O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.
Artykuły

Wiosłem na wodzie pisane

Większość z ludzi odwiedzających tę stronę związana jest z wodą. Jedni zawodowa inni, jak ja turystycznie. Myślę, że i jednych i drugich łączy to samo: Miłość do wody i przyrody.


II Bóbr - Rzeka dzieciństwa

Z Bobrem związany jestem od wczesnego dzieciństwa. Odchowywałem się z pieluch w Jeleniej Górze, gdzie Bóbr przyniósł mi kiedyś pluszowego misia, ofiarnie uratowanego z toni przez jednego z uczniów Technikum Chemicznego. Kiedy dorosłem do czwartego roku życia znalazłem się nad dolnym biegiem tej rzeki. Bywałem w Nowogrodzie i na starorzeczu w miejscowości Podgórzyce. To tam rzeka nauczyła mnie pływać i łowić ryby na wędkę. Tam odbierałem pierwsze lekcje przyrody.

Dowiedziałem się, że PTTK organizuje jesienny, regionalny spływ kajakowy Bobrem ze Szprotawy do Nowogrodu. Dwa etapy, jeden weekend. Bardzo się ucieszyłem i postanowiłem, że wezmę w nim udział. Komandorem okazał się Bolo. Miał on wówczas około pięćdziesiątki, jednak dzięki uprawianej kulturystyce, sprawiał wrażenie o wiele młodszego. Okazał się świetnym kolegą. Mimo zaszczytnych funkcji, jakie piastował w PTTK, zachował miłą powierzchowność i utrzymywał świetny kontakt ze wszystkimi ludźmi, niezależnie od przedziału wiekowego. Kiedy przyjechaliśmy do Szprotawy Henio już tam był. Jego zwyczajowe narzekanie dotyczyło tym razem braku możliwości zdobycia drewna na ognisko. Biadolił tak ze dwie godziny " Bo jak może być, jest spływ, a nie będzie ogniska", aż poniosły nerwy kierowcę ciężarówki, który przywiózł nam sprzęt. Wsiadł do samochodu, zawołał jeszcze kogoś i po kilkunastu minutach wrócili z drewnem. Tak więc dzięki Heniowi mieliśmy ognisko i to jakie! Rozpoczęło się, kiedy niebo rozpalił amarantowy blask zachodzącego słońca a nad łąką zaczęły snuć się mgiełki. W dole szemrała lekko woda rzeki. Zaśpiewaliśmy. Wtórowałem śpiewom, grając na gitarze. Były stare, harcerskie piosenki, wesołe przyśpiewki ludowe, był też ulubiony przez Bola "Czerwony Pas". Między śpiewy Komandor wplatał gawędy. Pasja z jaką je snuł świadczyć mogła o jego wielkim sercu do turystyki i krajoznawstwa. To miejsce jest dobre, by umieścić w nim osobę Jóźka. Stanowi on swoisty ewenement, bowiem przepłynął już tyle rzek, że nam każdemu z osobna, pewnie nie starczy życia, by mu dorównać, przy czym skromnie nie obnosi się swoimi sukcesami. Znając jego doświadczenie i podejrzewając go o przeżycie wielu przygód poprosiliśmy o opowieść. Przystał. Opowiadał ładną, czystą polszczyzną, choć ze specyficzna wschodnią składnią, dzięki temu jego opowiadania stały się jeszcze ciekawsze. Jóźkowe perypetie były zwykle śmieszne, Bolo opowiadał o rzeczach poważnych, obaj czynili to znakomicie. Nie czuliśmy upływu czasu. Gdy dotarło do nas, że spada rosa a mgła gęstnieje, doszliśmy do wniosku, że zaraz zacznie świtać. Teraz musieliśmy "szybko" spać, by rano wyruszyć w drogę.

Rano wreszcie wyruszamy. Po kilku kilometrach płynięcia, zza kolejnego zakrętu wyłonił się piękny dębowy las. Nadbobrzańskie lasy są przepiękne, niewiele lasów w kraju może z nimi konkurować. Gdy przepływaliśmy, wrześniowe słońce prześwitywało przez kolorowe już liście dębów i buków, rzucając przepiękne refleksy na rzekę. Fauna tych lasów jest niezwykle bogata. Można tu spotkać wiele gatunków charakterystycznych dla Europy środkowej. Jelenie, dziki, zające, lisy, także bobry, pośród ptactwa poczesne miejsce zajmuje bielik. Można tu także natknąć się na bociana czarnego. Widywane są zimorodki i wiele popularnych gatunków ptaków, jak czaple siwe, żurawie, różne gatunki dzikich kaczek.

Kiedy płynąłem przez tę cudowna scenerię stworzona przez naturę, przyszły mi na myśl przygody książkowych bohaterów – "Starej Baśni" Kraszewskiego i "Grodziska nad Bobrem" Macierzewskiej. Tak więc gromady wojów snuły się idąc brzegiem na kolejną wyprawę. Wydawało mi się, że słyszę z oddali szczęk oręża i gwar bitewny. Henio sprowadził mnie na ziemię. Czy to już zabudowania Żagania? Zawołał. Tak właśnie było. Nawet nie zauważyłem, jak szybko przemierzyliśmy trasę pierwszego etapu, oddając się marzeniom i poddając urokowi okolicy.

W Żaganiu znów płonęło ognisko. Tym razem na wesoło. Odwiedziła nas tu nawet słynna ze swojej pagórkowatej kanapy ciocia, która choć z natury nie była człowiekiem o wybitnym poczuciu humoru, tym razem sama przypomniała o przesławnej kanapie, wzbudzając powszechną wesołość. Potem, na innych już spływach, kiedy ktoś opowiedział dowcip o ciocinej kanapie, natychmiast zgłaszał się ktoś, kto chwalił się, że miał możność poznać tę sławną ciocię i nadziwić się nie może, skąd u tak miłej osoby mógł się wziąć taki pagórkowaty mebel. To też wzbudzało wesołość. Potem były różne opowieści, wesołe anegdoty, zwykłe rubaszne kawały, no i nie obyło się bez śmiesznych, wesołych przyśpiewek.

Pożegnaliśmy ciocię i Żagań i ruszyliśmy w dalszą drogę, do Krzystkowic ( obecnie Nowogród Bobrzański Dolny). Z każdym kilometrem, który przybliżał nas do mety, rzeka stawała się coraz bardziej moja. Coraz więcej miejsc było mi znajomych. Potem już każdy krzak, każda zatoczka przywoływały masy wspomnień z dzieciństwa i wczesnej młodości.

Spływ dobiegał końca. Było mi bardzo żal, że okres pływania kończy się, że nastanie niebawem długa, sroga zima, kiedy kajaki leżą przesypane talkiem na strychach, czekając na lepsze, wiosenne dni. Czas zimowy wykorzystałem na edukację. PTTK organizowało kurs przodowników turystyki kajakowej, na który się zapisałem.

III Kurs

Tak określa się nie tylko obrany kierunek statku. To także podnoszenie kwalifikacji. Kurs Przodowników Turystyki Kajakowej. Tak brzmiała pełna nazwa tego przedsięwzięcia. Przodownik to funkcja społeczna. Może on organizować imprezy turystyczne, prowadzić spływy ( być komandorem), może także pracować jako osoba z kadry takiej imprezy. Przodownik potwierdza, weryfikuje też pobyt i przebycie szlaku przez innych turystów.

Wspomniany wcześniej Bolo był wówczas Przewodniczącym Wojewódzkiej Komisji Kajakowej PTTK. Postanowił zorganizować ten kurs, żeby odmłodzić kadrę a także podnieść umiejętności wielu spośród licznej rzeszy zielonogórskich turystów kajakowych. Nauka trwała długo. Przez całą zimę 1979/80. Jeden z większych zakładów w mieście użyczył nam swojej świetlicy i co niedziele, liczną grupą udawaliśmy się tam, by zgłębiać tajniki techniki kajakowej, czytania wody, krajoznawstwa, ratownictwa wodnego i medycznego. Wykładowców było wielu a każdy z nich z ogromnym zasobem wiedzy. Każdy też bardzo sumiennie dzielił się z nami swoimi wiadomościami. Wreszcie egzamin. Podzielono go na dwie części. Teoretyczną i praktyczną. To było jak zdobywanie prawa jazdy! Komisja bardzo surowa i można było oblać. Musieliśmy się wykazać znajomością nawigacji, czytania wody, metod naprawy różnego sprzętu wodnego, historii kajakarstwa, umiejętności organizowania imprez turystycznych a także krajoznawstwa. Tę część zdali prawie wszyscy.


Egzamin praktyczny, to spływ Obrzycą. Wiosna. Nizinne rzeki i jeziora zamieniają się w istne tokowisko. Wszystko, co żyje odbywa tańce godowe i oddaje własnym formom zalotów. Odnawiająca się zieleń łąk, pól i lasów jest tak soczysta, że chciałoby się ją posmakować. Przyroda budzi się z zimowego snu.

Pośród wrzasków ptactwa wodnego płynęliśmy przez jezioro Sławskie. Zauroczony widokiem otaczającego mnie świata, zrozumiałem, że żaden malarz, ani fotograf, nawet gdyby dysponowali najdoskonalszymi farbami i sprzętem, będąc jednocześnie geniuszem w swojej dziedzinie, nie potrafiłby oddać rzeczywistego piękna tej krainy. Bywa, że coś, co oglądamy zapiera dech w piersiach od zachwytu, lecz nie potrafimy oddać tego wrażenia żadnym ze znanych nam sposobów. Ot, takie emocje wyłącznie na użytek własny. Obrzyca dostarczyła nam jeszcze więcej wrażeń. To niezbyt szeroka rzeka, więc mogliśmy obserwować przybrzeżne życie owadów i zwierząt. Sarny obserwowały nas zdziwione. Nigdy nie widziały takich dziwolągów na wodzie. Płynąc tak zdawałem dwa egzaminy. Praktyczny przodownicki i przed sobą samym z umiejętności odbierania tak silnych bodźców zmysłowych, płynących zewsząd ku mnie. Przyroda wciąga niczym narkotyk. My, ludzie odseparowaliśmy się od niej murami betonowych domów, pasami asfaltowych dróg, jednak wszyscy stanowimy jej cząstkę. Zrozumiałem, że nie istnieją sztuczne podziały, że natura pozostaje nadal naszą matka i piastunką, że wystarczy ją zrozumieć i uszanować. Nauczyć się współpracować, by móc czerpać z niej szczęście. Zdałem ten egzamin. Otrzymałem legitymację przodownika turystyki kajakowej III stopnia numer 2759. Odtąd chciałem stale pogłębiać swoją wiedzę, służyć innym przykładem i wszechstronną pomocą. Myślę, że większość z nas tak myśli. Sprawia to prawdziwą przyjemność.

Po egzaminach odbyła się konferencja sprawozdawczo wyborcza Komisji, na której nieoczekiwanie Bolo zrezygnował ze swej funkcji przewodniczącego. Motywował to stanem zdrowia. Wszyscy się sprzeciwiali. Na próżno. Powołano więc nowy zarząd. Przewodniczącym został Ryszard J. (Pseudonim - Pan Niedźwiedź, a to z racji potężnej sylwetki i basowego, tubalnego głosu). Mnie i Jóźkowi przypadła w udziale podkomisja weryfikacji. Od tego czasu rokrocznie, przez kilka sezonów wertowaliśmy stosy książeczek TOK ( Turystycznej Odznaki Kajakowej). Ich liczba ciągle rosła.

Ktoś, szczególnie młody, czytający moje wspomnienia może nie zrozumieć tego, że w owych czasach takie pływanie było zorganizowane. Żeby mogły pływać kajaki, dla przykładu pięćdziesiąt sztuk, musiały być kluby kajakowe, które te kajaki posiadały ( kajak był własnością klubu, nie użytkownika). Nieliczni mogli sobie pozwolić na zakup najczęściej zdezelowanego już, wycofywanego z obiegu klubowego sprzętu i znanymi sobie sposobami doprowadzić go do stanu używalności.
Kluby i koła, prowadziły różne rodzaje turystyki. Podlegały okręgowemu zarządowi PTTK, a ten wojewódzkiemu zarządowi. Kilkudziesięciu turystów a taka "wierchuszka"! Dziś pływa każdy czym chce, dokąd chce i kiedy chce. Może to robić ( i często robi) indywidualnie. Kiedy jednak retrospektywnie spojrzę na tę działalność, nie odsądzam jej od czci i wiary. Organizowane przez PTTK imprezy bardzo integrowały uczestników. Robiono to za pomocą konkursów wiedzy i sprawnościowych, za pomocą rozmaitych imprez towarzyszących, wreszcie za pomocą ognisk turystycznych, bez których nikt nie wyobrażał sobie spływu. Dziś już nie biorę udziału w takich imprezach, jednak wiem od bliskich mi przyjaciół, że tamta atmosfera poszła w zapomnienie. Dziś wszystko odbywa się w pośpiechu, jakoś tak bardzo anonimowo i indywidualnie, Uczestnicy płyną w grupie, ale po przybyciu na biwak każdy zasklepia się w swojej skorupie, jakby się obawiał, że ktoś mu skradnie cząstkę jego osobowości. Tamta atmosfera żyje jeszcze tylko w naszej pamięci. Nadal trwałe i silne są nasze, wodniackie więzi. Chętnie sobie pomagamy, chętnie wspominamy i, niestety, coraz częściej żegnamy starych przyjaciół, a tych spływowych przyjaźni naprawdę jest wiele!

IV Rzeka nocą.

Tego jeszcze nie było! Reklamówka koła PTTK "Szron" przy żagańskim "Polarze", tak zachęcała do wzięcia udziału w nocnym spływie rzeką Bóbr. Zapowiadano wiele atrakcji. Pokusa była ogromna. Płynąć rzeką, bądź co bądź górską, i w dodatku nocą, to może być ciekawe, pomyślałem. Chętnych znalazło się wielu. Liczne w Zielonej Górze koła zgłaszały swoje uczestnictwo. Prócz Zielonogórzan i Żaganian, zgłosili się indywidualni turyści z różnych regionów kraju, choć imprezę przewidziano jedynie na dwa dni. Pierwszy etap odbył się jeszcze w ciągu dnia. Start w Żaganiu, meta w Krzywańcu - koło zapory. Drugi na trasie Krzywaniec - Dychów, odbywał się nocą, ale w kanale Bobru. Dzienny etap miał wszystkich wprowadzić w atmosferę spływu i ułatwić wzajemne poznanie się jego uczestników. Tak też się stało. W Krzywańcu, koło zapory, wszyscy już byli w dobrej komitywie. Był to zabieg organizatorów warunkujący zorganizowanie konkursu na najpiękniej udekorowany do etapu nocnego kajak. Pewnie wszyscy domyślili się, że było to w okresie przesilenia wiosennego. Głównym motywem dekoracyjnym były wiec wianki. Trud był ogromny. Całe popołudnie trwała realizacja najbardziej wymyślnych pomysłów. Byli tacy, którzy przebiegle przygotowali w domach lampiony, inni mieli ze sobą kilometry sznurka, a jeszcze inni postawili na to co mieli i niczym Mc Gywer tworzyli " z niczego". Właśnie te kajaki, które udekorowano darami lasu i okolicznych łąk, wyglądały najciekawiej i zdobywały najwyższe oceny jurorów.

Komisja szybko uporała się z wyborem trójki uczestników, którzy mieli stanąć na podium. Potem tylko pamiątkowe zdjęcia i ruszamy do Dychowa.


Kanał Bobru , to wybetonowana "autostrada" o szerokości około dwunastu metrów i długości dwudziestu kilometrów. Ponieważ stanowi jednocześnie zbiornik dla elektrowni wodnej, więc podczas piętrzenia wody tworzy się cofka i nurt jest niemal niewyczuwalny. Nikt zatem nie dziwił się, że taki niewielki odcinek "męczyliśmy" do szóstej rano, bawiąc się przy tym jak dzieci płonącymi pochodniami i śpiewając do rana. Organizatorzy mieli rację. To była atrakcja!

Niewyspani, ale szczęśliwi, pełni nowych wrażeń wróciliśmy do domów, by przygotowywać się do następnego wypłynięcia na szlak, a to miało nastąpić niebawem.


Udostępnij:

przylodz 30.01.2008 18066 wyświetleń 10 komentarzy 2 ocena Drukuj



10 komentarzy


  • przylodz
    przylodz
    Nowy tekst dodano do "Wiosłem na wodzie pisane" zapraszam.
    - 21.02.2008 22:32
    • Apis
      Apis
      Nowa Sól, Cigacice, Bytom Odrzański, Krosno Odrzańskie pokazują całej Polsce jak wygląda turystyka wodniacka. Tylko pozazdrościć Wam, kajakarzom i wodniakom takiej dbałości o wasze sprawy. Szkoda, że o nas - żeglugę towarową - nie dba się w równym stopniu.
      - 22.02.2008 20:10
      • Apis
        Apis
        Kolejny ciekawy rozdział dodałeś - łezka w oku sie kręci.
        - 06.03.2008 10:51
        • przylodz
          przylodz
          Do cyklu "Wiosłem na wodzie pisane" dodałem nowy rozdział.Zapraszam do czytania.
          - 10.03.2008 15:34
          • przylodz
            przylodz
            Zapraszam na Barycz. Nowy rozdział z cyklu "Wiosłem na wodzie pisane"
            - 12.03.2008 08:20
            • przylodz
              przylodz
              A ja wciąż zapraszam na Barycz. "Wiosłem na wodzie pisane"
              - 14.03.2008 10:45
              • przylodz
                przylodz
                Do "Wiosłem na wodzie pisane" dodano dwa kolejne rozdziały. Zapraszam.
                - 15.03.2008 12:08
                • przylodz
                  przylodz
                  Ciąg dalszy istnieje. Wysłałem właśnie do Kapitana kolejne dwa rozdziały, ale zapewne z powodu "śmiecenia na pokładzie" przez jakiegoś niegodziwca, zamieszczenie tych rozdziałów się opóźnia. Zatem cierpliwości!Wink
                  - 28.03.2008 12:37
                  • Apis
                    Apis
                    Już są dodane
                    - 30.03.2008 13:00
                    • przylodz
                      przylodz
                      "Wiosłem na wodzie pisane" Dodano ciąg dalszy, zapraszam do czytania.
                      - 04.04.2008 19:24

                      Dodaj lub popraw komentarz

                      Zaloguj się, aby napisać komentarz.

                      Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                      Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
                      Niesamowite! (2)100 %
                      Bardzo dobre (0)0 %
                      Dobre (0)0 %
                      Średnie (0)0 %
                      Słabe (0)0 %
                      Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                      Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies