Z dziejów żeglugi śródlądowej w Polsce
Dzieje wykorzystania śródlądowych dróg wodnych w naszym kraju doczekały się szeregu opracowań naukowych. Mają one jednak charakter głównie przyczynkarski. Brak jest kompleksowego opracowania tematu. Niebogata jest również literatura popularna w tym przedmiocie. Może więc niniejsza książeczka choć w części zaspokoi istniejące zapotrzebowanie na literaturę w zakresie polskiej żeglugi śródlądowej.
IV. U schyłku Rzeczypospolitej
1. Na równi pochyłej
Druga połowa XVII wieku rozpoczęła sie dla Rzeczypospolitej pod znakiem zbierania cierpkich owoców magnackiej prywaty i samowoli, ograniczenia roli politycznej i ekonomicznej miast, a także osłabienia władzy centralnej i zaniechania aktywnej polityki zagranicznej.
Podczas gdy w ojczyźnie naszej te negatywne zjawiska, prowadzące naród na skraj przepaści, pogłębiały się, scentralizowane monarchie ościenne - Austria, Rosja, Szwecja, a nieco później i Prusy - rosły w potęgę.
achty wielkopolskiej w bitwie pod Ujściem było dowodem., że nawet wobec bezpośredniego zagrożenia bytu państwowego nie potrafiła ona zrezygnować ze swoich egoistycznych interesów. Myślała tylko o ratowaniu własnych folwarków przed pożogą wojenną, o uniknięciu za wszelką cenę kosztów wojny i spiesznym powrocie do czekających ją żniw. Szwedzi rzeczywiście w pierwszych miesiącach wojny oszczędzali majątki szlacheckie, bezlitośnie rabując królewskie i kościelne. Na równi z tymi ostatnimi traktowano własność tylko tej szlachty, która pozostała wierna Janowi Kazimierzowi.
Przełom lat 1655/1656 przyniósł radykalną zmianę w stosunku ludności polskiej do najeźdźcy. Coraz częstsze wypadki samowoli dowódców szwedzkich, rabunki, kontrybucje, mnożąca się niezwykle szybka liczba drobnych oddziałów maruderskich obu wojsk, które nie oszczędzały nikogo, spowodowały, że opór przeciwko Szwedom narastał. Walczące strony starały się niszczyć wszystko, co mogłoby być przydatne przeciwnikowi. Na terenach działań wojennych przerwano na dłuższy czas prace na polach, a miasta gnębione kontrybucjami zawiesiły produkcję i wymianę. Sam tylko Kraków zapłacił Szwedom jesienią 1655 roku ogromną sumę 300000 zł kontrybucji. Nie uniknęły tego i inne miasta. Oddziały wojskowe wymuszały okup od miast pod groźbą zniesienia ich z powierzchni ziemi. Tego rodzaju szantaże powtarzały się wielokrotnie.
Ostatecznie najbardziej cierpiała biedota miejska pozbawiona możliwości jakiegokolwiek zarobkowania, a nie posiadająca żadnych zapasów pozwalających przetrzymać krytyczny okres, oraz chłopi, którym biwakujące wojska nieprzyjacielskie rozbierały na opał nawet chaty. W 1661 roku, a więc już po zakończeniu wojny, w królewszczyznach wielkopolskich bez mała 70% ziemi chłopskiej leżało odłogiem, a na Mazowszu nawet 85%. W zbożowych folwarkach szlacheckich ziemi kaliskiej produkcja nie przekraczała 30% zbiorów z drugiego dziesięciolecia XVII wieku. Regres polskiej gospodarki rolnej, odczuwalny już na wiele lat przed najazdem Szwedów, zmienił się w katastrofę w latach "potopu".
Jeszcze nie zabliźniły się rany zadane polskim miastom i wsiom przez skandynawskich najeźdźców, a tu wiek XVIII rozpoczęła nowa wojna północna (1700-1721). Przemarsze wojsk rosyjskich, saskich i szwedzkich pustoszyły kraj. Osłabiona wojnami Rzeczpospolita stała się przedmiotem wałk i przetargów dynastycznych, podejmowanych przez wszystkie znaczniejsze dwory europejskie. W tajnych rozmowach dyplomatycznych, prowadzonych przez Austrię, Prusy i Rosję, pojawiły się groźne dla Polski pierwsze wzmianki rozbiorowe. Nadchodziły ciężkie czasy.
Regres gospodarczy i systematyczny spadek znaczenia politycznego szlacheckiej Rzeczypospolitej spowodowały załamanie rozwijającej się tak pięknie jeszcze w pierwszej połowie XVII wieku żeglugi handlowej. Rozbrzmiewające gwarem rzeki pozostały wprawdzie jeszcze do końca XVIII wieku głównymi drogami eksportu zboża, drewna i płodów leśnych oraz znacznej części polskiego importu, ale skończyły się czasy rozkwitu.
Do końca XVII wieku możliwości sprzedaży polskich produktów w Europie zachodniej są jeszcze ogromne. Już po rozpoczęciu inwazji szwedzkiej gdańscy kupcy słali umyślnych do polskich dostawców zboża z wiadomością, że Holendrzy oferują wysokie ceny. Rzeki stały się jednak zbyt niebezpieczne, żeby mogły wyruszyć tej jesieni na gdański szlak statki magnackie i kupieckie. W następnych latach wojny do miast zajrzy głód, a i zaplecze zbożowe cierpieć będzie niedostatki. Wojna i zaraza zebrały obfite żniwa wśród wycieńczonej głodem ludności.
W miarę jak cofał się nieprzyjaciel, ożywiały się wsie i miasta polskie. Na rzekach pojawiają się coraz liczniejsze statki ze zbożem i towarami zagranicznymi. Kraj nie miał jeszcze wprawdzie zbyt wiele do oferowania zagranicznym nabywcom, ale dźwigając się z ruin potrzebował dużo wytworów obcego przemysłu i rzemiosła.
W niespełna dziesięć lat od zakończenia wojny ze Szwecją, w 1669 roku z Gdańska i Elbląga łącznie wywożono już 50 tys. łasztów polskiego zboża. Nadal było to przede wszystkim żyto, w znacznie mniejszych ilościach pszenica, jęczmień, owies i gryka. Natomiast coraz rzadsze na Wiśle i jej dopływach są tratwy z drewnem i produktami leśnymi. W ostatnim roku napadu szwedzkiego kupiec gdański Jan Koestner skarżył się, że maleją zyski mieszczan płynące z eksportu drewna. Wywóz smoły nie przekroczył w tym roku 2-3 tysięcy beczek, a popiołu 6-7 tysięcy beczek. Było to kilkakrotnie mniej niż w XVI wieku. W pierwszym dziesięcioleciu powojennym wynikało to z braku odpowiedniej liczby rąk do pracy, ale wtedy i później, w głównej mierze z faktu wytrzebienia wielkich kompleksów leśnych, zwłaszcza w pobliżu większych rzek, ich spławność bowiem warunkowała eksploatację lasów. Niewiele już wówczas pozostało z olbrzymich puszcz nad Wisłą środkową i Bugiem. Rabunkowa gospodarka leśna żądnej wysokich dochodów szlachty zrobiła swoje.
W drugiej połowie XVII wieku, tak jak i w poprzednim okresie, po gdańskim szlaku rzecznym płynęły również statki z ołowiem, miedzią węgierską, saletrą, rudą cynku, wełną, pierzem, śliwkami i pewną ilością płótna. W żegludze wewnętrznej utrzymuje nadal znaczną pozycję sól wielicka, bocheńska i ruska warzona oraz wino węgierskie. W XVII wieku pobudowano nowe rządowe magazyny solne dla województwa lubelskiego w Puławach, dla Mazowsza i Podlasia w Niwicach, Nurze i Skaryszewie, a dla ziemi gostyńskiej i rawskiej w Pieczyskach. Źródła z tego okresu podają, że do samej tylko Bydgoszczy spławiano rocznie do 10 000 beczek produktów. Stanisław Kutrzeba, historyk prawa, badający także dzieje handlu polskiego, zwracał uwagę na fakt, że szlachta, chcąc zabezpieczyć sobie korzystne warunki nabywania soli, sama pilnowała regularności dostaw do królewskich magazynów.

Pewne zmiany zaczęły się już zarysowywać w ustalonych w poprzednim okresie proporcjach między importem a eksportem drogami wodnymi. Przy zmniejszającym się, okresowo nawet bardzo, eksporcie nieznacznie, ale systematycznie rośnie import towarów, głównie na potrzeby szlachty i magnaterii.
Dziwne rzeczy działy się w drugiej połowie XVII wieku z żeglugą odrzańską. Tocząca się w dalszym ciągu wojna gospodarcza między wielkimi handlowymi centrami nadodrzańskimi i podległość odcinków rzeki zwierzchnictwu politycznemu kilku państw hamowały żeglugę. Śląskie towary z trudem wielkim docierały da swego naturalnego portu bałtyckiego - Szczecina. Toteż nic dziwnego, że po wybudowaniu przez Niemcy w latach 1660-1669 Kanału Fryderyka Wilhelma, łączącego Odrę ze Sprewą, rozpoczynającego się powyżej Frankfurtu, rzeka zaroiła się statkami wiozącymi śląskie wytwory w głąb cesarstwa. Dla Śląska była ta pewna rekompensata za utrudnienia w handlu ze Szczecinem. Związki tego odcinka rzeki z gospodarką polską zostały prawie całkowicie zerwane. Jedynie jeszcze przez pewien czas Odra, poniżej Kostrzynia, służy polskiej wymianie handlowej z zagranicą.
W miarę zbliżania się przełomu XVII i XVIII wieku polska żegluga śródlądowa kurczy się systematycznie. W ostatnich dwóch dziesięcioleciach XVII wieku wywożono z Polski przeciętnie rocznie 30 tys. łasztów podstawowego artykułu eksportowego - zboża. Wojna północna spowodowała dalszy silny spadek jego wywozu, w niektórych latach nawet do 15 tys. łasztów. Po jej zakończeniu następuje krótkie ożywienie w wiślanym transporcie. W 1725 roku wywóz do Gdańska osiągnął nawet ponad 46 tys. łasztów zboża, ale w następnych dwóch dziesięcioleciach ustabilizował się w granicach już tylko 20 tys. łasztów rocznie.
Na dolnej Odrze i Warcie po ogłoszeniu przez króla pruskiego Fryderyka Wilhelma I w 1721 roku wolności handlu ze Szczecinem ożywił się na krótko spław zboża i drewna oraz import towarów na potrzeby Wielkopolski. Niebawem jednak pruscy producenci zboża w obawie przed obniżeniem jego cen zmusili króla do wprowadzenia wysokich ceł granicznych, które w praktyce zamknęły drogę odrzańską dla polskiej żeglugi handlowej.
Sygnalizowana już, w odniesieniu do drugiej połowy XVII wieku, powolna zmiana proporcji między spławem a żeglugą w górę rzek na korzyść tej ostatniej, jeszcze bardziej widoczna jest pod koniec pierwszej połowy następnego stulecia. Wartość przywożonych towarów, głównie na potrzeby szlachty, zaczyna nawet przewyższać wartość eksportowanych płodów rolnych. Nie wynika to wyłącznie z ograniczenia polskiej produkcji zbożowej, ale również z tego, że na rynki zachodnie utorowało sobie drogę tanie zboże rosyjskie, a i produkcja własna importerów zaczyna intensywnie się rozwijać.
Szlachta wydaje na luksusowe towary więcej, niż ma dochodu z eksportu produkcji folwarcznej. Jednym słowem żyje ponad stan. Jest to groźne dla gospodarki kraju zjawisko, charakterystyczne dla czasów saskich.
2. Próby ratunku
Czasy saskie zapisały w naszych dziejach niechlubną kartę. Po równi pochyłej toczyła się Rzeczpospolita szlachecka do upadku politycznego i ekonomicznego. Obojętność wobec dobra publicznego i zagrożonego bytu państwowego przybrała zastraszające wprost rozmiary. Korzystały z tego państwa ościenne, podsycając wewnętrzne swary między koteriami szlacheckimi i gwarantując im niczym nie naruszoną złotą wolność. W skrytości zaś szykowały się do zadania Rzeczypospolitej śmiertelnego ciosu.
W drugiej połowie XVIII wieku przyszedł czas na opamiętanie. Znaleźli się ludzie, którzy pierwsi dostrzegli widmo grożącej klęski i chcąc jej zapobiec zainicjowali reformy. Za panowania ostatniego króla - Stanisława Augusta (1764-1795) - ożywiło się życie umysłowe i polityczne. Zapoczątkowane wówczas przemiany w gospodarce krajowej rokowały szybkie wybrnięcie z głębokiego upadku.
Okazało się jednak, że wszystkie wysiłki dla ratowania Rzeczypospolitej podjęte zostały zbyt późno. Przeciwko obozowi reform wystąpiła konserwatywna magnateria ze swoją szlachecką klientelą, mając zapewnioną wszechstronną pomoc Rosji. Konfrontacja doprowadziła ostatecznie do unicestwienia samodzielnego bytu politycznego Polski. Było to konsekwencją degeneracji funkcjonującego w Polsce od XVI wieku ustroju społeczno - politycznego.
Zanim to się stało, żegluga śródlądowa oddała gospodarce krajowej ważne usługi. Jej rozwojowi sprzyjało zniesienie w 1764 roku wewnętrznych ceł i myt. Dźwigające się w okresie naprawy Rzeczypospolitej rolnictwo dostarczyła rzekom nowych obfitych transportów. W latach 1751-1752 oraz 1763-1770 polski eksport zboża na szlak bałtycki przekraczał rocznie 50 tys łasztów. W drugiej połowie XVIII wieku Wisłą, Sanem, Bugiem i innymi rzekami ku Bałtykowi płynęły także liczne karawany tratew. W niektórych latach wywożono w ten sposób 1,5 mln drzew w postaci budulca okrętowego, tarcicy, klepki i innych półfabrykatów.
Usługi żeglugi rzecznej nie ograniczały się tylko da transportów na potrzeby eksportowa - importowe. Poważne znaczenie miał również wewnętrzny ruch towarów. Przeważały w nim towary masowe, jak sól, materiały budowlane - spławiane głównie z górnej Wisły do Warszawy, drewno opałowe, warzywa i wszelka drobnica.
Natężenie ruchu statków rzecznych była nie mniejsze wówczas niż w XVI wieku. Potwierdza to choćby rok 1770, w którym do samego tylko Gdańska przypłynęło blisko 2000 statków wiślanych.
Nie przerwał żeglugi pierwszy rozbiór Polski, dokonany przez Austrię, Prusy i Rosję w 1772 roku, ani też szykany pruskie, dla których wzorcem były krzyżackie napady na polskie transporty wiślane. Otwarcie wystąpili Prusacy przeciwko polskiej żegludze już w 1765 roku, ustanawiając w Kwidzyniu komorę celną, na której pobierali opłaty w wysokości 10% wartości przewożonego towaru. Wprawdzie na skutek interwencji Rosji musieli się z tego wycofać, co nie oznacza wcale, że zrezygnowali w ogóle z pobierania od polskich eksporterów nadmiernych opłat. Na rok przed pierwszym rozbiorem oddziały wojskowe Fryderyka II zmuszały kupców pomorskich do sprzedaży zboża pruskim magazynom po cenach o wiele niższych od płaconych w Gdańsku. W 1772 roku Prusacy poszli jeszcze dalej, zarządzając, że każdy statek wiozący zboże musi zatrzymać się koło Kwidzynia i sprzedać po cenach przez nich ustalanych 1/3 transportu przeznaczonego dla Gdańska i 1/4 - dla Elbląga. Zadali tym cios szczególnie dotkliwy kupcom trudniącym się wywozem zboża. Były to dopiero pierwsze pociski wystrzelone z przygotowanego przez Prusaków przeciwko polskiej żegludze arsenału. Po zabraniu Polsce ziem nad dolną Wisłą zaczęli w Fordonie koło Bydgoszczy ściągać od przewożonych tędy towarów 10-procentowe cło. Usadowili się także u wyjścia z portu gdańskiego na Bałtyk i tam zmuszali statki wszystkich bander do wnoszenia bezprawnych opłat. Kupców nie zgadzających się z pruskim szacunkiem wartości wiezionego towaru zmuszano do kosztownego przeładunku.
Bardzo niekorzystny dla Polski był narzucony przez Prusy w 1775 roku traktat handlowy, przekreślający wszystkie dotychczasowe prawa polskiej żeglugi i handlu. Na jego podstawie Prusacy mieli prawo pobierać 12% cła od wszystkich polskich towarów, a od tych, które potrzebne były pruskiej gospodarce, nawet 30%. W praktyce nie stosowali się jednak do ustalonych stawek, podnosząc je dowolnie. Od wwożonego do Polski np. wina francuskiego pobierali 112% wartości, herbaty 60%, od wywożonego zaś drzewa masztowego nawet 200%.

Mimo to ruch statków i tratew w dorzeczu Wisły odbywał się nieprzerwanie. W latach 1773-1795 roczny wywóz zboża do Gdańska nie spadał poniżej 20 tys. łasztów. Nie stanowiły też wyjątku lata, w których spławiano ponad 100 tys. sztuk kloców sosnowych i dębowych, ok. 7500 desek i kilkanaście tysięcy kop klepek. Z towarów leśnych wywożono jeszcze smołę i potaż. Jako drobnica na statkach płynęły: len, przędza lniana, wełna, saletra, miód, wosk, łój, olej lniany, skóry i inne.
Historia kanałów śródlądowych na ziemiach polskich zaczyna się w 1495 r., kiedy to dla połączenia Elbląga z Nogatem przekopano Kanał Jagielloński. Jednakże szeroko zakrojone prace w zakresie budownictwa kanałowego podjęte zostały dopiero w drugiej połowie XVIII wieku.
Prusy już na kilkanaście lat przed pierwszym rozbiorem Polski opracowywały projekt kanałowego połączenia dorzecza Wisły i Odry. Po objęciu w 1772 roku polskich terenów nadnoteckich, administracja pruska rozpoczęła gorączkowe przygotowania do budowy połączenia kanałowego Brdy z Notecią. Gdańsk - główny pośrednik w handlu ziem polskich z Europą zachodnią - czynił rozpaczliwe wysiłki, żeby nie dopuścić do budowy drogi, która mogła przejąć znaczną część towarów polskich i zmusić gdańszczan do znacznych ustępstw wobec polskich eksporterów, a tym samym ograniczyć ogromne dochody miasta. Gdańszczanom udało się nawet skłonić Anglię i Rosję do "łagodnych" protestów na dworze berlińskim. Nic to jednak nie pomogło. Król pruski Fryderyk II naglił kierującego pracami Fryderyka Baltazara Brenkenhofa, żeby rozpoczynał budowę. Nie była to sprawa łatwa na wyludnionym, niezdrowym terenie. Przeprowadzony zaciąg ludzi w Meklemburgii, Turyngii, Saksonii, Czechach i innych krajach dał ponad 8 tysięcy robotników. Zakwaterowano ich w specjalnie na ten cel wybudowanych barakach. Roboty ziemne rozpoczęto. wiosną 1773 roku. Jesienią wykop pod kanał był gotowy, a wiosną 1774 roku przeprowadzono próbę techniczną wszystkich dziesięciu śluz. Ostatecznie pa wprowadzeniu licznych poprawek oddano do eksploatacji Kanał Bydgoski a długości około 26 km w roku 1775. Kosztował on 680 000 talarów i ponad 2000 istnień ludzkich. Tylu bowiem robotników zaangażowanych przy jego budowie zmarło na czerwonkę i febrę.
W latach późniejszych kanał wielokrotnie przebudowywano i poprawiano. Do końca XVIII wieku ruch na tej drodze nie był zbyt intensywny. W 1776 roku przez śluzę bydgoską przepłynęło 245 niewielkich statków i 179 tratew, a w 1790 roku 512 statków i 235 tratew.
Równolegle z Kanałem Bydgoskim budowano Kanał Kłodnicki o długości 45,7 km, łączący Gliwice z Koźlem nad Odrą. Kanał ten poprowadzony został korytem rzeki Kłodnicy i zaopatrzony w 18 śluz. Do eksploatacji oddano go w 1790 roku.
Z myślą o ożywieniu gospodarczym ziem wschodnich Rzeczypospolitej połączano kanałami dorzecza Niemna i Wisły z dorzeczem Dniepru.
Pierwsze z tych połączeń to Kanał Ogińskiego, początkowo nazywany Wielkim Kanałem Pińskim, a także Portem Ogińskiego. Ojcem duchowym tego przedsięwzięcia był Mateusz Butrymowicz, a finansował wojewoda wileński - późniejszy hetman wielki litewski - Michał Kazimierz Ogiński, właściciel dóbr ziemskich, na których kanał został wytyczony. Prace rozpoczęto w 1765 roku, a w 1768 były już na ukończeniu. Z tej okazji sejm uchwalił, iż w uznaniu zasług na dziedzińcu zamku wileńskiego ma być wzniesiony pomnik fundatora kanału. Ponadto uchwałą sejmu oddano Ogińskiemu w wieczyste posiadanie wieś Myszkowice i miasteczko Łohiszyn w Pińszczyźnie oraz przyznano prawo pobierania myta w wysokości 8 złotych od wiosła na statkach płynących kanałem. Sejm zastrzegł, że jeżeli w przyszłości droga ta zostanie zaniedbana, to spadkobiercom Ogińskiego darowizna będzie cofnięta. Dalsze prace budowlane przedłużały się jednak, tak że prawdopodobnie do użytkowania kanał został oddany dopiero w 1783 roku.
Długość kanału, łączącego rzekę Szczarę, dopływ Niemna, z Jasiołdą, dopływem Prypeci wpadającej do Dniepru, wynosiła 61/2 mili. Po zaanektowaniu wschodnich ziem polskich przez Rosję Kanał Ogińskiego wielokrotnie pogłębiano i poszerzano, dostosowując do większego wymiaru statków pływających po rzekach rosyjskich.

Drugim był Kanał Królewski, początkowo nazywany też Kanałem Rzeczypospolitej, a przez ludność Polesia również Muchawieckim. Administracja rosyjska zmieniła nazwę na Bużańsko - Dnieprzański. Decyzja o jego budowie zapadła na sejmie w 1775 roku, a eksploatację rozpoczęto wiosną 1784 roku. Kanał o długości 8 mil łączył Muchawiec, dopływ Bugu, z Piną wpadającą do Prypeci. Pierwszy statek z portu Chersoń, leżącego u ujścia Dniepru do Morza Czarnego, dotarł tym szlakiem do portów na Bałtyku jeszcze w 1784 roku.
Oba przedstawione połączenia kanałowe umożliwiały przepływ towarów z Bałtyku na Morze Czarne. Dla Polesia, zasobnego w drzewo, produkty leśne, zboże i bydło, stwarzało to możliwości wywozowe w obu kierunkach. Po rozbiorach Polski decydujące znaczenie miał spław południowy - chersoński.
Ożywienie gospodarcze drugiej połowy XVIII wieku sprawiło, że zaczęto podejmować również prace nad uspławianiem rzek. Zapotrzebowanie na materiały budowlane dla szybko rozwijającej się Warszawy przyczyniło się do podjęcia prac regulacyjnych na Pilicy i Nidzie, jako że z ich pobliża uzyskiwano budulec kamienny.

W 1768 roku sejm nakazał Komisji Skarbowej zająć się "dla pożytku kraju" porządkowaniem dróg i oczyszczaniem rzek. Na ten cel przeznaczano rocznie 200 tys. złotych. W 1769 roku nadzór nad oczyszczaniem dna Niemna powierzono wileńskiemu specjaliście w dziedzinie budownictwa wodnego - profesorowi Franciszkowi Norwojszowi. W ciągu trzech lat zadanie to zostało wykonane, przez co wzrosło również znaczenie Kanału Ogińskiego.
Uchwała sejmowa z 1775 roku nakazywała podjęcie prac nad uspławnieniem rzek Piny i Muchawca. Staraniem wojewódzkich komisji skarbowych poprawiano nieco również spławność Wisły, Bugu, Sanu i innych większych rzek. Cechą charakterystyczną działalności władz w zakresie komunikacji wodnych w ostatnich dziesięcioleciach istnienia Rzeczypospolitej było dążenie do wzmocnienia więzi gospodarczych wszystkich jej ziem, w odróżnieniu do poprzedniego okresu, kiedy to na żeglugę śródlądową patrzono głównie przez pryzmat bałtyckiego eksportu zboża i drewna.
Udostępnij:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies