O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.
Artykuły

Dwa razy w tej samej wodzie

Wbrew powszechnej modzie na letnie "bywanie" poza granicami kraju postanowiliśmy wraz z nierozłącznym kompanem nieplanowanych wypadów po nadrzecznych chaszczach w tym sezonie zobaczyć galicyjskie kresy wschodnie. Jedynym warunkiem co do wyboru regionu był jego związek z żeglugą śródlądową.

Dwa razy w tej samej wodzie
nie skąpie się człowiek ni duch.


Rzeka to idace drogi, a łodzie
wędrowcy tych dróg.
Dwa razy w tej samej wodzie
Nie skapie się człowiek ni duch.

Strofy tej starej, polskiej pieśni ludowej była myślą przewodnią mojej wakacyjnej wędrówki. Wbrew powszechnej modzie na letnie "bywanie" poza granicami kraju postanowiliśmy wraz z nierozłącznym kompanem nieplanowanych wypadów po nadrzecznych chaszczach w tym sezonie zobaczyć galicyjskie kresy wschodnie. Jedynym warunkiem co do wyboru regionu był jego związek z żeglugą śródlądową. Na pierwszym miejscu postanowiłem sprawdzić jak się mają stare relacje o żeglowaniu na Sanie do stanu dzisiejszego. Zawsze pociągały mnie pionierskie zdobywanie nieodkrytych lądów i cywilizacji i dla tego wyczyn hrabiego Andrzeja Zamoyskiego budzi mój ogromny podziw i szacunek.

Jego pionierskim wyczynem był rejs parowcem "Kraków" w 1850 r. z Warszawy do Przemyśla i Dubiecka. Trasa od ujścia do Wisły do Przemyśla wynosi 173 km, a od Przemyśla do Dubiecka – 53 km. Warto przypomnieć że na przełomie XVI i XVII wieku San był rzeką wykorzystywaną do przewozu towarów. Przewożono z okolic Przemyśla do Torunia i Gdańska sól, zboże i inne towary. Jeszcze na początku XX wieku kursował stek pasażerski zabierający kilkadziesiąt osób z Przemyśla do Krasiczyna.

Wracając do wyczynu hrabiego Zamoyskiego przytaczam opis podróży jaki pojawił się 05 listopada 1850 roku w Kurierze Warszawskim:

"Z przyjemnością pospieszamy z udzieleniem wiadomości otrzymanych z Dubiecka, w dniu 25 października zawitał w nasze strony statek parowy "Kraków", a na nim przybył Hr. A.Zamojski. Cóż za niepowszechne i miłe zdarzenie ujrzeć między nami Szanownego Męża, twórcę tego przedsięwzięcia. przybył on do nas w towarzystwie dwóch Synów, nadto Xięcia Leona Sapiehy, tegoż córki, syna, panów Gwalberta Pawlikowskiego i Włodzimierza Dzieduszyckiego. Na wiadomość o przybyciu statku cała ludność miasteczka i okoliczni ziemianie "wysypała się nad rzekę" dla powitania gości i okazania serdecznego uczucia Andrzejowi Zamojskiemu, winszując Mu spełnienia jego zamiarów. Zabawiwszy dla spóźnionego dnia pory, tylko godzinę, odpłynęli nasi goście nazad do Krasiczyna, na statku niezaładowanym wprawdzie ani zbożem ani towarami. W dwa dni później 27 października przybył Hr. Zamojski do miejscowości Torki powitany entuzjastycznie przez okoliczną ludność, dawnym staropolskim zwyczajem chlebem i solą oraz wieńcem uplecionym z wawrzynu i palmowych gałązek. Statek udekorowano flagami, a na pokład wniesiono kosze.) owoców. Z Torek Hr. Zamojski udał się do Medyki tak slynnej niegdyś z wielkiego zakładu ogrodniczego".

15 listopada Kurier Warszawski donosił:
"Ku końcowi października, przy poranku już dość chłodnym i deszczyk chwilami kropil, przybył statek parowy "Kraków" do Krzeszowa na Sanie wracając z Dubiecka i Przemyśla..."
Wkrótce gazeta podsumowała wyprawę: Wisłą do Krakowa, Dunajcem do Tarnowa i Sanem do Dubiecka: "Z rezultatów odbytej przez statek parowy "Kraków" podróży okazuje się, że na żadnej z rzek, któremi przepłynął nie natrafiano na przeszkody mogące kłaść tamę żegludze. San, jako główna całej Galicji wschodniej rzeka, przepływając znaczną przestrzeń kraju, odpowiedzieć może w zupełności zamiarom pomysłu, byle tylko stosownie użytą została". Na nic zdał się trud hr. Zamoyskiego. Następujace po sobie kolejne regulacje Sanu skróciły jego bieg zarazem znacznie przyspieszając przepływ wody. Jeszcze w latach 70 tych San był wykorzystywany przez flisaków spławiających drewno z Nienadowej do Przemyśla.
Dzisiejszy widok Sanu w okolicach Przemyśla przypomina kanał o łagodnych zakolach co rzecz jasna odbija się na wartkości i głębokości nurtu. Pojechałem tam, aby naocznie przekonać się o różnicy w widoku rzeki z początków XX wieku, a dniem dzisiejszym. Porównanie na podstawie kilku fotografii i oryginalnej kartki pocztowej z 1913 roku jest jednoznaczne - tu już żaden statek nigdy się nie pojawi.

Sam Przemyśl to perełka architektury wschodniej Galicji. Szczególnie zachwycił nas marynistyczny akcent w kościele garnizonowym. Kościół Karmelitów wybudowany w 1625 roku. We wnętrzu zasługuje na uwagę późnobarokowy wystrój: ambona w kształcie łodzi z żaglem z II poł. XVII wieku oraz sześć bocznych ołtarzy. Łódź żaglowa z kotwicą czterołapową wyraźnie nawiązuje do określenia Przemyśla miastem portowym.




Następnym etapem naszych wędrówek był Zalew Soliński. Nietaktem byłoby być nad Sanem w jego środkowym biegu i nie pokłonić się jego źródłom i monumentalnej zaporze solińskiej.
Czasy, gdy rzeka lubiła czuć się swobodnie, gdy ona tu była ważna już dawno przeminęły. Za każdym razem będąc nad Soliną poraża ogrom i piękno zalewu. Stworzenie tego sztucznego cudu natury kosztowało wiele wyrzeczeń i tragedii.Budowa tamy solińskiej miała oczywiste koszty ludzkie. W wyniku spiętrzenia wód Sanu i Solinki całkowicie zalane zostały wsie: Solina, Zadział, Polana, Teleśnica Sanna, Sokole, Chrewt, Berestyszcze, Podleszcyny, a także część Wołkowyi, Zawozu i Rajskiego. Ich ludność została przesiedlona na wyżej położone tereny.

Ostatecznie jednak, korzyści, jakie wynikły z budowy zapory w Solinie bez wątpienia przewyższyły spowodowane nią straty. Przede wszystkim – wzbogaceniu uległ krajobraz. Powstało otoczone zalesionymi wzgórzami jezioro, zwane – z uwagi na swą wielkość i piękno – bieszczadzkim morzem. Nad brzegami tego "morza" powstały liczne ośrodki wypoczynku i sportów wodnych, kursują po nim statki spacerowe, z powodzeniem uprawiane jest żeglarstwo. Na szczególne uznanie zasługuje przyznanie statusu "strefy ciszy" Jedynymi co mogą stosować napęd spalinowy to stateczki białej floty oraz dwóch stałych mieszkańców nadbrzeżnego buszu w celu komunikacji z cywilizacją. Będąc nad Zalewem Solińskim nie można oprzeć się chęci przepłynięcia zalewu stateczkiem "białej floty".

Stateczek, którym miałem przyjemność opłynąć zalew był schludnie utrzymany i czysty. Widać było że właściciel dokłada wszelkich starań aby wiekowe, bądź co bądź pływadło było godne zaufania. Miłym zaskoczeniem był program audio, czyli żeglarskie szanty zręcznie przemieszane z informacjami o zalewie, jego historii oraz anegdotami z nim związanymi.. Jak przyciąga zalew do siebie gdy raz już się było niech świadczy przedziwny zbieg okoliczności. Po trzech latach nieobecności, w tym samym miejscu na zaporze, o tej samej porze i w tym samym gronie może się spotkać tylko brać łodziarska, co też tak się stało. Podsumowując nasz pobyt w Solinie poza niezaprzeczalnym urokiem przyrody psuje jarmarczna forma deptaka przed i za zaporą, oraz okazja spożycia najdroższego pstrąga w moich gastronomicznych doznaniach.



Ostatnim etapem naszych podróży miała być Wisła i jej okolice od Krakowa po Włocławek. Niestety, dzięki nieprzewidywalnej galicyjskiej gościnności dotarliśmy w dół rzeki zaledwie do Tarnobrzega i w tym momencie już czas nie pozwolił na kontynuowanie podróży. Wisła z pozycji "królowej polskich rzek" budzi mój szacunek i nie będę zabierał głosu w sprawie jej obecnego stanu. Jej status "najpiękniejszej" od zawsze zawdzięczała dzięki swej wielkości oraz swej urodzie i roli, jaką odgrywała w gospodarczym i kulturowym życiu Kraju. Niegdyś potężna, rozbudzała wyobraźnię poetów, dziś w oczach przeciętnego Polaka jest po prostu ściekiem. Jak sięgam wstecz od czasów pierwszej wolnej Rzeczpospolitej zawsze była problemem władz, dla których jej stan był bogatym źródłem i tematem projektów technicznych., planów regulacji, i innego rodzaju pomysłów dla "naprawiaczy" natury. Projekty K. Rodowicza, J Lambora i A. Tuszki umiarkowanej regulacji oraz pozostawienie rzeki swobodnie płynącej w granicach swojego naturalnego koryta i zwiększeniu przepływów poprzez sztuczną retencję, czyli budowę zbiorników retencyjnych są dla mnie najbardziej przemawiające.

"Program Wisła" przewidujący skaskadowanie całej długości rzeki to program tak dalece absurdalny w swych zamierzeniach, że określę to po prostu "zawracanie Wisły kijem". Dzisiejsze lobby ekologów jest tak silne, że nie wyobrażam sobie ceny, jaką by trzeba było zapłacić za ich aprobatę.

To, co zobaczyłem potwierdza potrzebę dalszego inwestowania w infrastrukturę nadrzeczną. Już na przykładzie Krakowa widać jakie wrażenie wywołują zagospodarowane brzegi rzeki, zapotrzebowanie na coraz to nowszą i zbliżoną do standartów europejskich flotą pasażerską. Widać, jakże wielkie jest zapotrzebowanie na nadbrzeżne lub pływające bary, kawiarenki, czy też restauracje. Przekonałem się o tym, jak ciężko jest w porze obiadowej znaleść wolny stolik na pływających restauracjach stojących przy krakowskim bulwarze. Jakże smutno i siermiężnie wygląda za to przystań w Tyńcu. Brak słów nad niedbalstwem i "niechciejstwem" lokalnych władz w zagospodarowaniu terenu nadrzecznego i wybudowaniu przystani dla przypływających statków i łodzi, przystani z prawdziwego zdarzenia. Może trzeba, tak jak za komuny lokalnym władzom organizować robocze wycieczki dla podglądnięcia jak to wygląda na zachód od Odry. Jak nie zobaczą to nie uwierzą że można, i że będzie się to opłacać. Chyba że czekają na unijny cud lub kolejne grożenie palcem że trzeba się zabrać do roboty bez wizji bata nad plecami. Ale w porównaniu do Wrocławia "śródmiejska Wisła" i tak o niebo lepiej wygląda niż wrocławski szlak wodny od Szczepina po Opatowice.

Osobny temat to rzeka "swobodnie płynąca" Tu widać jej wielkość i dzikie piękno. To jest właśnie rzeka pełna swoistego majestatu. Ona wyraźnie mówi kto tu rządzi. A wystarczyłoby sztucznie zwiększyć przepływ wody poprzez dopuszczanie wody ze zbiorników retencyjnych (tych z prawdziwego zdarzenia retencyjnych, a nie zamienionych na ośrodki rekreacyjne, którym przeszkadza każdy centymetr obniżenia lustra wody) aby podnieść stan wody o około 50 – 80 cm i tak by mogła pozostać. Nie potrzeba jej betonowych brzegów, gigantomanii hydro-energrtycznej. Niechaj jej środkowy bieg od ujścia Sanu po Płock pozostanie unikatowym i jedynym w swym rodzaju w zabetonowanej Europie.

Już wiem, że w przyszłym roku na pewno zobaczę Wisłę od Tarnobrzega do Włocławka. I wiem już teraz na pewno, że przy odrobinie chęci i szczęścia można dwa razy skąpać się w tej samej wodzie, tylko co na to duch powie.

Janusz Fąfara







Udostępnij:

Apis 22.09.2008 8192 wyświetleń 11 komentarzy 0 ocena Drukuj



11 komentarzy


  • Adam Reszka
    Adam Reszka
    Filozoficzne motto tego artykułu-reportażu jest wzruszające. Kryje się za nim niepodważalna mądrość flisaków. Autor zadał sobie wiele trudu, szukając historycznych, XIX-wiecznych tekstów i opracowując serwis fotograficzny i chwała mu za to! Ale - Panie Januszu, niech nam Pan pozwoli myśleć o MDW E-40 Bałtyk-Morze Czarne, z kaskadyzacją Dolnej Wisły i Środkowej aż do Warszawy. Zostawimy Panu za to jej środkowy bieg od ujścia Sanu do Warszawy jako unikatowy i zdziczały, jedyny w swoim rodzaju w Europie. Pozdrawiam z prośbą o wybaczenie mojej starczej zgryźliwości - Adam Reszka Sad
    - 23.09.2008 00:13
    • koj
      koj
      Zgadzam się z Panem Januszem, z powodów przyrodniczych nie ma szans na realizację koncepcji Programu Wisła. Jednak pozostawienie Wisły samej sobie jest też absurdem. Mało kto zdaje sobie sprawę, że Wisła w Krakowie jest "zbiornikiem zaporowym". Większość turystów i nawet młodszych Krakusów myśli, że taki stan Wisły jest naturalny... Fakt turystycznych łódek w Krakowie jest dużo, niestety bardzo brakuje statków całorocznych ( Wisła w Krakowie nie zamarza) jeszcze duużo pracy przed nami.
      - 23.09.2008 10:58
      • Adam Reszka
        Adam Reszka
        Szkoda, Panie Zbyszku, że nie opisał Pan dokładnie awanportu dolnego Śluzy Przewóz na zamieszczonej w publikacji fotografii. Widok ten daje słabo zorientowanym pojęcie o tragicznym stanie koryta Wisły poniżej km 92,00, gdzie przy ostatnio dominujących niskostanach wyjście z tej śluzy nie jest możliwe. Jeśli nie powstanie nowy stopień wodny w Brzesku (za tym nieszczęsnym głazem na lewym brzegu w Wawrzeńczycach), to o żegludze średniodystansowej do Sandomierza nie ma co marzyć!
        - 23.09.2008 17:42
        • miroslaw rajski
          miroslaw rajski
          Janusz, bardzo zainteresowała mnie ta białoruska flotylla do przewozu piasku. Na jakiej zasadzie jest ona na Wiśle? Czy są to białoruskie jednostki na saksach w Polsce, czy też polskie na Białorusi nabyte?
          Zupełnie nie jestem zorientowany w temacie.
          Pozdrawiam, Mirek
          - 24.09.2008 04:24
          • Apis
            Apis
            Jednostki te nabyte zostały na Białorusi. Barwnie opisał sprowadzenie jednostek (nie wiem czy akurat tych) Czesiu Szarek w artykule "Czyżby znowu dwa morza?" - http://www.zeglug...icle_id=87
            - 24.09.2008 08:28
            • Adam Reszka
              Adam Reszka
              Panie Mirku!
              Te 1000-tonowe barki i duże pchaczo-holowniki 300 KM typu "Łoś" z Prypeci z wysoko postawionymi sterówkami , zakupił w Pińsku i przeprowadził Bugiem i Wisłą do Krakowa znany na tamtym terenie armator p. Bętkowski. Początkowo próbował przewozu węgla do Połańca, ale uniemożliwiły mu ten zamiar wiślane niskostany, odczuwalne dotkliwie poniżej Śluzy Przewóz w km. 92. Ostatnio zajmuje się pozyskiwaniem kruszywa w Sandomierzu, ale podobno od przyszłego roku straci koncesję wstrzymaną przez RZGW Kraków.
              W Pińsku mają do sprzedania 6 spalinowych płytkich pchaczy tylnokołowych i znalazł ię jeden - "lądowy" co prawda człowiek, który chce je zakupić.
              Pozdrawiam - Adam Reszka Wink
              - 24.09.2008 21:19
              • Janusz Fafara
                Janusz Fafara
                Wszem zainteresowanym podaję dane statków zakupionych na Białorusi, które pokazałem w prezentacji.
                Informacje otrzymałem od armatora i zarazem właściciela firmy Port Handlowy Sandomierz, pana Przewłockiego. I tak największy z pchaczy ,,Jan,, został sprowadzony w roku 2000 z Brześcia. Jest to typ BT-730 o mocy 300 KM. Jego wymiary
                L- 25,9m
                B-6,75 m
                H nierozbieralne- 6,87 m
                T- 1,10 m przy pełnym obciążeniu paliwem i wodą, oszczędnościowo 85 – 90 cm.
                Rok budowy 1988
                Bardzo bogato wyposażony socjal- 6 sypialń.
                Pływał na trasie Morze Czarne- Brześć.
                Najmniejszy, który stał na lądzie:

                Typ BT-324, sprowadzony również w roku 2000,
                Rok budowy 1968,
                Wymiary niedoprecyzowane:
                L- 24 m,
                B- 6 m,
                Moc 300 KM.

                Holownik stojący na wodzie ,,Piotr,, jest identyczny jak Nawigar3 . Nawigar ma tylko przebudowaną sterówkę i przystosowany do pchania. Jest do sprzedania.
                Barki pchane to barki 500 tonowe o wymiarach 50 * 12 m.
                Sprowadził jeszcze 6 barek pchanych 1000 tonowych z czego 4 sprzedano do Krakowa i 2 do Kaliningradu armatorowi rosyjskiemu..
                Pan Przewłocki ma przekazać mi plany tych statków oraz ofertę co można jeszcze na Białorusi kupić.
                - 25.09.2008 15:38
                • miroslaw rajski
                  miroslaw rajski
                  Kochani moi!!
                  Bardzo dziękuję za wyczerpujące informacje na temat pchaczy pokazanych w artykule. Nie dziwcie się że na ten temat nic nie wiem. Od ponad dwudziestu lat mieszkam poza granicami Kraju i pewne sprawy całkowicie mi uciekły. Ale myślę, że wielu naszych kolegów chętnie poczyta o danych technicznych tych ciekawych jednostek.
                  Panie Adamie, Janusz, bardzo serdecznie pozdrawiam z nad kolorowo jesiennego Jeziora Bodeńskiego. Mirek
                  PS. Artykuł Cześka Szarka przeczytałem (trochę pózno) dwa razy. Piękny!
                  Mirek Rajski
                  - 25.09.2008 19:29
                  • Adam Reszka
                    Adam Reszka
                    Panie Mirku!
                    Pomimo, że ostatnio tracę kontakt z wodą, to nadal interesuję się flotą rzeczną. Widząc statki białoruskie w Sandomierzu, nie wiedzałem, że zmieniły armatora i są teraz u p. Przewłockiego. Tak się składa, że prawdopodobnie nie prędko popłynę w górę Wisły. Pan Janusz Fąfara bardzo wnikliwie potraktował dane - nazwijmy je: taktyczno-techniczne BT-730 z wysoką sterówką. "Navigary" - to właśnie pińskie "Łosie", z których armator kpt. Garbień wyrzucił te fatalne widlaki 300 KM, wstawiając inne, nowoczesne. Jeden z tych "Łosi" został zakupiony przez kpt. Pielacińskiego, armatora "Żeglugi Wyszogrodzkiej" i chodzi u niego z wymienionym silnikiem o wyższej mocy jako pchaczo-holownik "Aleksander". Warunki socjalne na tych statkach przystosowanych do żeglugi długodystansowej są faktycznie świetne!
                    Pozdrawiam - Adam Reszka Wink
                    - 26.09.2008 23:41
                    • M
                      Mariner76
                      Przeczytałem dzisiej te komentarze i wydaje mi się że jest tu troche nieścisłosci.Wydają sie nie mozliwe próby transportu rzeką węgla do Połańca przez firmę lech pana Będkowskiego z przyczyn naturalnych i nic na ten temat nie słyszałem.Takie próby czy zamierzenia chyba były do Krakowa lub do Skawiny.
                      Wydaje mi się że armatorem i włascicielem portu handlowego w Sandomierzu jest Pan Strząstka.
                      - 05.05.2009 21:24
                      • x38
                        x38
                        Jakoś wcześniej przeoczyłem ten artykuł...

                        Właścicielem Portu Handlowego Sandomierz jest Pan Jerzy Strzaska od 1992 roku.
                        Pan Przewłocki jest właścicielem pływającej restauracji AQUWARIUS zacumowanej w Krakowie poniżej mostu Dębnickiego oraz kilku łodzi pasażerskich.
                        Pan Strząska sprowadził z Białorusi dwa konwoje barek i pchaczy w podobny sposób jak opisany przez Cz.Szarka.
                        Firma LECH pana Bętkowskiego eksploatuje cztery białoruskie barki górnopkładowe 1000 tonowe, PRS ograniczył ich nośność do 750 ton.
                        Pan Strząska jest właścicielem trzech opisanych pchaczy i trzech barek pokazanych w reportażu, 500 tonowych, pełonopokladowych. Bliźniaczy do pchacza JAN, pchacz ALEKSANDER jest eksploatowany przez armatora na środkowej Wiśle. Tam też ponoć są eksploatowane 2 kolejne barki z grupy 500 tonowych.

                        Natomiast jeżeli chodzi o transport węgla barkami do Połańca, to pan Bętkowski w swoich działaniach pozostał na poziomie "pobożnych życzeń" lub ew. teoretycznych rozważań...
                        Za to kilka lat temu Żegluga Krakowska, ta prywatna pana Kierczyńskiego, podjęła przewóz węgla z Oświęcimia do elektrociepłowni LĘG w Krakowie. Z uwagi na rożne komplikacje związane z załadunkiem i rozładunkiem oraz rozliczeniem ładunku, przewozy zostały przerwane. Węgiel do załadunku z kopalni oraz przy rozładunku z barek na place składowe EC był transportowany samochodami. Po drodze jeszcze musiał przy rozładunku zbaczać na wagę...
                        Na taka decyzje miła swój wpływ również sytuacja nawigacyjna, tj. niezapewnianie głębokości tranzytowej przez administracja drogi wodnej.
                        Przewieziono w sumie około 10 tys. ton węgla.

                        To tyle moich uzupełnień do poruszanych wyżej zagadnień..
                        a jeszcze jedna uwaga... w opisie jednej z fotografii autor pomylił nazwy dzielnicy Krakowa... winno być Kazimierz, a nie jak podano Zwierzyniec...
                        - 26.09.2010 16:37

                        Dodaj lub popraw komentarz

                        Zaloguj się, aby napisać komentarz.

                        Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                        Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
                        Niesamowite! (0)0 %
                        Bardzo dobre (0)0 %
                        Dobre (0)0 %
                        Średnie (0)0 %
                        Słabe (0)0 %
                        Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                        Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies