Kucykowa włóczęga.
Jeszcze nie zmilkło echo mojego rejsu Kucykiem do Gdańska, kiedy piętnastego sierpnia przyszło mi wyruszyć w kolejny rejs, w górę Odry. Wprawdzie planowałem płynąć do Wrocławia, gdzie na zaproszenie przyjaciół Grażynki i Piotra, mieliśmy wraz z żoną i córką przebywać kilka dni, zwiedzając to piękne miasto, ale ze względów ekonomicznych ( zabrakło funduszy) musiałem niestety, porzucić ten projekt i powłóczyć się po nadodrzańskich krzakach.
Jeszcze nie zmilkło echo mojego rejsu Kucykiem do Gdańska, kiedy piętnastego sierpnia przyszło mi wyruszyć w kolejny rejs, w górę Odry. Wprawdzie planowałem płynąć do Wrocławia, gdzie na zaproszenie przyjaciół Grażynki i Piotra, mieliśmy wraz z żoną i córką przebywać kilka dni, zwiedzając to piękne miasto, ale ze względów ekonomicznych ( zabrakło funduszy) musiałem niestety, porzucić ten projekt i powłóczyć się po nadodrzańskich krzakach.
Wyruszyliśmy w sobotę, piętnastego sierpnia 2009 roku, z nastawieniem na wypoczynek i niewielkie "przebiegi" Po drodze mijaliśmy miejsca, gdzie na stałe cumują nasi znajomi i przyjaciele. Dogoniliśmy grupkę kolegów z sąsiedniej przystani w Cigacicach. Był wspólny postój i integrujące ognisko. Wspaniała, przyjacielska atmosfera! Mamy też wielu znajomych mieszkających niedaleko Odry. Dziwne to, ale mogąc odwiedzać ich częściej, bo żyją w odległości półgodzinnej jazdy samochodem, dopiero podczas rejsu Kucykiem zapragnęliśmy złożyć im wizyty. Było swojsko i ciekawie. Były pokazy całkiem nowych dzieci, całkiem nowych, okazałych domów, całkiem nowych zamierzeń, dużo rozmów, dużo życzliwości i wzajemnych zwierzeń. W naszej podróży dotarliśmy do Głogowa, miasta, w przeciwieństwie do Nowej Soli, czy Bytomia Odrzańskiego, całkiem odwróconego miejscem, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę, ku wodzie. Przykre to, tym bardziej, że jeszcze za czasów moich przygód kajakarskich miejsca, które odwiedziliśmy tętniły życiem. Obecnie stały się siedliskiem włóczęgów i miłośników "dawania sobie w żyłę". Nawet most przerzucony przez Odrę, zwany przez Głogowian "Majtkowym" , ze względu na różowy kolor, którym potraktowano jego konstrukcję, sprawiał wrażenie smutnego i opuszczonego, a może zawstydzonego postawą włodarzy tego miasta?
Turysta wodny nie ma po co płynąć do Głogowa. Nikt nie dopilnuje mu jachtu, a kiedy zdecyduje się go zostawić przy którejś kei w porcie zapomnianym przez Boga i ludzi, może po powrocie zastać już tylko ruinę, zdewastowaną przez kloszardów lub ćpunów. Takie straszne wrażenie wywiozłem z Głogowa! Byłem w tym mieście też w ubiegłym roku. Wówczas zatrzymałem się w porcie handlowym ( niestety, też już nieczynnym), gościnnie,przy pomoście policjantów. Dzięki tym miłym panom mogłem spokojnie wyruszyć na kilka godzin " w Głogów" i nie obawiać się o swoje mienie. Niestety, tym razem zatrzymałem się w porcie Katedralnym, w samym centrum miasta. Keja zaniedbana, zniszczona, nabrzeże porośnięte krzakami. Okoliczne budynki, służące kiedyś za biurowce, puste, zniszczone, opuszczone i totalnie zaniedbane. Portowe hangary rozebrane. Pozostały po nich tylko fundamenty. Dziwi mnie, że nie wpadło komuś na myśl zrobić z tego naprzykład motelu ( bo przy ruchliwej drodze toto stoi), a przy okazji uporządkować keję i na powrót urządzić przy niej przystań. Państwo Zarządzający Głogowem! Podpowiadam Wam, co można zrobić.
Nie postałem przy rozwalających się schodkach portu Katedralnego w Głogowie zbyt długo. Poczekałem na zapowiedzianych gości (januszbn z kolegą), którzy przyjechali na wcześniej umówione spotkanie i po kilku godzinach, kiedy pożegnałem się już z nimi, odpłynąłem. Obawiałem się spędzenia nocy w nieobliczalnym towarzystwie osób z marginesu społecznego, zalegających na brzegu. Wróciłem do Bytomia Odrzańskiego. To miasteczko ma w sobie jakiś magnetyzm. Prawdę mówiąc, chętnie bym w nim zamieszkał, gdybym znalazł tam jakieś zajęcie zarobkowe. Ryneczek jest śliczny! Prawdziwa bombonierka. Chciało by się po nim spacerować i spacerować... Odkryłem też ciekawe zaułki, na przykład kamienne schodki prowadzące wprost nad kanał portowy, urocze!
Kiedy siedzieliśmy sobie z żoną przy podwieczorkowej kawie, a córka baraszkowała z miejscowymi dziećmi na pomoście, podszedł do nas pewien pan i zagadnął ot tak sobie...
Zaprosiliśmy go na kawę, na Kucyka i zaczęliśmy wspominać. Pan sporo starszy ode mnie, toteż i wspomnienia miał odleglejsze. Widać zakochany w swoim miasteczku. Snuł więc opowieści. Pofatygował się nawet by zrobić kserokopie zdjęć Bytomia z okresu przedwojennego. Opowiadał też o Czernej i Siedlisku. Z Siedliska mam osobiste, młodzieńcze wspomnienia, kiedy jako instruktor ZHP w stopniu podharcmistrza bywałem tam i wsłuchiwałem się w oratorskie opowieści druha Czarnucha. Miał gość swadę! Do dziś wspominam salę kominkową, gdzie przy wielkim zamkowym kominku toczyliśmy dysputy, potem były piosenki, recytacje wierszy i ciągnące się aż do rana bardzo ważne rozmowy, które do dziś pamiętam i które teraz przywołują jak najlepsze wspomnienia. To tam kształtowały się moje marzenia i światopogląd. Ruiny, choć bardzo romantyczne, są jednak tylko ruinami. Pomyśleć, że gdyby nie powracająca z wojny armia radziecka, pałac by ocalał, a i most w Bytomiu Odrzańskim też by jeszcze stał. Podobno niedobitki wałęsających się żołnierzy radzieckich, wracając z frontu, niszczyły wszystko, co mogło mieć związek z "wielkopańską kulturą".
Postanowiliśmy sprawdzić jeszcze co się dzieje u naszego przyjaciela Andrzeja na 427 kilometrze Odry. Dzieje się, oj dzieje! Rozbudowano nabrzeże. Powstały tarasy, które wybrukowano. Mogą się tam odbywać imprezy z tańcami. Jest zaplecze z prądem. Stylizowane na indiańskie tipi namioty zachęcają do sprawdzenia, co w nich jest. Kto, targany ciekawością, nie przybije do tego gościnnego brzegu, żeby nie sprawdzić co się tam dzieje?
Kiedy cumowaliśmy tam, przyszedł do nas Sławek, potem syn Andrzeja, na Koniec sam Andrzej i jego Małżonka. Andrzej miał mało czasu, bo organizował właśnie spływ kajakowy, ale znalazł chwilę by z nami pogadać. Narzekał, że jego plany pokrzyżowały mu lipcowe wysokie stany wody w Odrze, a teraz doszły do tego komary, które atakują ludzi tak, że mogłyby zagryźć na śmierć...
Nocleg przy tym nabrzeżu mieliśmy spokojny. Nazajutrz odwiedziła nas nasza przyjaciółka Jadzia, która przyjechała rowerkiem z Nowej Soli, specjalnie, żeby z nami pogadać. Jak zwykle było miło i sympatycznie.
Nazajutrz popłynęliśmy do Nowej Soli. Przystań jachtowa, gościnna. Pozwolono nam na uzupełnienie wody i prowiantu. Pobyt tam stał się tym bardziej miły, że poznaliśmy ciekawych ludzi, w tym Andrzeja D, który miał bardzo dużo do powiedzenia i to ciekawie! Moja córka, dzięki Andrzejowi złapała dwa spore okonie. Jakaż to była dla niej radość! Na szczęście nie okazała się okrutna, bo kiedy nazajutrz rano tłumaczyłem jej, że dwie, choć spore rybki, nie wystarczą nam na śniadanie, wprawdzie z żalem, ale zdecydowała się przywrócić im wolność. Powiedziałem, że każda rybka, którą się wypuści do wody, kiedyś spełnia człowiekowi jego życzenie. Poskutkowało. Ciekawe, czy miałem rację? Czy te okonie spełnią życzenia mojej córki?
Do przystani w Nowej soli wrócił też z włóczęgi "po krzakach", ale w dole Odry, znany mi z wcześniejszych spotkań kolega, Janusz, ze swoją żoną i córką. Zasiedliśmy zatem przy znanym powszechnie napoju na chmielu, by zaraz uczcić to świetne spotkanie. Nasze żony zajęły się innymi tematami...
Przyjaźnie wodniackie są specyficzne. Spotyka się człowieka, o którym wie się tylko tyle, że pływa. Nie ważne, czy jego łódka ma na imię Wiking, czy Helga, czy też Wanda. Mają o czym gadać. Każdy przytacza swoje przygody i można tak aż do rana...
Kiedy rano już miałem odpłynąć w stronę Cigacic, zobaczyłem dziwnie odzianego człowieka, zbliżającego się do Kucyka. Przecież to średniowieczny rycerz! Za nim nadciągnęli i inni wojowie. Wszyscy zbrojni. Jeden nawet dźwigał pokaźną chorągiew. Zebrali się przy sąsiednim Galarze, dowodzonym przez Andrzeja D. Czekali na ważne osobistości nowosolskiego establishmentu. Przybyła Pani Starosta i kilka innych osób. Wsiedli na Galara i w otoczeniu świty średniowiecznych wojów udali się do Starej Wsi (427 kilometr Odry), do winnicy Kinga, gdzie odbywały się "Dni otwarte winnic lubuskich" Ciekawe to było widowisko, a i właściciele ciekawie opowiadali o swojej pracy, o uprawie winorośli w rodzimych warunkach klimatycznych i prawnych ( nie wiadomo, co bardziej przeszkadza tej uprawie). To wszystko w mocno przemieszanej atmosferze średniowiecznej ze współczesną, bo wszędzie kręcili się reporterzy telewizyjni, wsadzając obiektyw kamery w każdy zakamarek. Wywiozłem z tego spotkania trofeum w postaci wina gronowego rodzimej produkcji, które zachowam do świąt Bożego narodzenia i przy stole wigilijnym uroczyście otworzę. Wszystko co piękne, trwa krótko. Nasz tygodniowy rejs miał się ku końcowi. Musieliśmy pożegnać zatem gościnną Starą Wieś, nowosolską przystań jachtową i wracać do Cigacic. Po drodze zatrzymaliśmy się za mostem kolejowym w Stanach na nocleg. Rano obudził mnie hałas. Zobaczyłem jedyny, płynący w tym okresie statek rzeczny. Kierował się w górę rzeki. W porannym słońcu wyglądał dostojnie i pięknie. Powoli sunął pod prąd. Chyba nas nie widział.
Tak więc, gdyby nie ruch turystyczny "niedzielnych kapitanów", ruch na Odrze całkowicie by zamarł. Cóż to jest jeden, jedyny statek widziany na rzece w ciągu tygodnia?
Reasumując. Odra jest jeszcze rzeką żeglowną. Mogą poruszać się po niej zestawy pchane o długości większej niż sto metrów, ale nie pływają. Pływają jachty turystyczne, a w okolicy Nowej Soli kajaki i smocze, wiosłowe łodzie. Może to właśnie dzięki sportowi wodnemu i turystyce, żegluga na tej pięknej rzece przetrwa?
Ludzie są wspaniali! W tym roku przekonałem się, że można liczyć na spotkanych nawet przygodnie ludzi. Wszyscy starali się być życzliwi i mili. Nawet wędkarze coraz częściej pozdrawiają nas z brzegu. Wypoczywający weekendowo nad wodą ludzie często nas fotografowali przyjaźnie się do nas uśmiechając machali, by nas pozdrowić. Cieszy mnie ta przyjazna atmosfera wokół wodniactwa.
Udostępnij:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies