Długa droga do Europy
W jednym z moich rejsów nagromadziło się mnóstwo atrakcji: tych oczekiwanych i całkowicie niezaplanowanych. Był też jednym z najdłuższych - tak w przeliczeniu na kilometry jak również na "kalendarz".
Powrót do Polski rozpoczął się niemiłym przeżyciem związanym ściśle z koniecznością rozebrania sterówki. BM bez ładunku wystawała ponad wodę tyle, że (wówczas) pod niektórymi mostami kanału Mittelland nie mieściła się "w całości". Dość długie "pyrkanie" kanałami na wolnych obrotach dwusuwowych PUCKÓW spowodowało nagromadzenie się oleju w kolektorach wydechowych i w konsekwencji zapalenie się tych osadów. Mechanik ucieszył się, że mu się "wydechy przeczyszczą", ale produkty spalania, czyli rozżarzone kawałki sadzy i nagaru, spadały mi na głowę parząc boleśnie. O moim wstydzie, jaki ten "efektowny fajerwerk" wywoływał zawsze na mijanych statkach już nie wspomnę....
Już bez innych "ekscesów" minąłem Hannower, Braunschweig, rozpoczętą budowę rozwidlenia Elbe Seitenkanal, Wolfsburg z położonymi tuż nad kanałem i mającymi własny port zakładami Volkswagena - (fot. obok) i odprawiłem się na byłej granicy RFN-NRD. Pamiętam koszmarne wrażenie jakie sprawiał ten odcinek kanału między Rühen w RFN a Buchhorst w dawnej NRD: zagrodzone drutami kolczastymi mosty z biegającymi po nich psami, podwodna zapora wysuwana w nocy w poprzek kanału, wieżyczki z żołnierzami z bronią ostrą.... Przygnębiający kontrast pomiędzy wolnym światem a "światem jedynie słusznym"... Podobnie wyglądała odprawa - zwłaszcza w kierunku "na zachód": statek przeszukiwały psy aby nie dopuścić do przemycenia "bardzo zadowolonych" z podziału Niemiec mieszkańców ich "lepszej" części. Odprawa powrotna już nie przypominała w niczym scen kojarzących się z wojną i obozami koncentracyjnymi. Po pobieżnym przejrzeniu zawartości naszych portfeli (zachodnie marki) i rzuceniu okiem na przywożone "dobra handlowe" - zezwolono nam na dalszą jazdę. Dotarłem do podnośni Rothensee, którą wówczas trzeba było przedostać się na poziom Łaby, przepłynąć nią kilkanaście kilometrów, aby przez śluzę Niegripp przedostać się na drogę wodną Łaba-Hawela - dalej, w kierunku Brandenburga i Berlina. Dziś już wygląda to miejsce zupełnie inaczej.

Dalszą droga to już skok przez EHK (Elbe-Havelkanal) do Brandenburga. Opis dalszej trasy, czyli przejazd drogą wodna Odra-Hawela i dalej Odrą do Szczecina pominę już w tym artykule. Droga wodna Odra-Hawela i węzeł berliński będzie prawdopodobnie tematem oddzielnego opracowania ze względu na ogrom zmian jakie zaszły na tym odcinku.

Realizowany jest sukcesywnie i z rozmachem od momentu zjednoczenia Niemiec projekt rozbudowy sieci transportowej (w tym dróg wodnych - tzw Projekt 17). Drogi wodne stają się częścią europejskiej siatki połączeń multimodalnych - czyli splatających poszczególne środki przewozu w spójny organizm transportowy.
Sztandarową inwestycją tego projektu było oddanie do użytku wzmiankowanego już wyżej i długo oczekiwanego kanałowego przejścia nad Łabą. Poniżej fotografia z uroczystego oddania budowli do uzytku.

Na koniec refleksja: opisany rejs miał miejsce 30 lat temu..... Od tego czasu Europa rozwija swoją sieć dróg wodnych nieustannie, natomiast Polska nie tylko ich nie rozwija, ale wręcz je dewastuje, bo jakże inaczej nazwać to co dzieje się w Porcie Koźle czy wrocławskich Popowicach... Odmowę współpracy z odpowiednimi agendami Unii Europejskiej i kompletny brak instytucjonalnego i inwestycyjnego rozwiązania spraw transportu śródlądowego można już zaliczyć niemal do sabotażu. W Polsce nie ma w tej chwili żadnego urzędu, żadnych administracyjnych struktur władnych przyjąć unijne dotacje w grubych miliardach euro na rozwój sieci dróg wodnych i ich integrację z drogami Europy. Jeśli dodać do tego swoistą "germanofobią" niektórych rządów RP i nie podejmowanie wspólnych z Niemcami przedsięwzięć - choćby na Odrze - obraz rzeczywistości żeglugowej w Polsce jeszcze długo będzie mizerny i szary.
Trudno byłoby dziś powtórzyć taki rejs z Wrocławia. Port Miejski jest portem jedynie z nazwy, głębokości tranzytowe Odry środkowej są śmieszne, a tabor już wtedy, gdy nim płynąłem do Belgii był przestarzały (ot choćby te palące się wydechy dwusuwowych diesli - o braku wyposażenia w radiotelefon czy radar już nie wspomnę).
Mam cichą nadzieję, że lektura tego artykułu uzmysłowi wszystkim, jak wielki krok do tyłu zrobiliśmy mimo pozytywnych przemian ustrojowych i gospodarczych związanych z odzyskaniem niepodległości ekonomicznej i politycznej.
Liczę na Wasze komentarze.
kpt. żegl. śródl. Andrzej Podgórski
Udostępnij:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies