O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.
Artykuły

Z dziejów żeglugi śródlądowej w Polsce

Dzieje wykorzystania śródlądowych dróg wodnych w naszym kraju doczekały się szeregu opracowań naukowych. Mają one jednak charakter głównie przyczynkarski. Brak jest kompleksowego opracowania tematu. Niebogata jest również literatura popularna w tym przedmiocie. Może więc niniejsza książeczka choć w części zaspokoi istniejące zapotrzebowanie na literaturę w zakresie polskiej żeglugi śródlądowej.



IX. W niepodległej Polsce

Po odzyskaniu niepodległości jeszcze niemal przez pięć lat trwały zabiegi o ustalenie granic polskiego terytorium państwowego. Wytyczony ostatecznie obszar Polski obejmował 388,6 tys. km2, a zamieszkiwało go według danych spisu powszechnego z 1921 roku - 27 mln osób.

Traktat wersalski oddał cały szlak wiślany w ręce Polaków. Wprawdzie Gdańsk ogłoszany zo­stał Wolnym Miastem, ale jego drogi kamunikacyjne podlegać miały zarządowi polskiemu. Za­bezpieczało to Polsce swobadny dostęp do morza.

Jednakże zawarta 9 października 1920 roku konwencja polska - gdańska zmieniła postanowie­nia wersalskie na niekorzyść Polski. Powałano na jej podstawie Radę Portu i Dróg Wodnych Gdań­ska, składającą się w równej liczbie z Palaków i obywateli Wolnego Miasta. Powierzono jej za­rząd gdańskim odcinkiem Wisły łącznie z jej ujściem do morza. Polska zachowywała prawo swobadnego eksportu i importu przez port gdański, ale traciła niezmiernie ważne z politycznego i gospodarczego punktu widzenia prawa suwerena ujścia Wisły, o które walczyła przez wieki.

Sieć polskich śródlądowych dróg wodnych obej­mowała 6366 km rzek i kanałów, z tego 30,711/0 służyć mogła żegludze barkami o ładowności nie przekraczającej 200 ton, a tylko około 10% gwa­rantowała bezpieczną żeglugę statkam ładownym powyżej 450 ton.

W późniejszych latach sieć szlaków wodnych żeglownych i spławnych w wyniku częściowej re­gulacji większych rzek wydłużyła się znacznie. W 1930 roku Polska posiadała 4949 km dróg żeglownych i 9228 km - spławnych. Stan taki utrzymywał się do 1935 r. Dla porównania: Fran­cja posiadała wówczas 12,1 tys. km żeglownych dróg wodnych, Niemcy 12,3 tys. km, a Halandia 5,2 tys. km.

W 1938 r. sieć dróg żeglownych wydłużyła się do 6250 km, a spławnych zmniejszyła o 875 km w stosunku do stanu z roku 1930. Ustawa wodna z 19 IX 1922 roku stwierdzała, że: "...wody publiczne i państwowe kanały że­glowne mogą być przez każdego używane do komunikacji publicznej, a w szczególnaści do żeglu­gi i spławu drzewa w stanie wiązanym...", a dalej: "Minister Robót Publicznych może w porozumie­niu z Ministrem Skarbu zarządzić pobieranie opłat od statków, tratew i drewna luźnego, pły­nących na wodach publicznych i prywatnych. Utrzymanie wód publicznych, żeglownych i gra­nicznych, należy do Państwa, samorządów i spó­łek wodnych, w myśl obowiązujących ustaw; sztucznych wód płynących i portów do przedsię­biorcy".

W odróżnieniu do Francji, gdzie wszystkie śród­lądowe drogi wodne były w XIX w. własnością państwa, a użytkownicy korzystali z nich bezpłatnie, w Polsce ustawa dopuszczała posiadanie dróg wodnych przez spółki i prywatnych właści­cieli. Nie wykluczała również możliwości wpro­wadzenia opłat za ich użytkowanie.

Na podstawie cytowanej ustawy jako wody że­glowne uznano:

w dorzeczu Odry - Noteć od jeziora Gopło do granicy państwowej oraz Wartę od Sieradza do granicy;
w dorzeczu Wisły - Wisłę od ujścia Przemszy, Przemszę od Mysłowic, Dunajec od ujścia Łoso­siny, Nidę od ujścia Czarnej Nidy, Wisłokę od Mielca, San od Dynowa, Wieprz od ujścia By­strzycy, Pilicę od ujścia Wolborki, Bug od ujścia Raty, Muchawiec od Kanału Bużańsko - Dnieprzań­skiego do Bugu, Narew od ujścia Supraśli, Bieb­rzę od Kanału Augustowskiego do Narwi, Pissę od granicy pruskiej, Drwęcę od Lubicza, a po­nadto odcinki Brdy, Wdy i Wierzycy;
w dorzeczu Niemna - Niemen od ujścia Szcza­ry do granicy, Szczarę od Kanału Ogińskiego i Wilię do ujścia Zejmiany;
w dorzeczu Dniepru - Prypeć z dopływami Strumieniem, Prostyrem i Gniłą Prypecią od ujścia Stochodu do granicy, Stochód od Lubie­szowa, Styr od Łucka, odcinek Horynia, Jasiołda od Motola, Pina od kanału Bużańsko - Dnieprzań­skiego do Jasiołdy;
ponadto: Dźwinę na całej długości w granicach państwa polskiego, Dniestr od Rozwadowa do gra­nicy i Prut od Zabłotowa do granicy oraz kana­ły: Augustowski, Bużańsko - Dnieprzański, Bydgo­ski, Górno - Notecki i Ogińskiego.

Całokształtem spraw związanych z funkcjono­waniem dróg wodnych kierowało początkowo Mi­nisterstwo Robót Publicznych, a od 21 maja 1932 roku Ministerstwo Komunikacji, któremu podle­gało Biuro Dróg Wodnych. Funkcjonujące w wo­jewództwach państwowe zarządy wodne podporządkowane zostały w 1933 roku ponadwojewódz­kim Wydziałom Dróg Wodnych podległym woje­wodom:

- krakowskiemu - zarządy w Krakowie, Tar­nowie, Sandomierzu, Żywcu i Nowym Sączu;
- warszawskiemu - zarządy w Puławach, Płocku, Warszawie i Wyszkowie;
- pomorskiemu - zarządy w Chełmnie, Tcze­wie i Toruniu;
- poleskiemu - zarządy w Augustowie, Brze­ściu n/Bugiem, Łucku, Pińsku i Słonimiu;
- poznańskiemu - zarządy w Bydgoszczy, Czarnkowie, Koninie i Poznaniu;
- wileńskiemu - zarząd w Wilnie;
- lwowskiemu - zarządy w Przemyślu i Rzeszowie;
- stanisławowskiemu - zarządy w Kołomyi, Stanisławowie i Stryju.

Zarządzeniem ministra komunikacji z 7 kwiet­nia 1934 roku wprowadzono jeszcze pewne zmiany w organach administracji terenowej dróg wodnych. W województwach: krakowskim, poleskim, pomorskim i warszawskim pozostawiono Wydzia­ły Dróg Wodnych, a w województwach lwow­skim, poznańskim, stanisławowskim i wileńskim utworzwno Oddziały Wodne w organizacyjnych ramach Wydziałów Komunikacyjno - Budowlanych.

Już w kilka miesięcy po odzyskaniu niepodle­głości, 9 lipca 1919 roku, sejm uchwalił ustawę o budowie kanałów żeglugowych i o regulacji rzek. Można było przypuszczać, że opóźnienie Polski w tej dziedzinie w stosunku do rozwinię­tych krajów zachodniej Europy zostanie choć w części odrobione. Stało się jednak inaczej, a to głównie z tej przyczyny, że planując tak wielkie przedsięwzięcia nie uwzględniono możliwości ekonomicznych młodego państwa. O podejmowaniu większych inwestycji wodnych kosztem skarbu nie mogło być mowy, natomiast przemysłowcy i finansiści nie kwapili się bardzo z lokowaniem funduszów w drogach wodnych, nie gwarantują­cych szybkiej amortyzacji wyłożonego kapitału oraz natychmiastowych zysków.

Najpilniejszymi pracami, jakie należało podjąć na drogach wodnych, były: związanie sieci hydrograficznej polskiej w jedną całość, wzniesienie obwałowań, zabezpieczających przed wylewami, regulacja koryta rzek oraz budowa zbiorników wodnych. Pierwsze z wymienianych zadań wypływało z celawych zaniedbań zabarców. Każde bawiem z państw rozbiorowych starało się sieć komunikacyjną ziem polskich utrzymywać i roz­budowywać tylko o tyle, o ile konieczne to było ze względu na potrzeby gospodarcze i militarne tychże. Związki gospodarcze pomiędzy poszczegól­nymi zaborami, tak ważne dla zachowania bytu narodowego Polaków, były przez zaborców lekce­ważone, a nawet utrudniane. Efektem takiej po­lityki było rozbicie polskich dróg wodnych na oddzielne systemy i nie związane ze sobą odcinki. Przykładem tego może być Wisła, której uregu­lowane części, pierwszą do Krakawa i drugą od Sandamierza do ujścia, dzielił odcinek nie nada­jący się w ogóle do utrzymywania regularnej że­glugi. Na tym właśnie odcinku prowadzono głów­nie prace regulacyjne w latach 1921-1935. Osob­nym problemem były rzeki Polesia, jak Jasiołda, Prypeć, Stochód, Styr i inne, które wymagały regulacji, ale mogła ona przynieść właściwe efek­ty dopiero wówczas, gdyby zdecydawano się na meliorację całego regionu.



Specjaliści polscy opracowali szereg ciekawych projektów dróg wodnych, jak np. kanał węglowy łączący Śląsk ze szlakiem wiślanym w okolicy Bydgoszczy, kanał Pelcowizna - Zegrze, czy też ka­nał obwodowy mający okalać Pragę i łączyć się z kanałem Pelcowizna - Zegrze. Kanał obwodowy zaczęto nawet budować, ale prace wkrótce prze­rwano.

W 1937 roku rozpoczęto prace nad budową Ka­nału Warta - Gopło. Do wybuchu II wojny świa­towej wykonano znaczną część prac ziemnych. Odbudowano urządzenia hydrotechniczne na Ka­nale Augustowskim, zniszczone przez wycofują­cych się Niemców.

Po katastrofalnej powodzi na południu Polski w lipcu 1934 roku władze zainteresowały się sze­rzej budową zbiorników retencyjnych, mających zmniejszyć wysokość fali powodziowej i polep­szyć warunki żeglowności głównych rzek. Komi­sja ministerialna opracowała w 1934 roku obszer­ny program inwestycji w tym zakresie. Do wybuchu wojny zdołano zrealizować budowę dwóch dużych zbiorników: w Porąbce na Sole o pojem­ności 32 mln m3 wody oraz w Rożnowie na Du­najcu, mieszczącym około 230 mln m3 wody. W programie była jeszcze budowa zbiorników w: Goczałkowicach 31,6 mln m3, Brynicy 24,6 mln m3, Piwoni na Czarnej Przemszy 6 mln m3, Błę­dowie na Białej Przemszy 22,5 mln m3, Moszcza­nicy na Łękawce 9 mln m3, Zawoi na Skawicy 9 mln m3, Witanowicach na Skawie 17,2 mln m3, Stróży na Rabie 19,2 mln m3, Witawie na Czar­nym Dunajcu 4,2 mln m3, na Suchej Wodzie 0,6 mln m3, na Roztoce Tatrzańskiej 1,5 mln m3, na Rybim Potoku 1 mln m3, w Trybszu na Białce Tatrzańskiej 25 mln m3, Czorsztynie na Dunajcu 38 mln m3, Powroźniku na Muszynce 5 mln m3, Rytrze na Roztoce Popradzkiej 3,2 mln m3, Klę­czanach na Smolniku 2,3 mln m3, Rybieńcu na Kamienicy Nawojowskiej 4,2 mln m3, Młynnem na Łososinie 24 mln m3 i Czchowie na Dunajcu 15 mln m3.

Pojemność wszystkich zbiorników zaprojekto­wanych w dorzeczu Wisły miała wynosić około 520 mln m3, co pozwoliłaby na podniesienie wo­dy w Wiśle w okolicy Sandomierza, w okresach niskich stanów, o około 30 cm.

W dolinie Bugu planowano budowę wielkiego zbiornika o pojemności około 570 mln m3, głów­nie w celu podniesienia żeglowności tej rzeki, a także Wisły poniżej Modlina.

Na głównych drogach wodnych prowadzono do­raźne prace nad pogłębianiem i oczyszczaniem szlaków. W 1935 roku administracja wodna dysponowała 44 statkami o własnym napędzie, 775 statkami transportowymi o łącznej ładowności 26 tys. ton i 35 pogłębiarkami o ogólnej wydaj­ności 1850 m3 na godzinę.

Brak głębokich i dobrze utrzymanych dróg wodnych zmuszał do stosowania innego niż w krajach Europy zachodniej taboru przewozowego. Nośność statków towarowych pływających mię­dzy Warszawą a Gdańskiem nie przekraczała w zasadzie 300 ton. Podczas gdy w Niemczech czy Francji powszechnie eksploatowano statki o ła­downości powyżej 450 ton. Utrudniało to utrzy­mywanie żeglugi międzynarodowej. W 1927 r. Polska posiadała 142 statki z napę­dem mechanicznym. W większości były to jedno­stki o kadłubach stalowych, tylko 6 drewnianych. Statków bez napędu było 1367, w tym barek 311, kryp - 75, galar 385, łodzi i promów - 596. Statków stalowych bez napędu było tylko 160, po­zostałe to drewniane.

Ładowność wszystkich statków z napędem wy­nosiła 5224 tony, a łączna moc maszyn napędo­wych - 13958 KM. W większości były to jed­nostki o długości 10-30 m, szerokości 3-8 m i zanurzeniu od 0,75 do 1,5 m, a więc średnich roz­miarów. Jednostek dużych o długości przekracza­jącej 60 m, szerokości powyżej 12 m i zanurzeniu ponad 1,5 m armatorzy polscy posiadali tylko 4. Również wśród statków bez napędu przeważały średnich rozmiarów.

Polska flotylla rzeczna powiększała i moder­nizowała się powoli. Do 1930 r. liczba statków ogółem zwiększyła się o 599 jednostek, w tym o 24 jednostki z napędem mechanicznym. Po upływie 5 lat liczba statków zwiększyła się do 3069 jednostek o łącznej nośności 138 tys. ton. Statków z własnym napędem było 165 o łącznej mocy maszyn 14500 KM. W większości były to parowce napędzane przez boczne koła łopatkowe oraz kilkanaście z napędem kołowym tylnym, przystosowane do żeglugi kanałowej. Wprawdzie w niewielkiej jeszcze liczbie, ale już eksploato­wane były również statki wyposażone w silniki spalinowe. Najliczniejszą grupę wśród statków o napędzie mechanicznym stanowiły holowniki, następnie transportowce i pasażerskie. W grupie transportowców ważne miejsce zajmowały barki motorowe przystosowane również do holowania innych statków.

Mechaniczna flota handlowa Polski w porówna­niu z liczbą i pojemnością taboru w innych kra­jach była bardzo skromna. W Niemczech np. pływały w tym samym okresie 4452 statki, w tym 1940 holowników.

Liczniejszą i bardziej zróżnicowaną pod wzglę­dem budowy i wielkości grupę stanowiły na pol­skich wodach śródlądowych statki bez własnego napędu. O tym, jakie statki najczęściej używano, decydowały lokalne warunki żeglugowe. Na gór­nej Wiśle kursowały galary o długości 20-22 m, szerokości 6-7 m i ładowności około 40 ton. Stat­ki te miały w żegludze na naszych rzekach naj­dłuższą chyba historię. Ich konstrukcja w ogól­nym zarysie nie zmieniła się od kilku wieków. W XX wieku zwiększyły się natomiast ich roz­miary.

Poniżej Puław do przewozu ładunków ciężkich, jak kamień, cement, żwir i inne, używano kryp o ładowności do 100 ton. Tak jak galary były one budowane z drewna, ale masywniejsze, o wygię­tym do góry dziobie i rufie. Kryp używano rów­nież na rzekach i kanałach Polesia, głównie do przewozu płodów rolnych i produktów leśnych. Pod względem jakości nie odbiegały one od uży­wanych na Wiśle w VII wieku, a nawet wcze­śniej. Najliczniejsze były barki. Nazwę tę stosowano w zasadzie do wszystkich statków o ładowności powyżej 100 ton. Typowe barki miały kształt zbliżony do statków o napędzie mechanicznym. Budowano je przeważnie .z żelaza, ale spotkać można było również konstrukcje mieszane o drew­nianym dnie i żelaznych burtach. Barki żelazo­-drewniane były znacznie tańsze, ale ze względu na większe zanurzenie i kłopotliwszą konserwację eksploatowano je tylko w nielicznych wypadkach. W barkach stosowano drewniane nakrycia ładow­ni, a w latach 30-tych coraz częściej pokłady żelazne. Znacznie różniły się od siebie barki kana­łowe i rzeczne. Pierwsze miały mocniejszą budo­wę, większe zanurzenie i ograniczoną długość, a zwłaszcza szerokość. Rzeczne zaś posiadały większe rozmiarem, ale słabsze wiązania podłuż­ne, zapewniające elastyczność przy przeciąganiu przez mielizny.

W użytkowaniu były jeszcze inne statki, jak np. znane nam już baty, promy, a także szpice i wszelkiego rodzaju łodzie. Dla żeglugi handlo­wej nie miały one jednak większego znaczenia. Dapiero po roku 1935 polską flotę rzeczną dość intensywnie modernizowano. W wyniku wycofa­nia starszych i małych jednastek ogólna liczba statków zmniejszyła się do 2794, natamiast tonaż wzrósł do 157,1 tys. tan. Wprawdzie liczba statków o napędzie mechanicznym wzrosła tylko o 9, ale nowoczesne motorowce stanowiły już około 30% taboru mechanicznego.

Według danych statystycznych, sporządzonych przez Ministerstwo Komunikacji, w okresie mię­dzywojennym funkcjonowało 558 przedsiębiorstw żeglugowych, świadczących usługi w transporcie towarowym i pasażerskim. Wśród przewoźników większość stanowili prywatni właściciele jednego lub kilku statków bez napędu mechanicznego. Do najzamożniejszych indywidualnych przewoźników należeli: Czechowicz, Kwiatkowski, Fussman i Kenner. Działało również kilka większych spó­łek prywatnych dysponujących licznym taborem mechanicznym, jak np. "Hardwig" "Vistula" , "Lloyd" bydgoski i krakowska "Żegluga Polska". Także państwo posiadało własne przedsiębiorstwo przewozowe pod nazwą Polska Żegluga Pań­stwowa.

Zły stan dróg wodnych w Polsce oraz powolna modernizacja taboru przewozowego powodowały, że transport wodny nie był należycie wykorzystany w gospodarce. W latach ożywienia gospo­darczego wzrastał ruch handlowy na naszych rze­kach. W 1926 roku przekroczył nawet milion ton, z tego około 75% przewieziono Wisłą, która utrzy­mała nadal dominującą pozycję w polskiej sieci dróg wodnych. Podane liczby wydają się duże, jeśli patrzymy na nie w oderwaniu od ilości ła­dunków przewożonych w kraju innymi środkami komunikacji. Gdy jednak zestawimy je na przy­kład z transportem kolejowym, to okaże się, że stanowiły mniej niż 1% jego przewozów. Stopień gospodarczego wykorzystania naszych śródlądo­wych szlaków wodnych uzmysłowimy sobie jeszcze dokładniej porównując przepływ masy towa­rowej u nas z przewozami w innych krajach. W 1935 roku w Polsce przewieziono statkami około 713 tys. ton ładunków, we Francji zaś 49,5 mln ton, a w Niemczech aż 101,4 mln ton. Biorąc nawet pod uwagę fakt, że część towarów po niemieckich drogach wodnych przewożona była przez zagranicznych armatorów, to i tak przewa­ga żeglugi zachodniego sąsiada Polski była druzgo­cąca.

W 1938 r. statki polskiej żeglugi śródlądowej przewoziły 742 tys. ton towarów, w tym 134 tys. ton zboża, 109 tys. ton cukru, 182 tys. ton węgla, 29 tys. ton ryżu, 27 tys. ton mąki i 29 tys. sztuk zwierząt żywych. Pasażerów przewieziono 991 tys., co jest liczbą znaczną w porównaniu do osiąganych przewozów towarowych.

Największy ruch panował w portach Grudzią­dza, Bydgoszczy, Torunia, Płocka, Warszawy, San­domierza i Krakowa. Obroty portu stołecznego w niektórych latach wynosiły ponad 150 tys. ton. W większości były to produkty rolne i surowce przewożone na potrzeby ludności i przemysłu Warszawy. Na trasach Warszawa - Płock i War­szawa - Puławy istniał także ożywiony ruch pasa­żerski. Najbardziej intensywna żegluga po Wiśle od­bywała się poniżej Warszawy.



Tak jak i w wiekach poprzednich, Gdańsk był dla statków wiślanych głównym portem docelo­wym. W 1924 r. przypłynęły tu 3722 statki o łącz­nej ładowności 303210 ton. W tej liczbie stat­ków o napędzie mechanicznym było 2534, z tego większość, bo aż 1675 - pasażerskich, pozostałe to holowniki i towarowe.

W tym samym roku wypłynęło z Gdańska na Wisłę 3806 statków, w tym 722 polskie i aż 2646 stanowiących własność gdańszczan. Pozostałe eks­ploatowali Niemcy, Finowie, Duńczycy, Łotysze i inni.

W ciągu następnych lat liczba i tonaż statków rzecznych przypływających do tego portu znacz­nie wzrosły. W 1927 r. przepłynęło 5465 statków o ładowności 558687 ton, w tym pasażerskich 2536, holowników 747, towarowych 369 i bez własnego napędu mechanicznego 1813.

Wypłynęło z Gdańska na Wisłę 5462 statki o ładowności ogółem 590 552 ton.

Prawie podwoiła się liczba statków polskich za­wijająćych i wypływających z portu gdańskiego. Najwięcej statków polskich przypłynęło tu z Bydgoszczy, Chełmna i Torunia - 652 jednostki, na­stępnie z Warszawy - 213, Włocławka i Płocka ­łącznie 112. Z miast leżących nad Wisłą powyżej Warszawy dotarł do Gdańska tylko 1 statek. Nie­znaczny był spław tratw do Gdańska. Widać z tego, że najbardziej ożywiony ruch statków od­bywał się głównie na dolnej i środkowej Wiśle. Żegluga, szczególnie pasażerska, na górnym od­cinku Wisły i innych rzekach ożywiła się dopiero na kilka lat przed wybuchem II wojny świato­wej. W Płocku zbudowany nawet został duży port o powierzchni 43,5 ha, z trzema basenami na lewym brzegu Wisły. Uroczystość oddania por­tu do eksploatacji odbyła się 9 września 1937 r. Za­częto również budować stocznię rzeczną.

W 1938 roku regularna żegluga odbywała się po Wiśle na odcinkach: Kraków - Nowy Korczyn (92 km), Sandomierz­ - Warszawa (245 km), Warszawa - Gdańsk (428 km); po Brdzie: Bydgoszcz - Brdyujście (16 km); po Niemnie: Grodno - Pyszki (6 km), Grodno - Łun­na (53 km); po Wilii: Wilno - Werki (5 km); po Strumieniu i Prostyrze: Pińsk - Stare Konie (40 km); po Strumieniu, Prypeci i Horyniu: Pińsk - Dawidgródek (126 km); po Stochodzie, Prypeci i Strumieniu: Pińsk - Lubieszów (82 km); po Horyniu: Dawidgródek - Rzeczyca, (47 km); po Styrze: Stare Konie - Łuck (240 km).

Na innych szlakach wodnych odbywała się że­gluga wycieczkowa i towarowa w okresie wyso­kich wód w rzekach.

Najczęściej spotykanymi ładunkami na dolnej Wiśle były: zboże, buraki cukrowe, kartofle, cu­kier i ruda miedzi. Na odcinku środkowym ­materiały budowlane i płody rolne, ze Śląska do Krakowa zaś wożono głównie węgiel.

Drewno spławiano na całej sieci dróg wodnych, a wśród innych ładunków, nie wymienionych wy­żej, najliczniej występowały: soda, sól, chemikalia, metale, jarzyny i owoce, kawa, skóry, ryby i inne towary zaliczane do drobnicy.

W okresie międzywojennym powstało wiele projektów gruntownych prac regulacyjnych i uspławniających nasze rzeki. Tylko znikoma ich część doczekała się realizacji. Młodego państwa nie stać było na tak wielki wysiłek inwestycyjny, a kapitał prywatny szukał łatwych i szybkich zysków, których nie gwarantowały budowle hy­drotechniczne.



Udostępnij:

Apis 08.02.2008 25274 wyświetleń 4 komentarzy 7 ocena Drukuj



4 komentarzy


  • Valdemaras
    Valdemaras
    Jest to opracowanie, którego nie polecam. Może stanowić wartość poznawczą ale nie podstawę do różnego rodzaju opracowań o historii żeglugi. Jest tu taka masa błędów, nieścisłości że wynotowanie ich zajęło by chyba z 1/4 ilości stron jakie ta praca posiada. Zdecydowanie nie POLECAMSad
    - 09.02.2008 14:05
    • Apis
      Apis
      Książka powstała w PRLu i zapewne autor nie miał dostępu do źródeł niemieckich a i do rodzimych przedwojennych też raczej nie. Również nie mógł napisać np. o rekwirowaniu floty przez sowietów albo złośliwie zatapianych przez nich statkach. Pomimo Twoich zastrzeżeń tekst jest ze wszech miar przyjazny żegludze i jako taki stanowi głos "za".

      Ponadto - jak wspomniałeś - ma walory poznawcze lokując żeglugę w dziejach naszej Ojczyzny w sposób jej przynależny. Nasze zaś pokolenie powinno pisać dalszy ciąg, a nie grzebać żeglugi z rozkazu "zielonej inkwizycji".
      - 09.02.2008 20:04
      • Valdemaras
        Valdemaras
        Być może że nie miał dostępu do takich czy innych żródeł ale nie chcę tu uchodzić za człowieka, który wszystko wie na temat żeglugi śródlądowej ale za czasów PRL-u powstało jeszcze kilka pozycji i nie były takie złe. Rekwirowanie statków przez Rosjan to osobny temat ale odbywało się to za zgodą władz PKWN. Może powiem inaczej książka ta na pewno oddaje jakiś tam obraz żeglugi ale jest z gatunku - przeczytaj lub nie i zapomnij i nie powielaj a w żadnym wypadku nie podawaj jej jako żródła. Powstała trochę póżniej książka Arkuszewskiego -wiślane statki pasażerskie XIX/XX w - ale też za PRL-u jest pracą zupełnie inną mimo prawie tych samych żródeł z niej można się coś nauczyć. Stanowiła ona dla mnie żródło czyli punkt zaczepienia do badań nad żeglugą śródlądową.
        - 09.02.2008 22:36
        • Valdemaras
          Valdemaras
          Przepraszam książka Arkuszewskiego ukazała się 5 lat wcześniej.
          - 09.02.2008 22:42

          Dodaj lub popraw komentarz

          Zaloguj się, aby napisać komentarz.

          Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
          Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
          Niesamowite! (4)57.1 %
          Bardzo dobre (2)28.6 %
          Dobre (0)0 %
          Średnie (0)0 %
          Słabe (1)14.3 %
          Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
          Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies