Z dziejów żeglugi śródlądowej w Polsce
Dzieje wykorzystania śródlądowych dróg wodnych w naszym kraju doczekały się szeregu opracowań naukowych. Mają one jednak charakter głównie przyczynkarski. Brak jest kompleksowego opracowania tematu. Niebogata jest również literatura popularna w tym przedmiocie. Może więc niniejsza książeczka choć w części zaspokoi istniejące zapotrzebowanie na literaturę w zakresie polskiej żeglugi śródlądowej.
IX. W niepodległej Polsce
Po odzyskaniu niepodległości jeszcze niemal przez pięć lat trwały zabiegi o ustalenie granic polskiego terytorium państwowego. Wytyczony ostatecznie obszar Polski obejmował 388,6 tys. km2, a zamieszkiwało go według danych spisu powszechnego z 1921 roku - 27 mln osób.
Traktat wersalski oddał cały szlak wiślany w ręce Polaków. Wprawdzie Gdańsk ogłoszany został Wolnym Miastem, ale jego drogi kamunikacyjne podlegać miały zarządowi polskiemu. Zabezpieczało to Polsce swobadny dostęp do morza.
Jednakże zawarta 9 października 1920 roku konwencja polska - gdańska zmieniła postanowienia wersalskie na niekorzyść Polski. Powałano na jej podstawie Radę Portu i Dróg Wodnych Gdańska, składającą się w równej liczbie z Palaków i obywateli Wolnego Miasta. Powierzono jej zarząd gdańskim odcinkiem Wisły łącznie z jej ujściem do morza. Polska zachowywała prawo swobadnego eksportu i importu przez port gdański, ale traciła niezmiernie ważne z politycznego i gospodarczego punktu widzenia prawa suwerena ujścia Wisły, o które walczyła przez wieki.
Sieć polskich śródlądowych dróg wodnych obejmowała 6366 km rzek i kanałów, z tego 30,711/0 służyć mogła żegludze barkami o ładowności nie przekraczającej 200 ton, a tylko około 10% gwarantowała bezpieczną żeglugę statkam ładownym powyżej 450 ton.
W późniejszych latach sieć szlaków wodnych żeglownych i spławnych w wyniku częściowej regulacji większych rzek wydłużyła się znacznie. W 1930 roku Polska posiadała 4949 km dróg żeglownych i 9228 km - spławnych. Stan taki utrzymywał się do 1935 r. Dla porównania: Francja posiadała wówczas 12,1 tys. km żeglownych dróg wodnych, Niemcy 12,3 tys. km, a Halandia 5,2 tys. km.
W 1938 r. sieć dróg żeglownych wydłużyła się do 6250 km, a spławnych zmniejszyła o 875 km w stosunku do stanu z roku 1930. Ustawa wodna z 19 IX 1922 roku stwierdzała, że: "...wody publiczne i państwowe kanały żeglowne mogą być przez każdego używane do komunikacji publicznej, a w szczególnaści do żeglugi i spławu drzewa w stanie wiązanym...", a dalej: "Minister Robót Publicznych może w porozumieniu z Ministrem Skarbu zarządzić pobieranie opłat od statków, tratew i drewna luźnego, płynących na wodach publicznych i prywatnych. Utrzymanie wód publicznych, żeglownych i granicznych, należy do Państwa, samorządów i spółek wodnych, w myśl obowiązujących ustaw; sztucznych wód płynących i portów do przedsiębiorcy".
W odróżnieniu do Francji, gdzie wszystkie śródlądowe drogi wodne były w XIX w. własnością państwa, a użytkownicy korzystali z nich bezpłatnie, w Polsce ustawa dopuszczała posiadanie dróg wodnych przez spółki i prywatnych właścicieli. Nie wykluczała również możliwości wprowadzenia opłat za ich użytkowanie.
Na podstawie cytowanej ustawy jako wody żeglowne uznano:
w dorzeczu Odry - Noteć od jeziora Gopło do granicy państwowej oraz Wartę od Sieradza do granicy;
w dorzeczu Wisły - Wisłę od ujścia Przemszy, Przemszę od Mysłowic, Dunajec od ujścia Łososiny, Nidę od ujścia Czarnej Nidy, Wisłokę od Mielca, San od Dynowa, Wieprz od ujścia Bystrzycy, Pilicę od ujścia Wolborki, Bug od ujścia Raty, Muchawiec od Kanału Bużańsko - Dnieprzańskiego do Bugu, Narew od ujścia Supraśli, Biebrzę od Kanału Augustowskiego do Narwi, Pissę od granicy pruskiej, Drwęcę od Lubicza, a ponadto odcinki Brdy, Wdy i Wierzycy;
w dorzeczu Niemna - Niemen od ujścia Szczary do granicy, Szczarę od Kanału Ogińskiego i Wilię do ujścia Zejmiany;
w dorzeczu Dniepru - Prypeć z dopływami Strumieniem, Prostyrem i Gniłą Prypecią od ujścia Stochodu do granicy, Stochód od Lubieszowa, Styr od Łucka, odcinek Horynia, Jasiołda od Motola, Pina od kanału Bużańsko - Dnieprzańskiego do Jasiołdy;
ponadto: Dźwinę na całej długości w granicach państwa polskiego, Dniestr od Rozwadowa do granicy i Prut od Zabłotowa do granicy oraz kanały: Augustowski, Bużańsko - Dnieprzański, Bydgoski, Górno - Notecki i Ogińskiego.
Całokształtem spraw związanych z funkcjonowaniem dróg wodnych kierowało początkowo Ministerstwo Robót Publicznych, a od 21 maja 1932 roku Ministerstwo Komunikacji, któremu podlegało Biuro Dróg Wodnych. Funkcjonujące w województwach państwowe zarządy wodne podporządkowane zostały w 1933 roku ponadwojewódzkim Wydziałom Dróg Wodnych podległym wojewodom:
- krakowskiemu - zarządy w Krakowie, Tarnowie, Sandomierzu, Żywcu i Nowym Sączu;
- warszawskiemu - zarządy w Puławach, Płocku, Warszawie i Wyszkowie;
- pomorskiemu - zarządy w Chełmnie, Tczewie i Toruniu;
- poleskiemu - zarządy w Augustowie, Brześciu n/Bugiem, Łucku, Pińsku i Słonimiu;
- poznańskiemu - zarządy w Bydgoszczy, Czarnkowie, Koninie i Poznaniu;
- wileńskiemu - zarząd w Wilnie;
- lwowskiemu - zarządy w Przemyślu i Rzeszowie;
- stanisławowskiemu - zarządy w Kołomyi, Stanisławowie i Stryju.
Zarządzeniem ministra komunikacji z 7 kwietnia 1934 roku wprowadzono jeszcze pewne zmiany w organach administracji terenowej dróg wodnych. W województwach: krakowskim, poleskim, pomorskim i warszawskim pozostawiono Wydziały Dróg Wodnych, a w województwach lwowskim, poznańskim, stanisławowskim i wileńskim utworzwno Oddziały Wodne w organizacyjnych ramach Wydziałów Komunikacyjno - Budowlanych.
Już w kilka miesięcy po odzyskaniu niepodległości, 9 lipca 1919 roku, sejm uchwalił ustawę o budowie kanałów żeglugowych i o regulacji rzek. Można było przypuszczać, że opóźnienie Polski w tej dziedzinie w stosunku do rozwiniętych krajów zachodniej Europy zostanie choć w części odrobione. Stało się jednak inaczej, a to głównie z tej przyczyny, że planując tak wielkie przedsięwzięcia nie uwzględniono możliwości ekonomicznych młodego państwa. O podejmowaniu większych inwestycji wodnych kosztem skarbu nie mogło być mowy, natomiast przemysłowcy i finansiści nie kwapili się bardzo z lokowaniem funduszów w drogach wodnych, nie gwarantujących szybkiej amortyzacji wyłożonego kapitału oraz natychmiastowych zysków.
Najpilniejszymi pracami, jakie należało podjąć na drogach wodnych, były: związanie sieci hydrograficznej polskiej w jedną całość, wzniesienie obwałowań, zabezpieczających przed wylewami, regulacja koryta rzek oraz budowa zbiorników wodnych. Pierwsze z wymienianych zadań wypływało z celawych zaniedbań zabarców. Każde bawiem z państw rozbiorowych starało się sieć komunikacyjną ziem polskich utrzymywać i rozbudowywać tylko o tyle, o ile konieczne to było ze względu na potrzeby gospodarcze i militarne tychże. Związki gospodarcze pomiędzy poszczególnymi zaborami, tak ważne dla zachowania bytu narodowego Polaków, były przez zaborców lekceważone, a nawet utrudniane. Efektem takiej polityki było rozbicie polskich dróg wodnych na oddzielne systemy i nie związane ze sobą odcinki. Przykładem tego może być Wisła, której uregulowane części, pierwszą do Krakawa i drugą od Sandamierza do ujścia, dzielił odcinek nie nadający się w ogóle do utrzymywania regularnej żeglugi. Na tym właśnie odcinku prowadzono głównie prace regulacyjne w latach 1921-1935. Osobnym problemem były rzeki Polesia, jak Jasiołda, Prypeć, Stochód, Styr i inne, które wymagały regulacji, ale mogła ona przynieść właściwe efekty dopiero wówczas, gdyby zdecydawano się na meliorację całego regionu.
Specjaliści polscy opracowali szereg ciekawych projektów dróg wodnych, jak np. kanał węglowy łączący Śląsk ze szlakiem wiślanym w okolicy Bydgoszczy, kanał Pelcowizna - Zegrze, czy też kanał obwodowy mający okalać Pragę i łączyć się z kanałem Pelcowizna - Zegrze. Kanał obwodowy zaczęto nawet budować, ale prace wkrótce przerwano.
W 1937 roku rozpoczęto prace nad budową Kanału Warta - Gopło. Do wybuchu II wojny światowej wykonano znaczną część prac ziemnych. Odbudowano urządzenia hydrotechniczne na Kanale Augustowskim, zniszczone przez wycofujących się Niemców.
Po katastrofalnej powodzi na południu Polski w lipcu 1934 roku władze zainteresowały się szerzej budową zbiorników retencyjnych, mających zmniejszyć wysokość fali powodziowej i polepszyć warunki żeglowności głównych rzek. Komisja ministerialna opracowała w 1934 roku obszerny program inwestycji w tym zakresie. Do wybuchu wojny zdołano zrealizować budowę dwóch dużych zbiorników: w Porąbce na Sole o pojemności 32 mln m3 wody oraz w Rożnowie na Dunajcu, mieszczącym około 230 mln m3 wody. W programie była jeszcze budowa zbiorników w: Goczałkowicach 31,6 mln m3, Brynicy 24,6 mln m3, Piwoni na Czarnej Przemszy 6 mln m3, Błędowie na Białej Przemszy 22,5 mln m3, Moszczanicy na Łękawce 9 mln m3, Zawoi na Skawicy 9 mln m3, Witanowicach na Skawie 17,2 mln m3, Stróży na Rabie 19,2 mln m3, Witawie na Czarnym Dunajcu 4,2 mln m3, na Suchej Wodzie 0,6 mln m3, na Roztoce Tatrzańskiej 1,5 mln m3, na Rybim Potoku 1 mln m3, w Trybszu na Białce Tatrzańskiej 25 mln m3, Czorsztynie na Dunajcu 38 mln m3, Powroźniku na Muszynce 5 mln m3, Rytrze na Roztoce Popradzkiej 3,2 mln m3, Klęczanach na Smolniku 2,3 mln m3, Rybieńcu na Kamienicy Nawojowskiej 4,2 mln m3, Młynnem na Łososinie 24 mln m3 i Czchowie na Dunajcu 15 mln m3.
Pojemność wszystkich zbiorników zaprojektowanych w dorzeczu Wisły miała wynosić około 520 mln m3, co pozwoliłaby na podniesienie wody w Wiśle w okolicy Sandomierza, w okresach niskich stanów, o około 30 cm.
W dolinie Bugu planowano budowę wielkiego zbiornika o pojemności około 570 mln m3, głównie w celu podniesienia żeglowności tej rzeki, a także Wisły poniżej Modlina.
Na głównych drogach wodnych prowadzono doraźne prace nad pogłębianiem i oczyszczaniem szlaków. W 1935 roku administracja wodna dysponowała 44 statkami o własnym napędzie, 775 statkami transportowymi o łącznej ładowności 26 tys. ton i 35 pogłębiarkami o ogólnej wydajności 1850 m3 na godzinę.
Brak głębokich i dobrze utrzymanych dróg wodnych zmuszał do stosowania innego niż w krajach Europy zachodniej taboru przewozowego. Nośność statków towarowych pływających między Warszawą a Gdańskiem nie przekraczała w zasadzie 300 ton. Podczas gdy w Niemczech czy Francji powszechnie eksploatowano statki o ładowności powyżej 450 ton. Utrudniało to utrzymywanie żeglugi międzynarodowej. W 1927 r. Polska posiadała 142 statki z napędem mechanicznym. W większości były to jednostki o kadłubach stalowych, tylko 6 drewnianych. Statków bez napędu było 1367, w tym barek 311, kryp - 75, galar 385, łodzi i promów - 596. Statków stalowych bez napędu było tylko 160, pozostałe to drewniane.
Ładowność wszystkich statków z napędem wynosiła 5224 tony, a łączna moc maszyn napędowych - 13958 KM. W większości były to jednostki o długości 10-30 m, szerokości 3-8 m i zanurzeniu od 0,75 do 1,5 m, a więc średnich rozmiarów. Jednostek dużych o długości przekraczającej 60 m, szerokości powyżej 12 m i zanurzeniu ponad 1,5 m armatorzy polscy posiadali tylko 4. Również wśród statków bez napędu przeważały średnich rozmiarów.
Polska flotylla rzeczna powiększała i modernizowała się powoli. Do 1930 r. liczba statków ogółem zwiększyła się o 599 jednostek, w tym o 24 jednostki z napędem mechanicznym. Po upływie 5 lat liczba statków zwiększyła się do 3069 jednostek o łącznej nośności 138 tys. ton. Statków z własnym napędem było 165 o łącznej mocy maszyn 14500 KM. W większości były to parowce napędzane przez boczne koła łopatkowe oraz kilkanaście z napędem kołowym tylnym, przystosowane do żeglugi kanałowej. Wprawdzie w niewielkiej jeszcze liczbie, ale już eksploatowane były również statki wyposażone w silniki spalinowe. Najliczniejszą grupę wśród statków o napędzie mechanicznym stanowiły holowniki, następnie transportowce i pasażerskie. W grupie transportowców ważne miejsce zajmowały barki motorowe przystosowane również do holowania innych statków.
Mechaniczna flota handlowa Polski w porównaniu z liczbą i pojemnością taboru w innych krajach była bardzo skromna. W Niemczech np. pływały w tym samym okresie 4452 statki, w tym 1940 holowników.
Liczniejszą i bardziej zróżnicowaną pod względem budowy i wielkości grupę stanowiły na polskich wodach śródlądowych statki bez własnego napędu. O tym, jakie statki najczęściej używano, decydowały lokalne warunki żeglugowe. Na górnej Wiśle kursowały galary o długości 20-22 m, szerokości 6-7 m i ładowności około 40 ton. Statki te miały w żegludze na naszych rzekach najdłuższą chyba historię. Ich konstrukcja w ogólnym zarysie nie zmieniła się od kilku wieków. W XX wieku zwiększyły się natomiast ich rozmiary.
Poniżej Puław do przewozu ładunków ciężkich, jak kamień, cement, żwir i inne, używano kryp o ładowności do 100 ton. Tak jak galary były one budowane z drewna, ale masywniejsze, o wygiętym do góry dziobie i rufie. Kryp używano również na rzekach i kanałach Polesia, głównie do przewozu płodów rolnych i produktów leśnych. Pod względem jakości nie odbiegały one od używanych na Wiśle w VII wieku, a nawet wcześniej. Najliczniejsze były barki. Nazwę tę stosowano w zasadzie do wszystkich statków o ładowności powyżej 100 ton. Typowe barki miały kształt zbliżony do statków o napędzie mechanicznym. Budowano je przeważnie .z żelaza, ale spotkać można było również konstrukcje mieszane o drewnianym dnie i żelaznych burtach. Barki żelazo-drewniane były znacznie tańsze, ale ze względu na większe zanurzenie i kłopotliwszą konserwację eksploatowano je tylko w nielicznych wypadkach. W barkach stosowano drewniane nakrycia ładowni, a w latach 30-tych coraz częściej pokłady żelazne. Znacznie różniły się od siebie barki kanałowe i rzeczne. Pierwsze miały mocniejszą budowę, większe zanurzenie i ograniczoną długość, a zwłaszcza szerokość. Rzeczne zaś posiadały większe rozmiarem, ale słabsze wiązania podłużne, zapewniające elastyczność przy przeciąganiu przez mielizny.
W użytkowaniu były jeszcze inne statki, jak np. znane nam już baty, promy, a także szpice i wszelkiego rodzaju łodzie. Dla żeglugi handlowej nie miały one jednak większego znaczenia. Dapiero po roku 1935 polską flotę rzeczną dość intensywnie modernizowano. W wyniku wycofania starszych i małych jednastek ogólna liczba statków zmniejszyła się do 2794, natamiast tonaż wzrósł do 157,1 tys. tan. Wprawdzie liczba statków o napędzie mechanicznym wzrosła tylko o 9, ale nowoczesne motorowce stanowiły już około 30% taboru mechanicznego.
Według danych statystycznych, sporządzonych przez Ministerstwo Komunikacji, w okresie międzywojennym funkcjonowało 558 przedsiębiorstw żeglugowych, świadczących usługi w transporcie towarowym i pasażerskim. Wśród przewoźników większość stanowili prywatni właściciele jednego lub kilku statków bez napędu mechanicznego. Do najzamożniejszych indywidualnych przewoźników należeli: Czechowicz, Kwiatkowski, Fussman i Kenner. Działało również kilka większych spółek prywatnych dysponujących licznym taborem mechanicznym, jak np. "Hardwig" "Vistula" , "Lloyd" bydgoski i krakowska "Żegluga Polska". Także państwo posiadało własne przedsiębiorstwo przewozowe pod nazwą Polska Żegluga Państwowa.
Zły stan dróg wodnych w Polsce oraz powolna modernizacja taboru przewozowego powodowały, że transport wodny nie był należycie wykorzystany w gospodarce. W latach ożywienia gospodarczego wzrastał ruch handlowy na naszych rzekach. W 1926 roku przekroczył nawet milion ton, z tego około 75% przewieziono Wisłą, która utrzymała nadal dominującą pozycję w polskiej sieci dróg wodnych. Podane liczby wydają się duże, jeśli patrzymy na nie w oderwaniu od ilości ładunków przewożonych w kraju innymi środkami komunikacji. Gdy jednak zestawimy je na przykład z transportem kolejowym, to okaże się, że stanowiły mniej niż 1% jego przewozów. Stopień gospodarczego wykorzystania naszych śródlądowych szlaków wodnych uzmysłowimy sobie jeszcze dokładniej porównując przepływ masy towarowej u nas z przewozami w innych krajach. W 1935 roku w Polsce przewieziono statkami około 713 tys. ton ładunków, we Francji zaś 49,5 mln ton, a w Niemczech aż 101,4 mln ton. Biorąc nawet pod uwagę fakt, że część towarów po niemieckich drogach wodnych przewożona była przez zagranicznych armatorów, to i tak przewaga żeglugi zachodniego sąsiada Polski była druzgocąca.
W 1938 r. statki polskiej żeglugi śródlądowej przewoziły 742 tys. ton towarów, w tym 134 tys. ton zboża, 109 tys. ton cukru, 182 tys. ton węgla, 29 tys. ton ryżu, 27 tys. ton mąki i 29 tys. sztuk zwierząt żywych. Pasażerów przewieziono 991 tys., co jest liczbą znaczną w porównaniu do osiąganych przewozów towarowych.
Największy ruch panował w portach Grudziądza, Bydgoszczy, Torunia, Płocka, Warszawy, Sandomierza i Krakowa. Obroty portu stołecznego w niektórych latach wynosiły ponad 150 tys. ton. W większości były to produkty rolne i surowce przewożone na potrzeby ludności i przemysłu Warszawy. Na trasach Warszawa - Płock i Warszawa - Puławy istniał także ożywiony ruch pasażerski. Najbardziej intensywna żegluga po Wiśle odbywała się poniżej Warszawy.

Tak jak i w wiekach poprzednich, Gdańsk był dla statków wiślanych głównym portem docelowym. W 1924 r. przypłynęły tu 3722 statki o łącznej ładowności 303210 ton. W tej liczbie statków o napędzie mechanicznym było 2534, z tego większość, bo aż 1675 - pasażerskich, pozostałe to holowniki i towarowe.
W tym samym roku wypłynęło z Gdańska na Wisłę 3806 statków, w tym 722 polskie i aż 2646 stanowiących własność gdańszczan. Pozostałe eksploatowali Niemcy, Finowie, Duńczycy, Łotysze i inni.
W ciągu następnych lat liczba i tonaż statków rzecznych przypływających do tego portu znacznie wzrosły. W 1927 r. przepłynęło 5465 statków o ładowności 558687 ton, w tym pasażerskich 2536, holowników 747, towarowych 369 i bez własnego napędu mechanicznego 1813.
Wypłynęło z Gdańska na Wisłę 5462 statki o ładowności ogółem 590 552 ton.
Prawie podwoiła się liczba statków polskich zawijająćych i wypływających z portu gdańskiego. Najwięcej statków polskich przypłynęło tu z Bydgoszczy, Chełmna i Torunia - 652 jednostki, następnie z Warszawy - 213, Włocławka i Płocka łącznie 112. Z miast leżących nad Wisłą powyżej Warszawy dotarł do Gdańska tylko 1 statek. Nieznaczny był spław tratw do Gdańska. Widać z tego, że najbardziej ożywiony ruch statków odbywał się głównie na dolnej i środkowej Wiśle. Żegluga, szczególnie pasażerska, na górnym odcinku Wisły i innych rzekach ożywiła się dopiero na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej. W Płocku zbudowany nawet został duży port o powierzchni 43,5 ha, z trzema basenami na lewym brzegu Wisły. Uroczystość oddania portu do eksploatacji odbyła się 9 września 1937 r. Zaczęto również budować stocznię rzeczną.
W 1938 roku regularna żegluga odbywała się po Wiśle na odcinkach: Kraków - Nowy Korczyn (92 km), Sandomierz - Warszawa (245 km), Warszawa - Gdańsk (428 km); po Brdzie: Bydgoszcz - Brdyujście (16 km); po Niemnie: Grodno - Pyszki (6 km), Grodno - Łunna (53 km); po Wilii: Wilno - Werki (5 km); po Strumieniu i Prostyrze: Pińsk - Stare Konie (40 km); po Strumieniu, Prypeci i Horyniu: Pińsk - Dawidgródek (126 km); po Stochodzie, Prypeci i Strumieniu: Pińsk - Lubieszów (82 km); po Horyniu: Dawidgródek - Rzeczyca, (47 km); po Styrze: Stare Konie - Łuck (240 km).
Na innych szlakach wodnych odbywała się żegluga wycieczkowa i towarowa w okresie wysokich wód w rzekach.
Najczęściej spotykanymi ładunkami na dolnej Wiśle były: zboże, buraki cukrowe, kartofle, cukier i ruda miedzi. Na odcinku środkowym materiały budowlane i płody rolne, ze Śląska do Krakowa zaś wożono głównie węgiel.
Drewno spławiano na całej sieci dróg wodnych, a wśród innych ładunków, nie wymienionych wyżej, najliczniej występowały: soda, sól, chemikalia, metale, jarzyny i owoce, kawa, skóry, ryby i inne towary zaliczane do drobnicy.
W okresie międzywojennym powstało wiele projektów gruntownych prac regulacyjnych i uspławniających nasze rzeki. Tylko znikoma ich część doczekała się realizacji. Młodego państwa nie stać było na tak wielki wysiłek inwestycyjny, a kapitał prywatny szukał łatwych i szybkich zysków, których nie gwarantowały budowle hydrotechniczne.
Udostępnij:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies