Żegluga parowa na Jeziorze Bodeńskim
Jako impreza ramowa do targów Interboot (patrz artykuł Józka), odbyła się wystawa pod nazwą "Szybka komunikacja, Friedrichshafen i żegluga parowa". Wystawę urządzono w centrum kongresowym Graf - Zeppelin - Haus, malowniczo położonym nad samym brzegiem Jeziora Bodeńskiego, w dniach 23.IX - 25.X.2007.
Jako impreza ramowa do tegorocznych targów Interboot (patrz artykuł Józka), odbyła się wystawa pod nazwą "Szybka komunikacja, Friedrichshafen i żegluga parowa". Wystawę zaprezentowano w dniach 23.IX - 25.X.2007 w centrum kongresowym Graf - Zeppelin - Haus, malowniczo położonym nad samym brzegiem Jeziora Bodeńskiego. Jak tu nie zaliczyć takiej gratki! Załapaliśmy się więc z Józkiem na otwarcie wystawy, podczas gdy nasze małżonki spędzały sobie pogodne dopołudnie na balkonie przy kawce.
Otwarcia dokonał burmistrz Friedrichshafen Josef Büchelmaier. Był szampan, soki, precelki i na zewnątrz gmachu przy pięknej słonecznej pogodzie dowiedzieliśmy się, że Friedrichshafen to nie tylko Zeppelin i Maybach, ale rownież kawał historii techniki związanej z żeglugą porową na Jeziorze Bodeńskim. Scenkę z otwarcia uwiecznił Józek na miłej fotce.
Wystawa, z rozmachem urządzona w foier sali kongresowej, ukazuje niezliczone ilości ciekawych eksponatów, w tym modele statków, makiety portów bodeńskich, zabytkowe fragmenty wyposażenia statkowego,obrazy, ryciny, plansze z opisami statków i żeglugi takich krajów nadbodeńskich jak Szwajcaria, Austria, Badenia, Württembergia czy Bawaria (tak, trzy ostatnie były kiedyś oddzielnymi monarchiami).
Żegluga na Jeziorze Bodeńskim istniała juz za czasów rzymskich. Ten wielki zbiornik wodny kusił do wykorzystania go jako drogę taniego transportu. W wiekach XVII - XVIII ladiny, typowe jednomasztowe żaglowce, przewoziły sól, zboże, żwir i inne towary pomiędzy portami powyższych krajów. W jednej z gablot można podziwiać stary drewniany model owej ladiny, z charakterystycznym prostokątnym żaglem. Ale dopiero wykorzystanie pary do napędu statków spowodowało gwałtowny wzrost przewozów towarowych i pasażerskich.
Pierwsza próba odbyła się w roku 1817, ale parowczyk o imieniu "Stephanie" miał o wiele za słabą maszynę parową aby poradzić sobie ze wzburzonym Jeziorem i nigdy nie wszedł do eksploatacji. Za to druga próba zakończyła się powodzeniem. Amerykanin Edward Church zbudował w roku 1824 we Friedrichshafen pierwszy parowiec z prawdziwego zdarzenia i tym samym rozpoczął erę żeglugi parowej na Jeziorze Bodeńskim. Jego "Wilhelm", zbudowany z drewna dębowego, miał wymiary 32 x 10,8 x 0,9 m i wypierał 60 ton. Kocioł parowy opalany drewnem, produkował parę o ciśnieniu jednej atmosfery. Jednocylindrowa maszyna parowa angielskiej firmy Fawcett z Liwerpoolu osiągała moc 21 KM, co pozwalało "Wilhelmowi" na rozwinięcie prędkości 10,5 km/godz. Mógł zabrać 124 pasażerów, w tym 24 w ogrzewanej kabinie pod pokładem oraz 40 ton ładunku. "Wilhelm" obsługiwał regularnie trasę Friedrichshafen - Rohrschach w Szwajcarii i potrzebował na ten 16 - to kilometrowy odcinek, w pierwszym rejsie przy wzburzonym jeziorze ok. 3 godziny, podczas gdy pocztowy żaglowiec dwa razy tyle. Ów pionierski "Wilhelm" pozostał w służbie do 1847 roku. Jego piękny drewniany model, był jedną z atrakcji wystawy.
Następnym, już znacznie doskonalszym parowcem był "Kronprinz" zbudowany w warsztatach Escher Wyss w Rohrschach w1839 roku. Miał 41,25 m długości, i 10,70 m szerokości. Maszyna parowa o mocy 50 km pozwalała mu osiągnąć prędkość 15 km/godz. Musiał być rzeczywiście dobrym statkiem, skoro w 1870 roku zdecydowano się na wymianę maszyny parowej na silniejszą, o mocy 200 KM (21 km/godz). Zezłomowany został dopiero w 1904 roku.
Bogato ilustrowane plansze pokazują colość żeglugi parowej na Jeziorze Bodeńskim. Przede wszystkim niezliczoną ilość pieknych parowców, wożącymi towary i pasażerów między wszystkimi portami nad Jeziorem. A jest ono rzeczywiście imponujące, ma 63 km długości i jest 14 km szerokie, przy tym bardzo głębokie - aż do 263 m!! Na jednej z owych plansz widać monstrualne Trajektschiffe, czyli promy kolejowe, kursujące od połowy XIX wieku na liniach Friedrichshafen - Romanshorn i Lindau - Rohrschach. Pierwszy z nich został zbudowany przez szkockiego inżyniera Johna Scotta Russella w 1869 roku i nazwany "Dampftrajekt I". Przezwano go "Kohlenfresser" - czyli "pożeracz węgla", co mówi samo za siebie. Pozostał w służbie do 1885 roku. A oto jego wymiary, 70,56 x 18,25 x1,70 m. Wypierał 600 ton. Dwie maszyny parowe po 200 KM, nadawały mu prędkość 12 km/godz.
Wrażenie robi wystawiony w kolejnej gablocie model innego tego rodzaju promu - "Trajektschiff II" z 1874 roku. Przewozy wagonów kolejowych stracily nieco na znaczeniu z chwilą oddania pod koniec XIX wiek kompletnej linii kolejowej wokół Jeziora. Żegluga promowa to do tej pory oczko w głowie armatorów bodeńskich. W 1928 roku powstał pierwszy prom samochodowy - m/f "Konstanz". Zatrudniono go na linii Konstancja - Meersburg, na kórej "orał wodę" przez długie lata. Z biegiem czasu wchodziły do służby coraz to większe i doskonalsze jednostki i w końcu "Konstanz" odstawiono w krzaki. Ale jakże tu dać zginąć tak zasłużonemu pionierowi! W tej chwili staruszek jest pieczołowicie restaurowany i w przyszłym roku, w pelni dawnej krasy, ma stać się plywającym promem - muzeum. Informuje o tym wyczerpująco inna plansza. W tym miejscu nie sposób pominąć innego oldtimera z Jeziora Bodeńskiego - s/s "Hohentwiel". Ten piękny, przed kilkunastu laty niemalże od nowa odbudowany parowiec, doczekał się na Wystawie wlasnego opracowania. Tych, którzy chcieliby coś wiecej wiedzieć o tym statku - odsyłam do naszej galerii fotografii, gdzie w albumie "żegluga egzotyczna", można wystarczająco dużo o nim poczytać.
A czy wiecie kto jest patronem żeglarzy? Święty Mikołaj! Cały jego kult można prześledzić na kolejnej planszy. Zamieszczone zdjecie św. Mikołaja pochodzi z kościoła pod tym samym wezwaniem, z dzielnicy Friedrichshafen - Berg i jest centralnym elementem głównego ołtarza. Obraz ten powstał w 1793 roku, a namalował go artysta malarz Büchelmayr z pobliskiego Tettnang.
Na zakończenie chciałbym opowiedzieć krótką historyjkę, opowiadającą o tym co wydarzylo się podczas rejsu we mgle parowca "Greif". Był 19 grudnia 1932 roku. Ten najstarszy statek pływający na Jeziorze Bodeńskim pod flagą Deutsche Reichsbahn (w służbie od 1878!), spieszył z Überlingen do Uhldingen. Mgla byla tak gęsta, że brzegu nie było widać. Nagle, płynąc z pełną prędkością, wszedł na przybrzeżną mieliznę. Nikt nie wiedział co się stało. Pasażerów cało i zdrowo odwiozły obie łodzie ratunkowe do przystani w Unteruhldingen. Ściąganie "Greifa" z mielizny przez trzy inne statki trwało 4 dni. Po czym dwa z nich , "Stadt Konstanz" i "Stadt Meersburg", odholowały go do Konstancji. Dochodzenie wykazało, że wszystkie przyrządy nawigacyjne działały prawidłowo. Więc co? Okazało się, że po wyjściu statku z Überlingen, sternik zaczął nabijać swoją fajkę i przez nieuwagę stalową tabakierę położył na kompasie. Spowodowało to odchylenie igły o 11° na lewą burtę, czyli w kierunku brzegu. Skutki wiadome. W tym przypadku powodem awarii była fantazja marynarska. Teraz coś takiego nie wchodzi raczej w rachubę. W Niemczech jest coraz mniej miejsc gdzie można palić!
Mirek Rajski
Udostępnij:
Apis 25.10.2007 6663 wyświetleń
4 komentarzy 0 ocena
Drukuj

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies