La Gomera
Chciałem Wam tym razem opowiedzieć o swojej letniej podróży na wyspy kanaryjskie.
Również tam odbywa się żegluga przez duże "Ż".
Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Przekazuję tą drogą wszystkim załogantom naszej wirtualnej łajby najserdeczniejsze życzenia i dedykuję Wam ten gwiazdkowy artykuł. Niech będzie przeciwwagą dla smutnej na razie pogody za oknami i w razie potrzeby ociepli atmosferę Gwiazdki.
Chciałem Wam tym razem opowiedzieć o swojej letniej podróży na wyspy kanaryjskie. Również tam odbywa się żegluga przez duże "Ż". Chcąc wygodnie dostać się do celu naszej podróży musieliśmy przemieszczać się wieloma środkami transportu, tj. autem, pociągiem, samolotem, promem i motorówką.

Archipelag kanaryjski składa się z siedmiu wysp: Lanzarote, Fuerteventura, Gran Canaria, Teneriffa, La Gomera, El Hierro i La Palma. Najmniejszą jest La Gomera ze swym słynnym miastem San Sebastian. To właśnie stąd ponad 500 lat temu admirał Krzysztof Kolumb wyruszył w swój rejs odkrywający Nowy Świat.
Nasze życie zawodowe na śródlądowych drogach wodach daje nam również możliwości odkrywania nieznanych miejsc. Czasami zawijamy do portów, których wcześniej nie mieliśmy okazji poznać. Może nie zawsze trafiamy tam prowadząc nasze statki, ale warto o nich napisać np. przy okazji spędzanych tam urlopów.
Hamburg jest jednym z największych morskich i rzecznych portów na świecie. Tym razem byłem w jego w porcie lotniczym i wraz z Martą moją żoną wsiadaliśmy do Boeing'a 737.

El Cabrito - ekologiczny wypoczynek nad Atlantykiem
Była sobota 12 lipca i Hamburg żegnał nas chłodną deszczową pogodą. Celem naszej podróży jest La Gomera. Po 5-cio godzinnej podróży wylądowaliśmy na Tenerryfie w jej południowym porcie lotniczym, który przywitał nas gorącym słońcem. Musieliśmy dostać się do promowego portu Los Crystianos. Pojechaliśmy taksówką i po 20 km znaleźliśmy się nad Atlantykiem. Po drodze zaskoczyły mnie ceny paliwa na stacjach benzynowych znajdujących się przy autostradzie.
Za 1 litr diesla płaci się tutaj 0,96 centów, a w Hamburgu 1,45 centa....(ceny z lata 2008, obecnie nieco niższe)
Los Cristianos to nie tylko port, ale przede wszystkim piękna miejscowość wypoczynkowa.
To właśnie tutaj w ubiegłym roku Mirek Rajski spędzając wraz z małżonką Alinką urlop robił zdjęcia, z których kilka zamieściłem też w tym artykule. Nie zdążyliśmy na prom firmy Fred Olsen i musieliśmy czekać prawie 2 godz. na mniejszy firmy Garajonay.
Atlantyk wydawał się spokojny kiedy wychodziliśmy z Los Cristianos.J ednak lekka boczna fala sprawiła, że wiele osób dostało choroby morskiej. Po ponad godzinnym rejsie wpływaliśmy do San Sebastian na wyspie La Gomera. Czekała tutaj na nas motorówka ośrodka wczasowego, która zawiozła nas do El Cabrito. Jest to jedyna droga transportowa do tej znajdującej się w małej zatoczce ekologicznej oazy.

El Cabrito - plantacja owoców cytrusowych powstała przed 100 laty. Chroniczny barak wody pitnej zmusił właścicieli do budowy w górnej części doliny trzech zbiorników wodnych, które napełniane są w porze deszczowej. W 1987 roku plantacja zmieniła swoje przeznaczenie i powstał tutaj ekologiczny ośrodek wczasowy. Obecnie wykorzystuje się ją na bazie biologicznego nawożania do zaopatrzenia hotelowej kuchni. Posiada własną studnię głębinową oraz oczyszczalnie ścieków, z której woda przeznaczana jest do systemu nawadniającego plantację.
Największą jednak zaletą tej miejscowości jest zupełny brak dróg dojazdowych. Nie ma więc uciążliwego hałasu. Jedynie szum oceanu, wiatr i śpiew ptaków oraz kilka razy dziennie głos osła
towarzyszyły nam przez 2 tygodnie pobytu tutaj. Przez cały rok są na wyspie umiarkowane temperatury. Latem średnio 30 stopni a zimą około 18 stopni. Można się przez cały rok kąpać w oceanie, bo temperatura jego wody pozwala na to nawet zimą.

Stare domy poddane tylko renowacji oraz kilka nowowybudowanych znajdują się w tarasowej zabudowie plantacji. Ich podstawowe wyposażenie składa się z drewnianych mebli i oczywiście łazienki z ciepłą wodą z zamontowanych przy nich kolektorów słonecznych. Jednorazowo jest tutaj miejsce dla 50 dorosłych osób i 25 dzieci będący typowym ośrodkiem rodzinnego wypoczynku.
Najczęstszymi gośćmi tego ośrodka są Niemcy, Austriacy i Szwajcarzy. Oprócz nas był w tym czasie również docent z Tajwanu ze swoją studentką, która dostała tutaj wakacyjną pracę. Przede wszystkim niemieccy studenci wykorzystują możliwość pracy i wypoczynku jednocześnie. Są zatrudniani w kuchni i serwisie pokojowym. Pracują 4-6 godz. przez 5 dni w tygodniu i mają za to bezpłatny pobyt i wyżywienie w El Cabrito.
Przez cały rok posiłki spożywać można nad brzegiem oceanu gdzie stoliki ustawione są w cieniu daktylowych palm. Oczywiście duża stołówka i sala bankietowa są w osobnym budynku. Całodzienne wyżywienie przygotowywane jest w formie bufetu w większości na bazie produków z ekologicznej plantacji. Dojrzewają tutaj min. cytryny, banany, mango, papaje, awokado, marakuja i daktyle. Hoduje się również kozy i wytwarza doskonały ser z ich mleka.
Oczywiście do indywidualnego wyboru serwuje się też dania rybne i mięsne oraz wegetariańskie. Przez cały dzień można pić soki i jeść świeże owoce wystawiane w jadalni. Ogrody są pełne pięknie pachnących, kolorowych kwiatów. Przed naszym wyjazdem zakwitła "królowa jednej nocy". Nie udało mi się jednak sfotografować jej kiedy otworzyła wszystkie swoje kwiaty.
Wieczorem przy piwie lub drinku spędzaliśmy czas w przytulnym barze obsługiwanym przez zgrabne studentki pracujące tutaj w wakacje. Plaża jest kamienista z czarnym wulkanicznym piaskiem. Zbudowano przy niej molo przy którym cumuje motorówka będąca jedynym połączeniem z San Sebastian. Kilka razy dziennie przewozi ona turystów i zaopatrzenie dla ośrodka.Przy dobrej pogodzie widać stąd wulkan Teide na Teneryfie. Przy molo można nurkować i kąpać się w ciepłej (w czasie naszego pobytu temperatura wody wynosiła 24 stopnie Celcjusza), krystalicznie czystej wodzie. La Gomera jest idealną wyspą dla pieszych wędrówek. Są dobrze oznakowane szlaki i można przez góry i wąwozy doiść do San Sebastian na wschód oraz do Playa de Santiago na zachód od El Cabrito.
Po dwutygodniowym pobycie wypoczęci i opaleni wracaliśmy ponownie na pokładzie jachtu "San Bordons" do portu w San Sebastian. Przesiedliśmy się tutaj na prom "Garajonay" i po godzinnym rejsie zacumowaliśmy w Los Crystianos na Teneryfie. Ponownie wzięliśmy taksówkę i pojechaliśmy do oddalonego o 20 km portu lotniczego.
Lot samolotem był spokojny i późnym wieczorem lądowaliśmy w Hamburgu, który stał się moim kolejnym portem "macierzystym". Właśnie tutaj nad Łabą odebrałem we wrześniu statek MS "Werra", na którym przez następny rok będę zarabiał pieniądze na kolejny ekologiczny urlop.
Udostępnij:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.