Wczasy pod banderką
Od lat trwa dyskusja nad potrzebą stworzenia możliwości spędzania urlopu na wodzie....
Od lat trwa dyskusja nad potrzebą stworzenia możliwości spędzania urlopu na wodzie. Wielu światowych armatorów buduje coraz większe wycieczkowce pozwalające poznawać
świat z pokładu statku. I w Polsce o potrzebie takiej mówiło się już przed wojną, a i po wojnie temat odżywa niczym kryzysy. I nic.
Ale może coś się zmieni. Co prawda nie na morzu, a na Jeziorach Mazurskich pojawił się turystyczny jacht motorowy „Sokół“ z atrakcyjną ofertą spędzania urlopu na wodzie. Przyjemność co prawda nie taka jak pod żaglami, ale za to wygoda o wiele większa.

Prywatny wycieczkowy jacht motorowy na Śniardwach
Na zdjęciach poniżej: Jeden z najmłodszych wodniaków w czasie zajęć pokładowch. Takich jak ten, 2 – 3 latków spotyka się dość często. Żeglują z wielkim zapałem. Jak widać na pokładzie słonecznym wycieczkowca „Sokół“ humory dopisują.
Skąd się wziął „Sokół“? W ubiegłym roku dwóch zapaleńców - zresztą żeglaży i kapitanów Żegiugi Mazurskiej postanowiło wydobyć i uruchomić na wpół zatopiony i zamieniony na miejski szalet wrak statku sportowo- szkoleniowego LOK w Giżycku, noszącego przed laty nazwę „Kadet“. A wogóle to statek ten zbudowano w1965 roku w Warszawie jako pływający sklep. Przez 10 lat służył on pod nazwą „Jaś“ ( wraz z blizniaczą „Małgosią“ ) żeglarzom i turystom na Mazurach dowożąc do najdalszych zakątków podstawowe towary spożywcze i środki czystości - jak to się popularnie mówi „mydło i powidło“. Był wtedy własnością WZGS „Śniardwy“.
Potem nie miał go kto eksploatować, przejęty został przez Miejski Ośrodek Sportowy w Giżycku, a potem przekazany został do LOK- u, gdzie miał być motorówką szkoleniowo-inspekcyjną, ale właściwie już nie pływał. Aż wreszcie wpadł w oko Józefowi Sokołowskiemu i Bogusławowi Zaleśkiewiczowi. Po długich perypetiach udało im się odkupić od LOK- u wrak. Całą jesień, zimę i wiosnę trwał remont. Statek stał na wodzie, armatorzy „in personam“ zamieszkiwali w pomieszczeniu dziobowym ogrzewanym żelazną „kozą“ z rurą wyprowadzoną przez okno. Remont, mimo iż realizowany przez dwie - własne - pary rąk pochłaniał coraz większe fundusze.
Początkowy projekt reaktywowania statku w charakterze pływającego sklepu - tym razem ajencyjnego – upadł. Okazało się bowiem, że wobec całkowitego zakazu sprzedaży alkoholu na statkach, nawet piwa, statek nie zarobiłby na siebie. Właściciele postanowili zrobić z niego zatem jacht pasażerski i w tym kierunku poszły dalsze prace.
Urządzono dwie kabiny pasażerskie - dziobową, na sześć osób, i rufową na cztery. Mały kambuz, toaleta i „pokład słoneczny“ na rufie uzupełniają pomieszczenia pasażerskie. I wreszcie pózną wiosną, właściwie już w czerwcu udało się jacht uruchomić.
Na burcie wypisano nazwę „SOKÓŁ“ , od nazwiska jednego z armatorów. Na próbach okazało się, że trzycylindrowy, 45 - konny, wysokoprężny silnik SKODA pozwala na osiągnięcie około 16 km/h. Jacht został zarejestrowany w Giżycku jako statek turystyczno - sportowy. Nośność określono na 2,9 t, długość całkowita wynosi 15,12 m, szerokość 3.21 m, zanurzenie 0,70 m. Zanim do tego doszło armatorzy przeżyli jeszcze kilka rozczarowań. Obraziło się na nich kilku znajomych, skradziono im z jachtu gotowe już mahoniowe ławki, rodziny po części odżegnały się od sprawy. Ale problem najpoważniejszy wyniknął z chwilą podjęcia decyzji o rozpoczęciu rejsów pasażerskich.
Przedsięwzięcie Zaleśkiewicza i Sokołowskiego okazało się być prekursorskim w skali kraju. Nikt nie potrafił wskazać odpowiednich przepisów, na podstawie jakich mogliby swój jacht wynajmować, czy organizować na nim rejsy. Sami dla siebie pływać mogą, ale rejsy z pasażerami? Dokumenty rejestracyjne statku dopuszczają zabieranie 12 osób, ale żaden Urząd - ani Miejski, ani Wojewódzki - nie wie jak to przedsięwzięcie zakwalifikować. A zarabiać trzeba. Po prostu trzeba pilnie oddać długi, jakich się armatorzy „dorobili“ w czasie remontu. Wreszcie ORBIS w Giżycku znalazł wyjście. Wynajmuje turystom kabiny na jachcie, a najchętniej cały jacht jako....tzw. kwatery prywatne. Nigdzie w przepisach o kwaterach prywatnych nie jest powiedziane, że nie mogą się przemieszczać. W ten sposób od 20 czerwca wynajmowane przez ORBIS „kwatery prywatne“ SOKÓŁ wożą turystów po Jeziorach Mazurskich, robiąc prawdziwie dobrą robotę.

Miss Mazur 1983. Najpiękniejszy jacht tegorocznej Mazurskiej Operacji Żagiel stylizowany i przebogato zdobiony szkuner rejowy „Smok“, zbudowany dzięki dziesięcioletniej pracy grupy warszawskich żeglarzy.
Jacht powstał na kadłubie zdezelowanej, nabytej za 1500 zł. Szalupy w „Stoczni Warszawskiej“ w 1972 roku i jest to jego pierwszy sezon eksploatacyjny. W przyszłym roku „Smok“ ma pojawić się na Bałtyku.
Nie każdy jest żeglarzem, nie każdy chce spędzać urlop na niezbyt wygodnym i wymagającym czynnego zaangażowania jachcie żaglowym, a Mazury można dobrze poznać tylko z wody. „Kapitan“ Zaleśkiewicz i „steward“ Sokołowski znają za to na Mazurach każdą zatoczkę, każdy kamień na Śniardwach, każdą ruinę na brzegu, a także każdego rybaka łodziowego, każdego kapitana statku mazurskiej białej floty i połowę żeglarzy. Są skarbnicą wiadomości o Mazurach, pokazują najciekawsze i najpiękniejsze zakątki krainy jezior. O dowolnej porze dnia i nocy oferują świeże ryby, a na obiady SOKÓŁ podpływa niemal pod drzwi restauracji. Trasy tygodniowych czy dwutygodniowych rejsów prowadzą od Giżycka do Węgorzewa, Mikołajek, Rucianego i Piszu. Jacht motorowy pozwala na swobodne programowanie tras i zawsze pozostaje czas na plażowanie w ustronnej zatoczce, czy kąpiel na środku Jeziora Śniardwy. O urokach Mazur nie będziemy tu pisać, nie trzeba o nich nikogo przekonywać.
Wracając do spraw przyziemnych. Impreza jest dosyć droga. ORBIS zrobił kalkulację próbną. Pobiera 10% od wczasowiczów i 10% od armatorów, którzy ponadto płacą niemały podatek. Czy im się to opłaca? Może nie zarobią na spłatę długów, ale znając ich sportowe podejście do sprawy nie powinno ich to załamać. Proponowano im już za SOKOŁA pięć milionów złotych, ale nie są skłonni go oddać nawet za tę sumę.
Gwoli prawdy. Jest jedna możliwość wyrwania im SOKOŁA. W początkach sierpnia pojawił się w Sztynorcie przywieziony na platformie kołowej mahoniowy luksusowy jacht motorowy IRA. Zbudowany podobno w Szczecinie w 1959 roku jako prezent dla Chruszczowa nieodebrany z niewiadomego powodu – dopiero teraz trafił pod banderę PZŻ i na Jeziora Mazurskie. Więc gdyby tak armatorom SOKOŁA zaproponować zamianę... to może by się zastanowili. A poza tym na sezon 1984 chce SOKOŁA wziąć w czarter Zarząd Okręgu Śląska i Zagłębia LIGI MORSKIEJ w Katowicach. Może uda się rejsy ligowe skalkulować taniej.

Pośród setek łódek i jachtów są na Mazurach tylko trzy rejowce. Poza "Smokiem" są dwa prawie
blizniacze szkunery "Smuga cienia" i "Biegnąca po falach", którą widać na zdjęciu.
Tekst i zdjęcia: Bohdan Huras
świat z pokładu statku. I w Polsce o potrzebie takiej mówiło się już przed wojną, a i po wojnie temat odżywa niczym kryzysy. I nic.
Ale może coś się zmieni. Co prawda nie na morzu, a na Jeziorach Mazurskich pojawił się turystyczny jacht motorowy „Sokół“ z atrakcyjną ofertą spędzania urlopu na wodzie. Przyjemność co prawda nie taka jak pod żaglami, ale za to wygoda o wiele większa.

Na zdjęciach poniżej: Jeden z najmłodszych wodniaków w czasie zajęć pokładowch. Takich jak ten, 2 – 3 latków spotyka się dość często. Żeglują z wielkim zapałem. Jak widać na pokładzie słonecznym wycieczkowca „Sokół“ humory dopisują.
Skąd się wziął „Sokół“? W ubiegłym roku dwóch zapaleńców - zresztą żeglaży i kapitanów Żegiugi Mazurskiej postanowiło wydobyć i uruchomić na wpół zatopiony i zamieniony na miejski szalet wrak statku sportowo- szkoleniowego LOK w Giżycku, noszącego przed laty nazwę „Kadet“. A wogóle to statek ten zbudowano w1965 roku w Warszawie jako pływający sklep. Przez 10 lat służył on pod nazwą „Jaś“ ( wraz z blizniaczą „Małgosią“ ) żeglarzom i turystom na Mazurach dowożąc do najdalszych zakątków podstawowe towary spożywcze i środki czystości - jak to się popularnie mówi „mydło i powidło“. Był wtedy własnością WZGS „Śniardwy“.
Potem nie miał go kto eksploatować, przejęty został przez Miejski Ośrodek Sportowy w Giżycku, a potem przekazany został do LOK- u, gdzie miał być motorówką szkoleniowo-inspekcyjną, ale właściwie już nie pływał. Aż wreszcie wpadł w oko Józefowi Sokołowskiemu i Bogusławowi Zaleśkiewiczowi. Po długich perypetiach udało im się odkupić od LOK- u wrak. Całą jesień, zimę i wiosnę trwał remont. Statek stał na wodzie, armatorzy „in personam“ zamieszkiwali w pomieszczeniu dziobowym ogrzewanym żelazną „kozą“ z rurą wyprowadzoną przez okno. Remont, mimo iż realizowany przez dwie - własne - pary rąk pochłaniał coraz większe fundusze.Początkowy projekt reaktywowania statku w charakterze pływającego sklepu - tym razem ajencyjnego – upadł. Okazało się bowiem, że wobec całkowitego zakazu sprzedaży alkoholu na statkach, nawet piwa, statek nie zarobiłby na siebie. Właściciele postanowili zrobić z niego zatem jacht pasażerski i w tym kierunku poszły dalsze prace.
Urządzono dwie kabiny pasażerskie - dziobową, na sześć osób, i rufową na cztery. Mały kambuz, toaleta i „pokład słoneczny“ na rufie uzupełniają pomieszczenia pasażerskie. I wreszcie pózną wiosną, właściwie już w czerwcu udało się jacht uruchomić.
Na burcie wypisano nazwę „SOKÓŁ“ , od nazwiska jednego z armatorów. Na próbach okazało się, że trzycylindrowy, 45 - konny, wysokoprężny silnik SKODA pozwala na osiągnięcie około 16 km/h. Jacht został zarejestrowany w Giżycku jako statek turystyczno - sportowy. Nośność określono na 2,9 t, długość całkowita wynosi 15,12 m, szerokość 3.21 m, zanurzenie 0,70 m. Zanim do tego doszło armatorzy przeżyli jeszcze kilka rozczarowań. Obraziło się na nich kilku znajomych, skradziono im z jachtu gotowe już mahoniowe ławki, rodziny po części odżegnały się od sprawy. Ale problem najpoważniejszy wyniknął z chwilą podjęcia decyzji o rozpoczęciu rejsów pasażerskich.Przedsięwzięcie Zaleśkiewicza i Sokołowskiego okazało się być prekursorskim w skali kraju. Nikt nie potrafił wskazać odpowiednich przepisów, na podstawie jakich mogliby swój jacht wynajmować, czy organizować na nim rejsy. Sami dla siebie pływać mogą, ale rejsy z pasażerami? Dokumenty rejestracyjne statku dopuszczają zabieranie 12 osób, ale żaden Urząd - ani Miejski, ani Wojewódzki - nie wie jak to przedsięwzięcie zakwalifikować. A zarabiać trzeba. Po prostu trzeba pilnie oddać długi, jakich się armatorzy „dorobili“ w czasie remontu. Wreszcie ORBIS w Giżycku znalazł wyjście. Wynajmuje turystom kabiny na jachcie, a najchętniej cały jacht jako....tzw. kwatery prywatne. Nigdzie w przepisach o kwaterach prywatnych nie jest powiedziane, że nie mogą się przemieszczać. W ten sposób od 20 czerwca wynajmowane przez ORBIS „kwatery prywatne“ SOKÓŁ wożą turystów po Jeziorach Mazurskich, robiąc prawdziwie dobrą robotę.

Miss Mazur 1983. Najpiękniejszy jacht tegorocznej Mazurskiej Operacji Żagiel stylizowany i przebogato zdobiony szkuner rejowy „Smok“, zbudowany dzięki dziesięcioletniej pracy grupy warszawskich żeglarzy.
Jacht powstał na kadłubie zdezelowanej, nabytej za 1500 zł. Szalupy w „Stoczni Warszawskiej“ w 1972 roku i jest to jego pierwszy sezon eksploatacyjny. W przyszłym roku „Smok“ ma pojawić się na Bałtyku.Nie każdy jest żeglarzem, nie każdy chce spędzać urlop na niezbyt wygodnym i wymagającym czynnego zaangażowania jachcie żaglowym, a Mazury można dobrze poznać tylko z wody. „Kapitan“ Zaleśkiewicz i „steward“ Sokołowski znają za to na Mazurach każdą zatoczkę, każdy kamień na Śniardwach, każdą ruinę na brzegu, a także każdego rybaka łodziowego, każdego kapitana statku mazurskiej białej floty i połowę żeglarzy. Są skarbnicą wiadomości o Mazurach, pokazują najciekawsze i najpiękniejsze zakątki krainy jezior. O dowolnej porze dnia i nocy oferują świeże ryby, a na obiady SOKÓŁ podpływa niemal pod drzwi restauracji. Trasy tygodniowych czy dwutygodniowych rejsów prowadzą od Giżycka do Węgorzewa, Mikołajek, Rucianego i Piszu. Jacht motorowy pozwala na swobodne programowanie tras i zawsze pozostaje czas na plażowanie w ustronnej zatoczce, czy kąpiel na środku Jeziora Śniardwy. O urokach Mazur nie będziemy tu pisać, nie trzeba o nich nikogo przekonywać.
Wracając do spraw przyziemnych. Impreza jest dosyć droga. ORBIS zrobił kalkulację próbną. Pobiera 10% od wczasowiczów i 10% od armatorów, którzy ponadto płacą niemały podatek. Czy im się to opłaca? Może nie zarobią na spłatę długów, ale znając ich sportowe podejście do sprawy nie powinno ich to załamać. Proponowano im już za SOKOŁA pięć milionów złotych, ale nie są skłonni go oddać nawet za tę sumę.
Gwoli prawdy. Jest jedna możliwość wyrwania im SOKOŁA. W początkach sierpnia pojawił się w Sztynorcie przywieziony na platformie kołowej mahoniowy luksusowy jacht motorowy IRA. Zbudowany podobno w Szczecinie w 1959 roku jako prezent dla Chruszczowa nieodebrany z niewiadomego powodu – dopiero teraz trafił pod banderę PZŻ i na Jeziora Mazurskie. Więc gdyby tak armatorom SOKOŁA zaproponować zamianę... to może by się zastanowili. A poza tym na sezon 1984 chce SOKOŁA wziąć w czarter Zarząd Okręgu Śląska i Zagłębia LIGI MORSKIEJ w Katowicach. Może uda się rejsy ligowe skalkulować taniej.

Pośród setek łódek i jachtów są na Mazurach tylko trzy rejowce. Poza "Smokiem" są dwa prawie
blizniacze szkunery "Smuga cienia" i "Biegnąca po falach", którą widać na zdjęciu.
Tekst i zdjęcia: Bohdan Huras
Udostępnij:
Apis 05.01.2007 13930 wyświetleń
10 komentarzy 0 ocena
Drukuj

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies