
Na podstawie dzisiejszych doniesień Gazety Wrocławskiej można by w końcu rzec – nadeszła „wiekopomna chwila”, że wrocławskie bulwary i nabrzeża Odry wkrótce zmienią wizerunek miasta postrzegany od strony rzeki.
Wiekopomna chwila byłaby „wiekopomną”, gdyby w końcu dwie strony – RZGW i władze miasta - podjęły wspólne, tym razem zgoła heroiczne wyzwanie, jakim jest podjęcie od lat konsekwentnie omijanego i wstydliwego tematu poprawienia wizerunku śródmiejskich, nadodrzańskich nabrzeży i bulwarów. Na podstawie dzisiejszych doniesień
Gazety Wrocławskiej można by w końcu rzec – nadeszła „wiekopomna chwila”, że wrocławskie bulwary i nabrzeża Odry wkrótce zmienią wizerunek miasta postrzegany od strony rzeki.
Wiekopomna chwila byłaby „wiekopomną”, gdyby w końcu dwie strony – RZGW i władze miasta - podjęły wspólne, tym razem zgoła heroiczne wyzwanie, jakim jest podjęcie od lat konsekwentnie omijanego i wstydliwego tematu poprawienia wizerunku śródmiejskich, nadodrzańskich nabrzeży i bulwarów. Przecież tak rozbudowanego wrocławskiego systemu nabrzeży, nadrzecznych miejsc spacerowych mogą nam tylko zazdrościć inne położone nad rzekami metropolie. Tymczasem ich stan od dawna woła o pomstę do nieba, w niektórych fragmentach grozi wręcz katastrofą budowlaną (fragment prawobrzeżnego, ceglanego muru oporowego powyżej mostu Tumskiego).
W zasadzie od odbudowy powojennych zniszczeń i sporadycznych łatań zniszczeń popowodziowych oraz likwidacji skutków brutalnej, niekontrolowanej ingerencji natury (niszczenie skarp i nabrzeży przez pozostawienie pełnej swobody dla nadmiernego rozwoju roślinności, która z biegiem czasu przekształca się w pokaźne drzewostany wypychające budowle brzegowe) niewiele się do tej pory zrobiło.
Sztandarowy temat – zabezpieczenie przeciwpowodziowe - otwiera furtkę dla omijania wszelakiej maści kłód rzucanych przez nasze zwichrowane prawo dla inwestycji związanych z wielkomiejską infrastrukturą rzeczną. Perspektywy odnowy nabrzeży, które roztacza RZGW są naprawdę wspaniałe i odwrotnie proporcjonalne do podejścia wrocławskiego magistratu, który aspiracje mieszkańców aby spacery i wypoczynek nad śródmiejską Odrą były na europejskim poziomie traktuje jak fanaberie.
Z okien ratusza nie za bardzo widać Odrę, więc według rajców ten siermiężny stan bulwarów i deptaków powinien mieszkańcom wystarczyć. Bo przecież i rosnące liczne nadrzeczne krzaki pozwalają załatwić potrzebę fizjologiczną, bo przecież na obskurnych ławkach wśród sterty śmieci i rozbitego szkła można przysiąść i napić się kawy z termosu lub zjeść kanapkę przygotowaną w domu, bo przecież wydali zgodę na kilka lokalizacji pływających budek z piwem przy wyspie Słodowej...
Według medialnej zapowiedzi RZGW w końcu wywiąże się kompleksowo ze swoich powinności w stosunku do rzeki a ratusz załatwi tę wstydliwą sprawę wyłącznie modernizacją Bulwaru Dunikowskiego i to w bliżej nieokreślonym terminie. Aż chce się powiedzieć prezydentowi „Kończ waść wstydu oszczędź”.
A jak można bez rozgłosu i fanfar - niechaj świadczy widok nadwiślanego bulwaru w małym Włocławku. Jeszcze lat temu cztery - gdy miałem okazję być w tym mieście - straszyła tu potężna, ciemnoszara, betonowa bryła wiślanego brzegu. Miejscowi śmiali się, że tarasy te powstały z nadwyżki betonu używanego do budowy pobliskiej zapory. A dziś – szarobure tarasy są rekonstruowane jasną i gładka zaprawą betonową. Sam blisko kilometrowy bulwar to przykład pomysłowego połączenia części spacerowej, rekreacyjnej, zabawowej i sportowej w jeden spójny szlak.
Za wyjątkiem małej gastronomii jest tam wszystko co potrzeba i mieszkańcom miasta i umęczonym turystom, a publiczne toalety przed którymi nie odrzuca jak przed publicznymi przenośnymi śmierdzącymi niemiłosiernie toy-toy'ami wydają się w tym miejscu luksusem na wyrost. Niczym prowadząca kuchenne rewolucje z pełną świadomością polecam spacer włocławskim bulwarem z widokiem na Wisłę i nadrzeczną część zabudowy starego Włocławka, pamiętającą jeszcze czasy Szczęsnego z „Pamiątki z celulozy”.
tekst i zdjęcia: Janusz Fąfara