W czystej wodzie ryb brak
Jezioro Bodeńskie to dziś jeden z najczystszych zbiorników wodnych w Niemczech. Paradoksalnie fakt ten może się okazać gwoździem do trumny dla nielicznej grupy rybaków, którzy wciąż żyją z połowów. Bez fosforanów nie ma planktonu, a bez planktonu nie będzie ryb. Cały przemysł turystyczny wokół Jeziora Bodeńskiego uczynił z czystej wody główne hasło reklamowe.
Jezioro Bodeńskie to dziś jeden z najczystszych zbiorników wodnych w Niemczech. Paradoksalnie fakt ten może się okazać gwoździem do trumny dla nielicznej grupy rybaków, którzy wciąż żyją z połowów. Bez fosforanów nie ma planktonu, a bez planktonu nie będzie ryb. Cały przemysł turystyczny wokół Jeziora Bodeńskiego uczynił z czystej wody główne hasło reklamowe.
Gustl Jäger ma na sobie niebieski kombinezon i gumiaki. Po szczeblach metalowej drabinki zamocowanej na nadbrzeżnym murze schodzi do swojej lodzi, długiej na sześć metrów, z niewielkim zadaszeniem. Gdy wypływa na jezioro, wszystko dokoła niknie w wielkim błękicie. Jäger, przed chwilą jeszcze tak rozgadany, naraz milknie. Spogląda przed siebie niczym wilk morski: oczy nieobecne, wpatrzone w dal w poszukiwaniu ryb. Na powierzchni dostrzec ich co prawda nie można. Zobaczyć można jednak, gdzie stoją inne łodzie i gdzie woda ma ..dobry kolor".
W końcu Jäger zarzuca sieci, które w łodzi wyglądają jak ogromna kupa kłaków, a w wodzie przypominają przydługą siatkę tenisową. Mocuje je na bojach oddalonych od siebie na kilometr. Rybacy robią tak co dzień: wieczorem rozstawiają sieci, a rano sprawdzają, ile złapało się w nie ryb. Taki sposób działania nie ma zbyt wiele wspólnego z metodami stosowanymi w rybołówstwie dalekomorskim. Jedyna rzecz, która sprawia wrażenie na wpół nowoczesnej, to boja wyposażona w urządzenie radiowe, dzięki której rybacy odnaleźć mogą swe sieci, znoszone w nocy przez wody jeziora. Ale nawet z innym wyposażeniem połowy nie byłyby lepsze. W Jeziorze Bodeńskim ryby rosną zbyt wolno i wymykają się rybakom przez oka sieci.
TAK DOBRZE, ŻE AŻ ŹLE
Gustl Jäger ma 67 lat i jest jednym ze 140 rybaków czynnych zawodowo na Jeziorze Bodeńskim. Jego twarz naznaczona jest słońcem i burzami ostatnich dziesięcioleci, a białe włosy potargał wiatr. Jezioro zawsze zapewniało rodzinie Jägerów przetrwanie, a gdy raz na jakiś czas nastał chudszy rok. Jägerowie zaciskali pasa i się nie poddawali. Dziadek Gustla dobrze pamięta, jak Niemcy. Austria i Szwajcaria podpisywały rezolucję z Bregenz: pierwszą umowę międzynarodową dotyczącą wielkości sieci i kwot połowowych. Problem zbyt intensywnych połowów wydawał się tu rozwiązany, zanim jeszcze pojawił się na morzach i oceanach. W ostatnich latach z jeziorem zaczęło dziać się jednak coś niedobrego. Ryb jest jakby mniej, a poza tym rosną one coraz wolniej. Paradoksalnie jezioro ma się tak dobrze jak nigdy dotąd. I być może na tym polega główny problem.
- Człowiek wdziera się do środowiska naturalnego w jednym miejscu i nie widzi, że krok ten pociąga za sobą zmiany gdzie indziej - mówi Gustl Jäger. Jezioro łatwo wytrącić z równowagi, trudniej ją natomiast przywrócić.
Dwadzieścia lat temu sytuacja była bliska katastrofy. Wraz z nawozami stosowanymi przez okolicznych rolników oraz środkami piorącymi do jeziora przedostawały się ogromne ilości zanieczyszczeń. Ze względu na zbyt małą ilość tlenu zbiornikowi groziła biologiczna degradacja. Państwa położone nad jeziorem zaczęły więc budować oczyszczalnie, w większości środków piorących wyeliminowano fosforany, wskutek czego jezioro z czasem stało się jednym z najczystszych zbiorników wodnych w Niemczech, a pod względem jakości nic ustępuje dziś wodzie źródlanej. Fakt ten często przytaczany był jako doskonały przykład na to, co można osiągnąć przez aktywną ochronę środowiska.
Rybacy zastanawiają się tymczasem, czy natury nie oczyszczono przypadkiem zbyt gruntownie. Dzięki oczyszczalniom zawartość fosforanów w wodzie spadła z 90 miliardów na metr sześcienny w latach 70. do ośmiu miliardów.
- Przy pięciu możemy dać sobie spokój z rybołówstwem - mówi Jäger. Fosforany stanowią bowiem pożywkę dla planktonu. A gdy ten nie powstaje w wystarczających ilościach, łańcuch pokarmowy ryb ulega przerwaniu. W ubiegłym roku połowy rybaków z Jeziora Bodeńskiego były o jedną czwartą niższe niż w 2005 roku. W ciągu dziesięciu lal populacja okonia zmniejszyła się o ponad połowę. Rybaków jest również coraz mniej. Jeszcze 25 lat temu udzielano rocznie około 300 pozwoleń na połów, dziś wydaje się ich o połowę mniej.
RYBACY NA BEZRYBIU
Za starych dobrych czasów rybacy z okolicy spotykali się zawsze w starej, podniszczonej knajpce, gdzie można było napić się piwa. Wtedy spędzali na wodzie całe dnie, a czasem i noce. Za łodzią ciągnęli sieci, a w knajpie się przechwalali, komu ile udało się złapać. Dziś w jej miejscu znajduje się restauracja z tarasem, na którym spotykają się właściciele jachtów zacumowanych w pobliskim porcie. Zjeść można sielawę w sosie cytrynowym. Kiedyś, jak wspomina Gustl Jäger, jadło się bardzo mało ryb.
- To był posiłek biedaków; a ci tam nie mieli pojęcia, jak się do niego zabrać. Ryby kroili jak sznycel. Restauracje sprowadziły się do regionu za turystami. Dziś jest ich tak wielu, że Jezioro Bodeńskie nie jest w stanie zaspokoić zgłaszanego zapotrzebowania. Dlatego w niektórych jadłospisach znaleźć można ryby z Polski lub z Litwy.
Tego ranka w ogrodzie domku szeregowego, który nie ma nic wspólnego z powszechnymi wyobrażeniami na temat chatki rybackiej, leży tylko kilka skrzynek. Nad sznurami z praniem rozwieszono sieci. Joachim Jäger. syn Gustla. stoi w szopie i przepuszcza okonie przez maszynę do filetowania. W piecu wędzą się ryby.
- Dzisiaj podjąłbym inną decyzję - mówi. - Nie zostałbym rybakiem.
Joachim Jäger ma 36 lat i posiada tytuł kwalifikacyjny w zawodzie mistrz - rybak jeziorowy. Chciał przejąć zawód po ojcu, bo lak każe tradycja. Nie bez znaczenia była również swoboda, z jaką wiąże się praca na własny rachunek, oraz uroki jeziora.
- Pod tym względem na pewno się opłacało, ale zysków z tej pracy nie ma żadnych.
Tego dnia złapali tylko 40 kilo. Z tak skromnych połowów muszą wyżyć trzy osoby. Kiedyś wystarczyło zarzucić sieć w dowolnym miejscu i czekać, aż ryby same się w nią zaplączą. Wtedy w wodzie było tyle fosforanów, że planktonu nie brakowało, a ryby były ogromne: wpadały w oka sieci, zanim jeszcze osiągnęły dojrzałość płciową. Jezioro przypominało jednak tykającą bombę zegarową.
- Tak nie mogło zostać - przekonuje Gustl Jäger. Było jasne, że trzeba podjąć jakieś kroki. Dziś cały przemysł turystyczny wokół Jeziora Bodeńskiego z czystej wody uczynił swe główne hasło reklamowe. Woda dociera poza tym do czterech milionów ludzi za pośrednictwem wodociągów. Zdaniem rybaków jest ona jednak ciut zbyt czysta. A wystarczyłoby przecież kilka miligramów fosforanów, które w żaden sposób nie zaszkodziłyby ludziom. Rybacy zastanawiają się obecnie, czy nie zwrócić się do polityków z prośbą, by odrobinę poluźnili wyśrubowane normy w oczyszczalniach.
POCZEKAMY, ZOBACZYMY
- Można sobie wyobrazić, jak na taka decyzję zareagowałby Związek Turystyki - mówi Roland Rösch, zastępca dyrektora Urzędu ds. Badań nad Rybołówstwem na Jeziorze Bodeńskim. Radzi on rybakom, by zachowali cierpliwość, a powołuje się przy tym na argumenty czysto gospodarcze. Owe pięć lat, w ciągu których połowy rzekomo się zmniejszyły, to jego zdaniem zbyt krótko, by mówić o ogólnej tendencji.
- Zawsze mieliśmy przecież do czynienia z okresowymi wahaniami - twierdzi Rösch.
Swój wywód kończy zaś zaskakującą hipotezą: być może w jeziorze jest obecnie za dużo, a nie za mało ryb, jak sądzić by można po coraz mniej udanych połowach. A ponieważ w wodach jest też mniej pokarmu, ryby rosną wolniej i później osiągają dostatecznie duże rozmiary.
- Kiedyś okoń potrzebował dwóch łat, by zyskać wystarczająca wielkość. Dziś łapie się w oka sieci dopiero po pięciu - mówi Rösch.
Zgodnie z jego rozumowaniem ryby pozostają w jeziorze dłużej, a przez to muszą walczyć o pokarm z rosnącą liczbą konkurentów. To oczywiście tylko jedna z hipotez. Aby uciszyć protesty, rybakom wydano tymczasem pozwolenia na dodatkowe sieci. Teraz, jak podkreśla Rösch. należy odczekać, by ocenić, jak zareagują na to jezioro oraz zasoby ryb.
Tym samym potwierdzają się słowa Gustla Jägera: człowiekowi łatwo wytrącić jezioro z równowagi. Nigdy nie zyska nad nim jednak pełnej kontroli.
Udostępnij:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies