Płyń Wisłą - Wisło, płyń...
Wprawdzie stan wody w Wiśle już w czerwcu był niski, za to ruch na Wiśle w porównaniu z poprzednimi latami to stan wysoki.
Wprawdzie stan wody w Wiśle już w czerwcu był niski, za to ruch na Wiśle w porównaniu z poprzednimi latami to stan wysoki. Oto garść przykładów.
Jerzy Adamuszek, zamiast kolejną książkę z wędrówek po Jukonie albo innej Amazonii pisać postanowił, jak to określa, „dziecinne marzenie” zrealizować. Czytam w jego e-mailu:
„6 czerwca rozpocząłem pieszą wędrówkę z Baraniej Góry, pod którą kilkaset metrów znajdują sie źródełka Czarnej Wisełki. Podążałem trzy następne dni wzdłuż potoku, rzeczki przekształcającej sie w Wisłę, której długość wynosi 1059 km. Kajak wrzuciłem na wodę po 50 km, za Zbiornikiem Goczałkowice, ujęciem wody pitnej dla Śląska i potem już do końca miesiąca wiosłowałem do samego Bałtyku i Gdańska. Wisła jest obecnie pusta i w miarę czysta. Dużo ptaków, zwierząt i ryb. Często widzi się wędkarzy. Żadnego ruchu na wodzie. Stan wody niski. Najgorszym przeciwnikiem, oprócz burz i przelotnych deszczy był przeciwny wiatr. Są też na rzece wiry i to nawet dość często i niespodziewanie. Ale profesjonalny, czterometrowy kajak ze sterem i lukiem na bagaż wspaniale się spisywał.”
Niemal w tym samym czasie rusza z Krakowa Flis Wiślany, dopływający do Torunia w czasie konferencji z okazji X-lecia Związku Miast Nadwiślańskich.
Wojciech Giełżyński postanowił powtórzyć swój rejs łodzią „berlinką” sprzed 30 lat – czekam więc na jego kolejną książkę „Vistuliada II”. Tym razem już płynął nie tak samotnie, bo z kilkoma jachtami „Żeglugi Wiślanej”. Założył ją Łukasz Krajewski, na szczęście mający też inną firmę, dającą mu prawdziwe zarobki. Wiedząc, jak trudno żeglować Wisłą, kupił kilka jachtów o małym zanurzeniu i nimi uruchomił regularne rejsy Kraków – Warszawa – Gdańsk. Można kupić bilet albo wynająć cały taki jacht. Dobił mnie tworząc serwis internetowy nie tylko o swej ofercie, ale i samej Wiśle i atrakcjach na jej brzegach. Zrobiony w 6 (!!!) językach. A jeszcze parę lat temu pokazywałem znajomym jako przykład szczytu naiwności maile z Holandii czy USA, z pytaniami gdzie można kupić bilet na rejs z Gdańska do Krakowa…
Inny Wojciech, Kuczkowski ponad pół wieku żeglujący po Polsce i opisujący jej szlaki wodne, też płynie, rozdając swoją monografię Wisły, latami pisaną, wydrukowaną dzięki sponsorom. Ponieważ wiele nocy przesiedziałem nad tymi maszynopisami, mam nadzieję, iż gdy do Warszawy dopłynie, dostanę jakiś egzemplarz z dedykacją…
Spotyka się na rzece z inną flotyllą. Tym razem na Wiśle zorganizowany został XXX Jubileuszowy Rejs PTTK. Rejs zaczął się wręczaniem certyfikatów przepłynięcia KILOMETRA ZERO Wisły, gdzie oficjalnie rzekę zaczyna uznawać się za żeglowną. Niedaleko Oświęcimia, we wsi Broszkowice, gdzie Przemsza wpada do Wisły. A jeszcze niedawno komandor pierwszych pięciuset kilometrów tego rejsu, Wojciech Skóra, straszył mnie iż inauguracji nie będzie. Po pierwsze, stan wody był taki, iż groziło że na Km „0” nie dopłynie się, lecz dojść trzeba będzie brodząc tylko w wodzie. Po drugie, jakiś „złomiarz” ukradł tablicę informującą o tym kilometrze. Zresztą wszyscy pływający uprzejmie donoszą nie tylko na niski stan wody, ale brak znaków nawigacyjnych i informacyjnych nad Wisłą. Porządne tablice, z mapami i innymi niezbędnymi informacjami, są „już” na Żuławach…
Przed chwilą przy kolejnej relacji telefonicznej kazano mi przypomnienieć, by podziękować p. Kałuży, dzięki któremu i z ostatniej śluzy krakowskiej wyjście było bezpieczne dla jachtów (a radzi się, by nawet kajaki i gumiaki brzegiem przenosić) i gościnnym ludziom z Zakroczymia. Pozdrowienia też dla p. Prokopa z Sandomierza, stosującego zasadę „pływaj i daj pływać innym”.
Nie wiem, ile rejsów uda się zrobić do końca jesieni. Przed kilku laty bardzo reklamowane były rejsy wycieczkowcem z Gdańska do Warszawy, nazywającym się „Frederic Chopin”. Jak sama nazwa wskazuje, niemieckiego armatora. Do Warszawy „Frycek” raz dopłynął chyba, potem za mało było wody dla niego - zdaje się iż jest dziś na Wełtawie…
Równolegle jednak rozwija się żegluga lokalna. Kilka stateczków w Krakowie, plany dużych inwestycji w rozwój tej flotylli. Mam nadzieję, iż ruszą rejsy między dwoma miastami odwiedzanymi co roku przez miliony gości – Oświęcimiem i Krakowem. Choć muzeum – obóz koncentracyjny parę razy w życiu odwiedzałem, kiedyś z wielką ulgą wychodząc z niego wsiadłem na jacht, by dla odmiany popatrzeć na rzekę, ptaki, nawet na nudę wałów przeciwpowodziowych. Czasem przypadkiem zatrzymując się gdzieś „w krzakach” ze zdumieniem 200 metrów dalej odkrywaliśmy urocze wioski ze sklepami czynnymi także w niedzielę - pozdrowienia dla tej pani, u której zapas jedzenia na kilka dni zrobiliśmy – a jej tygodniowy chyba utarg. Na koniec kupiliśmy kilka butelek schłodzonego piwa i usłyszeliśmy „w sklepie i przed sklepem nie wolno, ale z lewej jest furteczka do mojego własnego ogródka, tam stolik, krzesła, parasol od słońca…”
Nie nadążam z rejestrowaniem informacji o kolejnych miejscach, gdzie pasażerską żeglugę już mamy. To na pewno Sandomierz, Kazimierz Dolny (pływa tam między innymi prom do Janowca, ufundowanych przez holenderskich przyjaciół, w Płocku zaś zbudowany).
Warszawa chwali się nie tylko tramwajem wodnym, promem, repliką dawnej wiślanej łodzi, wożącej turystów – ale i nowym statkiem na jakieś sto miejsc, pływającym Kanałem Żerańskim na Zalew Zegrzyński. W czasie inaugurującego rejsu „spiskowałem” z przyjaciółmi, by znaleźć drugą jednostkę i zamiast pływać „tam a nazad” uruchomić Warszawską Pętlę Wodną: Wisła warszawska, śluza żerańska i kanał, Jezioro Zegrzyńskie, przesiadka przy zaporze w Dębem, ujściowa Narew, Modlin, Wisła podwarszawska…
Oczywiście Zalew Włocławski, ze statkami pasażerskimi, klubami jachtowymi i kajakowymi. Zdaje się, iż dochodzi do jakiejś ugody między półwiekowym klubem „Morka” a władzami Płocka, by bez szkody dla żadnej ze stron nową dużą przystań budować. Ktoś inny z Płocka przysyła mi projekty statków pasażerskich od 12 do 60 miejsc, mocno futurystycznych kształtów. I czegoś nader prozaicznego, zaś potrzebnego – pływającego „szambowozu”.
Toruń, któremu jako Warszawiak zazdroszczę Bulwaru Filadelfijskiego, łączącego miasto z Wisłą, nie zaś oddzielającego jak Wisłostrada. Rok temu tamtejszym stateczkiem popłynąłem po Gdańsk i Krynicę Morską. Tylko jeden jacht widziałem, gdzie trzech żeglarzy w sumie mających jakieś 500 lat, nawet nie zwalniając biegu przed mostem złożyło maszt i rozwiesiło znowu „szmaty"…
Bydgoszcz niedawno reklamująca się jako „miasto na fali”. Tramwaj wodny, którym mieszkańcy nawet na zakupy do hipermarketu pływają. Dwa nowe statki pasażerskie, podobno z napędem słonecznym. Akurat mam na sobie koszulkę z logo ubiegłorocznego III Bydgoskiego Jarmarku Wodnego, gdzie byłem także na konferencji o turystyce wodnej, powitaniu wodniaków przybywających Flisem Noteckim nawet z Francji i Holandii.
Tczew, z nową przystanią i programem „mokrych” inwestycji chyba na 15 lat. Muzeum Wisły. Dokuczałem miejscowym władzom, czemu szczytem staromiejskiego wzgórza wytyczyli jar Dąbrowskiego. A ten „jar” był tylko skrótem od Jarosława…
Żuławy. Woda, zieleń na brzegach. Mam gdzieś w archiwum rewelacyjne zdjęcie zrobione przez kolegę, gdy krowa „po pachy” w wodzie pasie się wodorostami. Oferta Gdańska, całego Trójmiasta, Pierścienia Zatoki Gdańskiej, Zalewu Wiślanego. Poza bogactwem wody niesamowita aktywność. W gdańskim, starym ratuszu w tym roku przekazywałem pozdrowienia jako przybysz z miasta, gdzie w porównaniu z Gdańskiem jest „martwa Wisła”, czyli z Warszawy. Ale i w Warszawie lepiej, w Gdańsku zaś nie wszystko mi się podoba – tam już na jedną smażalnię ryb ze sto „kebabów” przypada. Zaś w Warszawie, na barce zamówiłem ostatnio flądrę z jakimś pieczywkiem. Kelnerka po chwili poinformowała, że ma kłopot, bo „w zestawie” mogę wybierać między ziemniakami a frytkami. I dostałem na wielkim półmisku dwie świeże flądry, dobrze przyrządzone, nawet z jakimiś spiralkami cytryny i bukietem kilku surówek. Bo półmisek okazał się za mały, na osobnym talerzu były frytki z ketchupem. Razem za 12 złotych…
Wisła może być męcząca, pustką na wodzie, brakiem przystani i informacji. Mniej dzika, bardziej zdziczała – bo nie tylko w złotych wiekach Rzeczypospolitej, ale i 30-50 lat temu był większy na niej ruch. Ale i tak jest fascynująca i zachęcam by ten tysiąc jej kilometrów pokonać, nawet na raty, nawet przesiadając się między rowerem, kajakiem, stateczkiem, pociągiem…
Kiedyś stwierdziłem, iż można z Ostrawy do Szczecina, z Krakowa do Gdańska przelecieć w godzinę samolotem, nawet nie zauważając, iż jest jakaś Odra, Wisła…
Można też płynąć miesiąc lub dłużej. Wzdłuż obu rzek jest cała kolekcja cenionych turystycznie miast, takich jak Opole, Wrocław, Frankfurt i Słubice, Szczecin.
Kraków, Sandomierz, Kazimierz, Warszawa, Modlin, Płock, Grudziądz. Leniwie płynąć Wisłą (szybko się nie da), można odkryć wiele innych perełek. Ja znalazłem.
Podobają mi się hasła rejsu jubileuszowego PTTK, by jednocześnie dbać o przyrodę – i dla dbających o nią turystów w kolejnych miejscowościach przystanie budować. Także dlatego, iż na jakimś forum dyskusyjnym w internecie ktoś pytał „Po co w Polsce, w Warszawie turyści? Tylko miejsce zajmują i ceny rosną” . Odpowiadałem, iż turystyka to wyjątkowo ekologiczny przemysł, dający więcej dochodu naszemu krajowi, niż wynoszą dotacje do kopalń, hut i stoczni. Szansę zarobku ludziom także tam, gdzie wielkich firm nie ma. Ale że to też edukacja – choćby gdy jutro płynąc zobaczysz swoje wczorajsze śmieci. Na których „zęby połamał” jakiś bóbr, kormoran – albo Twój syn…
Udostępnij:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies