O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.
Artykuły

Kucykowa włóczęga.

Jeszcze nie zmilkło echo mojego rejsu Kucykiem do Gdańska, kiedy piętnastego sierpnia przyszło mi wyruszyć w kolejny rejs, w górę Odry. Wprawdzie planowałem płynąć do Wrocławia, gdzie na zaproszenie przyjaciół Grażynki i Piotra, mieliśmy wraz z żoną i córką przebywać kilka dni, zwiedzając to piękne miasto, ale ze względów ekonomicznych ( zabrakło funduszy) musiałem niestety, porzucić ten projekt i powłóczyć się po nadodrzańskich krzakach.

Jeszcze nie zmilkło echo mojego rejsu Kucykiem do Gdańska, kiedy piętnastego sierpnia przyszło mi wyruszyć w kolejny rejs, w górę Odry. Wprawdzie planowałem płynąć do Wrocławia, gdzie na zaproszenie przyjaciół Grażynki i Piotra, mieliśmy wraz z żoną i córką przebywać kilka dni, zwiedzając to piękne miasto, ale ze względów ekonomicznych ( zabrakło funduszy) musiałem niestety, porzucić ten projekt i powłóczyć się po nadodrzańskich krzakach.

Wyruszyliśmy w sobotę, piętnastego sierpnia 2009 roku, z nastawieniem na wypoczynek i niewielkie "przebiegi" Po drodze mijaliśmy miejsca, gdzie na stałe cumują nasi znajomi i przyjaciele. Dogoniliśmy grupkę kolegów z sąsiedniej przystani w Cigacicach. Był wspólny postój i integrujące ognisko. Wspaniała, przyjacielska atmosfera! Mamy też wielu znajomych mieszkających niedaleko Odry. Dziwne to, ale mogąc odwiedzać ich częściej, bo żyją w odległości półgodzinnej jazdy samochodem, dopiero podczas rejsu Kucykiem zapragnęliśmy złożyć im wizyty. Było swojsko i ciekawie. Były pokazy całkiem nowych dzieci, całkiem nowych, okazałych domów, całkiem nowych zamierzeń, dużo rozmów, dużo życzliwości i wzajemnych zwierzeń. W naszej podróży dotarliśmy do Głogowa, miasta, w przeciwieństwie do Nowej Soli, czy Bytomia Odrzańskiego, całkiem odwróconego miejscem, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę, ku wodzie. Przykre to, tym bardziej, że jeszcze za czasów moich przygód kajakarskich miejsca, które odwiedziliśmy tętniły życiem. Obecnie stały się siedliskiem włóczęgów i miłośników "dawania sobie w żyłę". Nawet most przerzucony przez Odrę, zwany przez Głogowian "Majtkowym" , ze względu na różowy kolor, którym potraktowano jego konstrukcję, sprawiał wrażenie smutnego i opuszczonego, a może zawstydzonego postawą włodarzy tego miasta?

Turysta wodny nie ma po co płynąć do Głogowa. Nikt nie dopilnuje mu jachtu, a kiedy zdecyduje się go zostawić przy którejś kei w porcie zapomnianym przez Boga i ludzi, może po powrocie zastać już tylko ruinę, zdewastowaną przez kloszardów lub ćpunów. Takie straszne wrażenie wywiozłem z Głogowa! Byłem w tym mieście też w ubiegłym roku. Wówczas zatrzymałem się w porcie handlowym ( niestety, też już nieczynnym), gościnnie,przy pomoście policjantów. Dzięki tym miłym panom mogłem spokojnie wyruszyć na kilka godzin " w Głogów" i nie obawiać się o swoje mienie. Niestety, tym razem zatrzymałem się w porcie Katedralnym, w samym centrum miasta. Keja zaniedbana, zniszczona, nabrzeże porośnięte krzakami. Okoliczne budynki, służące kiedyś za biurowce, puste, zniszczone, opuszczone i totalnie zaniedbane. Portowe hangary rozebrane. Pozostały po nich tylko fundamenty. Dziwi mnie, że nie wpadło komuś na myśl zrobić z tego naprzykład motelu ( bo przy ruchliwej drodze toto stoi), a przy okazji uporządkować keję i na powrót urządzić przy niej przystań. Państwo Zarządzający Głogowem! Podpowiadam Wam, co można zrobić.

Nie postałem przy rozwalających się schodkach portu Katedralnego w Głogowie zbyt długo. Poczekałem na zapowiedzianych gości (januszbn z kolegą), którzy przyjechali na wcześniej umówione spotkanie i po kilku godzinach, kiedy pożegnałem się już z nimi, odpłynąłem. Obawiałem się spędzenia nocy w nieobliczalnym towarzystwie osób z marginesu społecznego, zalegających na brzegu. Wróciłem do Bytomia Odrzańskiego. To miasteczko ma w sobie jakiś magnetyzm. Prawdę mówiąc, chętnie bym w nim zamieszkał, gdybym znalazł tam jakieś zajęcie zarobkowe. Ryneczek jest śliczny! Prawdziwa bombonierka. Chciało by się po nim spacerować i spacerować... Odkryłem też ciekawe zaułki, na przykład kamienne schodki prowadzące wprost nad kanał portowy, urocze!

Kiedy siedzieliśmy sobie z żoną przy podwieczorkowej kawie, a córka baraszkowała z miejscowymi dziećmi na pomoście, podszedł do nas pewien pan i zagadnął ot tak sobie...
Zaprosiliśmy go na kawę, na Kucyka i zaczęliśmy wspominać. Pan sporo starszy ode mnie, toteż i wspomnienia miał odleglejsze. Widać zakochany w swoim miasteczku. Snuł więc opowieści. Pofatygował się nawet by zrobić kserokopie zdjęć Bytomia z okresu przedwojennego. Opowiadał też o Czernej i Siedlisku. Z Siedliska mam osobiste, młodzieńcze wspomnienia, kiedy jako instruktor ZHP w stopniu podharcmistrza bywałem tam i wsłuchiwałem się w oratorskie opowieści druha Czarnucha. Miał gość swadę! Do dziś wspominam salę kominkową, gdzie przy wielkim zamkowym kominku toczyliśmy dysputy, potem były piosenki, recytacje wierszy i ciągnące się aż do rana bardzo ważne rozmowy, które do dziś pamiętam i które teraz przywołują jak najlepsze wspomnienia. To tam kształtowały się moje marzenia i światopogląd. Ruiny, choć bardzo romantyczne, są jednak tylko ruinami. Pomyśleć, że gdyby nie powracająca z wojny armia radziecka, pałac by ocalał, a i most w Bytomiu Odrzańskim też by jeszcze stał. Podobno niedobitki wałęsających się żołnierzy radzieckich, wracając z frontu, niszczyły wszystko, co mogło mieć związek z "wielkopańską kulturą".

Postanowiliśmy sprawdzić jeszcze co się dzieje u naszego przyjaciela Andrzeja na 427 kilometrze Odry. Dzieje się, oj dzieje! Rozbudowano nabrzeże. Powstały tarasy, które wybrukowano. Mogą się tam odbywać imprezy z tańcami. Jest zaplecze z prądem. Stylizowane na indiańskie tipi namioty zachęcają do sprawdzenia, co w nich jest. Kto, targany ciekawością, nie przybije do tego gościnnego brzegu, żeby nie sprawdzić co się tam dzieje?

Kiedy cumowaliśmy tam, przyszedł do nas Sławek, potem syn Andrzeja, na Koniec sam Andrzej i jego Małżonka. Andrzej miał mało czasu, bo organizował właśnie spływ kajakowy, ale znalazł chwilę by z nami pogadać. Narzekał, że jego plany pokrzyżowały mu lipcowe wysokie stany wody w Odrze, a teraz doszły do tego komary, które atakują ludzi tak, że mogłyby zagryźć na śmierć...

Nocleg przy tym nabrzeżu mieliśmy spokojny. Nazajutrz odwiedziła nas nasza przyjaciółka Jadzia, która przyjechała rowerkiem z Nowej Soli, specjalnie, żeby z nami pogadać. Jak zwykle było miło i sympatycznie.

Nazajutrz popłynęliśmy do Nowej Soli. Przystań jachtowa, gościnna. Pozwolono nam na uzupełnienie wody i prowiantu. Pobyt tam stał się tym bardziej miły, że poznaliśmy ciekawych ludzi, w tym Andrzeja D, który miał bardzo dużo do powiedzenia i to ciekawie! Moja córka, dzięki Andrzejowi złapała dwa spore okonie. Jakaż to była dla niej radość! Na szczęście nie okazała się okrutna, bo kiedy nazajutrz rano tłumaczyłem jej, że dwie, choć spore rybki, nie wystarczą nam na śniadanie, wprawdzie z żalem, ale zdecydowała się przywrócić im wolność. Powiedziałem, że każda rybka, którą się wypuści do wody, kiedyś spełnia człowiekowi jego życzenie. Poskutkowało. Ciekawe, czy miałem rację? Czy te okonie spełnią życzenia mojej córki?

Do przystani w Nowej soli wrócił też z włóczęgi "po krzakach", ale w dole Odry, znany mi z wcześniejszych spotkań kolega, Janusz, ze swoją żoną i córką. Zasiedliśmy zatem przy znanym powszechnie napoju na chmielu, by zaraz uczcić to świetne spotkanie. Nasze żony zajęły się innymi tematami...

Przyjaźnie wodniackie są specyficzne. Spotyka się człowieka, o którym wie się tylko tyle, że pływa. Nie ważne, czy jego łódka ma na imię Wiking, czy Helga, czy też Wanda. Mają o czym gadać. Każdy przytacza swoje przygody i można tak aż do rana...

Kiedy rano już miałem odpłynąć w stronę Cigacic, zobaczyłem dziwnie odzianego człowieka, zbliżającego się do Kucyka. Przecież to średniowieczny rycerz! Za nim nadciągnęli i inni wojowie. Wszyscy zbrojni. Jeden nawet dźwigał pokaźną chorągiew. Zebrali się przy sąsiednim Galarze, dowodzonym przez Andrzeja D. Czekali na ważne osobistości nowosolskiego establishmentu. Przybyła Pani Starosta i kilka innych osób. Wsiedli na Galara i w otoczeniu świty średniowiecznych wojów udali się do Starej Wsi (427 kilometr Odry), do winnicy Kinga, gdzie odbywały się "Dni otwarte winnic lubuskich" Ciekawe to było widowisko, a i właściciele ciekawie opowiadali o swojej pracy, o uprawie winorośli w rodzimych warunkach klimatycznych i prawnych ( nie wiadomo, co bardziej przeszkadza tej uprawie). To wszystko w mocno przemieszanej atmosferze średniowiecznej ze współczesną, bo wszędzie kręcili się reporterzy telewizyjni, wsadzając obiektyw kamery w każdy zakamarek. Wywiozłem z tego spotkania trofeum w postaci wina gronowego rodzimej produkcji, które zachowam do świąt Bożego narodzenia i przy stole wigilijnym uroczyście otworzę. Wszystko co piękne, trwa krótko. Nasz tygodniowy rejs miał się ku końcowi. Musieliśmy pożegnać zatem gościnną Starą Wieś, nowosolską przystań jachtową i wracać do Cigacic. Po drodze zatrzymaliśmy się za mostem kolejowym w Stanach na nocleg. Rano obudził mnie hałas. Zobaczyłem jedyny, płynący w tym okresie statek rzeczny. Kierował się w górę rzeki. W porannym słońcu wyglądał dostojnie i pięknie. Powoli sunął pod prąd. Chyba nas nie widział.

Tak więc, gdyby nie ruch turystyczny "niedzielnych kapitanów", ruch na Odrze całkowicie by zamarł. Cóż to jest jeden, jedyny statek widziany na rzece w ciągu tygodnia?

Reasumując. Odra jest jeszcze rzeką żeglowną. Mogą poruszać się po niej zestawy pchane o długości większej niż sto metrów, ale nie pływają. Pływają jachty turystyczne, a w okolicy Nowej Soli kajaki i smocze, wiosłowe łodzie. Może to właśnie dzięki sportowi wodnemu i turystyce, żegluga na tej pięknej rzece przetrwa?

Ludzie są wspaniali! W tym roku przekonałem się, że można liczyć na spotkanych nawet przygodnie ludzi. Wszyscy starali się być życzliwi i mili. Nawet wędkarze coraz częściej pozdrawiają nas z brzegu. Wypoczywający weekendowo nad wodą ludzie często nas fotografowali przyjaźnie się do nas uśmiechając machali, by nas pozdrowić. Cieszy mnie ta przyjazna atmosfera wokół wodniactwa.

tekst i zdjęcia: Adam Madaj




Udostępnij:

Apis 25.10.2009 11104 wyświetleń 14 komentarzy 6 ocena Drukuj



14 komentarzy


  • Z
    zbigniewk111
    Świetny artykuł Adam,gratulacje,a zdjęcia przywołują miłe,i wesołe chwile naszego spotkania.I choć za oknem jesienna szaruga,to już by się chciało na wodę- pozdrawiam ZbyszekK.
    - 26.10.2009 09:27
    • D
      darekv
      Pięknie się czyta w/w artykuł.Tak dobrze ,że chciało by wrócić na Odrzańskie szlaki.Może kiedyś się to uda.Pozdrowienia Darek
      - 26.10.2009 11:59
      • M
        Marian Janas
        Moje żeglarskie serce dzielę między morze, jeziora i rzeki. Ciężko to wszystko pogodzić. Na Odrę też się kiedyś jeszcze wypuszczę. Wspaniały opis i zdjęcia może służyć jako wskazówka dla tych co by chcieli popłynąć na tej trasie. Ahoj.
        - 27.10.2009 20:45
        • przylodz
          przylodz
          Dziękuję za miłe słowa. Panie Marianie, moje serce jest również podzielone między kajaki, żagle i łodzie motorowe, ale jakoś to dzielę. Najpierw uprawiałem turystykę kajakową, to niezły kawałek mojego turystycznego życia ( "Wiosłem na wodzie pisane"Wink Potem, przez wiele lat uprawiałem żeglarstwo na akwenach zamkniętych, czasami na rzekach. Dotarłem w swojej wędrówce do turystyki motorowodnej, jako najbardziej rozwiniętej turystyki wodnej, pozwalającej na przemierzanie znacznych odległości. Ma to ogromne znaczenie poznawcze. Nigdy wcześnie nie mogłem podziwiać tak wielu rzeczy w takim krótkim czasie i to z wody! Czasami natłok wrażeń jest tak wielki, że nie mogę podołać z rejestracją. Dopiero po jakimś czasie wyłaniają się wspomnienia, które chciałbym wszystkim przybliżyć.
          Cieszę się, że moje artykuły chcecie łaskawie czytać i pozytywnie oceniać. Bardzo wszystkim dziękuję!
          - 27.10.2009 21:36
          • Bosman Jozef
            Bosman Jozef
            Choć sezon żeglugowy tego lata już bezpowrotnie przeminoł,to jednak ten świetny idyllowo - sielankowy artykół o Twojeje Adasiu żegludze odrzańskiej wywołał we mnie nostalgiczne wspomnienia z naszej wspólnej tułaczki po Odrze,Warcie,Noteci i Wiśle./Uff/I ja też tego lata miałem sposobność tłuc się Odrą z Cigacic do Wrocławia i oglądać te same miejsca które sfotografowałeś.Jednak nie potrafiłem tak spojrzeć na tę rzekę jak Ty.Ujołeś to w pięknych słowach,aż na sercu robi się razniej,choć rzeczywistość już nie jest tak kolorowa,to Twoje fotki czynią ją przeuroczą.Za to Serdeczne dzięki i Pozdrowienia dla Twoich uroczych załogantek.
            - 27.10.2009 22:44
            • Apis
              Apis
              Autor "włóczęgi" okreslił Głogów miastem odwróconym plecami do Odry.... Nie zawsze tak było należy ubolewać, że stało się to za "naszego gospodarowania". Piękne widoki nadodrzańskich miejsc w Głogowie oraz świetność tego miasta jako ważnego portu i przede wszystkim stoczni można obejrzeć tutaj:
              http://wroclaw.hy...biekt.html

              Kilka fotek na zachętę, w które można klikać aby się powiększyły:

              wroclaw.hydral.com.pl/foto/193/193852.jpg
              Lata 1900-1910 - przystań na Odrze, pływający basen i taras widokowy z kawiarenką - uległy likwidacji wraz z poprowadzeniem nadbrzeżnej linii kolejowej

              wroclaw.hydral.com.pl/foto/233/233340.jpg
              1900-1916 - Piękny tylnokołowiec "Pommerarnia" cumujący niemal naprzeciw Zamku. Wówczas cypel rozdzielający Odrę i Port Katedralny był dużo krótszy i nie sięgał do mostu kolejowego, a most drogowy był mostem zwodzonym (fot. poniżej).

              wroclaw.hydral.com.pl/foto/290/290727.jpg
              wroclaw.hydral.com.pl/foto/55/55239.jpg
              1920-30 - widoczny już nowy most drogowy i oszałamiający ruch na Odrze

              wroclaw.hydral.com.pl/foto/220/220709.jpg
              1930-40 - piękny nadodrzański bulwar z cumującym przy nim, dwukominowym bocznokołowcem

              wroclaw.hydral.com.pl/foto/41/41954.jpg
              1946-49 - "Głogów polskiej odbudowy".... Dziś brzmi to jak kpina, bo widoczna na zdjęciu, tętniąca życiem stocznia została zdewastowana i zamordowana. A to tu własnie powstały po wojnie niezwykle udane holowniki serii HM-300 - czyli słynne "bombowce" - użytkowane do dziś z powodzeniem m.in. na Wiśle przez kpt. Witolda Łożewskiego, a jeden z nich przebudowano na szkolny statek z Nakła - "Łokietek".

              wroclaw.hydral.com.pl/foto/88/88653.jpg
              Dzisiejsza Odra w Głogowie wydaje się zdziczała i opuszczona. Jedynie "majtkowy Most Tolerancji" świadczy, że ludzie coś tutaj robią... Blizny po stoczni miłosiernie skrywa coraz bujniejsza roślinność
              - 02.11.2009 18:26
              • F
                Fidelis
                Smutnek i żałosc ogarnia mnie, kiedy w płynąlem do portu katedralnego w Glogowie wislaną pasazerką w 2008r.Władze bądz co bądz bogatego miasta, wynajely statek z Wa-wy ,który przez trzy dni, miał przewiesc okolo3000 Głogowian, ale zapomniano o przystani , poprostu nie miałem zadnych mozliwosci ,wywiązania się z kontraktu .Jak mialem zabierac na pokład pasazerow w porcie katedr. same chaszcze, Odrzańskie brzegi porosnięte niedostepną a jakze bujną trawą. Pomyslalem sobie co się dzieje z Glogowem ,ztym zeglugowym i stoczniowym miastem s przed laty, to taki mały, ale jakze piękny Bytom Odrzanski ,wybudowal piękne nabrzerze i marynę dla wodniaków, a Głogów jedno z bogatrzych miast nadodrzanskich z zachwaszczonymi brzegami tej do niedawna przemysłowej polskiej rzeki, nie ma przystani pasazerskiej.Oznajmiłem wice prezydentowi Glogowa ,iz nie będe zabieral pasazerów, dopoki nie będzie bezpiecznej przystani .Tak czy inaczej, problem pomoglo rozwiązac wojsko . Teraz gdy ogłądam wyzej pokazane zdjęcia Glogowskiej Odry z przed i po wojnie, to serce przestaje bic z żalu i tęsknoty za jakze piękną i wielką Odrzańską ZEGLUGą, szczególnie tą parową .Dwukrotnie pływałem na Odrze na Zubrze zegl. Warszawskiej, raz kiedy przegradzano Wislę Wlocławską tamą, i w latach siedemdziesiątych ,i twierdzę , ze zegluga pchana , to jakby zegługowy mlyn ,ktory miał się obracac dobowo amoze i wiecznie,natomiast zegluga parowa z imponujaco duzymi jak na rz. Odrę holownikami, jak ,,Sląsk'' ,czy ,,Karkonosze'' ,to romantyka, to poezja to zachwyt , to przygoda i urok, to jakby zew natury wzywający wodniaków na rzekę, o których winnismy za ich wodniacki kunszt podziwiac wiecznie
                - 02.11.2009 21:35
                • przylodz
                  przylodz
                  Wracając jeszcze do Głogowa. W ubiegłym roku zabrałem na pokład dwóch kolegów. Wsiedli wygodnie z pomostu policyjnego, przy którym gościnnie stałem, w porcie handlowym. Jest to port położony w bezpośredniej bliskości dworca kolejowego. Jest tak wygodny, że towary masowe, można przeładowywać bezpośrednio z barek na wagony kolejowe, a i rampa dla samochodów ciężarowych też biegnie wzdłuż nabrzeża. Jaki jest powód, dla którego nie korzysta się z tego portu? Trochę wyżej, po przeciwnej stronie nurtu, znajduje się port Katedralny. Port usytuowany w samym centrum miasta, jak pokazałem na zdjęciach, w opłakanym stanie. Trochę wyżej, jest jeszcze jedno wgłębienie, gdzie, jak opowiadali płynący ze mną głogowscy koledzy, była kiedyś przystań z hotelem, z pomostem, przy którym mogły cumować jachty. W ubiegłym roku prawie nie mogłem tam wpłynąć. Było płytko i dużo mułu, a na brzegu kamienie. Nie miałem gdzie wysadzić kolegów! W końcu, jeszcze trochę wyżej, przy jakiejś fabryce, dużym nakładem środków wykopano basen, jakby stworzony dla barek. Też pusty,zamulony i też z niedostępnymi brzegami. Koledzy wysiedli w końcu w miejscu, z którego musieli się potem przedzierać do miasta przez nieprzebyte chaszcze. Głogów ma warunki na przyjęcie gości, lecz nawet w najmniejszym stopniu ich nie wykorzystuje, a szkoda!
                  - 04.11.2009 18:39
                  • Apis
                    Apis

                    Cytat

                    W końcu, jeszcze trochę wyżej, przy jakiejś fabryce, dużym nakładem środków wykopano basen, jakby stworzony dla barek. Też pusty,zamulony i też z niedostępnymi brzegami.

                    Opisujesz chyba byłą stocznię, później zakłady "FAMABA Głogów" - Fabrykę Maszyn Budowlanych budujących bodajże spycharko-ładowarki - zapewne w większości dla potrzeb Zagłębia Miedziowego.

                    Jesli opisujesz przedłużenie Portu Katedralnego - są to starorzecza Odry, zarastające coraz bardziej jak to starorzecza. Na zdjęciu poniżej dawna Stocznia jest w prawym górnym rogu.

                    www.zegluga-rzeczna.pl/fotki/g3.jpg

                    Dodam kilka fotek satelitarnych - kolejno: stocznia, centrum i Port Handlowy w Głogowie. Fotki można klikać - powiększą się

                    www.zegluga-rzeczna.pl/fotki/g4.jpg

                    www.zegluga-rzeczna.pl/fotki/g5.jpg

                    www.zegluga-rzeczna.pl/fotki/g6.jpg
                    - 04.11.2009 21:11
                    • przylodz
                      przylodz

                      Cytat


                      Opisujesz chyba byłą stocznię, później zakłady "FAMABA Głogów" - Fabrykę Maszyn Budowlanych budujących bodajże spycharko-ładowarki - zapewne w większości dla potrzeb Zagłębia Miedziowego.


                      Tak, właśnie o FAMABĘ mi chodziło. Wyleciała mi tylko ta nazwa z głowy. Płynąc z prądem, po lewej stronie, trochę za wejściem do basenu ( jak odkryłeś, bo nic już o tym nie świadczy) stoczniowego, jest kolejna "wnęka", ta, w której podobno był pomost, a na brzegu hotel i jakaś "tancbuda" To widać na zdjęciu satelitarnym. Port handlowy też poznaję. Stałem w zeszłym roku przy pomoście, niemal u nasady cypla. W starorzecze za portem Katedralnym wpływałem, ale nie kręciłem się tam zanadto, bo wielu tam było wędkarzy, nie chciałem im przeszkadzać.
                      - 04.11.2009 21:54
                      • Wojciech Rytter
                        Wojciech Rytter
                        Wspanialy, poruszajacy wspomnienia, pouczajacy dla chetnych obecnie plywac po Odrze artykul. Kto za 20, 30 lat bedzie pamietac, ze na Polskich Rzekach chodzily parowce boczno- i tylnokolowe? Komu bedzie sie chcialo wyjsc na brzeg i posluchac rzeki? Co zrobic zeby nasze wladze zrozumialy, ze woda to zrodlo zycia. Nie tylko do picia....
                        - 19.11.2009 13:03
                        • R
                          Rysiek
                          Niezwykły reportaż, niezwykłe zdjęcia.
                          Coś dla ,,Naszych Decydentów", do poczytania, obejżenia i wyciągnięcia wniosków. Oby pozytywnych
                          - 21.11.2009 20:38
                          • L
                            ludomirh
                            A ja niedawno kupiłem duży ponton z klasą żeglugową c .Na razie zwodowałem go w Głogowie na wysokości ''Neptuna; i przepłynąłem za most kolejowy.Na razie bez silnika bo szerze mówiąc nie wiem jakiej mocy. Może mi ktoś doradzi.Chciałbym za jeden dzień dopłynąć do Bytomia Odrzańskiego i z powrotem.Mieszkam w Glogowie.Ponton ma 3,8m długości.
                            - 01.12.2009 21:00
                            • marek56
                              marek56
                              Na pontonie powinna być tabliczka znamionowa określająca m.in. maksymalną moc silnika. Przy tej długości jeżeli ma sztywną podłogę to powinna być to moc 20-25 kM (chyba, że producent dopuszcza większą). W praktyce powinno wystarczyć 10-15 kM, tak aby spokojnie płynąć w ślizgu. Oczywiście do wolnego pływania wystarczy też 5 kM ale ponton bedzie miał poważne problemy aby wejść w ślizg i nie będzie zapasu mocy do płynięcia pod prąd.
                              Pozdrawiam.
                              - 02.12.2009 09:22

                              Dodaj lub popraw komentarz

                              Zaloguj się, aby napisać komentarz.

                              Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                              Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
                              Niesamowite! (5)83.3 %
                              Bardzo dobre (1)16.7 %
                              Dobre (0)0 %
                              Średnie (0)0 %
                              Słabe (0)0 %
                              Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                              Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies