O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.
Artykuły

Klassikwelt 2009 - czyli para naprzód!

Klassikwelt - wystawa która podbiła serce każdego miłośnika motoryzacji. Obojętnie, w powietrzu, na lądzie, czy na wodzie, wszystko co zbudowane zostało przed 1973 rokiem znalazło miejsce w halach wystawowych, na pasach startowych czy w basenach portowych.

Klassikwelt - wystawa która podbiła serce każdego miłośnika motoryzacji. Obojętnie, w powietrzu, na lądzie, czy na wodzie, wszystko co zbudowane zostało przed 1973 rokiem znalazło miejsce w halach wystawowych, na pasach startowych czy w basenach portowych. W ciągu czterech dni, od 21 do 24 maja, 42 000 zwiedzających mogło podziwiać szlachetną blachę na wszelkiego rodzaju środkach lokomocji. Friedrichshafen nad Jeziorem Bodeńskim było już po raz drugi gospodarzem tej ciekawej imprezy.

Naturalnie, my skoncentrujemy się na statkach z napędem parowym. Powiedzmy sobie szczerze stateczkach, nawet łodziach. Czternaście takich klejnotów zarejestrowanych jest nad Jeziorem Bodeńskim. Z siedmiu biorących udział w Klassikwelt, cztery pochodziły właśnie z tego akwenu, a trzy z Jeziora Zurych. Wszystkie starannie utrzymane, wypielęgnowane, wypolerowane i cieszące oczy starą techniką funkcjonującą do dziś. Należą nie do milionerów, ale do zapaleńców, którzy swój wolny czas i niemałe środki poświęcają na to drogocenne hobby. Sponsorzy są tu naturalnie nieodzowni. Aby optymalnie przyjąć tak rzadkich gości przygotowano w porcie we Friedrichshafen pływające pomosty do cumowania, które specjalnie do tego celu sprowadzono z Kreuzlingen ze Szwajcarii, ponieważ z wysokiego brzegu portowego nie sposób byłoby osiągnąć te małe statki.

Zacznijmy od największego oldtimera, od parowca „Gustav Prym”. Zbudowany został w roku 1916 na hamburskiej stoczni Theodor Hitzler (nie mylić ze stocznią J.G. Hitzler z Lauenburga), jako motorowa łódź pasażerska. Zamówiona została na potrzeby miasta Konstanz do transportu pasażerów w lokalnych przewozach w zachodniej części Jeziora Bodeńskiego. Jej napęd stanowił silnik benzynowy o mocy 29 KM, prawdopodobnie z Motorenfabrik Bremen, lub z zakładów Benza w Bad Cannstadt. Końcowy montaż stateczku nastąpił w Bodman. Do wybuchu wojny był intensywnie eksploatowany, a w czasie wojny slużył do celów militarnych. Po wojnie był dalej czynny w żegluludze liniowej w rejonie Konstanz. W roku 1965 przekazany został Ochtniczej Straży Pożarnej w Konstancji i przebudowany na statek pożarniczy. W miejsce starego silnika benzynowego otrzymał diesla o mocy 140 KM. W 1985 został wycofany z eksploatacji. Zaledwie rok później wypatrzył go niepoprawny optymista i miłośnik pary, Karl Sailer z Bodmann, wspomnianej mieściny położonej w skrajnie zachodnim zakątku Jeziora Bodeńskiego. Karl Sailer, uwaga panie, pracował 34 lata w firmie Schisser w Radolfzell, znanej w Europie z markowej i nieprawdopodobnie drogiej damskiej bielizny! Cały czas obsługiwał system parowy przedsiębiorstwa. No więc ów pan Sailer nabył wraka (nie wiem za ile, może nawet dostał go za darmo) i w ciągu dziesięciu lat i ponad 10 000 godzin pracy zrobił z niego cacko. Każdy szczegół został z miłością odtworzony. Silnik diesla usunięto i zastąpiono maszyną parową. Rejs próbny odbył się w 1997 roku, a w 1999 "Gustav Prym" został zarejestrowany jako statek pasażerski na Jeziorze Bodeńskim. Kiedyś zaprojektowany dla 50 osób, dzisiaj zabiera w bardziej komfortowych warunkach 12 posażerów.
Kadłub "Gustava Pryma" zbudowano z blach stalowych całkowicie nitowanych. Jego napęd stanowi obecnie angielska maszyna parowa, wyprodukowana w firmie W. Sisson & Co, Gloucester, w roku 1906 (nr. fabr. 726). Jest to trzycylindrowa maszyna parowa podwójnego rozprężania o średnicach cylindrów 4"/6"/8,25", skoku tłoka 8" i mocy 25 KM przy 300 obr/min. Sterowanie Marshalla, suwaki tłokowe. Zawieszona prądnica wałowa 24 V, przetwornica 24/220 V, oraz dwie pompy próżniowe. „Prym” posiada również agregat diesla 220 V, o mocy 2,2 KW. Trzyskrzydłowa śruba napędowa ma średnicę 30" i skok 40". Prędkość statku wynosi 13 km/h.
Nowoczesny kocioł parowy zbudowała w 1988 roku firma Knetsch z Siegen. Jest to leżący kocioł wodnorurkowy o powierzchni grzewczej 14 m2 i ciśnieniu pary nasyconej 14 bar. Opalany jest paliwem płynnym (dwa palniki). Wymiary „Pryma”: 12,50 x 3,16 x 8,90 m. Wyporność pusto 10,5 t.

Bardzo ciekawa jest historia maszyny parowej, którą opowiedział mi Karl Sailer. No więc owa przepiękna maszyna parowa przeznaczona została w 1906 roku dla angielskiego kutra "Shamrock" z Windermere w północnej Anglii. Po czterdziestu latach została z niego wymontowana i zastąpiona silnikiem diesla. Ale Anglicy, znani z szacunku dla zabytków, nie wyrzucili jej na złom tylko przekazali do muzeum techniki i to dokąd! Do San Diego w Kaliforni. Karl Sailer w poszukiwaniu silnika parowego dla swojego "Gustava Pryma" natknął się w jakiś sposób na to cudo na końcu świata. Decyzja była szybka. Wsiadł w samolot, kupił, przywiózł. Maszyna była w doskonałym stanie technicznym. Poza wymianą pierścieni tłokowych i nielicznymi naprawami natury kosmetycznej, gotowa do startu. Chodzi miękko, bezszmerowo i jest skrajnie niezawodna. Mimo całego uprzedzenia do poczucia humoru Anglików, Karl Sailer uważa, że ich maszyny parowe są najlepsze, lepsze nawet od szwajcarskich. Kiedy przed paru laty odwiedził nowych właścicieli kutra "Shamrock" w Windermere, nie mógł wyjść ze zdziwienia. Kuter ma znowóż maszynę parową! Ten z zamiłowania marynarz zwierzył mi się po dwóch piwach: "Panie Mirku, z Anglikami zawsze mogliśmy dojść do ładu, naszym wspólnym problemem są tylko Francuzi".

Tak na marginesie, "Gustav Prym" ma bliźniaka o nazwie "Deutschland" (!), któremu o wiele gorzej się poszczęściło. Rdzewieje teraz gdzieś w tataraku koło wyspy Mainau. Jeszcze tylko słówko co to za jegomość ów Gustaw Prym - był to szacowny obywatel miasta Konstanz, który zrewolucjonizował zapinanie damskich bluzek. Wynalazł zatrzaskę!!

Drugim co do wielkości statkiem parowym biorącym udział w Klassikwelt, jest "Felicitas", należący do pani Felicitas Schmid z Wasserburga w pobliżu Lindau. Jest to całkowicie nowa konstrukcja budowy austriackiej, stylizowana na parową łódź z początku ubiegłego wieku, a urządzenia napędowe są wiernymi kopiami tych niegdysiejszych.

Drewniany kadłub z mahoniu, kształtowo klejony (tzw. metoda WEST), powstał w warsztatach Helmuta Biatla w Hard, w najmniejszym austriackim kraju związkowym Vorarlberg, w 1991 roku. Budowę nadzorowało towarzystwo klasyfikacyjne ABS. Ma on wymiary 10,75 x 2,52 x 0,55 m. Nośność 5,0 ton. Pędnikiem jest trzyskrzydłowa śruba odlana z brązu, o średnicy 25" i skoku 35". W tymże samym roku zbudowana została maszyna parowa dla "Felicitas" przez firmę E. Stark z Götzis w Vorarlberg. Jednocylindrowa, o średnicy cylindra 114,3 mm i skoku tłoka 101,6 mm, ma sterowanie Stephensona i suwaki tłokowe (bezolejowe, wykonane z tytanu). Rozwija moc 12,8 KM przy 300 obr/min, co zapewnia statkowi prędkość 7 węzłów. Również w 1991 roku i również w Vorarlberg, w Lauterach, w firmie Huggler wyprodukowano kocioł parowy, pięknie stylizowany wg. projektu Romana Schaffera. Jest to tzw. Clyde-Boiler, leżący, ogniorurkowy o powierzchni grzewczej 6,84 m2, pojemności 350 l i ciśnieniu pary 12 bar. Opalany drewnem. Ciekawostka: Ta sama firma, Emil Huggler wyposażyła w kotły legendę Bodensee, wspaniale odrestaurowany bocznokołowiec "Hohentwiel", o którym już nieraz wspominałem na naszych łamach. O ile wiem Huggler już nie istnieje, a "Hohentwiel" cieszy się nadal niesłabnącym powodzeniem. "Felicitas" może zabrać 14 pasażerów.

Jezioro Bodeńskie

Następnym małym parowcem pochodzącym z Jeziora Bodeńskiego jest stacjonująca w Konstanz "Patricia", będąca własnością Andreasa Ellegasta. Zbudowano ją w Anglii około roku 1905, stocznia nieznana. Kadłub, do którego budowy użyto drewna mahoniowego i dębowego zbudowano metodą Karweel, gdzie poszczególne elementy łączy się czołowo, na styk. Ma kształt angielskiej pinasy admiralicji. Wymiary: 8,20 x 2,20 x 0,70 m. Nośność 2,90 t. Napędzana jest trzyskrzydłową śrubą z brązu o średnicy 18" i skoku 24". "Patricia" ma ciekawą, o rzadko spotykanej konstrukcji, maszynę parową. Niestety, nie jest mi znane jaki napęd miała poprzednio. Obecna maszyna zbudowana zastała przez Semple Engine Company (typ 664 DL), w Saint Louis w USA, w roku 1991. Dwucylindrowa (w układzie V), podwójnego działania, o średnicach cylindrów 3" + 5" i skoku tłoka 4". Sterowanie mimośrodowe, suwaki płaskie. Osiąga moc 10 KM przy 600 obr/min, co zapewnia "Patricii" prędkość 6 węzłów. Kocioł parowy pochodzi z firmy Knetsch z Siegen, r.bud. 1988. Jest to stojący kocioł ogniorurkowy. Powierzchnia grzewcza 4,10 m2, cinienie pary nasyconej 10 bar, pojemność 75 l. Opalany jest drewnem lub węglem.

Ta mała "Patricia" dała się niedawno poznać jako niezła aktorka. Pod nazwą "Blitz II" zagrała w serialu telewizyjnym "Das Rätsel der Sandbank" ("Zagadka mielizny")! Niestety, nie miałem szczęścia sfotografować jej na tegorocznym Klassikwelt. Ale z pomocą przyszedł właściciel "Patricii", Andreas Ellegast i podrzucił mi kilka jej zdjęć.

A teraz coś o parowej łodzi "Butterfly" (nazwać tego malucha statkiem byłoby przesadą). Właścicielem jej jest Friedrich Straub z Allensbach, miejscowości leżącej w zwężeniu Jeziora Bodeńskiego zwanym Untersee. Zbudowana została jako łódź motorowa w stoczni Grimm w Gottlieben na szwajcarskim brzegu Untersee, w roku 1950. Na parowiec przebudowano ją w roku 2006. Kadłub drewniany, dąb, wykonany metodą Karweel. Wykończenie środka łodzi - modrzew, pokład z drewna tekowego. Kil konstrukcji mieszanej, stal / drewno. Wymiary: 8,40 x 1,90 m, ciężar 780 kg. Dwucylindrowa maszyna parowa podwójnego działania typu Beaumaris Mills, zbudowana została przez Norberta Drechslera z Bodmann w 2004 roku. Obydwa cylindry mają jednakową średnicę 70 mm, suwaki tłokowe. Moc 4,4 KW przy 350 obr/min, prędkość max. 7 węzłów. Czteroskrzydłowa śruba napędowa ma średnicę 20" i skok 40". Kocioł wodnorurkowy budowy szwajcarskiej (2004), wyprodukowany przez WAFAG AG we Flawil. Powierzchnia grzewcza 5,4 m2, ciśnienie pary max. 12 bar, pojemność 62 l. Opalany drewnem lub węglem.

Ciekawą, bo najstarszą jednostką przybyłą na spotkanie parowców we Friedrichshafen, jest szwajcarska "Minette" z Jeziora Zurych. Zbudowana została w Anglii jako kuter rybacki ok. 1895 roku. Poszycie kadłuba wykonane systemem Karweel, materiał drewno tekowe. Wymiary: 7,35 x 1,85 x 0,55 m, ciężar 2,25 t. W 1982 roku nabyła tą jednostkę firma Don Merret i z całym pietyzmem odrestaurowała (nowy salon na rufie). W 1991 roku wędruje "Minette" do Szwajcarii (P. Sennhauser). Ostatnim właścicielem jest Heini Raufer ze Stäfa nad Jeziorem Zurych (od 2003).

Obecne mechanizmy napędowe zostały zabudowane w latach 1984 - 1985. Maszyna parowa pochodzi z roku 1900 i wyprodukowana została przez zakłady Liquid Fuel Engineering w Anglii. Jest to dwucylindrowa maszyna parowa podwójnego działania o średnicach cylindrów 2,25" + 4,75" i skoku tłoka 3,5". Sterowanie Stephensona, suwaki tłokowe. Moc nieznana, 300 obr/min, prędkość ok. 5 węzłów. Kocioł parowy powstał w firmie Don Merret w Tewksbury. Jest to kocioł wodnorurkowy typu Lune Valley o ciśnieniu pary 10 bar, opalany drewnem lub węglem. Trzyskrzydłowa, brązowa śruba napędowa ma średnicę 20" i skok 28".

Pojawiła się także nowa konstrukcja, łódź parowa "Seraphine" płwająca pod banderą Szwajcarii i pochodząca z Jeziora Zurych. Zbudowała ją w 1999 roku Wagner Bootswerft w Eschenz na szwajcarskiej stronie Renu, tuż po jego wyjściu z Jeziora Bodeńskiego. Projekt H.Barth i P. Wagner. Wymiary: 6,60 x 2,20 x 0,60 m, ciężar 1500 kg. Poszycie kadłuba - sklejka, wykończenie wnętrza - mahoń. Ciekawe, że zawsze na tych jednostkach musi być coś starego, jak nie kadłub to coś z techniki. I tak jest również w tym przypadku. Maszynę parową "Seraphine" nie wiadomo kto i kiedy zbudował. Jest to dwucylindrowa maszyna parowa podwójnego działania, typu Stuart 6A o średnicach cylindrów 2,5" + 4" i skoku tłoka 3". Ma moc 5 KM przy 350 obr/min, sterowanie Stephensona. Natomiast kocioł parowy jest nowy. Zbudowała go brytyjska firma Franklin & Bell. Jest to stojący kocioł ogniorurkowy o wydajności 108 kg pary na godzinę, opalany drewnem lub węglem. "Seraphine" ma trzyskrzydłową śrubę napędową wykonaną z brązu, o średnicy 16" i skoku 24". Jej właścicielem jest Richard Müller z Obfelden nad Jeziorem Zurych.

Niestety, nie udało mi się znaleźć żadnych danych na temat ostatniego uczestnika tegorocznego Klassikwelt, łodzi parowej "Anastasia". Jeszcze niedawno pływała pod banderą Austrii, dopiero w tym roku sprzedana została do Szwajcarii na Jezioro Zurych. Wiem tylko że jej maszyna parowa będąca wierną kopią angielskiej maszyny z początków zeszłego stulecia, powstała ok. roku 1980 w Austrii i ma moc ok. 5 KM. Być może uda mi się coś znaleźć w późniejszym czasie.

Czterodniowe spotkanie tych pływających zabytków techniki zakończyło się porywającym wyścigiem na redzie portu Friedrichshafen. Zwycięstwo nie było ważne, zbyt wielki był rozrzut możliwości poszczególnych jednostek. Ważnym był udział w biegu i dopłynięcie do mety możliwie nie na szarym końcu. Za to ryk parowych syren i upuszczanie pary z kotłów, wprawiały w zachwyt tłumy gapiów obserwujących wyścig z brzegu. Z kronikarskiego obowiązku powiem tylko, że wygrała "Minette" przed "Gustavem Prymem". Na drugi rok, jak zapowiedziano, ma przybyć na Klassikwelt jeszcze więcej parowców, na co z góry się cieszę!

W Niemczech i w Austrii istnieje ponad 50 takich parowych cacek, a ich właściciele, załogi czy nawet tylko hobbyści napędu parowego zrzeszeni są w związku Deutsche Dampfboot-Verein (DDV), którego przewodniczącym jest Karl Sailer (ten od "Gustava Pryma"). Obecnie DDV liczy 170 członków. W zeszłym roku świętował 25-tą rocznicę powstania, uświetnioną zlotem parowców w Bodman, portu macierzystego "Gustava Pryma". DDV ściśle współpracuje z podobnym związkiem ze Szwajcarii, Vereinigung Schweizer Dampfbootfreunde (VSD), które zrzesza załogi ok. 30 parowczyków rozsianych po wszystkich jeziorach szwajcarskich.

A teraz zapraszam do obejrzenia wybranych zdjęć z tegorocznego Klassikwelt we Friedrichshafen. Pogoda dopisała więc i fotki się udały. Andrzej chyba mi wybaczy, że obok statków zamieściłem też kilka fotografii innych obiektów z Klassikwelt, ale nie mogłem się oprzeć pięknu tej starej blachy.
Mirek Rajski








Udostępnij:

Apis 15.06.2009 18376 wyświetleń 13 komentarzy 7 ocena Drukuj



13 komentarzy


  • x5
    x5
    Jestem oczarowany tym co tutaj zobaczyłem i przeczytałem.
    Mirek jesteś Mistrzem ceremoni i prezentacji wszystkiego co pływa po Jeziorze Bodeńskim.
    Wiem jak wiele pracy kosztowało Cię przygotowanie tego wspaniałego fotoreportażu.Wiem też,że wszystkie zdjęcia zrobiłeś Ty i Twoja żona Alinka.
    Dzięki takim artykułom możemy podziwiać to co stare i piękne w żegludze śródlądowej.
    Jaka szkoda, że w Polsce pozostał "pod parą" tylko jeden parowiec "Nadbor".Miejmy nadzieję,że weźmie on również udział w spotkaniu Oldtimerów jakie odbywają się w Niemczech i Holandii.
    Jeszcze raz gratuluję świetnego artykułu.
    Pozdrawiam z Harzu
    Józek
    - 16.06.2009 15:21
    • mjwrzosek
      mjwrzosek
      Mirku-serdeczne dzięki za świetny artykuł o pięknych starych parowcach pływających na J.Bodeńskim. Szacunek do"pary" pozostał ci pewnie jeszcze z czasów szkoły,przecież mieliśmy taki przedmiot- maszyny parowe. A pamiętasz jak nazywał się pan ,który uczył maszyn parowych? W latach 60-siątych widziałem w Warszawie statki parowe tzw. bocznokołowce i tylnokołowce,które były wtedy jeszcze sprawne-dzisiaj już po nich nie ma śladu.Pozdrawiam z Tomaszowa-Maz. Mietek.
      - 16.06.2009 22:34
      • miroslaw rajski
        miroslaw rajski
        Hallo Mietek! Dziękuję za miłe słowa i to w podwójnym wydaniu.
        Przypadkowo wiem jak nazywali się nauczyciele naszych parowych przedmiotów, nie dlatego że mam taką świetną pamięć ale zachował mi się zeszyt z kotłów i maszyn parowych, gdzie zanotowałem ich nazwiska. No więc "kotłów parowych" (r.szk. 1965/66) uczył nas inż Kałamerski ze Stoczni Zacisze, a "maszyn parowych" (r.szk. 1966/67) inż Andrzejewski (chyba dochodził z Biura Projektów i Studiów Taboru Rzecznego). Wiem, że wszyscy bardzo lubiliśmy Kałamerskiego, facet do rany przyłożyć! Często zabierał nas do stoczni żebyśmy sobie pooglądali jak powstają statki. A były to czasy "Flory" i "Emilii"! Za to Andrzejewskiego nie mogę sobie za nic przypomnieć.
        Serdecznie pozdrawiam, Mirek
        - 17.06.2009 05:57
        • mjwrzosek
          mjwrzosek
          Witaj Mirku!
          Dziękuję za odpowiedz ,era pary w żegludze i nie tylko- miała wieki wpływ na rozwój techniki i świata.Pracując w Żegludze przewoziliśmy z Bielinka piasek na tzw. podsypki dla kopalń na Śląsku/Gliwice/.W Bielinku czekając na załadunek miałem przyjemność oglądać piękną maszynę parową na pogłębiarce,która wydobywała piasek .Wracając do naszej Szkoły i przedmiotu "kotły i maszyny parowe" jak ja pamiętam to był jeden przedmiot i jak chodzi o wykładowcę przypominam sobie nazwisko mgr.inż.Przemysław Para.Pamiętasz jak nazywał się wykładowca przedmiotu- termodynamika a jak nazywał się wykładowca od geografii ,który miał ksywę"koma".Serdecznie pozdrawiam-Mietek W.
          - 18.06.2009 23:05
          • Teos
            Teos
            Mirku, dzięki za ciekawy artykuł, muszę przyznać że zazdroszczę Ci możliwości bycia na Takiej Imprezie ;-)
            Dzięki temu że pływam na terenie Niemiec miałem okazję zobaczyć kilka oldtimerów pod parą - niezapomniane przeżycie.
            Niestety w Polsce o ile wiem nie ma żadnego parostatku na chodzie. "Nadbór" jest przywracany do życia, ale wydaje mi się że jeszcze "pod parą" nie jest. Jeżeli jest inaczej byłbym mile zaskoczony.
            - 19.06.2009 18:01
            • miroslaw rajski
              miroslaw rajski
              Tadeusz, nie zapominajmy o "Kunie". Sprawdziłem jej dane, ma maszynę parową! Jak "Nadbór" kiedyś odpali, to będą dwa parowce w Polsce. Dość cienko. Ale wierzę że trzeci, wiślany parowczyk Koja, ujrzy kiedyś światło dzienne.
              A teraz Mietkowi. No więc ja też nie przypominam sobie czego uczył nas Przemysław Para (a uczył napewno czegoś), ani kto uczył nas termodynamiki (przed tym przedmiotem wszyscy mieli niezłego pietra). Za to "Komę" z jego kędziorem mam do tej pory przed oczami. Niestety też nie wiem jak się nazywał. Wiem tylko, że pochodził z bliskiego wschodu ( nie mam tu oczywiście na myśli Lwowa). Zawsze z dumą mawiał, taki mały Izrael a trzęsie całym wielkim światem arabskim!
              Serdecznie pozdrawiam, Mirek
              - 19.06.2009 21:17
              • Teos
                Teos
                No cóż..., niestety nadal będę się upierał przy swoim ;-(
                W Polsce nie ma statku napędzanego maszyną parową na chodzie. O "Kunie" nie zapomniałem, była parostatkiem ale już nie jest - http://www.kuna.gorzow.pl/pages/kuna_...statku.pdf
                Wierz mi, tym razem naprawdę wolałbym nie mieć racji.
                - 19.06.2009 22:06
                • mjwrzosek
                  mjwrzosek
                  Siema Mirku! Jak ja pamiętam to P.Para uczył nas kotłów i maszyn parowych a termodynamiki p.Gross/ imienia nie pamiętam/,który pracował na Politechnice Wrocławskiej,faktycznie był wymagający ale ja b. lubiłem ten przedmiot."Komę", który uczył nas geografii i ekonomiki wizerunkowo pamiętam ale nazwiska nie przypominam sobie. Pozdrawiam Mietek W.
                  - 19.06.2009 22:33
                  • M
                    Marand
                    Kuna nie jest juz statkiem parowym,troche szkoda,ale mimo tego prezentuje sie pieknie.Co do Nadbora to bylem przekonany,ze jest on w pelni gotowy do drogi,bylem nawet pewien,ze w latach 80-tych widzialem go we Wrocku poruszajacego sie o wlasnych silach.Widocznie cos wtedy przeoczylem.
                    - 20.06.2009 09:58
                    • miroslaw rajski
                      miroslaw rajski
                      Witajcie!
                      No więc Mietek, co do wykładowcy z termodynamiki zgadzam się. Był nim rzeczywiście inż. Gross z politechniki. Kawał chłopa jak samo nazwisko wskazuje. Natomiast inż. Para nie uczył nas napewno "parowych" przedmiotów. Ale żeby nie przedłużać tych wspomnień na niezbyt do tego celu przeznaczonym miejscu, posyłam Ci e-mail.
                      Swoją drogą, szkoda że spis nauczycieli TŻŚ w naszym pomnikowym dziele "Zakończony rejs" jest tak bardzo niekompletny. Nie mogłem w nim doszukać się małzeństwa Rynowieckich, którzy przez cztery lata uczyli nas fizyki. Często zabierali nas na politechnikę, żeby pokazać nam np. jak funkcjonują liczniki Geigera! Byłbym wdzięczny gdyby ukazał się kiedyś spis wszystkich nauczycieli TŻŚ, nawet tych uczących krótko przedmiotów zawodowych, jako suplement do "Zakończonego rejsu". I wtedy nie dyskutowalibyśmy z Mietkiem po czterdziestu latach kto nas uczył czego. Przedsięwzięcie bardzo poważne, ale czasu coraz mniej!
                      Co do "Kuny" to bardzo mi przykro że nie napędzany jest maszyną parową. Trudno. A może jednak kiedyś?
                      Pozdrawiam, Mirek
                      - 20.06.2009 13:35
                      • Teos
                        Teos
                        Byłem na Nadborze w 97 r, trwały prace nad reanimacją napędu parowego, jaki jest stan na dzisiaj - nie wiem.
                        - 24.06.2009 11:00
                        • Wojciech Rytter
                          Wojciech Rytter
                          #12 9.06 2009 Kochani,mozna?Oczywiscie,ze tak.Oto przyklady dzialalnosci Madrych i oddanych Ludzi.A u nas ...99%parowcow zniknelo bezpowrotnie....WIELKA<WIELKA SZKODA. Pozdrawiam serdecznie. Wojtek Rytter.Plock Nadwislak. wojryt@gazeta.pl
                          - 09.07.2009 21:00
                          • miroslaw rajski
                            miroslaw rajski
                            Jak wszyscy na pewno zauważyli, w artykule brakuje zdjęć. Bardzo żałujemy. Niestety, funkcja „prezentacja”, dzięki której mogliśmy oglądać cały szereg fotografii nie jest już możliwa. Ale zawsze można coś zreanimować Smile Poniżej przypomnę kilka ujęć „Gustava Pryma” z owego pamiętnego, majowego dnia 2009 we Friedrichshafen:

                            abload.de/img/nr109tjfz.jpg

                            abload.de/img/nr11wkk0u.jpg

                            abload.de/img/nr12skjsw.jpg

                            abload.de/img/nr132pjc9.jpg

                            Maszynownia parowca:

                            abload.de/img/nr146pkci.jpg

                            W międzyczasie wpadł mi w ręce krótki, ciekawy fragment początków „Gustava Pryma”. Jak wiadomo zbudowany został w roku 1916, czyli w środku pierwszej wojny świwtowej. Więc zamiast podjąć planowe rejsy z pasażerami po Konstanckim Lejku, został zarekwirowany przez wojsko i przeznaczony do służby patrolowej. Jego załoga składała się z czterech ludzi: kapitan, marynarz i dwóch uzbrojonych w karabiny żołnierzy (w praktyce starszych rezerwistów). Ich zadaniem było tropienie przemytników, oraz wyłapywanie dezerterów szukających schronienia w pobliskiej Szwajcarii. Służba wojskowa „Gustava Pryma” trwała dwa lata. W roku 1918 zastał zwrócony prawowitemu właścicielowi, czyli administracji miasta Konstanz.

                            „Gustav Prym” w swojej pierwotnej postaci jako motorowiec. Niestety nie mogę powiedzieć kiedy powstało to zdjęcie, przed- czy po wojnie. Ze zbiorów „Allgäukapitän“, bodenseeschifffahrt.de:

                            abload.de/img/nr1vtk33.jpg

                            Co najmniej dwa razy statek zrobił „wycieczkę” poza Jezioro Bodeńskie.
                            Latem 2003 wybrał się ciężarówką do Rapperswil nad Jezioro Zurych. Z Konstanz to tylko 90 km. Świętowano wtedy dwudziestolecie istnienia dwóch organizacji: Vereinigung Schweizer Dampfbootfreunde i Oldteimer – Boot – Clubs Zürich. Zorganizowany został wielki zlot historycznych, parowców, motorowców i łodzi żaglowych. W sumie ok. 60 jednostek.
                            W rok później „Gustaw Prym” odbył znacznie dłuższą podróż, również do Szwajcarii, nad jezioro Murtensee. Z Konstancji po górzystych drogach to grubo ponad dwieście kilometrów. Zapewne chciał odwiedzić swego protoplastę i wzorzec - „Siriusa”! Nad Murtensee spędził cały sezon 2004. Niestety, żadnego zdjęcia „Pryma” z tej wyprawy nie udało mi się znaleźć. Za to przynajmniej jego (niepełny) rozkład jazdy!

                            abload.de/img/nr231gksa.jpg

                            „Gustav Prym” w konstanckim porcie, wrzesień 2007. Foto: Gero von Enz:

                            abload.de/img/nr204bk97.jpg

                            Karl Seiler, właściciel parowca z uwagi na swój wiek postanowił sprzedać statek. Idealnym nabywcą okazało się stowarzyszenie Förderverein Yachtsport Überlingen. Jest to dość zamożna organizacja, ktróra za cel stawia sobie popularyzację i rozwój sportu jachtowego na Jeziorze Bodeńskim, a w szczególności w jego zachodniej części, Überlinger See.
                            Stowarzyszenie własnym sumptem nabyło i zaledwie w ciągu jednego roku wyremontowało starą, zrujnowaną stocznię jachtową Kellerwerft w Überlingen. Uroczyste otwarcie stoczni, połączone z zakupem „Gustava Pryma” odbyło się latem 2019. Stocznia ma specjalizować się w remoncie i restauracji zabytkowych jachtów wszelkich typów. Nic dziwnego, że jednym z pierwszych jej „pacjentów” był własny „Gustav Prym”. Co prawda w roku 2012 dokonano przeglądu jego urządzeń napędowych, ale po dwudziestu latach eksploatacji wymagał czegoś poważniejszego. Zimą 2020/21 na stoczni Kellerwerft parowiec poddany został kapitalnemu remontowi.

                            Na slipie przed stocznią Kellerwerft 13 marca 2021.

                            abload.de/img/nr30sjld.jpg

                            Podczas wodowania po generalnym remoncie 1 kwietnia 2021. Foto Hilser, Stefan:

                            abload.de/img/nr2i7kwv.jpg

                            Nie odmówię sobie żeby nie pokazać pięknie odrestaurowanego wnętrza stoczni Kellerwerft. Foto Wolfgang Scheide, mikado-online.de:

                            abload.de/img/nr5pvk1l.jpg

                            „Gustav Prym” w Überlingen 29.08.2021. Foto Daniel Wien, Binnenschifferforum:

                            abload.de/img/nr213mksi.jpg
                            - 25.03.2022 15:37

                            Dodaj lub popraw komentarz

                            Zaloguj się, aby napisać komentarz.

                            Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                            Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
                            Niesamowite! (7)100 %
                            Bardzo dobre (0)0 %
                            Dobre (0)0 %
                            Średnie (0)0 %
                            Słabe (0)0 %
                            Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                            Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies