W dniach 22.06 do 1.07.2010 roku, dzięki życzliwemu przyjęciu na pokład 'Moin Moin' kolegi czechtw, miałem okazję odbyć rejs Inowrocław-Mątwy - Nakło - Wieleń - Nakło - Jeź. Wolickie - Droga Folusza - przystań YC w Łącku. Obie burty zaopatrzone były, oczywiście, w stosowne transparenty propagujące RDN.
Dzięki zwolnieniu z większości obowiązków przynależnych majtkowi mogłem oddać się dokumentowaniu trasy rejsu.
Zapewne z powodu zamknięcia dla żeglugi Warty w stronę Gopła zmierzało sporo jednostek.
Spotkaliśmy również kolegów z pokładu naszego wirtualnego statku.
Hasło widniejące na transparentach budziło zainteresowanie i przyjmowane było z aprobatą. Okazją do propagowania idei RDN były dwie imprezy związane z nocą świętojańską w Lubostroniu i Ujściu. Na Noc Świętojańską na polanie przed Ujściem zaprosiła nas załoga niezwykłej jednostki pływającej. Przy okazji zagadka: co zostało wykorzystane jako kadłub łodzi ?
Impreza, na którą przybyli pasjonaci turystyki wodnej, zorganizowana była pod patronatem i z udziałem Senatora RP Piotra Głowskiego - członka Parlamentarnego Zespołu ds. Dróg Wodnych i Turystyki Wodnej oraz Starosty powiatu pilskiego. Podczas dłuższej rozmowy przedstawiliśmy ideę RDN, a także często poruszany na naszym portalu problem 'ekoterroryzmu' i niemal nieograniczonej dyktatury 'ekofili' z zaznaczeniem naszego pozytywnego stosunku do ekologii jako takiej. Z ust Senatora Głowskiego padło stwierdzenie, że problem ten jest dostrzegany, a poprawę w tym względzie przyniesie, będąca w końcowej fazie procedowania, ustawa dotycząca ułatwień przy podejmowaniu inwestycji związanych nie tylko z ochroną przeciwpowodziową, ale również związanych z żeglugą i turystyką wodną. Pan Senator zwrócił się za naszym pośrednictwem do zainteresowanych ww problematyką o cierpliwość. 'Przez przeszło 30 lat nic nie zostało zrobione i wiele się zmarnowało, trudno zatem dostrzec zmiany natychmiast.' W dalszej kolejności padły konkretne kwoty już przyznane na budowę infrastruktury związanej z turystyką wodną i poprawę stanu szlaków wodnych. W tym miejscu wyraziłem swoją obawę czy aby nie okaże się to błędnym ognikiem na bagnach, który za chwilę (jak opadną emocje związane z powodzią) zgaśnie. Moje obawy spotkały się ze zrozumieniem, ale i zapewnieniem, że tym razem realne efekty będą dostrzegalne sukcesywnie w ciągu najbliższych lat. Optymizmem napawają inicjatywy na szczeblu gmin, często inicjowane przez formalne i nieformalne stowarzyszenia ludzi dostrzegających możliwość rozwoju i promocji regionu poprzez tworzenie warunków dla turystyki wodnej.
Przykładem może być 'Przystań piracka' w pobliżu Wrzeszczyna. Młodzi ludzie z własnej inicjatywy i własną pracą urządzili miejsce gdzie można spotkać się, popływać, pograć w siatkówkę, a i przepływające łodzie mogą zatrzymać się.
Ich inicjatywa spotkała się z zainteresowaniem władz lokalnych. Pozyskano już pieniądze na bardziej profesjonalne urządzenie tego miejsca. Moim zdaniem należy doceniać takie inicjatywy i choć daleko im do jakichkolwiek standardów, ważna jest chęć działania i działanie w miarę swoich możliwości. Spędziliśmy miło czas na rozmowie i zaimponowała nam determinacja tych młodych ludzi, zazwyczaj młodszych niż nasi synowie.
W Nakle spotkaliśmy jednostkę z dużym transparentem propagującym nasze hasło.
Zarówno Górna Noteć, Kanał Górnonotecki, jeziora i Droga Folusza były dla mnie 'ziemią nieznaną'. Jestem pod ogromnym wrażeniem piękna tej części Polski. Nasuwa się myśl zadająca kłam hasłom głoszonym przez pseudoekologów, głoszących jakoby regulacja rzek degradowała środowisko. Wspaniała przyroda, orły nad głową, niepoliczalna ilość ptaków i zwierząt (łosie, dziki i lis przeprawiający się wpław przez Noteć) są zaprzeczeniem tego co wypisują 'obrońcy natury'.
Warto podkreślić, że obszar naszej penetracji, mądrze uregulowany, był chyba jedynym, którego nie dotknęła powódź. Możliwość kierowania wielkością i przepływem wody pozwoliła uniknąć powodzi i jej tragicznych skutków. Polecam pseudoekologom zapoznanie się z tym co od XVIII wieku funkcjonuje bez zarzutu i negatywnych skutków dla natury.
Jako ktoś, kto pierwszy raz miał okazję zobaczyć i przepłynąć 'kacze kanały' i kilka jezior twierdzę, że nie jest tak źle jak często można przeczytać. Zapewne nie jest to wyprawa dla kogoś oczekującego pięciogwiazdkowego standardu, ale każdy kto oczekuje ciszy, kontaktu z naturą na wyciągnięcie ręki, powąchania zapachu traw i ziół, których żaden opis i zdjęcie nie odda, warto to przeżyć i poznać, a ewentualne niedogodności z czyszczeniem śruby czy pokonywanie płycizn (nie tak wielu) można potraktować jako swoistą atrakcję. Na koniec jeszcze jedna uwaga. Narzekamy na brak infrastruktury. Jedni jej nie tworzą bo twierdzą, że nie ma dla kogo, inni tam nie pływają bo właśnie jej brakuje. Kółko się zamyka. Może więc warto zaznaczyć tam swoją obecność i nie dawać pretekstu do nic nierobienia.
Ja tam z pewnością wrócę na swojej małej łódeczce, choćby po to, aby spróbować popłynąć drogą Folusza jeszcze dalej.
a w drodze powrotnej wstąpić na chłodne piwo.
----------------------
Obszerniejszy reportaż w przygotowaniu.
Pozdrawiamy
Janusz i Włodek