O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.


Barki uderzyły - winnych brak

06.06.2012
Prokuratura zasięgnęła opinii biegłego - kapitana żeglugi śródlądowej, rzeczoznawcę technicznego. - W opinii wskazał, iż przyczynami omawianego wypadku był zbieg szeregu niekorzystnych zjawisk i okoliczności: poczynając od nagłego, niezapowiedzianego wzrostu poziomu Wisły, poprzez brak nadzoru armatora nad barkami oraz utratą i zerwaniem lin cumowniczych zestawu, błędów załogi popełnionych podczas manewrów zakotwiczenia, nieskorygowanych przez służby dyżurne, a skutkujących niekontrolowanym dryfem zestawu na jaz stopnia wodnego - aż do braku właściwej organizacji postojowiska, jego złej i niebezpiecznej lokalizacji, braku należytej kontroli zewnętrznej uprawnionych organów, a także niewyznaczenia bezpiecznego miejsca postoju obiektów wycofanych z eksploatacji - mówi prokurator Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka krakowskiej prokuratury.

Prokuratura przez dwa lata badała okoliczności głośnego wypadku podczas wiosennej powodzi w 2010 roku. Szukała też odpowiedzi na pytanie, kto zawinił, źle cumując barki przy brzegu. Sprawdzała także, czy urzędnicy Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie i Urzędu Żeglugi Śródlądowej w Krakowie nie dopełnili swoich obowiązków, nienależycie nadzorując porządek na przystani w porcie rzecznym na Wiśle, skąd zerwały się barki.

Przypomnijmy, że niesione przez wielką wodę, uderzyły w stopień na Dąbiu, zagrażając jego konstrukcji.

Opinia biegłego

Prokuratura zasięgnęła opinii biegłego - kapitana żeglugi śródlądowej, rzeczoznawcę technicznego. - W opinii wskazał, iż przyczynami omawianego wypadku był zbieg szeregu niekorzystnych zjawisk i okoliczności: poczynając od nagłego, niezapowiedzianego wzrostu poziomu Wisły, poprzez brak nadzoru armatora nad barkami oraz utratą i zerwaniem lin cumowniczych zestawu, błędów załogi popełnionych podczas manewrów zakotwiczenia, nieskorygowanych przez służby dyżurne, a skutkujących niekontrolowanym dryfem zestawu na jaz stopnia wodnego - aż do braku właściwej organizacji postojowiska, jego złej i niebezpiecznej lokalizacji, braku należytej kontroli zewnętrznej uprawnionych organów, a także niewyznaczenia bezpiecznego miejsca postoju obiektów wycofanych z eksploatacji - mówi prokurator Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka krakowskiej prokuratury.

Dlaczego więc mimo niedociągnięć nie postawiono nikomu zarzutów? - Biegły wskazał, iż podczas gwałtownego wezbrania fala powodziowa jest żywiołem, któremu ulegają najlepsze nieraz zabezpieczenia techniczne. Woda porywa wszelkie przeszkody na swej drodze, nawet rosnące drzewa i domy przy brzegu - wyjaśnia rzeczniczka krakowskiej prokuratury.

I dodaje, że ekspert zarówno w opinii głównej, jak i uzupełniającej nie wskazał, iż wiodącą przyczyną katastrofy był brak nadzoru armatora oraz nie był w stanie jednoznacznie wskazać, iż w przypadku zastosowania właściwego nadzoru nie doszłoby do katastrofy. - Należy to tłumaczyć na korzyść armatora - uważa prokuratura. Śledczy wskazują też, że armator zatrudniał dwóch dozorców, którzy mieli czuwać nad zacumowanymi barkami i sprawdzać stan Wisły.

Ponadto zarzut braku właściwego nadzoru jako przyczyny katastrofy należy oceniać przez pryzmat faktu, iż armator zatrudniał osoby, którym zlecał wykonywanie czynności z zakresu żeglugi śródlądowej oraz nadzoru nad zacumowanymi barkami. Nie sposób więc według prokuratury jednoznacznie powiązać katastrofę z błędami armatora.

Bez odpowiedzialności karnej

Tak samo śledczy podeszli do działań urzędników. I choć, jak wykazało śledztwo, w nieefektywny sposób próbowali oni wyegzekwować zakaz postoju barek przez firmę armatora, a w działaniach tych brakowało konsekwencji i determinacji, to jak argumentuje prokurator Marcinkowska - nie można mówić o pociągnięciu ich za to do odpowiedzialności karnej.

- Konieczne byłoby wykazanie, iż w ogóle nie dopełniono obowiązków wynikających z przepisów, co doprowadziło do działania na szkodę interesu publicznego. Z ustaleń śledztwa wynika, iż takich rażących zaniedbań nie stwierdzono, o czym świadczy chociażby decyzja Dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie, dotycząca przywrócenia do stanu poprzedniego terenu, na którym znajduje się baza przeładunkowa Kraków - Zabłocie, czy też notatki dotyczące stanu nadbrzeża oraz zacumowanych tam jednostek pływających oraz próby wyegzekwowania usunięcia barek. Nieefektywne działania poszczególnych pracowników administracji publicznej winny być oceniane w charakterze odpowiedzialności służbowej, a nie odpowiedzialności karnej - przekonuje rzeczniczka prokuratury.

źródło: krakow.gazeta.pl

Udostępnij:

06.06.2012 3,016 1 komentarzy 0 z 0 ocena

1 komentarzy


  • koj
    koj
    Czyli winnych nie ma...bardzo ciekawe, bardzo...
    - 08.06.2012 11:18

    Dodaj lub popraw komentarz

    Zaloguj się, aby napisać komentarz.
    Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
    Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
    Niesamowite! (0)0 %
    Bardzo dobre (0)0 %
    Dobre (0)0 %
    Średnie (0)0 %
    Słabe (0)0 %
    Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
    Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies

      Oferty pracy

     
    Brak aktualnych ogłoszeń
    w kategorii »Dam pracę«
    ★ ★ ★

    Zobacz inne kategorie
    lub dodaj ogłoszenie


    Zobacz też: Szukam pracy
    oraz: Kupię/sprzedam/usługi

      Nasz sondaż

    Jaka instytucja powinna dbać o utrzymanie dróg wodnych?