tysięcy osób.
- Uważam, że to najlepszy sposób, w jaki można ożywiać Odrę - mówi Tomasz Strażyński, właściciel oławskiej mariny i organizator rejsów. - Nie trzeba od razu kupować statku, a ludzie powoli oswajają się z rzeką. Dlatego zachęcałbym miasto, żeby kontynuować współpracę. Zbieraliśmy zresztą wśród uczestników przejażdżek podpisy popierające tę akcję i widać, że korzystali z niej nie tylko brzeżanie i oławianie, ale także wielu gości, także z odległych stron świata. Sporym powodzeniem cieszyła się w tym sezonie również wypożyczalnia kajaków na brzeskiej marinie.

- Zainteresowanie rozpoczęło się na dobre po zawodach organizowanych w sierpniu, a przychodzą tu ludzie w różnym wieku - przypomina kapitan. - Wśród wypożyczających była np. starsza pani, która wybrała się z synem na wycieczkę Odrą i kanałem. Albo cała grupa młodych ludzi, którzy regularnie urządzali sobie spływy, nawet takie ze startem na Nysie Kłodzkiej. Regularnie pływa jeden z miejskich radnych. Warto doliczyć także rejsy statkami podczas święta miasta czy takie imprezy jak wrocławski spływ kajakowy startujący wiosną z Brzegu, nie mówiąc o indywidualnych miłośnikach sprzętu pływającego.
- Wszyscy uczymy się rzeki na nowo i po pierwszym sezonie widzę, że przydałaby się mocniejsza promocja, można byłoby np. ustawić pod ratuszem tablicę z informacją o rejsach czy wypożyczalni kajaków - mówi kapitan Podgórski. - Przydałoby się też więcej imprez na placu Drzewnym, nawet niewielkich, ale z małą gastronomią i towarzyszącymi im przejażdżkami po wodzie.
O tym, że dopiero uczymy się korzystać z rzeki, świadczą też negatywne opinie, np. narzekania to, że z wody widać głównie krzaki.
- To, niestety, efekt wieloletnich zaniedbań, a także powodzi: w jej trakcie woda naniosła mnóstwo mułu, który podniósł brzeg, a potem dodatkowo zarósł - tłumaczy kapitan. - Dlatego uważam, że warto byłoby organizować wycieczki nie tylko do Oławy, ale przede wszystkim krótkie, godzinne rejsy miejskim odcinkiem Odry i kanału, które byłyby mniej monotonne. Można też pomyśleć o wypożyczaniu małych łódek z silnikiem do 10 koni mechanicznych, na które nie trzeba mieć uprawnień. Wszystko to będzie zachęcało do powrotu nad Odrę. Ale potrzeba na to czasu.
Jarosław Staśkiewicz - NTO Brzeg
foto: Andrzej Podgórski
Żadne komentarze nie zostały dodane.