Z dziejów żeglugi śródlądowej w Polsce
Dzieje wykorzystania śródlądowych dróg wodnych w naszym kraju doczekały się szeregu opracowań naukowych. Mają one jednak charakter głównie przyczynkarski. Brak jest kompleksowego opracowania tematu. Niebogata jest również literatura popularna w tym przedmiocie. Może więc niniejsza książeczka choć w części zaspokoi istniejące zapotrzebowanie na literaturę w zakresie polskiej żeglugi śródlądowej.
VI. Kanał Augustowski
Myśl budowy kanału zrodziła się w umyśle Lubeckiego, on też i Grabowski przekonali cara o konieczności podjęcia tej wielkiej inwestycji. Opiekę nad całością spraw związanych z przygotowaniem projektu i budową kanału Aleksander I powierzył swemu młodszemu bratu, dowodzącemu wojskiem polskim, wielkiemu księciu Konstantemu.
Znalezienie ludzi potrafiących przygotować projekt kanału nie było zadaniem zbyt trudnym. W Królestwie Polskim zamieszkiwało wówczas wielu byłych oficerów napoleońskich - Polaków i Francuzów, posiadających gruntowne wykształcenie techniczne, zdobyte we francuskich uczelniach wojskowych oraz cywilnych, jak Szkoła Politechniczna, a szczególnie paryska Szkoła Dróg i Mostów. Wychowankowie tej ostatniej pracowali w znanych europejskich wyższych uczelniach, a między innymi w Instytucie Korpusu Inżynierów Komunikacji, utworzonym w 1809 roku w Petersburgu. Nie sposób nie wymienić również oficerów, którzy przygotowanie saperskie i inżynieryjne zdobyli w założonej przez księcia Józefa Poniatowskiego Szkole Artylerii i Inżynierii oraz w Szkole Aplikacyjnej Artylerii znanych z wysokiego poziomu nauczania. Absolwentami Szkoły Aplikacyjnej Artylerii byli wybitni wojskowi: Józef Bem, Wojciech Chrzanowski i Ignacy Prądzyński. W chwili gdy kiełkować zaczęła koncepcja budowy Kanału Augustowskiego, mury petersburskiego Instytutu Inżynierów Komunikacji opuszczali pierwsi absolwenci Polacy, a wśród nich najwybitniejsi później inżynierowie: Feliks Pancer i Teodor Urbański. Ten ostatni po powrocie do kraju w 1823 roku założył na polecenie Stanisława Staszica Szkołę Inżynierii Cywilnej, działającą przy Uniwersytecie Warszawskim.
Sporo głosów dyskusyjnych wywołało pytanie, komu powierzyć wykonawstwo tak poważnych, rozciągniętych na dużym obszarze, robót. Znaczna część wypowiadających się przeciwna była przekazywaniu tego zadania wojsku. Wśród nich znalazł się również Drucki-Lubecki. Obawiał się, że zlecenie wojskom inżynieryjnym budowy kanału kosztować będzie skarb państwa zbyt drogo. Nie chcąc jednak zaostrzyć stosunków z w.ks. Konstantym, a także odwlekać rozpoczęcia prac, swoich wątpliwości i obaw nie zgłaszał zbyt kategorycznie.
Ostatecznie sporządzenie projektu i wykonanie inwestycji przekazano wojsku. Nie było zresztą innej możliwości. W całym Królestwie nie istniało przedsiębiorstwo państwowe ani prywatne zdolne podjąć się tak wielkich prac.
Wczesną wiosną 1823 roku w.ks. Konstanty rozkazał Szefowi Kwatermistrzostwa Generalnego Artylerii i Inżynierii armii Królestwa Polskiego, generałowi Maurycemu Hauke, sporządzić projekt techniczny mającej się budować drogi wodnej oraz poczynić przygotowania do podjęcia prac w terenie. Gen. Hauke wykonanie projektu, a później również jego praktyczną realizację, powierzył podpułkownikowi Prądzyńskiemu, oficerowi Kwatermistrzostwa Generalnego. Prądzyński w swych pamiętnikach tak relacjonuje ten moment: "Ja się zrazu wzbraniałem, ponieważ istotnie nie miałem się za dostatecznie usposobionego w części technicznej; przecież nalegania mego zwierzchnika przemogły mój opór... - wyjechałem więc w Augustowskie zabrawszy ze sobą brykę książek, z których dopiero w drodze uczyłem się sztuki zakładania kanałów, prostowania rzek". W ostatnich dniach maja pełen optymizmu pisał do matki już z Augustowa, że prace terenowe nad projektem zajmą mu tylko kilka miesięcy. Tempo jego poczynań było rzeczywiście ogromne, mimo to rząd monitował ciągle o przyspieszenie prac. We wrześniu 1823 roku naszemu bahaterowi dokucza już zmęczenie, na które skarży się w liście do matki. Projektant miał do pomocy w pracach terenowych piętnastu oficerów, podzielonych na dwa zespoły robocze. Kierownictwo pierwszego zespołu tworzyli Prądzyński i podporucznik Julian Piędzicki, drugiego zaś kapitan Jerzy Arnold i podporucznik Witold Harain. Nieoceniane wprost usługi oddawali znający dobrze teren weterani wajskawi z Augustowszczyzny. Z nastaniem jesiennych słot zmierzające ku końcowi prace zastały przerwane. W terenie pozostał jedynie podoficer wojsk inżynieryjnych Jan Rakusa, mający zimą i wczesną wiosną przeprowadzić jeszcze niektóre pomiary jezior na terenie przyszłej budowy. Wiosną 1824 roku przekazał Prądzyński swojemu zwierzchnikowi gen. Hauke gotowy projekt techniczny całego polskiego odcinka drogi wodnej, mający połączyć Królestwo z bałtyckim portem Windawą, omijając przy tym terytorium Prus.

Plany rosyjskiego odcinka drogi wiodącej od Niemna przez rzeki Dubissę i Windawę do morza przygotowywał Korpus Inżynierów Komunikacji Rosji pod kierownictwem głównego dyrektora komunikacji cesarstwa, księcia Aleksandra Wirtemberskiego. W.ks. Konstanty po zapoznaniu się z projektem Prądzyńskiego przedstawił ten dokument i kosztorys prac 27 lipca 1824 roku Radzie Administracyjnej, która w całości go zaakceptowała.
Zaprojektowana droga wodna, nazwana później Kanałem Augustowskim, o długości 103 km, w tym 40 km właściwego kanału, 26 km jezior i stawów i około 37 km skanalizowanych rzek, kosztować miała 9500000 zł. Zaczynając się od ujścia Biebrzy do Narwi biec miała dalej rzeką Nettą do Augustowa, stamtąd systemem połączonych przekopami jezior Necko, Białe, Studziennicze, Orle, Paniewo, Krzywe i Mikaszowo do Czarnej Hańczy, a tą do Niemna. We wstępnej wersji projektu Prądzyński chciał poprowadzić kanał przez jeziora Sajno i Białe z ominięciem Augustowa. Ostatecznie jednak w celu ożywienia gospodarczego sennego dotąd miasta zmienił trasę i zaplanował nawet w Augustowie budowę dużego portu, mającego pomieścić jednorazowo około 100 statków.
Najdrożej, bo aż 3069000 zł, kosztować miało skanalizowanie Czarnej Hańczy. Jedna śluza wariantu tańszego 200000 zł, a droższego 340000 zł. Ogółem przewidzianych zostało 11 śluz, w tym 9 jednokomorowych i 2 dwukomorowe. Miały one pomieścić statki o długości około 48 m i szerokości 5,5 m, zabierające maksymalnie 40,5 tony ładunku. Chcąc ułatwić holowanie statków za pomocą koni, projektodawca przewidywał budowę nad kanałem drogi holowniczej. Zasadzone wzdłuż drogi drzewa liściaste miały ją ocieniać, przynosząc przez to ulgę holującym statki koniom i ludziom, oraz upiększać trasę kanału.
Szczytowy odcinek kanału, łączący dział wodny Wisły i Niemna na wysokości 124,87 m nad poziomem morza ze spadkiem 15,25 m do poziomu Biebrzy i 39,5 m do Niemna, zasilany miał być wodą z jeziora Serwy, a później także z jeziora Wigry. Jeśliby rocznie przepływało kanałem maksymalnie 3000 statków, to na zaopatrzenie stanowiska szczytowego potrzeba by było ponad 100 mln m3 wody. Ponieważ dzieło Prądzyńskiego mogło mieć pełny sens dopiero łącznie z rosyjskim odcinkiem drogi Wisła - Bałtyk, przyjrzyjmy się, jak poradzili sobie z projektem Rosjanie.
Mieli oni zadanie jeszcze trudniejsze niż Polacy. Trasa była dłuższa, a spadek ze szczytowego odcinka kanału położonego na wysokości 85 m nad poziomem morza do poziomu Niemna wynosił 78,7 m. Od Niemna droga biec miała rzeką Dubissą, następnie kanałami do wsi Talińce i dalej Windawą do portu bałtyckiego o tej samej nazwie. Port końcowy został wybrany bardzo trafnie. Rzeka miała u ujścia około 6 m głębokości i była dostatecznie szeroka, żeby stanowić wygodny basen portowy dla zwiększonego w przyszłości ruchu statków bałtyckich i rzecznych. A ponadto był to port rosyjski, który zamarzał tylko na krótko.
Wstępne prace rozpoznawcze w terenie powierzono w 1823 roku pułkownikowi Korpusu Inżynierów Komunikacji Aleksemu Iwanowiczowi Rokossowskiemu. On też przygotował ostateczny projekt, który w grudniu 1824 roku zatwierdziła Rada Głównego Zarządu Komunikacji Rosji. Projekt przewidywał, że cała droga wyposażona w 41 śluz, z tego na Dubissie 17, Windawie 12, a pozostałe na kanałach, kosztować będzie 11979658 rubli. Rokossowski w załączonym do projektu kosztorysie przewidywał również, że wydatki państwa na ten cel zwrócone zostaną z opłat pobieranych od statków w ciągu 24 lat.
Na początku 1825 roku na całej trasie, podzielonej na 5 dyrekcji, rozpoczęto roboty. W pierwszych dwóch latach wykonywało je wojsko. Wróćmy jednak do Kanału Augustowskiego. Zwierzchnictwo nad rozpoczętymi już w 1824 roku pracami sprawował generał brygady Jan Mallet. pracami kierował do 1826 roku Prądzyński*. Na tym wielkim placu budowy wykazał on ogromny talent organizacyjny. Na bardzo słabo zaludnionym terenie zgromadzono ponad 4 tys. robotników i zbudowano fabryki niezbędnych dla tej inwestycji materiałów budowlanych. Na szczególną uwagę zasługują osiągnięcia grupy polskich oficerów wojsk inżynieryjnych, pracujących pod kierownictwem Pancera, w udoskonalaniu produkcji wapna hydraulicznego wiążącego i twardniejącego pod wodą. Prace te prowadzono opierając się na danych ogłoszonych w 1818 roku przez francuskiego uczonega L.I. Vicata. Wapno hydrauliczne zapewniło, podziwianą jeszcze dziś, niezwykłą trwałość elementów murowanych kanału. W 1826 roku spoiwo to produkowały już 2 fabryki. Ponadto na potrzeby kanału pracowały 2 cegielnie, tartaki, warsztaty stolarskie, ślusarskie i kuźnie. Wielkie płyty z piaskowca sprowadzano drogą wodną aż spod Radomia. Wykorzystywano też miejscowe kamienie polne.
Roboty postępowały bardzo szybko, tak że już w 1827 raku z Biebrzy ruszyły pierwsze statki z ładunkiem da Augustowa. Jeszcze wcześniej poszczególne odcinki służyły do transportu materiałów budowlanych. W 1828 roku statki płynące Wisłą docierały już do Czarnej Hańczy. Do wybuchu powstania listopadowego podstawowe prace zostały zakończane. Skarb w latach 1824-1830 wydatkawał na ten cel 10121900 zł i 15 groszy, nie wliczając w to kosztów drzewa wycinanego w lasach augustowskich i pensji oficerów zatrudnianych przy budowie. Działania wojenne w czasie powstania spowodawały bezpośrednie szkody na kanale w postaci zniszczonych budowli naziemnych, mostów, a częściowo i śluz. Uszkodzeniom uległy też niedokończone i nie konserwowane urządzenia techniczne.
Po upadku powstania rząd nie posiadał odpowiednich funduszów na dokończenie kanału. Na posiedzeniu Rady Admrnistracyjnej 23 sierpnia 1833 roku zapadła decyzja powierzenia ukończenia tej inwestycji Bankowi Polskiemu. W zawartej później umowie stwierdzono, że wyłożony kapitał plus 5% odzyskać miał bank z opłat od przepływających tędy statków. Aż do wycofania poniesionych kosztów kanałem administrować miał bank, który otrzymał również prawo eksploatacji leżących nad tą drogą wodną lasów rządowych. Ustalono, że opłata za przejście przez śluzę dużego statku typu berlinka z ładunkiem wynosić miała 5 zł, a pustego 1 zł 15 gr. Od statków mniejszych odpowiednio mniej. Od tratwy załadowanej towarami 1 zł.
Rada Administracyjna była zdania, że: "...kanał rzeczony ukończony być będzie mógł za rok jeden lub dwa, bez żadnego nowego na ten cel ciężaru dla Skarbu".
Ostatecznie jednak prace wykończeniowe, poprawki i usuwanie zniszczeń trwały do 1839 roku. Liczbę śluz zwiększono do 18, w tym 16 jednokomorowych oraz trzykomorowa w Niemnowie i dwukomorowa w Paniewie. Pracami kierował inżynier T. Urbański. Koszty budowy kanału zwiększyły się ogółem do około 12 mln złotych.
W 1839 roku polska część wielkiej drogi wodnej była gotowa do eksploatacji. Tymczasem budowy odcinka Niemen-Windawa, liczącego 395 km, zapewniającego całej inwestycji pełną efektywność, Rosjanie po powstaniu listopadowym zaniechali. Straty poniesione przez skarb rosyjski z tego tytułu wynosiły ponad 10 mln rubli. Na taki obrót sprawy wpłynęła wrogość w cesarstwie do Polaków po powstaniu oraz chęć odwdzięczenia się Prusom, które swoją postawą pomogły carowi pokonać "buntujących się polskich poddanych". Idea Lubeckiego - budowa wielkiej drogi wodnej - poniosła klęskę. Kanał Augustowski stał się tylko lokalną trasą wodną, używaną głównie do spławu drewna i częściowo płodów rolnych.
Bank Polski wobec niskich dochodów z opłat przewozowych, które np. w roku 1841 wyniosły zaledwie 16702 zł i 2 gr., zrezygnował w 1844 roku z dalszego administrowania kanałem. W tymże roku sekretarz stanu przy Radzie Administracyjnej zawiadomił Zarząd Komunikacji Lądowych i Wodnych w Królestwie, że: "...Książę Namiestnik... zezwala na oddanie administracji Kanału Augustowskiego Zarządowi Komunikacj...", a dalej, że: "...wolą jest Jego Książęcej Mości, aby Zarząd Komunikacji zajął się ścisłym zbadaniem sposobu administracji kanału, w celu poczynienia w kosztach utrzymania onego wszelkich oszczędności, jakie się wprowadzić dadzą... aby przy przedstawieniu Najjaśniejszemu Panu budżetu na rok przyszły, wyjaśnionemi były zarazem powody, dla których dochody z Kanału Augustowskiego tak są nieodpowiednie kapitałowi na jego budowę wyłożonemu".

Porównanie przedstawionych w tabeli danych uzyskanych z raportów gubernatora augustowskiego pozwala stwierdzić niewielki tylko w ciągu 10-lecia wzrost liczby przepływających kanałem statków i sztuk drewna budowlanego. Natomiast wartość spławianych towarów zmniejszyła się nawet o ponad 1000 rubli.
Wobec tych faktów gubernator augustowski wystąpił w 1863 roku do władz centralnych z propozycjami wykorzystania spadku wód rzek augustowszczyzny dla ożywienia gospodarczego rejonu, co z kolei wpłynęłoby korzystnie na rozwój żeglugi na kanale. W propozycjach władz wojewódzkich jest już mowa o możliwości eksportowania bogatych złóż rudy żelaza, odkrytych w okolicach Augustowa.
Główny adresat pism płynących w tej sprawie z Augustowa, czyli Komisja Przychodów i Skarbu Królestwa - nie interesował się głębiej sprawą, natomiast Komisja Spraw Wewnętrznych przychylnie oceniła przedstawione propozycje i zdobyła się nawet na wysłanie do gubernatora augustowskiego pisma z radą, żeby władze tamtejsze wykorzystywały spadki wód w pierwszej kolejności do budowy najpotrzebniejszych fabryk, wśród których wymienia zakłady produkcji żelaza, przędzalnie lnu i wełny, olejarnie, papiernie, cukrownie i inne zakłady oparte na surowcach miejscowych. Na tym skończyła się pomoc władz warszawskich dla upadającego pod względem gospodarczym regionu.
Po powstaniu styczniowym żegluga na kanale zmniejszyła się jeszcze bardziej. Zniszczenia dokonane przez obie walczące strony pogorszyły poważnie jego stan techniczny. Administracja posiadała tylko tyle funduszów, by nie dopuścić do przerwania spławności kanału. O żadnej modernizacji nie mogło być mowy.

Pod koniec XIX i na początku XX wieku na Kanale Augustowskim utrzymuje się ruch tratew. Blisko 90% drewna spławiano w kierunku Wisły. Oficjalne materiały statystyczne sporządzane w Rosji podają, że w latach 1899-1903 rocznie z kanału na Niemen wypływało 21 statków, a w odwrotnym kierunku 23. W latach następnych ruch statków zwiększył się ponad trzykrotnie. Od 1904-1908 roku średnio, w trwającym około 200 dni sezonie żeglugowym, kanałem w kierunku Narwi płynęło 77 statków, a w odwrotnym 70. Stan taki utrzymywał się aż do wybuchu I wojny światowej.
* W wymienionym roku został aresztowany za udział w pracach tajnych organizacji patriotycznych.
Udostępnij:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies