
Inwestorzy chcieliby zabudować dawne koryta rzeczne, które pomagają w wentylacji Krakowa. Radni i urzędnicy deklarują ochronę tych terenów, choć w nadchodzących latach nie przewidzieli na to ani złotówki.
Po co chronić przed zabudową wolne działki na terenie starorzeczy? Nie chodzi o zagrożenie powodziowe, bo - jak przypomina publicysta Konrad Myślik - największe niebezpieczeństwo dla Krakowa stanowi pod tym względem Wisła. Kanały rzeczne wyznaczają jednak linie wentylacji miasta.
Inwestorzy chcieliby zabudować dawne koryta rzeczne, które pomagają w wentylacji Krakowa. Radni i urzędnicy deklarują ochronę tych terenów, choć w nadchodzących latach nie przewidzieli na to ani złotówki.
Po co chronić przed zabudową wolne działki na terenie starorzeczy? Nie chodzi o zagrożenie powodziowe, bo - jak przypomina publicysta Konrad Myślik - największe niebezpieczeństwo dla Krakowa stanowi pod tym względem Wisła. Kanały rzeczne wyznaczają jednak linie wentylacji miasta.
- Każdy zielony korytarz w mieście jest prawdziwym błogosławieństwem, bo pomaga w lepszej cyrkulacji powietrza - tłumaczy Myślik. - Przekonanie, że każda wolna parcela nadaje się pod zabudowę, jest całkowicie kłamliwe. Ciągi zieleni powinny być zabezpieczane wzdłuż istniejących i dawnych koryt rzecznych, bo nawet nieistniejące już cieki wodne mają wpływ na cyrkulację powietrza, co widać na przykładzie miejsc, w których tworzą się mgły. Zabudowa dawnych koryt rzecznych na pewno przeszkadza w przewietrzaniu miasta i radzeniu sobie z problemem smogu.
Żadne komentarze nie zostały dodane.