John Silver i Siuta
Koledzy twierdzą,że mam fotograficzną pamięć ( i maja rację - bo mam! ) i potrafię
odtworzyć szczegół po szczególe historie, które miały miejsce 35 lat temu. Przez wrodzoną grzeczność nie będę zaprzeczać.
Zgodnie z obietnicą (obiecanki cacanki a głupiemu... wymyślili cenzurę) zaczynam pisać, ku swej ogromnej przyjemności, wspomnienia ze SZKOŁY.
Jeśli tylko coś Wam się nie spodoba to krzyczcie, piszcie, a ,,natentychmiast" przestanę WAS nudzić. Zapewniam, że wszystko co napiszę istotnie miało miejsce, znaczy się jest prawdziwe! Żadnych zmyśleń, ,,dodawanek" czy kolorowanek tu nie będzie bo nie ma takiej potrzeby. Koledzy twierdzą, że mam fotograficzną pamięć ( i maja rację - bo mam! ) i potrafię odtworzyć szczegół po szczególe historie, które miały miejsce 35 lat temu. Przez wrodzoną grzeczność nie będę zaprzeczać. Zresztą sami stwierdzicie (czytając o SZKOLE) czy zalewam czy jakby ,,puszczam kasetę i odtwarzam filmiki o faktach,które się naprawdę wydarzyły".
Zaczynam.....
~ ~ ~
Podczas wykładu w starszej od nas V,,c" (matura 1974) profesor o pseudonimie
John Silver (wykładał ,,Hydrologię i meteorologię" i ,,WOC") podnosząc głowę znad biurka powiedział:
- Przepraszam panowie, dyrektor prosił mnie, żeby napisać zaproszenia do nauczycieli. Właściwie to mam problem, bo zastanawiam się jak zaadresować koperty : Ob.(Obywatel), Tow.(Towarzysz) czy Kol.(Kolega)? Może Kol.? Tak będzie najlepiej.
Z klasy odezwał się głos :
- Ob.! Bo to bardziej służbowo, może ktoś nie życzyć sobie być kolegą dyrektora.
- Albo Tow. - odezwał sie ktoś inny.
- Tow. jest bezpiecznie i niech się ktoś spróbuje obrazić....
W sekundę klasa podzieliła się na trzy skandujące obozy. Słychać było tylko
- Tow., Tow, Tow., Tow., Kol., Kol., Kol., Kol., Ob., Ob., Ob., Ob..
- Dziękuję, yyyy, koledzy, napiszę Ob. - Przerwał John Silver.
- Albo Kol. - Dopowiedział ktoś z klasy.
- Tow.
- Kol.
- Ob.
- Tow., Tow., Tow., Tow., Kol., Kol., Kol., Kol., Ob., Ob., Ob., Ob., - wykrzykiwali wszyscy swoje. Hałas i bałagan straszny.
- Yyyy, dziękuję, koledzy, widzę, że z wami nie można. Sam muszę wymyślić.
- Kol.,Kol.,Tow.,Tow.,Ob.,Ob., - szeptali jeszcze ci siedzący najbliżej.
John Silver nie dał się już jednak wciągnąć w pułapkę.
~ ~ ~
W trzeciej klasie doszedł nam nowy przedmiot ,,Mechanika techniczna". Wykładał go inżynier M.
Książkę do tego przedmiotu napisał pan Siuta. Leżała zawsze otwarta na kończącym temat zadaniu - przykładzie. Inżynier M. zawsze przykładowe zadania ,,rozwiązywał" tzn. przepisywał z książki na tablicę. Mieliśmy notować a inżynier M. ,,rozwiązywał". Od stolika, na którym leżała
książka, do tablicy było dwa, trzy kroki. Pan M. na czas przejścia, po przeczytanu linijki zadania w książce, do tablicy, miał przygotowane zdanie, które ciągle powtarzał np.:
- Weźmy... - tu pochylał się nad książką, zapamiętywał pierwszą linijkę, szedł w kierunku tablicy i mówił :
- Nic innego tylko nasze... - tu zaczynał pisać i mówił co zapamiętał - 2 pi er
kwadrat + 4a + 7c równa się... - niestety więcej nie pamiętał, więc wracał do książki, mówił :
- Nic innego tylko nasze... - pochylał się nad książką, czytał i w trakcie wymawiania swego słynnego zdania-przerywnika, wracał już do tablicy i mówił:
- 24b - 2r - Pi er kwadrat + 3d równa się nic innego tylko nasze - i tak aż do szczęśliwego rozwiązania.
Siedziałem w pierwszej ławce więc kiedyś to się zdarzyć musiało. Żeby sprawdzić jak sobie poradzi inżynier M. w ekstremalnych warunkach, doszliśmy do wniosku, że podczas ,,rozwiązywania" zadania, gdy ze słowami ,,nic innego tylko nasze", odwróci się do tablicy, pisząc na niej co zapamiętał - przewrócę mu w książce kilkanaście kartek. Klasa czekała w napięciu. Gdy już połowa zadania była na tablicy a inżynier M. znowu pisał, przewróciłem te
kartki w książce. Inżynier mówił :
- A to się równa nic innego tylko nasze... - podszedł do książki, zobaczył, że jest otwarta na zupełnie innej stronie i bez absolutnie żadnego wahania powiedział :
- Zobaczymy co Siuta pisze na ten temat - przekartkował książkę, znalazł zadanie i ciągnął dalej:
- To się równa nic innego tylko nasze.....
Klapa na całej linii. To nie było śmieszne. Wpadliśmy w depresję. Prozac sprowadzono do Polski znacznie później...
Stanisław Maria Szczepański
Udostępnij:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies