O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.
Artykuły

Wiosłem na wodzie pisane

Większość z ludzi odwiedzających tę stronę związana jest z wodą. Jedni zawodowa inni, jak ja turystycznie. Myślę, że i jednych i drugich łączy to samo: Miłość do wody i przyrody.


XIX Elitarny, zimowy.

Ten rozdział zatytułowałem z przekąsem. Spływ był wprawdzie zimowy i jak to niektórzy chcieli sądzić, elitarny, jednak na zawsze zmienił na niekorzyść moje życie.

Jesienią 1983 roku, mój kuzyn Rysio przeszedł operację zaszycia przepukliny. Niby niewielki zabieg, jednak groźba odnowienia się choroby kazała mu zachować wszelką ostrożność w podejmowaniu wysiłków fizycznych. Rysio uwielbiał spływy, także zimowe, toteż kiedy dostał propozycję wzięcia udziału w takim, organizowanym, w lutym, na rzece Brdzie, robił wszystko, żeby tam się znaleźć. Spływ był rzeczywiście traktowany jak elitarny. Nie można było się tam dostać bez specjalnego zaproszenia, a te dostawali jedynie ci kajakarze, którzy mogli się wykazać posiadaniem odznaki TOK- dużej złotej i przynajmniej posiadający drugi stopień przodownicki PTTK ( były też specjalne obwarowania dla członków PZKaj). Nie spełniałem jednego z warunków. Miałem tylko odznakę małą złotą, więc teoretycznie, nie powinienem dostać się na ten spływ, lecz Rysio wymógł na organizatorach dyspensę, twierdząc, że płynę z nim jako "silnik", bo jest po operacji i nie może się wysilać. Tłumaczenie przyjęto i wkrótce zameldowaliśmy się wraz z Jurkiem i Jóźkiem na zbiórce w sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej w Mylofie. Tu zweryfikowano uczestników, rozdano sprzęt ratunkowy i identyfikatory i pozwolono udać się na spoczynek ( w tejże sali). Nie pamiętam już jaka była frekwencja, ale wiem, że cała sala była zajęta materacami. Wyznaczono jedynie wąskie uliczki do przemieszczania się ku wyjściu. Nie jestem pewien, czy ta sala była jedynym miejscem noclegowym dla uczestników. Rano podstawiono autobusy i zawieziono nas nad rzekę. Start usytuowany był poniżej zapory w Mylofie. Dostaliśmy plastikowe kajaki i pojemniki na suchą odzież, to na wypadek wywrotki. Wypuszczano nas po jednej osadzie, bowiem tuż za startem pojawiła się pierwsza przeszkoda. Z dużej średnicy rury, pod dużym ciśnieniem wydostawała się prostopadle do nurtu woda, powodując trudność dla nawet wprawnych kajakarzy. Widocznie organizatorzy uznali, że ta rura ma zweryfikować umiejętności załóg i tłumnie zgromadzili się nad brzegiem rzeki w tym miejscu, aby podziwiać nasze zmagania z żywiołem. Nie miałem żadnych trudności z pokonaniem tej przeszkody. Przeszliśmy bez jakichkolwiek perturbacji, zgodnie z wcześniej omówionym planem. Byłem "kapitanem" na naszym statku, ale Rysio, jako starszy i bardziej doświadczony służył mi cały czas radą ( to znaczy rozkazywał). 10 lutego 1984r, to data rozpoczęcia naszych zmagań z zimową rzeką. Nie było zbyt zimno, jak na ten czas. Wprawdzie na brzegach, tu i ówdzie pojawiały się łachy śnieżne, a brzegi rzeki pokrywał cienki lód, to sam środek nurtu był wolny od typowych dla zimy przeszkód. Pojawiały się w nim jednak inne przeszkody w postaci powalonych drzew. Te, w miejscu, gdzie stykały się z wodą były oblodzone i śliskie. Gdyby wpłynęło się na nie kajakiem, ten zmienił by się w deskę surfingową i wywrotka gotowa. Zanim pojechaliśmy na ten spływ, musiałem wysłuchać rysiowych argumentów "ZA", stawiając masę swoich "PRZECIW". Kuzyn wytłumaczył mi jednak, że taki ruch, kiedy jest się właściwie wyekwipowanym, przynosi same korzyści dla zdrowia i tężyzny fizycznej, a w istocie nie różni się niczym od np. zjeżdżania z góry na nartach. Na moje stwierdzenie, że skąpać się zimą, to przecież otarcie się o śmierć, argumentował, że wcale nie prawda, że różnica między rozgrzanym słońcem ciałem w lecie a temperaturą wody w rzece jest większa niż zimą. Przyznałem mu rację.

Zgodziłem się pojechać, kiedy Rysio załatwił mi gdzieś gumofilce na nogi, rzeczywiście nieodzowne, by płynąć zimą w kajaku i nie zamarznąć. Spakowaliśmy po jednym komplecie suchych ciuchów i ręczniki do specjalnej wodoszczelnej bańki i mieliśmy ją cały czas w kajaku, to na wypadek, gdyby jednak zdarzyła nam się wywrotka. Etap przebiegł na szczęście bez jakichkolwiek incydentów. Ci, którzy mieli się wywrócić "skorzystali z okazji" na samym początku, przy sławnej rurze. Inni dopłynęli "na sucho" do mety w Żukowie, gdzie również w szkole mieliśmy nocować. Ponownie podłogi klas zasłane zostały materacami. Z konieczności potworzyły się grupki. Nam dodano do towarzystwa grupę z Wrocławia. Był w tej grupie autor znanego przewodnika dla kajakarzy, Narcyz Bondyr. Otrzymałem od niego autorski egzemplarz tego przewodnika, z dedykacją. Do dziś stanowi cenny podręcznik wodniacki i jest ozdobą mojej biblioteczki. Organizatorzy zadbali też, byśmy się nie nudzili. Były imprezy typowe dla spływów. Można było "obłowić się" nagrodami, a było one, dla nas turystów bardzo wartościowe, bo stanowiły je zwykle sprzęty turystyczne, o które w tamtych czasach było równie trudno, jak o żywność. Wygrałem w jakiejś konkurencji prymus na naftę i kocher z kompletem naczyń turystycznych.

Rysio wygrał jakiś zestaw saperski (łopatka z piłą i siekierką) Jurek jakiś materac, a Józek, nie brał w tej zabawie udziału. Józek pływał dla sportu, dla samego pływania.

Foto: proporzec zimowa Brda'84 awers i rewers


Polska polityka okazała się lepsza od polityk innych krajów tak zwanego bloku wschodniego. Potrafiliśmy zadbać o własne i innych narodów interesy w sposób pokojowy, przy minimalnych stratach w ludziach. Społeczność międzynarodowa doceniła tę pokojową walkę i uhonorowała syna polskiego narodu Lecha Wałęsę Pokojową Nagrodą Nobla, czyniąc tym honor nie tylko dla nagrodzonego, ale dla wszystkich Polaków. Był piąty października 1983 roku. Nagrodę, w imieniu męża odebrała dziesiątego grudnia żona laureata, Danuta. Lech Wałęsa obawiał się, że kiedy wyjedzie po odbiór nagrody, władze odmówią mu prawa powrotu do kraju.

Trzynastego lutego 1984 roku, sejm PRL przedłużył sobie kadencję o półtora roku. Represje wobec podziemia zelżały.

Kolejny etap naszego zimowego spływu miał prawie trzydzieści kilometrów, toteż nic dziwnego, że w krótki lutowy dzień, rozpoczynał się wczesnym rankiem. Wstaliśmy, kiedy było jeszcze ciemno. Na trasie, organizatorzy urządzili wyścig na czas. Wszyscy "dawali po wiosłach" żeby uplasować się jak najwyżej w konkurencji. Nie pamiętam, jak wypadliśmy z Rysiem, ale nie było to odległe miejsce. Z całą pewnością była to pierwsza dziesiątka. Wreszcie meta w Rudzkim Moście i posiłek w zajeździe, który stał przy rzece. Potem był powrót autobusami na poprzednie miejsce zakwaterowania w Żukowie. Następnego dnia przywieziono nas do Rudzkiego mostu i po dziewięciu kilometrach kazano wysiąść z kajaków i ułożyć je na ciężarówkach. Dalsze płynięcie okazało się niemożliwe, bowiem Zalew Koronowski był zamarznięty. Przejechaliśmy autobusami do miejscowości Smukała, skąd już bez przeszkód dopłynęliśmy do Bydgoszczy. Metę wyznaczono przy nabrzeżu Ośrodka Elektrociepłowni Bydgoszcz "Elektron". W szatni urządzono pakowalnię bagaży. Wszystko zostało przeniesione tu z ciężarówek, a kajaki, którymi płynęliśmy, ułożono pokotem na terenie ośrodka. Potem przebraliśmy się w "ludzkie" ubrania, pakując do worów nasze gumofilce, podwójne dresy i podwójne rękawice. Na sali konferencyjnej odbyła się uroczystość zakończenia spływu z rozdaniem dyplomów i nagród.

Byłem do tego czasu wesołym, pełnym wiary w ludzi, młodym jeszcze człowiekiem. Byłem przodownikiem turystyki kajakowej i przewodniczącym wojewódzkiej komisji weryfikacyjnej TOK w Zielonej Górze. Na ten spływ przywieziono mi wiele książeczek TOK do weryfikacji. Miałem je wszystkie schowane w chlebaku. Miałem tam też wszystkie swoje dokumenty w tym prawo jazdy i dowód rejestracyjny samochodu. Także dowód osobisty i pieniądze ( te które mi pozostały i które miałem odłożone na bilet powrotny do domu). Miałem w tym chlebaku też aparat fotograficzny. Porządny jak na owe czasy. Lustrzankę, którą ledwo co otrzymałem "od mikołaja" Zrobiłem nią trochę zdjęć na tym spływie. Cały chlebak ukradziono mi podczas uroczystości zakończenia spływu. Ktoś dostał się do szatni i okradł wielu uczestników, w tym mnie. Było to traumatyczne przeżycie, które rzutuje dotąd na moją postawę wobec bliźnich. Już nie jestem taki ufny jak kiedyś. Stałem się podejrzliwy i widzę w obcych ludziach często złoczyńców, choć przecież wiadomo, że w większości są oni uczciwi i przyzwoici. Ot, takie skażenie po przebytej traumie. Stratę i zdarzenie zgłosiłem na posterunku kolejowym milicji w Bydgoszczy. Nawet nie dostałem żadnej odpowiedzi w tej sprawie. Zostałem ze swoim kłopotem sam. Dotąd nie udało mi się odtworzyć wszystkich dokumentów wówczas posiadanych, nie mówiąc już o powierzonych mi książeczkach TOK. Cały czas zastanawiam się, dlaczego złodziej był aż tak cyniczny i nie podrzucił gdzieś na pocztę niepotrzebnych mu dokumentów i tych nieszczęsnych książeczek, przywłaszczając jedynie wartościowe przedmioty. Widać był złodziejem bez klasy!

W nocy z 12 na 13 lutego 1984 roku zameldowałem się w domu.
Adam Madaj


Udostępnij:

przylodz 30.01.2008 18063 wyświetleń 10 komentarzy 2 ocena Drukuj



10 komentarzy


  • przylodz
    przylodz
    Nowy tekst dodano do "Wiosłem na wodzie pisane" zapraszam.
    - 21.02.2008 22:32
    • Apis
      Apis
      Nowa Sól, Cigacice, Bytom Odrzański, Krosno Odrzańskie pokazują całej Polsce jak wygląda turystyka wodniacka. Tylko pozazdrościć Wam, kajakarzom i wodniakom takiej dbałości o wasze sprawy. Szkoda, że o nas - żeglugę towarową - nie dba się w równym stopniu.
      - 22.02.2008 20:10
      • Apis
        Apis
        Kolejny ciekawy rozdział dodałeś - łezka w oku sie kręci.
        - 06.03.2008 10:51
        • przylodz
          przylodz
          Do cyklu "Wiosłem na wodzie pisane" dodałem nowy rozdział.Zapraszam do czytania.
          - 10.03.2008 15:34
          • przylodz
            przylodz
            Zapraszam na Barycz. Nowy rozdział z cyklu "Wiosłem na wodzie pisane"
            - 12.03.2008 08:20
            • przylodz
              przylodz
              A ja wciąż zapraszam na Barycz. "Wiosłem na wodzie pisane"
              - 14.03.2008 10:45
              • przylodz
                przylodz
                Do "Wiosłem na wodzie pisane" dodano dwa kolejne rozdziały. Zapraszam.
                - 15.03.2008 12:08
                • przylodz
                  przylodz
                  Ciąg dalszy istnieje. Wysłałem właśnie do Kapitana kolejne dwa rozdziały, ale zapewne z powodu "śmiecenia na pokładzie" przez jakiegoś niegodziwca, zamieszczenie tych rozdziałów się opóźnia. Zatem cierpliwości!Wink
                  - 28.03.2008 12:37
                  • Apis
                    Apis
                    Już są dodane
                    - 30.03.2008 13:00
                    • przylodz
                      przylodz
                      "Wiosłem na wodzie pisane" Dodano ciąg dalszy, zapraszam do czytania.
                      - 04.04.2008 19:24

                      Dodaj lub popraw komentarz

                      Zaloguj się, aby napisać komentarz.

                      Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                      Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
                      Niesamowite! (2)100 %
                      Bardzo dobre (0)0 %
                      Dobre (0)0 %
                      Średnie (0)0 %
                      Słabe (0)0 %
                      Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                      Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies