O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.
Artykuły

Wiosłem na wodzie pisane

Większość z ludzi odwiedzających tę stronę związana jest z wodą. Jedni zawodowa inni, jak ja turystycznie. Myślę, że i jednych i drugich łączy to samo: Miłość do wody i przyrody.


Rozdział XII
Ogólnopolski Spływ Hutników Obra’81


To już moja trzecia dłuższa wędrówka, której przewodzi Jurek. Tym razem jest to lubuska rzeka Obra.

Foto: Proporczyk Obra 81

Historia wciąż nas nie oszczędzała. Życie biegło naprawdę w ciekawych, choć niespokojnych czasach. Wśród zwykłych ludzi wciąż powstawały kolejne inicjatywy. Nowo powstałe związki zawodowe organizowały niekończące się wiece, jednocześnie przeznaczając znaczne środki pieniężne na cele związkowe. W tym też czasie, koło PTTK przy Zakładzie Energetycznym w Zielonej Górze wzbogaciło się o kolejne cztery kajaki składane. Przybyło tez kilku nowych członków. Kiedy z grupą energetyków wybraliśmy się na spływ Obrą był osiemnasty lipca 1981 roku. W czasie naszej wędrówki nastąpiły zmiany we władzach PRL, mające wpływ na późniejszy bieg wypadków. 31 lipca powołano czterech generałów do składu rządu, a sejm przyjął ustawę o cenzurze, która odtąd miała działać jawnie i w oparciu o jasne kryteria. Pierwszego sierpnia, w dniu zakończenia naszego spływu otrzymaliśmy "prezent" w postaci obniżonych o 15-20 procent norm kartkowych na mięso i jego przetwory. Rozszerzono jednocześnie reglamentację, wprowadzając kolejne kartki, tym razem na środki piorące. Oj! Ciężko nam się wtedy żyło, choć trzeba przyznać, że czasem nawet wesoło!

Nasza spływowa przygoda rozpoczęła się w ośrodku wypoczynkowym hutników miedzi w Lubiatowie nad jeziorem Sławskim. Ponieważ samo jezioro, jak i większą część Obry znałem już dość dobrze z racji moich wcześniejszych tam pobytów, Jurek przydzielił mi do pełnienia funkcję. Odtąd miałem być bezstronnym arbitrem w rywalizacji spływowej. Bardzo mi to odpowiadało, bowiem wraz z funkcją, otrzymałem także prawo płynięcia Libero. Nie musiałem więc trzymać się określonej grupy, miałem za to pogląd na zachowanie się poszczególnych uczestników i grup na spływie. Skład osobowy był tym razem liczny. Płynęło około dwustu osób w kilku grupach. Najmłodszy uczestnik liczył sobie trzy latka i pochodził z Zielonej Góry. Najstarszy – dziewięćdziesięciopięciolatek pan Antoni Gorzula, zwany Harnasiem, z Tarnowa.

Foto: Harnaś

Taki sposób płynięcia, korzystnie wpłynął na moje obserwacje przyrodnicze. Tym razem, głównym obiektem mojego zainteresowania stały się perkozy. Te zmyślne ptaki nigdy nie pozwalały mi odgadnąć gdzie wypłyną po zanurkowaniu. A bardzo lubiłem zgadywać…

Spływ rozpoczęliśmy od zbiórki uczestników na plaży w Lubiatowie. Pogoda była fatalna. Siąpił kapuśniaczek i zapowiadała się "trzydniówka" Mimo to, Jurek (Komandor), Rysio ( Pilot końcowy), Zenek ( kwatermistrz) i ja ( sędzia główny) stanęliśmy do apelu.

Foto: Kadra

Przed nami w niepełnym czworoboku stanęli uczestnicy. Padły sakramentalne słowa

"Ogólnopolski spływ kajakowy Hutników Obra’81 uważam za rozpoczęty".

Potem kajaki poszły na wodę i rozpoczął się tak zwany zerowy etap do Sławy i z powrotem do Lubiatowa.

Foto: Uczestnicy spływu Obra 81

Płynięcie w takich warunkach pogodowych, to bardziej sport niż turystyka. Wszyscy uczestnicy starali się jak najszybciej odbyć tę wycieczkę, by jak najkrócej przebywać w siąpiącym deszczu.

Następny etap, to już rzeka. Najpierw Obrzyca. Po starcie do pierwszego, rzecznego etapu, słońce uznało, że dosyć tych fochów i dąsów i postanowiło nam zaświecić. Początkowo jakby z pewną nieśmiałością, potem już odważniej przeświecało przez chmury. W drugiej połowie dnia, już w pełni wyeksponowało swoją złocistą twarz. Niestety, w ciągu kolejnych etapów nasza dzienna gwiazda zachowywała się nader tchórzliwie i często chowała się za grube, deszczowe chmurzyska, te zaś obficie raczyły nas deszczem. Dopiero w Skwierzynie, gdzie kończyliśmy spływ, słoneczko, jakby z przeprosinami, wyjrzało zza chmur, by wysuszyć nam sprzęt.

Na Obrę wybraliśmy się rodzinnie. Naliczyłem aż dziewięcioro członków naszej rodziny. To już cały klan! Niestety przydzielono nas do dwóch różnych grup, na dodatek Rysio i ja, pełniliśmy funkcje w kadrze spływu. Jako sędzia główny, miałem także obowiązek organizowania różnych konkurencji od kwizów sprawdzających wiedzę kajakową ( a także upowszechniających te wiedzę), przez organizację na przykład chrztu wodniackiego dla nowicjuszy, po imprezy czysto kajakowe, takie jak wyścigi na czas, czy regaty. Były też śmieszne konkurencje, takie jak choćby strzelanie z procy do patelni. Nabojami były szyszki. Wygrywał ten, komu najwięcej razy zadzwoniła patelnia. Było też przeciąganie liny, turniej siatkówki i bieganie w workach. Codziennie padający deszcz znacznie utrudniał mi pracę, bo jak tu zorganizować mecz kometki, gdy z nieba leje się potokami woda. W końcu, aby oszukać mojego najbardziej zawziętego wroga, aurę, ogłaszałem donośnym głosem, że o godzinie tej a tej rozpocznie się konkurencja ( np. przeciąganie liny), a gdy nadchodziła ta godzina, już ciszej przekładałem początek zawodów na godzinę późniejszą. Deszcz czasem dawał się oszukać i padał właśnie wtedy, gdy zgodnie z planem mieliśmy odbywać zawody, potem przestawał, a my, już bez przeszkód mogliśmy rozegrać zaplanowaną konkurencję. Z czasem drań i w tych moich sztuczkach się połapał, więc ja go z innej strony: zapowiadałem, że zaczniemy dajmy na to o 16.00, a zaczynaliśmy o 14.00. Jeśli impreza przeciągnęła się do 16,00, to jej koniec oglądaliśmy już zmoknięci. Stosując więc takie oszukańcze sztuczki, udało mi się zrealizować program imprez, a zadowolonemu komandorowi udało się rozdać większość nagród. Można by rzec, że i wilk pozostał syty, a owcy udało się zachować swoją skórę.

Życie spływowe biegło sobie swoim torem i nie przeszkadzała nikomu paskudna aura w zawieraniu nowych znajomości i przyjaźni. Zewsząd też wypływały najrozmaitsze inicjatywy. Któregoś dnia, nad jeziorem Wilcze byliśmy świadkami spontanicznego oddolnego protestu przeciwko, od dwu dni siąpiącemu, deszczowi. Wielu uczestników spływu zebrawszy się w "świetlicy", czyli postawionym tropiku od namiotu czteroosobowego, bębniąc na czym się da, podzwaniając sztućcami o szklanki i nieludzko wyjąc przez niemal godzinę, tym sposobem przepędzało chmury. Kiedy już, już wydawało się, że z pozytywnym efektem, nadciągnęła nowa grupa chmur i zalała biwak kolejną porcją deszczu. Wyobraźcie sobie, że w tej scenerii, mnie i Jackowi, mojemu kuzynowi przytrafiła się "rzadka" dolegliwość. Można by rzec, podwójny kłopot, bo jak tu biegać co rusz za potrzebą, kiedy na głowę strumieniami leje się woda... Nasz kłopot zażegnany został przez pomocną Koleżankę Tereskę. Niestety, to właśnie jej pierwszej z naszego grona, los dał przepustkę do Hilo. Pozostało tylko zdjęcie ze spływowego ogniska i mnóstwo ciepłych wspomnień. Długo nie mogłem się otrząsnąć po jej, jakże przedwczesnej i niepotrzebnej śmierci i to właśnie wtedy, kiedy po wybudowaniu domu, mogła cieszyć się życiem, jakże młodym jeszcze...

Foto: Tereska

Kolejny dzień przyniósł poprawę pogody i mogliśmy się przemieścić z jeziora Wilcze na jezioro Chobienickie. W tym celu należało znaleźć kanał łączący rzekę Obrzycę z Obrą. Łatwo można ominąć to miejsce, bo wejście na kanał przesłania jaz, jakich w okolicy jest wiele, ale organizatorzy zadbali o to, byśmy się nie pogubili i postawili w tym miejscu transparent. Kanał wąski i zaledwie 2 kilometrowy przebyliśmy dość szybko, jednak dotkliwie pokąsani przez wszechobecne i niesłychanie natarczywe gzy. Dwudniowy biwak na j. Chobienickim wynagrodził nam dotychczasowe kłopoty.

Woda i las, w dodatku znośna pogoda sprawiły, że wszystkim wróciły humory. Potem były jeziora Lutol, po nim j. Chłop, nad którym też popasaliśmy dwa dni. Jezioro to różni się swoim charakterem od jezior na szlaku obrzańskim. Jest położone nieco z boku tego szlaku. Jest głębokie, wąskie o czystej, przejrzystej wodzie. Nad jego brzegami usytuowane są liczne ośrodki, a jego toń wykorzystują wioślarze do swoich treningów. My też wykorzystaliśmy je do przeprowadzenia konkurencji sprawnościowych na wodzie i lądzie. Z żalem opuszczaliśmy to piękne miejsce na Ziemi. Harmonogram spływu był jednak nieubłagany. Kolejny etap kończył się w leśniczówce Rańsko, na Obrze. Tu uciechę mieli wędkarze, bowiem rzeka obfitowała w liczne rozlewiska, na których można było łowić ryby. Wieczorem zewsząd dobiegał zapach smażonych ryb. Potem jeszcze chwila i znaleźliśmy się nad przepięknym zalewem Bledzewskim. Ten położony w lesie, o dwa kilometry oddalony od Bledzewa sztuczny zbiornik wodny, utworzony przez przegradzającą nurt rzeki zaporę, a na niej elektrownię,całkowicie otoczony jest lasami. Nie ma nad nim ośrodków wypoczynkowych, z wyjątkiem jednego, usytuowanego przy samej elektrowni., toteż wszędzie panuje niczym nie zmącona cisza i spokój. Po spokojnej toni poruszają się liczne gatunki ptactwa wodnego, a pod powierzchnią...

"Tam szczupak bandyta, poluje na lina
I okoń się czai na żabę!....."


Mogliśmy to sprawdzić osobiście, a było to tak: biwak stanął na prawym brzegu zalewu, zaraz przy ujściu doń Obry. Przestronna polana zachęcała do rozgoszczenia się tu na dłużej, i choć harmonogram przewidywał inaczej, stanęliśmy tu na dwa dni. Wieczorem rozpalono ognisko i tym razem postanowiłem, że będziemy śpiewali "smęciochy". Nie myślałem, że to tak chwyci! Najpierw były tradycyjne, harcerskie piosenki ogniskowe, które zna każdy, kto kiedykolwiek był na pikniku, potem, kiedy ciemność spowiła świat, zacząłem smętnie zawodzić a to o zdradzonej miłości, a to o utracie ukochanej, a to o żalu, co duszę ściska i tak aż do bladego świtu. Była "herbatka" a na zakąskę "kelnerzy" Mirek i Małgosia podawali smażonego węgorza, własnoręcznie złowionego w trakcie trwania ogniska, na wędkę.

Foto: Smęciochowe ognisko

Dziwnym trafem, kolejny dzień wydał mi się znacznie krótszy od pozostałych. Kiedy otworzyłem, koło godziny jedenastej oczy, pierwszym widokiem, jaki zobaczyłem, był Jurek S. moczący palec wskazujący w kubeczku. Pytam, co robisz? A on: moczę palec w altacecie, bo zrobił mi się zastrzał. Kubeczek był nieodłącznym jego atrybutem do końca spływu. W południe wpakowaliśmy się w Jelcza obsługującego spływ i stojąc, ciasno stłoczeni na pace, pojechaliśmy do pobliskiego Bledzewa na obiad. Całą drogę śpiewaliśmy. Co najchętniej śpiewają Polacy? Biesiadne albo wojskowe piosneczki i te ostatnie bardzo dobrze wychodziły naszemu ad hoc stworzonemu chórowi. Powłóczyliśmy się trochę po miasteczku i zaopatrzeni w świeże piwo, najedzeni, już piechotą wróciliśmy do obozowiska. Po południu był turniej siatkówki plażowej, było strzelanie do patelni, był kwiz tematyczny. Wieczorem, już tylko nieliczni chcieli posiedzieć przy ognisku. Większość znużona legła na spoczynek.

Prawdziwa rzeka zaczyna się za elektrownią. Kłopot w tym, że jeśli nie załatwi się zrzutu wody, nie ma jej w korycie poniżej tamy. Wodę zrzucono i mogliśmy popłynąć dalej. Rzeka staje się dzika. W nurcie leżą licznie zwalone drzewa, przeszkadzające w swobodnym płynięciu. Koryto dzieli się na dwa i więcej i tylko doświadczeni kajakarze potrafili wybrać właściwą drogę. Nurt przyspiesza. Szlak staje się trudniejszy. Zdarzają się wywrotki i straty. Ktoś utopił radio tranzystorowe, ktoś aparat fotograficzny. Wszyscy jednak cało i zdrowo dopłynęliśmy do Skwierzyny, gdzie zakończyliśmy nasz spływ. Rywalizację wygrała drużyna koła PTTK "CHAPACZ" stworzona przy jednym z biur projektowych w Zielonej Górze. Potem wielokrotnie słychać było o tym niezwykle prężnym kole. Trwa ono do dzisiaj w zmienionej formie, jako Towarzystwo Turystyczne "CHAPACZ" i jest jednostką samodzielną. Nic dziwnego. Kadra tego towarzystwa rekrutuje się bowiem z najlepszych turystów owych czasów, które tu wspominam. Sam, przez jakiś czas, byłem członkiem tego koła.


Udostępnij:

przylodz 30.01.2008 18066 wyświetleń 10 komentarzy 2 ocena Drukuj



10 komentarzy


  • przylodz
    przylodz
    Nowy tekst dodano do "Wiosłem na wodzie pisane" zapraszam.
    - 21.02.2008 22:32
    • Apis
      Apis
      Nowa Sól, Cigacice, Bytom Odrzański, Krosno Odrzańskie pokazują całej Polsce jak wygląda turystyka wodniacka. Tylko pozazdrościć Wam, kajakarzom i wodniakom takiej dbałości o wasze sprawy. Szkoda, że o nas - żeglugę towarową - nie dba się w równym stopniu.
      - 22.02.2008 20:10
      • Apis
        Apis
        Kolejny ciekawy rozdział dodałeś - łezka w oku sie kręci.
        - 06.03.2008 10:51
        • przylodz
          przylodz
          Do cyklu "Wiosłem na wodzie pisane" dodałem nowy rozdział.Zapraszam do czytania.
          - 10.03.2008 15:34
          • przylodz
            przylodz
            Zapraszam na Barycz. Nowy rozdział z cyklu "Wiosłem na wodzie pisane"
            - 12.03.2008 08:20
            • przylodz
              przylodz
              A ja wciąż zapraszam na Barycz. "Wiosłem na wodzie pisane"
              - 14.03.2008 10:45
              • przylodz
                przylodz
                Do "Wiosłem na wodzie pisane" dodano dwa kolejne rozdziały. Zapraszam.
                - 15.03.2008 12:08
                • przylodz
                  przylodz
                  Ciąg dalszy istnieje. Wysłałem właśnie do Kapitana kolejne dwa rozdziały, ale zapewne z powodu "śmiecenia na pokładzie" przez jakiegoś niegodziwca, zamieszczenie tych rozdziałów się opóźnia. Zatem cierpliwości!Wink
                  - 28.03.2008 12:37
                  • Apis
                    Apis
                    Już są dodane
                    - 30.03.2008 13:00
                    • przylodz
                      przylodz
                      "Wiosłem na wodzie pisane" Dodano ciąg dalszy, zapraszam do czytania.
                      - 04.04.2008 19:24

                      Dodaj lub popraw komentarz

                      Zaloguj się, aby napisać komentarz.

                      Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                      Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
                      Niesamowite! (2)100 %
                      Bardzo dobre (0)0 %
                      Dobre (0)0 %
                      Średnie (0)0 %
                      Słabe (0)0 %
                      Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                      Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies