O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.
Artykuły

Berliński malarz obiektywem

Zawdzięczamy mu najpiękniejsze ujęcia z życia wodniaków. Niewielu uczestnikom tak pięknych sekwencji udało się uwiecznić i pozostawić potomnym świadectwo rozkwitu żeglugi śródlądowej. My mamy swojego Mieczysław Wróblewskiego, a Niemcy mają Willy Römera.

Fotografowanie ma na celu rozbudzenie wrażliwości estetycznej na piękno i kształtowanie umiejętności artystycznego spojrzenia na otaczający nas świat. Fotografem, który posiadł wszystkie te cechy był Willy Römer (31.12.1887 - 26.10.1979). Swą życiową pasję rozpoczął w 1903 r. Jako uczeń w Berlińskim Towarzystwie Fotograficznym. W latach 1908-1912 pracował w Paryżu u swojego mentora, Karla Deliusa, później w Niemczech w różnych firmach specjalizujących się w fotografii prasowej. W roku 1918 już stał się samodzielny i w roku 1920 przejął wspólnie z kupcem Walterem Bernsteinem agencję prasowa "Photothek" Firma ta istniała pod nazwą "Photothek Römer & Bernskein "od 31 marca 192 roku do jej zamknięcia przez nazistów tzn. do 30.09.1935 r. Firma należała do najważniejszych agencji prasowych Republiki Weimarskiej. Teksty pod prezentowanymi fotografiami są oryginalnymi opisami fotografii i pochodzą prawie w całości z roku 1950. Fotografie które tu przedstawiam pochodzą z publikacji "Willy Römer, Hafenleben Berlin 1904 - 1932 "i jest to tylko mała cząstka z wielkiego katalogu fotografii z portów berlińskich.

Berlin jako miasto portowe

Opis Berlina jako miasta portowego według wydawcy prac Willego Römera - Dietharta Kerbsa.
"Rzeki napawają poezja duże miasta, przepływają przez nie, dostarczają do miasta jedne towary a inne wyprowadzają. Można stać nad brzegiem rzeki i obserwować jak tętni ona życiem. Rzeki obdarzają ludzi przypływem dali, udziałem w tym co obce. Miasta, które zawdzięczają swą urodę wodzie to Amsterdam, Paryż, Sztokholm. Berlin jako miasto portowe był zawsze emocjonujący. To tu przeładowywano towary, przypływali i odpływali ludzie, rodziły się i upadały wzniosłe idee. Tutaj krzyżowały się drogi z zachodu na wschód, z północy na południe. Choć Berlin zawdzięcza swe powstanie skrzyżowaniu dróg lądowo - wodnych jako miasto portowe stało się stosunkowo późno. I tak w roku 1850 został uruchomiony Landwehrtkanal, w 1852 r powstał port Schöneberger który w latach 1959 - 1960 został zasypany. W 1859 r. Został otwarty Nordhafen i Humboldhafen. Dopiero w roku 1913 został wybudowany Osthafen, największy i najbardziej nowoczesny w owym czasie port w mieście. Wybuch pierwszej wojny światowej przyniósł wielkie spustoszenie, tak że przeładunki portowe spadły do stanu z roku 1900. W roku 1927 - w okresie wzrostu gospodarczego powstał Westhafen, drugi po Osthafenie największy port Berlina. W roku 1938 otwarto Mittelandkanal, który połączył porty berlińskie z zachodnim systemem dróg wodnych. Potem przyszła druga wojna światowa, która pozostawiła po sobie wiele zniszczeń. Berlińskie porty zupełnie przestały spełniać swą funkcję. Rozbudowa portów i infrastruktury portowej ( nowe porty Spandauer, Neuköllnerhafen, Tegelerhafen i Urbanhafen ) przyczyniła się do tego, że we wszystkich tych portach i przeładowniach przeładowano tyle towarów, że w roku 1906 Berlin znajdował się na drugim miejscu wśród niemieckich portów śródlądowych. Statki, które przypływały do Berlina nazwy typu statku posiadały od dróg wodnych z których przybywały lub gdzie zostały zbudowane. I tak barka odrzańska nosiła miano Oderkahn, z Finowkanal - Finowkahn, z Łaby - Elbekahn.

Do wybuchu II wojny światowej do berlińskich portów dostarczały te statki oprócz materiałów budowlanych, węgla, drewna również dużo artykułów spożywczych takich jak warzywa, owoce, ryby. Ten typ transportu odgrywał wielką rolę w zaopatrzeniu miasta. Po zakończeniu II wojny światowej, czyli od 1945 r. Zmieniła się struktura przewożonych ładunków. Zaczęła dominować masówka, przede wszystkim węgiel, ropa naftowa i przetwory ropopochodne, materiały budowlane. Pozostałe towary do przewozu przejęła kolej i transport samochodowy".
I te, najpiękniejsze lata czyli 1904 - 1932 wymalował obiektywem swego aparatu fotograficznego Willy Römer.



Zawdzięczamy mu najpiękniejsze ujęcia z życia wodniaków. Niewielu uczestnikom tak pięknych sekwencji udało się uwiecznić i pozostawić potomnym świadectwo rozkwitu żeglugi śródlądowej. My mamy swojego Mieczysław Wróblewskiego, a Niemcy mają Willy Römera.

Na podstawie "Hafenleben Berlin 1904 - 1932"
Janusz Fafara
Opieka lingwistyczna - Iwona Marszał.


Udostępnij:

Apis 15.01.2010 6233 wyświetleń 8 komentarzy 1 ocena Drukuj



8 komentarzy


  • Teos
    Teos
    Bardzo ciekawy tekst i piękne zdjęcia.
    Dzięki Janusz,
    Pozdrowienia z Renu,
    Teos
    - 15.01.2010 22:38
    • przylodz
      przylodz
      Panie Januszu! Już od dawna podziwiam Pana wycyzelowane teksty i materiały zdjęciowe. Przyznam, że są nie gorsze od chwalonego przez Pana Willi Romera. Pana obrazki zimowe nie mają sobie równych. Gdyby tak zechciał ktoś "namalować" swoim aparatem tętniące życie wodniackie Wrocławia i np. Cigacic... Może jeszcze doczekamy?
      - 18.01.2010 20:46
      • M
        Marek Zawadka
        Ciekawy artykuł. Mi najbardziej przypadł do gustut tekst: "Do wybuchu II wojny światowej do berlińskich portów dostarczały te statki oprócz materiałów budowlanych, węgla, drewna również dużo artykułów spożywczych takich jak warzywa, owoce, ryby. Ten typ transportu odgrywał wielką rolę w zaopatrzeniu miasta. Po zakończeniu II wojny światowej, czyli od 1945 r. Zmieniła się struktura przewożonych ładunków. Zaczęła dominować masówka, przede wszystkim węgiel, ropa naftowa i przetwory ropopochodne, materiały budowlane. Pozostałe towary do przewozu przejęła kolej i transport samochodowy". Tutaj często są dyskusje na temat upadku żeglugi odrzańskiej, a nie zauważamy, iż zmienił się asortyment a co za tym idzie zmieniło się zapotrzebowanie na rodzaj barek. Szkoda, że w Polsce nie udało się wydać zdjęć komandora Wróblewskiego, aczkolwiek Odra swój album posiada. Jakoś tak mało jest publikacji odrzańskich. Może i dużo literatury jest. Ale niestety jakoś brak czegoś czym moglibyśmy się pochwalić. Tak mi się wydaje...
        - 18.01.2010 22:35
        • Adam Reszka
          Adam Reszka
          Panie Januszu! "Opieka lingwistyczna ..." - bardzo sympatyczny akcent współpracy z Panią Iwoną Marszał! Ale nie na to chcę zwrócić uwagę czytelników tego artykułu. Proszę zauważyć, że prawie każda barka w eksponowanym serwisie jest statkiem żaglowym, co widać po masztach, sztangach i jechbumach. Sztangi widoczne na tych fotkach są wykorzystywane jako bomy ładunkowe. Do 1949 r. większość barek wiślanych, zwłaszcza bydgoskich, chodziła często pod żaglami, dokonując też załadunków i rozładunków przy pomocy sztang. Ale kiedy to było?
          - 19.01.2010 16:04
          • K
            kaczor_g
            Panie Adamie
            Też na to zwróciłem uwagę,
            a jak to wyglądało w praktyce?
            Jakiego tonażu to były barki czy szły na tych żaglach załadowane pod prąd?
            Mam również wrażenie, że przynajmniej Odra (nie wiem jak Wisła) była "łysa" prawie nie było drzew na międzywalu.

            Jeszcze jedno spostrzeżenie:
            A jak zaklasyfikować pływający sklep? Smile
            Zgodnie z aktualnym prawem ów sklepikarz musiałby mieć uprawnienia zawodowe stermotorzysty!! oraz świadectwo klasyfikacji statku Smile może uproszczone , ale ....
            Czasem mam wrażenie, że dawniej wszystko było prostsze...
            - 20.01.2010 01:25
            • Adam Reszka
              Adam Reszka
              @kaczor_g: Przepraszam, ale nie znam Pańskiego imienia.

              Były to barki 100. tonowe - drewniane "kafówki" lub "kajlaki" (patrz "Słownik wyrazów profesjonalnych"Wink, stalowe "kanałowki" i 500. tonowe "odrzaki". Stawianie ciężkiego, o dużej powierzchni żagla, przy nielicznej załodze odbywało się z użyciem kabestanu na windzie dziobowej. Barki te szły na żaglach - często na dwóch - wyłącznie pod wodę, bo z wodą nie było takiej potrzeby, ponieważ korzystały one ze zjawiska prędkości ślizgowej idąc samospławem.

              Wisła Pomorska zwana tez "pruską", też była w międzywalu całkowicie "łysa". Zadrzewienie i zakrzaczenie pojawiało się dopiero na Wiśle "ruskiej" od km. 719, ale w pobliżu istniejących wałów przeciwpowodziowych roślinność pienną "golono". Teraz wszystko w międzywalu pozarastało, narażając mieszkańców zawala na podtopienia z powodu stawania zatorów podczas pochodu lodów.

              Ten pływający sklepikarz w owych czasach nie musiał mieć żadnych uprawnień do poruszania się łódką wiosłową. Natomiast znając skrupulatność skarbowych władz niemieckich, był w posiadaniu jakiegoś rodzaju licencji na prowadzenie handlu obwoźnego. Nawet jednorazowi, straganowi przekupnie płacili na targowiskach tzw. "placowe".

              Na podstawie porównywania treści dawnych-przedwojennych przepisów żeglugowych z obecnie obowiązującymi, ja też odnoszę wrażenie, że w czasach dawnych wszystko było prostsze. W cielęcy zachwyt wprowadzają mnie zwłaszcza stare definicje drogi wodnej i nurtu, oraz precyzja określeń związanych z wytyczaniem szlaku żeglownego i ustawiania znaków nawigacyjnych, czego trudno doszukać się w przepisach aktualnie obowiązujących. Był taki moment, w którym z trudem uratowałem obecność tyczek ("wesoły-smutny"Wink w treści tych przepisów, ponieważ nie mieściły się one w przepisach unijnych. Twórcy tego dokumentu nie wiedzieli nawet, że szlak żeglowny na Wiśle od km. 498 do km. 92, jak również na Narwi, Bugu i Biebrzy jest wytyczony tyczkami. Na pozostałej Wiśle nadal stosuje się tyczki jako znaki pomocnicze i zastępcze. Ale żeby o tym wiedzieć, należy te rzeki znać, a ci Panowie widzieli Wisłę tylko z Mostu Poniatowskiego.

              Pozdrawiam - ARes.
              - 20.01.2010 12:51
              • K
                kaczor_g
                Dziękuję Panie Adamie, Grzegorz z tej strony.
                Ile trwała taka jazda np na trasie Płock - Warszawa?
                Jak to dawniej (przed wojną) było zorganizowane. Byli prywatni armatorzy właściciele barek, byli właściciele holowników. Było Państwowe przedsiębiorstwo żeglugowe? Podobne do morskich (armatora Pułaskiego, Piłsudskiego, innych transatlantyków) ? Rozumiem, że jak można było, były warunki to w dół barki płynęły samospławem. A w górę? Była "bitwa"? Lista kolejkowa? Bo przecież wszyscy się nie mogli złapać.
                - 21.01.2010 20:02
                • Adam Reszka
                  Adam Reszka
                  @kaczor_g: Panie Grzegorzu!
                  Jeśli wyszło się z Płocka o godz. 18.00, to "rozkładowo" statek kursowy z Gdańska powinien być w Warszawie o 7.00 dnia następnego, czyli mieścić się w 13. godzinach. Z Warszawy do Płocka godzinę krócej. Statek z dużym zapasem mocy i 45. obrotami kół/min. na którym służyłem w latach 1949-50, jeśli musiał przyśpieszyć i miał zabunkrowany węgiel "z połyskiem", to pędził "po dole" 26 km/h.
                  Szyprowie barek przed wojną byli jednocześnie ich armatorami i właścicielami. Mieszkali na nich z rodzinami. Kiedy dzieci podrastały i obejmował je obowiązek szkolny, wtedy zamożny zazwyczaj szyper kupował mieszkanie, w którym pani "szyprowa" mieszkała do następnych wakacji letnich, kiedy cała rodzina mogła być razem na barce. Sam szyper mieszkał na lądzie tylko w okresie zalodzenia. Niektórzy szyprowie oddawali swoje barki w czarter, najczęściej najsilniejszej na Wiśle firmie armatorskiej - Polskiej Żegludze Rzecznej "Vistula" S.A. Wtedy nie musieli martwić się o ładunek i holowanie. "Vistula" utrzymywała też flotę statków "salonowych" na trasie Warszawa-Tczew, gdzie pasażerowie przesiadali się do Gdyni na luksusowy śrubowiec "Carmen" (marynarze mówili nań "Karmena"Wink.
                  Barki załadowane kamieniem do budowy ostróg chodziły samospławem z kamieniłomu w Nasiłowie (wyżej Puław) do r. 1972 do Warszawy i Płocka. Pod wodę puste holowane były przez holowniki parowe.
                  Załadowane w Gdyni lub Gdańsku barki zarówno przed wojną, w czasie wojny, jak i po wojnie, też holowane były przez holowniki parowe. Holowanie pod wodę odbywało się "w kolei" - czyli jedna za drugą, a z wodą "w ladze" - czyli łączone burtami.
                  Nie było bitew o holowanie. Armator holownika jak i szyper współpracowali z firmami maklerskimi, które ustalały odpowiedni harmonogram ruchu.
                  Nie jestem pewien, czy moja odpowiedź Pana zadowoli. ARes.
                  - 21.01.2010 23:47

                  Dodaj lub popraw komentarz

                  Zaloguj się, aby napisać komentarz.

                  Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                  Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
                  Niesamowite! (1)100 %
                  Bardzo dobre (0)0 %
                  Dobre (0)0 %
                  Średnie (0)0 %
                  Słabe (0)0 %
                  Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                  Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies