
Aby odpowiedzieć na to pytanie rzecznik prasowy prezydenta miasta Kędzierzyn-Koźle pan Jarosław Jurkowski powinien sięgnąć do czasów, kiedy to gmina Kędzierzyn-Koźle przejęła spuściznę po największym armatorze odrzańskim a który z kolei wycofał się ostatecznie z częściowej dzierżawy portu w 2004 roku i gmina stała się jedynym prawnym się właścicielem portu. Wtedy to na naszych oczach i na oczach magistratu port już zaczął się rozpadać.
Lecz nie o porcie i jego konaniu chcę mówić lecz o zdarzeniu, które dominowało w rozmowach i spekulacjach na temat jego skutków.
Aby odpowiedzieć na to pytanie rzecznik prasowy prezydenta miasta Kędzierzyn-Koźle pan Jarosław Jurkowski powinien sięgnąć do czasów, kiedy to gmina Kędzierzyn-Koźle przejęła spuściznę po największym armatorze odrzańskim i który to z kolei wycofał się ostatecznie z póżniejszej częściowej dzierżawy portu w 2004 roku a gmina wówczas stała się jedynym prawnym się właścicielem portu. Wtedy to na naszych oczach i na oczach magistratu port już zaczął się rozpadać.
Lecz nie o porcie i jego konaniu chcę mówić lecz o zdarzeniu, które dominowało w rozmowach i spekulacjach na temat jego skutków. Chodzi o awarię jazu na stopniu wodnym Januszkowice i o jego skutkach ubocznych na infrastrukturę żeglugową. Przede wszystkim zagadkowy jest dość długi czas który minął od momentu awarii, czyli od 22/23 czerwca do czasu awaryjnego piętrzenia segmentu jazu od strony elektrowni. Świadomie użyłem formy AWARYJNEGO PIĘTRZENIA, gdyż takowy wariant został zastosowany aby uzyskać głębokość tranzytową umożliwiająca żeglugę na odcinku Januszkowice - śluza Kłodnica. A jak się to się przełoży w praktyce – dopiero czas pokaże.
Jedno jest pewne, że dłuższego remontu na tym stopniu wodnym się nie uniknie i tu się kłaniają wieloletnie zaniedbania i odkładanie na przyszłość bieżących konserwacji i remontów okresowych konstrukcji mechanicznych jazów. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, lecz wydaje mi się, że tak jak każde urządzenie mechaniczne tak i mechanizmy jazów powinny takim rygorom podlegać.
Najprawdopodobniej tego typu zaniedbania to pokłosie niedoinwestowania w budowle hydrotechniczne na Odrzańskiej Drodze Wodnej lub błędne przenoszenie funduszy na te cele przeznaczone w inne rejony gospodarki wodnej. Wcześniej czy później polityka tak nieprzemyślanego gospodarowania funduszami przeznaczonymi na drogi wodne będzie się mścić i wielokrotnie podrażać remonty awaryjne urządzeń hydrotechnicznych.
Wracając do fizycznych skutków obniżenia poziomy wody w rejonie kozielskiego portu to tezy o naruszeniu struktury nośnej nabrzeża pionowego nie należy aż tak dramatyzować. W historii portu były już bowiem większe obniżenia stanu wody od omawianego:
eksploratorzy.com.pl/ Chyba, że jest ten lament ma na celu świadome zamierzenie aby podpiąć pod to wydarzenie efekty nonszalancji i bagatelizowania zmian w strukturze nośnej występujące w pierwszym basenie - czyli wymywanie podłoża i zapadanie się powierzchni skarpy od strony ceglanego muru oporowego basenu, które postępuje w zastraszającym tempie.
Jedynym widocznym i odczuwalnym skutkiem tego zdarzenia były obnażone połaci cuchnącego mułu, pełnego zabytkowych już zapewne części osprzętu statkowego, części mechanizmów maszynowych i silnikowych co stało się chwilowym Eldoradem dla lokalnych złomowych biznesmenów. Pokłady naniesionego mułu w miejscach o stojącej wodzie nie tylko w basenach portowych dochodzą do grubości 2 metrów, co powinno zaniepokoić speców od ochrony środowiska.
Wracając do przewodniego pytania które zadałem na wstępie: odpowiedź jest tylko jedna - na nic zdają się lamenty - ten port już się rozpada.
tekst i zdjęcia: Janusz Fąfara