O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.
Artykuły

Wiosłem na wodzie pisane

Większość z ludzi odwiedzających tę stronę związana jest z wodą. Jedni zawodowa inni, jak ja turystycznie. Myślę, że i jednych i drugich łączy to samo: Miłość do wody i przyrody.


XVII Tydzień Dzikich Wód

Jędrek okazał się kompanem "nie do zdarcia". Po Pliszce, która bardzo dała się nam we znaki, wiedziałem, że mogę na niego liczyć w stu procentach. Okazało się też, że stanowimy całkiem zgrany duet, a czynności związane z zakładaniem biwaku idą nam nadspodziewanie sprawnie. Doszliśmy do takiej wprawy, że po lądowaniu, zakładaliśmy biwak w czasie nie dłuższym niż pół godziny. Mieliśmy też niemal do perfekcji opracowany system pakowania bagaży, tak, by niczego potem nie szukać oraz system organizacji biwaku. Kiedy Jędrek na przykład pompował materace, ja zajmowałem się robieniem kolacji. Po upływie pół godziny, zwykle mieliśmy już ustawiony namiot, wyształowane i odwrócone kajaki, napompowane materace i zasłane legowiska, byliśmy obaj przebrani w noclegowe dresy i zasiadaliśmy do kolacji. Innym turystom te czynności zajmowały wielokrotnie więcej czasu.

Jurek H był i nadal jest znakomitym organizatorem najróżniejszych imprez wodniackich. Często budził podziw pośród ich uczestników, ale zawsze, no prawie zawsze nieco inaczej było to widziane przez Jadzię, jego żonę. Utyskiwała: " Żeby ten Jurek chciał tak zajmować się domem, jak chętnie organizuje spływy". Moje osobiste spostrzeżenia są zgoła odmienne. Jurek zawsze wydawał mi się niedoścignionym wzorem organizacji, zarówno w domu, jak i na spływie. Tu muszę zauważyć, że mimo tych utyskiwań, Jadzia lojalnie zawsze wspierała męża i kiedy hałasowaliśmy w sąsiedztwie ich namiotu, zwykle wychodziła i perorowała na temat, jak to uczestnicy nie dbają o odpoczynek ich komandora. Zwykle skutkowało i przenosiliśmy się dalej. Niech to jednak nikogo nie zmyli. Jadzia z równą zaciekłością broniła męża, jak oddawała się rozrywkom dostępnym podczas spływów. Jest to bardzo wesoła i sympatyczna osoba, bardzo pragmatycznie podchodząca do życia.

28 maja 1983 roku, Jurek zorganizował wyjazd na spływy górskimi rzekami pod nazwą "Tydzień dzikich wód" Były to trzy rzeki górskie: Raba Poprad i Dunajec. Naszym transportem na całej trasie był dziwny autobusik ( taki ucięty do połowy Jelcz - Berliet). Nie było pełnego składu osobowego, toteż można było w tyle autobusiku wieźć bagaże i kajaki. Skorzystaliśmy z zaproszenia i, wraz z Jędrkiem wyruszyliśmy na podbój górskich rzek. Mieliśmy nieco odmienne od pozostałych uczestników wycieczki plany, bowiem Dunajec "zaliczyliśmy" już w ubiegłym roku, toteż postanowiliśmy, że popłyniemy rzekami: Białą, Popradem ( ze wszystkimi uczestnikami) i Rabą, ale w innym niż pozostali terminie. Ponieważ nasze programy nieco się różniły, skorzystaliśmy jedynie z autobusiku w stronę tam i z powrotem, między kolejnymi spływami przemieszczaliśmy się koleją.

Dziwny to kraj, w którym niszczy się dobrze zapowiadających się ludzi z błahego powodu. Grzegorz Przemyk był "świeżo upieczonym" maturzystą. Cieszył się z dobrego wyniku egzaminu i snuł plany na przyszłość. Przeholował nieco z "imprezowaniem" i zginął zakatowany przez milicję. Jego pogrzeb odbył się 19 mają 1983 roku w Warszawie. Ten dziewiętnastoletni , pełen życia chłopak musiał odejść, gdyż władzom nie podobał się jego sposób świętowania. Pamiętam, że całe nasze społeczeństwo było bardzo zbulwersowane tą śmiercią i jeszcze bardziej sposobem, w jaki próbowano zatuszować tę sprawę, zrzucając winę na sanitariuszy pogotowia ratunkowego. Nikt w tę wersję nie uwierzył, a zespół Lady Pank zaśpiewał piosenkę o Grzegorzu Przemyku. Wiele osób do dziś nuci tę piosenkę, nie wiedząc, że napisana została właśnie na cześć jego pamięci.

"Myślisz może, że więcej coś znaczysz
Bo masz rozum, dwie ręce i chęć
Twoje miejsce na Ziemi tłumaczy
Zaliczona matura na pięć
Są tacy - to nie żart,
dla których jesteś wart

Mniej niż zero
Mniej niż zero"

Uroczystość żałobna przerodziła się w największą demonstrację pokojową przeciwko władzy od czasu ogłoszenia stanu wojennego.
Za głoszenie haseł wolnościowych i działalność wywrotową, skierowaną przeciwko ustrojowi socjalistycznemu w Polsce, 28 mają 1983 r Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego skazał zaocznie szefa polskiej sekcji Radia Wolna Europa, Zdzisława Najdera, na karę śmierci. Proces zastraszania społeczeństwa trwał nadal, jednak nikt nie myślał o poddaniu się. W ludziach narastała niechęć i bierny opór w stosunku do władz.

Turyści jednak używali znakomitej odskoczni od codzienności. Nikt nam nie przeszkadzał w naszej działalności, bo była to forma dopuszczalna dla władz. Działalność społeczna. Uważano, że jest to działalność bezpieczna dla ustroju. My, turyści wszakże byliśmy przecież normalnymi członkami społeczeństwa, różniącymi się jedynie od pozostałych formą spędzania wolnego czasu.

28 mają po południu wylądowaliśmy na brzegu Białej w miejscowości Grybów. Jurek podwiózł nas tam autobusikiem, niewiele zbaczając z trasy. Wszyscy z podziwem patrzyli na nas obu, widząc cienko snującą się rzeczkę i nasz ekwipunek składający się z dwóch dmuchanych kajaków typu Rekin i sterty bagaży. Pomogli wynieść nam nasz dobytek i pożegnawszy się odjechali. Zabraliśmy się ostro do pracy i po kilkudziesięciu minutach byliśmy gotowi do drogi. Wsiedliśmy do kajaków i poddaliśmy się bystremu nurtowi niosącemu nasze statki w dół po widocznej pochyłości. Po pewnym czasie znaleźliśmy się w wąskim skalistym wąwozie. Rzeka się spłyciła i jako żywo zaczęła nam przypominać Pliszkę, z tą jedną różnicą, że w miejsce powalonych w poprzek nurtu drzew, pojawiły się grzebieniasto wystające z wody skały. Były to dziwnie ułożone formacje skalne, coś w rodzaju schodów, których stopnie ułożone są pod pewnym kątem ku górze. Woda powymywała w ich krawędziach kształty przypominające grzebień, przy czym przelewała się w przestrzeniach wolnych, pozostawiając ostre końce wynurzone ponad nurt. Odległość między tymi grzebieniami była mniej więcej równa półtorej długości kajaka. Między nimi głębia na około trzy, cztery metry. Cóż było robić? Zastosowaliśmy metodę z Pliszki. Posuwaliśmy się bokiem do nurtu, podpływając burtami do tych grzebieni, wysiadaliśmy na nie, przerzucaliśmy kajaki i wsiadaliśmy. Po odepchnięciu się wiosłem od tych skał, podpływaliśmy do następnych i tak dalej. Tak było przez sześć kilometrów, którą to odległość pokonywaliśmy aż trzy godziny. Zawrotna prędkość nieprawdaż?. Potem zaczęła się normalna górska rzeka z rwącym nurtem, głazami i ciężką harówką przy wiosłowaniu.

Płynęliśmy w pewnej odległości od siebie. Jędrek wyprzedzał mnie o jakieś dwadzieścia długości kajaka. Rozglądałem się po okolicy, która przedstawiała się niezwykle urodziwie, wtem Jędrek zniknął mi z oczu. Zobaczyłem przed sobą pionowo wynurzające się z wody skały, przegradzające jakby rzekę i usłyszałem szum, wodospadu? Nie miałem już ani czasu, ani możliwości zareagowania. Porwała mnie woda. Przez jej szum usłyszałem wołanie Jędrka. Płyń! I rzuciłem się w otchłań. Cóż to była za jazda! Jak na rynnie w aqua parku! Cała rzeka zwęziła się do szerokości dwóch metrów i przelewała się przez gardziel w kształcie litery S. Skały były śliskie, wypolerowane przez przepływającą wodę, przy czym różnica poziomów wynosiła około trzech metrów na długości około dziesięciu metrów. Pyszna zabawa! Żałowaliśmy, że nie uda nam się przenieść kajaków ponownie na górny próg , bo byłaby to wspinaczka. Potem rzeka się ucywilizowała. Płynęła przez gęsto zaludnioną okolicę. Z prawej strony, w jej pobliżu przebiegała linia kolejowa, która to zbliżała się to oddalała od jej brzegów. Lewą stroną jeździły samochody. Wnioskowaliśmy, że jest tam szosa. Raz po raz mijaliśmy stacje kolejowe i miejscowości. Ludzie, chcąc zatrzymać trochę wodę w rzece, lub też zwolnic jej bieg budowali z kamieni poprzeczne progi. Było ich wiele. Nie wszystkie mogliśmy przepłynąć. Niektóre wymagały przenoszenia kajaków, co zwykle wiązało się z opróżnianiem ich wnętrza z naszych bagaży. Biała okazała się rzeką równie piękną, co uciążliwą. Minęliśmy miejscowość Tuchów. Tu Biała, zgodnie z regulaminem TOK Przestała mieć charakter rzeki górskiej. Niestety, chyba nikt tego regulaminu nie przekazał rzece, bo nadal była rwąca, jedynie progi skalne zastąpiły powalone drzewa. Na szczęście koryto poszerzyło się na tyle, że mogliśmy te drzewa swobodnie omijać. Naszą przygodę z Białą zakończyliśmy w miejscowości Pleśna, gdzie prosto z wody wyszliśmy na peron stacji kolejowej. Niebawem odjeżdżał stąd pociąg do Krynicy Górskiej. Po drodze nam było do Muszyny. Czekał na nas Poprad.

* * *

Prawie całą noc spędziliśmy w pociągu, który kręcąc serpentyny w terenie górskim posuwał się z niewielką prędkością. Do Muszyny dotarliśmy już rano. Zastaliśmy tam całą naszą gromadkę, która rozkładała sprzęt do kolejnego spływu. Zamieniliśmy nasze "Rekiny" na wspólnego "Neptuna". Szybko go złożyliśmy i nie musieliśmy pakować już doń naszych bagaży. Pojechały na metę pierwszego etapu w Piwnicznej, Jurkowym autobusikiem. Zapomniałem dodać, że prawie całą noc, podczas naszej podróży padał ulewny deszcz. W górach skutkuje to niemal natychmiastowym wezbraniem rzek. Tak też było i tym razem. Poprad stał się groźny! Brunatna woda płynęła wartkim nurtem. Były też pozytywne strony takich wezbrań. Wysoka woda, przysłaniała liczne skalne przeszkody w dnie i pozwalała szybciej przemieszczać się nam, kajakarzom. Nad brzegiem rzeki ustawiono, jak zwykle w takich przypadkach stolik dla osób weryfikujących uczestników spływu. Rozdawano identyfikatory i wklejki do książeczek. Weryfikowano też stan rzeczywisty z wcześniejszymi zgłoszeniami. Pozytywnie zweryfikowani mogli liczyć na różne przywileje dostępne wyłącznie dla uczestników spływu. Ponieważ stan wody w rzece ciągle wzrastał, zdecydowano, dać sygnał do startu, a dalszą weryfikację przeprowadzono na mecie etapu w Piwnicznej. Pysznie nam się płynęło! Byliśmy w jednym kajaku dwaj, wprawieni w bojach na Białej, i lekko sobie wiosłując posuwaliśmy się szybko do przodu. Zauważyliśmy przy tym, że wyprzedzamy dość szybko kolejne osady, choć wcale nam na tym nie zależało. W pewnym momencie zrównaliśmy się z Jóźkiem, który płynął ze swoim siostrzeńcem oraz z Rysiem J, płynącym z Małgosią. To nasi koledzy z klubu, toteż pozwoliliśmy się ponieść nurtowi i odłożywszy wiosła zaczęliśmy sobie leniuchować. Poprad, to jednak wymagająca, górska rzeka. Nie wolno jej lekceważyć, o czym przekonaliśmy się niebawem. Kiedy nurt obrócił nas o 90 stopni w stosunku do osi rzeki, coś przytrzymało dno naszego kajaka ( zapewne wystająca skała). Napór wody był tak silny, że niemal nas wywróciło! Rutyna by nas zgubiła! Natychmiast wróciliśmy do szeregu i nie przestając wiosłować, już bezpiecznie dotarliśmy do mety etapu w Piwnicznej. Po drodze widzieliśmy Czechosłowackich pograniczników przechadzających się po grzbietach okolicznych wzniesień. Pogoda się polepszyła. Wyszło słońce. Rzeka nadal była wzburzona i płynęła wartkim, brunatnym nurtem. Rano Ruszyliśmy do kolejnego etapu, bardzo podobnego do tego pierwszego. Meta całego spływu wyznaczona została w Starym Sączu. Tam rozdano nagrody i przewieziono uczestników do Nowego Targu, Gdzie rozpoczynał się spływ Dunajcem.



* * *
Wspomniałem już wcześniej, że nie byliśmy z Jędrkiem zainteresowani tym spływem. Zresztą rejwach towarzyszący takim międzynarodowym imprezom, cała ta hałaśliwa otoczka z muzyką nadawaną przez gigantofony, ciągłe komunikaty i zgiełk wszechobecnych rozmów i przekrzykiwań głośnej muzyki, działał na nas drażniąco. Wytrzymaliśmy dzień w naddunajeckim parku, tylko dlatego, że byliśmy bardzo zmęczeni a Jurek nie mógł nas tego dnia podwieźć autobusikiem do Myślenic, skąd zamierzaliśmy ruszyć w nasz kolejny, indywidualny spływ Rabą. Rano, wszyscy wyruszyli w drogę Dunajcem, a my wsiedliśmy do autobusiku i pojechaliśmy do Myślenic. Szybko napompowaliśmy nasze Rekiny i ruszyliśmy w drogę. Naraz zagrodziła nam ją zapora. Na szczęście jeszcze w słabo zaawansowanej budowie. Rzuciliśmy się w czeluść rur, kanałów doprowadzających wodę do turbin, Nie! Turbin jeszcze nie było! Woda też nie została jeszcze spiętrzona. Jazda podobna jak na S-ce na Białej! Potem była normalna, górska rzeka, w swoim charakterze bardzo podobna do Bobru. Płynęliśmy wiosłując tylko tyle, by mieć sterowność. Nurt sam dopełniał swojej powinności i niósł nasze statki w dół spokojnym rytmem. Naraz usłyszeliśmy za nami jakiś hałas. Odwróciliśmy się i dojrzeliśmy sporą grupkę kajakarzy, płynących w naszym kierunku, wyraźnie chcących nas dogonić. Pozwoliliśmy na to i już niebawem płynęliśmy z grupą "Fastów" z Białego Stoku. Postanowili, jak my odłączyć się od grupy płynącej Dunajcem i "zaliczyć" Rabę. Nasz biwak wypadł na wspólnym polu, w miejscowości Gdów. Jak zwykle, z Jędrkiem daliśmy popis sprawności w organizacji biwaku. Nasi współtowarzysze, wyrzuciwszy wszystko, co wydobyli z kajaków na wspólną stertę, jeszcze do ciemnej nocy nie potrafili znaleźć w niej potrzebnych rzeczy. Było ognisko i śmieszne opowiadania. Ktoś z Fastów opowiadał historię, jak to jeden z ich kolegów, wybierając się na jakiś wczesnowiosenny spływ, wyszedł do autobusu jadącego nad rzekę, wprost z zakładu, jak stał, w garniturze, ale kochająca małżonka przywiozła mu pod zakład ubranie i dopilnowała, żeby przy niej przebrał się w kalesony, bo dni są jeszcze zimne, a siedząc w kajaku zmarznie. Posłuszny kolega przywdział zalecaną garderobę i podziękowawszy małżonce, udał się na spływ. Pech chciał, że po kilkuset metrach płynięcia, przyparła go potrzeba natychmiastowego udania się na stronę. Za chwilę wrócił nad rzekę mocno ubabrany ekskrementami, klnąc głośno i siarczyście na małżonkę. Potrzeba okazała się nadzwyczaj pilna a gość nie przyzwyczajony do trzech sztuk garderoby, zdjął najpierw spodnie, potem drugą część ( kalesony) i zapomniał o majtkach... Kiedy zrobił swoje okazało się, że wymaga natychmiastowej kąpieli.

Była też inna z tego cyklu opowieść: Na dużym, ogólnopolskim spływie brali udział studenci, którzy namiętnie grywali w brydża. Każdą wolną chwilę na biwaku poświęcali temu zajęciu. Pewnego razu zasiedli do gry z nieznanym im partnerem. Ten, po pewnym czasie przeprosił współgrających i oświadczył, że udaje się na stronę, czyli w nieodległe krzaki. Pozostali przy stoliku wpadli na iście szatański pomysł. Porwali z Żuka obsługującego kwatermistrzówkę,łopatę i cichcem udali się w stronę, w którą oddalił się ich kolega. Zastawszy go kucającego, zza krzaka podstawili mu tę łopatę i kiedy ten załatwił potrzebę, zabrali narzędzie z zawartością, równie cicho oddalając się z miejsca. Szybko też zasiedli do stolika, udając, że siedzieli tu przez cały czas. Gość wstał i patrzy, a tu nie ma „urobku”. Zdziwiony rozejrzał się wokół i nic nie stwierdziwszy zaczął przeglądać garderobę, w której zresztą też niczego nie znalazł. Wzruszył więc ramionami i wrócił do stolika. Gra ruszyła dalej, ale po zakończonej partii, jeden z jej uczestników zaczął ostentacyjnie pociągać nosem, na co drugi:
- co tak wąchasz?
- coś śmierdzi, nie czujesz?
- No! Coś jakby gówno...
Tymczasem główny bohater zajścia zaczerwieniony, znów grzecznie przeprosił towarzystwo i galopem popędził w znane sobie miejsce. Ponownie nic nie stwierdziwszy, wrócił do stolika. Jego koledzy pokładali się już ze śmiechu. Ten zorientowawszy się, że padł ofiarą dowcipu, też zaczął się śmiać. Historyjka poszła w świat.

Rano, nie doczekawszy się sprawnego zejścia na wodę nowych towarzyszy, zdecydowaliśmy się ruszyć sami w drogę. Pożegnaliśmy tedy miłe Fasty i wymieniwszy się adresami, ruszyliśmy do Cikowic. Tam zakończyliśmy spływ Rabą, ale musieliśmy czekać jeszcze do następnego dnia, kiedy to wracający z Dunajca Jurek i cała reszta naszej ferajny, "zgarną nas" z tego biwaku. Do domów wróciliśmy piątego czerwca 1983roku.


Udostępnij:

przylodz 30.01.2008 18067 wyświetleń 10 komentarzy 2 ocena Drukuj



10 komentarzy


  • przylodz
    przylodz
    Nowy tekst dodano do "Wiosłem na wodzie pisane" zapraszam.
    - 21.02.2008 22:32
    • Apis
      Apis
      Nowa Sól, Cigacice, Bytom Odrzański, Krosno Odrzańskie pokazują całej Polsce jak wygląda turystyka wodniacka. Tylko pozazdrościć Wam, kajakarzom i wodniakom takiej dbałości o wasze sprawy. Szkoda, że o nas - żeglugę towarową - nie dba się w równym stopniu.
      - 22.02.2008 20:10
      • Apis
        Apis
        Kolejny ciekawy rozdział dodałeś - łezka w oku sie kręci.
        - 06.03.2008 10:51
        • przylodz
          przylodz
          Do cyklu "Wiosłem na wodzie pisane" dodałem nowy rozdział.Zapraszam do czytania.
          - 10.03.2008 15:34
          • przylodz
            przylodz
            Zapraszam na Barycz. Nowy rozdział z cyklu "Wiosłem na wodzie pisane"
            - 12.03.2008 08:20
            • przylodz
              przylodz
              A ja wciąż zapraszam na Barycz. "Wiosłem na wodzie pisane"
              - 14.03.2008 10:45
              • przylodz
                przylodz
                Do "Wiosłem na wodzie pisane" dodano dwa kolejne rozdziały. Zapraszam.
                - 15.03.2008 12:08
                • przylodz
                  przylodz
                  Ciąg dalszy istnieje. Wysłałem właśnie do Kapitana kolejne dwa rozdziały, ale zapewne z powodu "śmiecenia na pokładzie" przez jakiegoś niegodziwca, zamieszczenie tych rozdziałów się opóźnia. Zatem cierpliwości!Wink
                  - 28.03.2008 12:37
                  • Apis
                    Apis
                    Już są dodane
                    - 30.03.2008 13:00
                    • przylodz
                      przylodz
                      "Wiosłem na wodzie pisane" Dodano ciąg dalszy, zapraszam do czytania.
                      - 04.04.2008 19:24

                      Dodaj lub popraw komentarz

                      Zaloguj się, aby napisać komentarz.

                      Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                      Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
                      Niesamowite! (2)100 %
                      Bardzo dobre (0)0 %
                      Dobre (0)0 %
                      Średnie (0)0 %
                      Słabe (0)0 %
                      Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                      Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies