O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.
Artykuły

Rzecz o tradycji



Tradycja. Co to jest tradycja? Jak słusznie, choć bardzo naukowo, dowodzi Słownik współczesnego języka polskiego to "przekazywane z pokolenia na pokolenie historycznie ukształtowane obyczaje, poglądy, wierzenia, zasady postępowania, sposoby myślenia. Również zwyczaje." Jest to pojęcie dość abstrakcyjne, stąd trudne do jednoznacznego zdefiniowania. Jakże pięknie i mądrze w finałowej scenie "Misia" Stanisław Bareja podsumowuje jedno z przesłań filmu:

"... tradycją nazwać niczego nie możesz. I nie możesz uchwałą specjalną zarządzić, ani jej ustanowić. Kto inaczej sądzi, świeci jak zgasła świeczka na słonecznym dworzu! Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza! Tradycja naszych dziejów jest warownym murem. To jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza, to jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy."

A nasza codzienność jest brutalna, gdy młodym pokoleniom każe się żyć w globalnej rzeczywistości wysterylizowanej z narodowych wartości i tradycji. Przemyślenia moje to efekt obejrzenia po raz kolejny filmu "Miś" Stanisława Barei.

W mojej Firmie jednak tradycja nie wygasa.Najważniejsze są dwie tradycyjne chwile kiedy nadchodzi czas, gdy nie kalendarz lecz zwiększony popyt na przewozy różnego rodzaju ładunków ponadgabarytowych oraz mrożąca krew w żyłach informacja od administratora drogi wodnej o zamknięciu Odry Skanalizowanej dla żeglugi zwiastuje nadchodzący koniec roku i co najmniej syberyjską zimę.

Ale póki co za oknami w najgorszym przypadku późna jesień a temperatury niekiedy przekraczające dziesięć stopni w plusie nie dają żadnej nadziei na białą wigilię. Ten stan rzeczy trwa od niepamiętnych czasów i wyraźnie wskazuje, że naród nasz to naród z głęboko zakorzenionymi tradycjami. Tradycja ta ( gdyż uważam ten moment jako tradycyjny) była przestrzegana w czasach prawdziwych zim, a okres zamknięcia drogi wodnej od 15 grudnia do 15 marca roku następnego był zasadny. Dlaczego więc systematycznie rok po roku, bez względu na panującą aurę, kultywowana jest do dziś niczym jedenaste Przykazanie ? Tego już nie potrafię zrozumieć. Widocznie na naszym podwórku porami roku rządzą inne prawidła: jeśli w kalendarzu pisze, że jest zima to zima ma być i koniec.

Ale jednak dzięki rozsądkowi i dobrej współpracy pomiędzy armatorami a zarządcą drogi wodnej udaje się w drodze negocjacji dostosować czas zamknięcia drogi wodnej do aktualnych warunków pogodowych. Pomimo tego przychodzi nowy rok i tradycyjnie powtarzają się stare procedury. A z anomaliami pogodowymi nie ma żartów. Nie tak dawno do naszej firmy wichry historii przywiały nowego "Najjaśniejszego", który miał w firmie przeprowadzić rewolucję technologiczną i wprowadzić ją w nowy wymiar działalności. No i zaczął wprowadzać. Na pierwszy ogień poszła zima. W jego pojęciu zima owszem jest ale w Alpach, i to powyżej 1000 metrów. Ani myślał planowanie ewentualnych przestojów i rozpocząć rozsądną dyslokację floty, pomimo że temperatury już były dobrze na minusie.

Tyle strat i kłopotów z doprowadzeniem floty z trasy do portów już dawno nie było. Wówczas, po twórczych przemyśleniach doszedł do wniosku, że w takim przypadku trzeba zmienić profil działalności firmy. Skoro, jak określił "nie ma Odry" to w takim razie zacznie produkcję elektrowni wiatrowych i przekwalifikuje się do tego celu część załóg pływających, a pozostała kadra administracyjna będzie w magazynach portowych konfekcjonować cukier i inne artykuły spożywcze. Nadał rozgłosu tematowi elektrowni wiatrowych w mediach lokalnych, wszyscy byli zachwyceni nowatorską działalnością firmy żeglugowej do czasu, aż powiał delikatnie wiosenny wietrzyk. Zapomniał widać, że póki co nadeszła wiosna i Odra znowu zaczęła płynąć, i że nadeszła pora nie mżonek o wiatrakach lecz początek ciężkiej, wodniackiej harówki. Jednak opatrzność nad firmą czuwała i wiosenny wiatr zabrał go tam, gdzie mógł dalej śnić o potędze wiatraków.

Kolejna tradycja to tradycja spedytorska. Tradycyjnie, jak co roku spedytorzy uważają, że najlepszą porą na przewozy ładunków ponad gabarytowych i różnego rodzaju jednostek z nowej budowy to przełom miesiąca listopada i grudnia.I nie potrafię zrozumieć, że przez tyle lat współpracy nie można się nauczyć, że przełom listopada i grudnia to okres najbardziej ryzykowny na takie przewozy. Nie dociera do mnie ich tłumaczenie że to producenci tak dobierają terminy produkcji, że około 30 % gotowych wyrobów chcą przewieźć w ciągu jednego miesiąca przed zamknięciem żeglugi, pomimo ze termin ten znają od lat.

Cały ten bałagan przekłada się na niesnaski pomiędzy dzierżawcami a pracownikami organizacji przewozów w kontekście nierealnych terminów zakończenia przewozu, bo przecież wiadomo że dzień krótki, że to okres nasilenia złej pogody, wietrznej i mglistej, że trzeba pokonywać nierzadko setki kilometrów pusto do miejsca załadunku. Ale cóż, tradycja to tradycja, trzeba ją kultywować.

I na koniec tradycyjnie chcę pokazać fragment niełatwej sztuki przewozów ponadgabarytowych, kiedy to wszystkie siły natury chcą powiedzieć: nie teraz, od tego jest wiosna i lato!

tekst i zdjęcia: Janusz Fąfara


Udostępnij:

Apis 10.12.2008 6708 wyświetleń 12 komentarzy 4 ocena Drukuj



12 komentarzy


  • Adam Reszka
    Adam Reszka
    Januszowi Fąfarze najwyższe uznanie za serwis fotograficzny napawający mnie żalem, że nie jest mi już sądzone stanąć za sterem - a raczej siąść przy manipulatorze, czego nie lubię. Były takie czasy, kiedy od steru nie odchodziłem od świtu do zmroku i byłem wtedy szczęśliwym człowiekiem. Pomijając metaforyczny aspekt Pańskiego tekstu powiem Panu na serio, że przed półwieczem kiedy były zimy prawdziwe, na zimowisku w warszawskim Porcie Handlowym na Pradze lód był na 50 cm i wtedy szły w ruch "pilnice do lodów obcinania", którymi należało odciąć statki od nabrzeża. Jedną taką "pilnicę" wraz ze specjalnym toporem do wycinania otworów, przekazałem Centralnemu Muzeum Morskiemu w Gdańsku dla Muzeum Wisły w Tczewie. "Instrumenta" te wraz z ostatnią "buchladą", znajdują się na wystawie poświęconej lodołamaczom.
    Pozdrawiam - Adam Reszka.
    - 11.12.2008 00:07
    • x5
      x5
      Fajny reportaż i piękne autorskie zdjęcia Janusza.
      Czyli jednak się "kręci".Transport gabarytów staje się powoli "polską specjalnością".Oczywiście umiejętności kolegów kapitanów nie podlegają dyskusji.Gratulacje i życzenia, żeby sezon nawigacyjny nie był sztucznie skracany przez administrację wodną.
      Tradycja tradycją, a żegluga żeglugą i wszystko jasne.
      - 11.12.2008 23:20
      • Janusz Fafara
        Janusz Fafara
        Bardzo dziękuję za konstruktywne komentarze dla moich wejść .
        Szczególnie sobie cenię opinie Pana Adama, który jak przystało na prawdziwego szamana rzecznego potrafi do każdego tekstu dołożyc cząstkę swej wiedzy tajemnej . Piszac o tradycji miałem na myśli dzisiejszą marynarska brać. Jest ona jakby wyjałowiona z tak cennego daru, jakim była niedawno jeszcze tradycja zwiazana z wykonywaniem tego zawodu. Takie elementy jak uroczyste rozpoczęcie czy też zakończenie sezonu nawigacyjnego poszły dawno w niepamięć. Również tradycja poszanowania munduru marynarskiego, wyciaganie go z szafy w tylko w szczególnie doniosłej i uroczystej chwili jak również wielu innych elementów łodziarskiego fachu odeszły na zawsze z dzisiejszego, tak bardzo innego od nie tak dawnego marynarskiego żywota, którym nie rządził kult mamony lecz często gęsto marynarska fantazja.
        Ładunki ponadgabarytowe to jest szansa dla Odry w stanie takim w jakim jest obecnie.
        Ten rok był rekordowy co do ilości rejsów z tego typu ładunkami. Ten typ ładunków to odrzańskie eldorado. Nie potrzeba szukać szczęścia poza granicami kraju lecz dostosować flotę pod ten typ przewozu. Charakteryzuje się on w wiekszości małym tonażem, rzadko przekraczającym zanurzenie pchacza lecz sporymi rozmiarami. Potrzebna jest do tego flota z sprawnym i szybkim systemem balastowym na barce pchanej i pchacza z podwyższonym stanowiskiem sterowniczym. Ten który pierwszy wejdzie w ten typ floty zostanie najprawdziwszym królem Odry.
        - 12.12.2008 21:28
        • Adam Reszka
          Adam Reszka
          Bardzo ładnie Pan to wszystko Panie Januszu wypowiedział, zachęcając mnie do wprowadzenia na nasze łamy informacji o podobnych do kpt. Szarka wiślanych "ostatnich Mohikanach" sztuki holowniczej, zajmujących się przewozami elementów wielkogabarytowych. Mam trochę dobrych fotografii z ich rejsów, ale mam też wyrzuty sumienia, że znów przysporzę roboty naszemu Kapitanowi. Nie dowiedziałem się tylko o Pańskich wrażeniach z pobytu w Murzynowie. Pozdrawiam - Adam Reszka.
          - 13.12.2008 00:09
          • Janusz Fafara
            Janusz Fafara
            Nie chciałbym, aby posądzono mnie o stronniczość w zwiazku z moim powiazaniem z frmą Odratrans. Nie kwestionuję umiejętności i znajomości Odry pana Szarka. Jest związany z Damenem i przemieszcza dla niego prawie jak w rozkladzie jazdy kadłuby holowników.Jednak większość pozostałych przewozów ponadgabarytowych wykonują skromni i cisi kapitanowie związani z firmą Odratrans. Nie podaję ilości rejsów wykonanych przez jednostki Odratrans gdyż jestem zobligowany do zachowania tajemnicy handlowej, lecz jeśli kogoś interesuje temat niech zasięgnie informacji w GUS lub na śluzie Brzeg Dolny. Ich rejsy odbywają się bez pompy i glorii chwały w również ekstremalnych warunkach hydrologicznych. I nie chodziło mi o wynoszenie na piedestały kapitana ,,Kowalskiego " czy też ,,Nowaka" lecz pokazać że jedyną metodą zwrócenia uwagi na Odrę swobodniepłynacą jest jej eksploatacja ,a w obecnych trudnych warunkach hydrologicznych są to tylko przewozy ładunków lekkich lecz przestrzennych. Są one na tyle medialne, że warto naprowadzać na ich ślad media, a jak zauważą media to i może ktoś z wladz lokalnych raczy zauważyć że na jego włościach dzieją się rzeczy arcyciekawe. Dla Odry swobodnieplynacej aktualnie nie potrzeba statków molochów. Wystarczą jednoski do przewozu ładunków ciężkich do 500 ton na małej powierzchni ale aby mogły uzyskać zanurzenie do 130 cm. Zapotrzebowanie na takie jednostki na dzień dzisiejszy jest niewielkie lecz temat jest przyszłościowy. Największą bolączką to brak jednostek do ładunkow lekkich, do 300 ton o maksymalnym zanurzeniu do zanurzenia pchacza wraz z wydajnym systemem balastowym i oczywiście pchacz z wysoką sterownią. I to jest cała mądrość. Wiem, ile ofert przewozowych jest nierealizowanych z braku odpowiedniej floty. A jak wyglada wchodzenie na rynek z pominięciem zdrowego rozsądku niech świadczy ostatni transport ciężkich pras dla Opla w Gliwicach na niemieckich barkach typu SL . Armator który podjął się tego przewozu myślę że drugi raz tego błędu nie popełni.
            - 23.12.2008 22:25
            • Adam Reszka
              Adam Reszka
              Panie Januszu! W duchu czuję stysfakcję z właściwego odbioru Pańskich intencji, a moja empatia w stosunku do Pana jest rewanżem za Pańską, kiedy nazwał mnie Pan SZAMANEM RZECZNYM, co zrobiło mi wielką przyjemność, nie wbijając mnie jednak w przesadną dumę. Odniosę się jednak do istoty rzeczy - wzmiankowane przez Pana użycie barek typu SL, któych nie znam, ale domyślam się, że są one dobre na niemieckich szlakach żeglownych, natomiast na Odrze ciężko było je podprowadzić do Brzegu Dolnego. Domysły moje biorą się ze znajomości realiów wiślanych, gdzie podejście od wody dolnej do Śluzy Włocławek graniczy z cudem, a podobne podejście do Śluzy Przewóz nie jest w ogóle możliwe. Dlatego na Wiśle ginie szlachetna umiejętność nawigacyjna sztuki holowniczej, pomimo wielu ofert przewozowych z Gdańska na Górną Wisłę. Z powodu postępującego z roku na rok dziczenia tej drogi wodnej, nikt rozsądny nie podejmie się w najbliższej przyszłości tych ryzykownych przewozów, w dodatku przy braku odpowiedniego dla Wisły taboru pływającego. Pozostało jeszcze dwóch tylko nawigatorów, zdolnych do wykonywania tych trudnych przewozów: kpt. Łożewski z firmy "Wir-Bud" z Fordonu i kpt. Pielaciński z firmy "Żegluga Wyszogrodzka". Kpt. Łożewski (wiceprezes ZPAŚ) który specjalizuje się w przewozach elementów wielkogabarytowych, jest nawet w posiadaniu specjalnie przerobionego promu W-2 o nazwie "Maximus", zdolnego do przewozu elementów ciężkich o strukturze wysoko skupionej. Specjalnością natomiast kpt. Pielacińskiego, jest przeprowadzanie kadłubów kilkutysięczników ze Stoczni Płockiej do Gdańska. Boleję nad tym, że z kapitanami tymi nie pływają młodzi praktykanci, przyszli adepci tej sztuki czarnoksięskiej, bo wiślane "szlify" mogliby zdobyć tylko pod okiem tych kapitanów na pokładach ich statków. Zgodzi się Pan ze mną, że możliwości odbywania praktyk wakacyjnych przez młodzież szkolną z techników żeglugi są ograniczone, nad czym boleję niepomiernie. Niegdyś praktyki takie uważałem za podstawowy czynnik kształcenia marynarzy. I nie sądzę, by coś mogło się zmienić w tym względzie.
              - 26.12.2008 17:38
              • koj
                koj
                Panie Adamie co tu pisać o statkach, w czerwcu 2008 roku jachty Pana Krajewskiego z Żeglugi Wiślanej zatrzymały się na kamieniach pod Koszycami. Z roku na rok jest coraz gorzej jeśli chodzi o szlak na górnej Wiśle z Oświęcimia do Sandomierza ( o sytuacji za śluzą Przewóz nawet nie wspominam). Jednak cały czas mam nadzieję, że się coś zmieni na lepsze w tej materii (młody jestem to jeszcze mogę mieć nadzieję). Pan Adam poruszył kwestię praktyk , nie wiem jak to wyglada teraz, przed dekonstrukcją systemu kształcenia ( tzn reformą ) wyglądało to tak w technikum - 1 dzień w tygodniu warszaty, w 1 i 2 klasie miesiąc "praktyki" na Sucharze i w 3 i 4 klasie po miesiącu praktyki indywidualnej ( głównie pływanie w Żegludze Mazurskiej , w latach 90 żegluga wszędzie dogorywała).
                Powtarzam, nie wiem jak jest dziś, ale może Armatorzy powinni przedstawić ofertę w szkołach w Nakle i w Koźlu. (można tym młodym ludzim zaproponować "michę" i jakieś wynagrodzenie).
                Pozdrawiam
                koj
                - 27.12.2008 19:06
                • x5
                  x5
                  Panowie Adamie i Zbyszku!
                  Poruszyliście bardzo ważną kwestię.... praktyk zawodowych w polskich szkołach żeglugi.
                  Jest skandalem na skalę europejską to co przedstawia obecnie polskie szkolnictwo zawodowe.
                  Nie miejsce pisać tutaj na ten temat.
                  Postaram się przygotować ( jak zdążę to jeszcze dzisiej ) osobny artykuł na ten temat.
                  Pozdrawiam
                  Józek
                  - 28.12.2008 08:31
                  • Adam Reszka
                    Adam Reszka
                    Panowie Zbyszku i Józku!
                    Dowiedziałem się od kpt. Łożewskiego, który jako ostatni na Wiśle uprawia żeglugę długodystansową na trasie Gdynia-Sandomierz przewożąc zbiorniki wielkogabarytowe (9 x 20 m jedna sztuka, a zabiera ich cztery na dwa promy W-2), stosując do dwupromowego zestawu dwa "bombowce" - jeden na holowanie, drugi na pchanie. Stosuje w trakcie rejsu niespotykane wcześniej techniki nawigacyjne do pokonywania trudnych przejść, zwłaszcza na przemiałach. Zabierał z sobą praktykantów z nakielskiego Technikum Żeglugi na letnie praktyki wakacyjne, ale ta robota wydała się chłopcom za ciężka i teraz do kpt. Łożewskiego przyjść nie chcą. Wolą oni załapywać się na atrakcyjniejsze szlaki żeglowne na Zachodzie. Kpt. Łożewski ma trudności nawet z kompletowaniem profesjonalnych załóg, bo każdy szuka lżejszej pracy. I tak stopniowo znika stara kadra marynarzy wiślanych, znających tajniki pływania po tej zdziczałej rzece. Wczesną wiosną kpt. Łożewski ma zamiar przeprowadzić z Gdańska do Krakowa kadłub beemki, przeznaczony na pływalnię z ciepłą wodą. Jeśli utrafi na dobrą wodę, to odcinek od ujścia Dunajca km 160,60 do Śluzy Przewóz km 92,60 pokona, lecz jeśli wody nie będzie - nie ma szans na dojście do celu.
                    Pozdrawiam - Adam Cool
                    - 28.12.2008 10:22
                    • K
                      kaczor_g
                      jakby był problem z marynarzami wiślanymi to się zgłaszam
                      zawodowym marynarzem nie jestem (ale może zostanę - kto wie) cumować potrafię, gotować potrafię, ciężkiej roboty ani wody się nie boję od dziecka, na łodziach spędziłem wiele czasu - jakby co proszę pisać

                      Panie Adamie w ramach moich różnorakich perygrynacji odwiedziłem stocznię w Płocku - to robi wielkie wrażenie zamieszczę zdjęcia - naprawdę wielkie wrażenie - jak nie zapomnę to wkrótce zamieszczę zdjęcia - i cóż mi wrocławianinowi, który ze "Złotą Kaczką" spędził 4 lata na stoczni i szukał wykonawcy wcześniej, powiedzieć - daleko, daleko stoczniom wrocławskim do płockiej.
                      Pozdrawiam
                      - 07.01.2009 11:56
                      • Adam Reszka
                        Adam Reszka
                        Calva! Pan 4 lata "Złotą Kaczkę" łatał, a ja 4 lata na niej się bujałem. I to tak od Warszawy, przez Gdynię do Węgorzewa. A co do stoczni w Płocku - to już nie ta stocznia, która budowała BIZONY i beemki. Stocznią najwyższej klasy, która budowała ŻUBRY - niezstąpione dotychczas pchacze, była Warszawska Stocznia Rzeczna zwana Czerniakowską. To na tej stoczni remontowano wszyskie wiślane statki parowe. Teraz nie ma po niej prawie śladu.
                        Pozdrawiam.
                        - 10.01.2009 20:52
                        • Apis
                          Apis

                          Cytat

                          Nie kwestionuję umiejętności i znajomości Odry pana Szarka. Jest związany z Damenem i przemieszcza dla niego prawie jak w rozkladzie jazdy kadłuby holowników.Jednak większość pozostałych przewozów ponadgabarytowych wykonują skromni i cisi kapitanowie związani z firmą Odratrans.
                          Wiem Janusz, że odpowiadałeś Darkowi B., ale poczułem się w obowiązku wyjaśnić co nieco... Jestem w bliskim kontakcie z Czesiem i stąd wynika pewna prosta zależność: jestem stale i na bieżąco informowany przez Niego o transportach kadłubów i mam okazję do utrwalenia tego na taśmie filmowej. Popularyzacja całej żeglugi śródlądowej na przykładzie moich filmików, czyli tego co mogłem pokazać na łamach naszego portalu - przełożyła się bez mojej woli na postrzeganie tego przez niektórych jako swoistej hegemonii Czesia w dziedzinie przewozów nadgabarytowych.

                          Oczywiście tak nie jest, więc stwierdzenie Darka nie było zbyt szczęśliwe. Jak sądzę Twoja wypowiedź miała to sprostować. Nikt nie umniejsza roli jednych w celu nadmiernego eksponowania roli drugich...

                          Moją zaś rolą jest propagowanie możliwości transportu śródlądowego i robię to za pomocą materiałów, które najlepiej temu służą. Gdyby firma Odratrans informowała mnie równie często jak firma Dommil - zapewne byłoby też wiele innych filmików z przejścia dużych ładunków z Opola przez Brzeg czy w drugą stronę. Odratrans przewozi bowiem rzeczone ładunki głównie związane z Metalchemem.

                          Nie należy jednak zapominać, że u zarania przewozu elementów wielkogabarytowych z Metalchemu także pojawia się nazwisko Czesława Szarka. Zaczynał brać stamtąd ładunki w zamulonym basenie Portu Grotowice, w którym nie było jeszcze dzisiejszych urządzeń załadunkowych. Zapewne nie miał szans konkurować z Odratrans więc znalazł sobie innego kontrahenta.
                          - 11.01.2009 18:17

                          Dodaj lub popraw komentarz

                          Zaloguj się, aby napisać komentarz.

                          Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                          Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
                          Niesamowite! (4)100 %
                          Bardzo dobre (0)0 %
                          Dobre (0)0 %
                          Średnie (0)0 %
                          Słabe (0)0 %
                          Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                          Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies