Targi INTERBOOT
Przepiękny ostatni weekend lata spędziliśmy z Martą na granicy trzech państw Austrii, Szwajcarii i Niemiec.
Friedrichshafen położone w kraju związkowym Baden-Württemberg nad jeziorem Bodeńskim.Znane nie tylko ze swoich uroków turystycznych, wielu wystaw i targów, ale zwane również miastem Zeppelina.
Przepiękny ostatni weekend lata spędziliśmy z Martą na granicy trzech państw Austrii, Szwajcarii i Niemiec. Friedrichshafen położone w kraju związkowym Baden-Württemberg nad jeziorem Bodeńskim. Znane nie tylko ze swoich uroków turystycznych, wielu wystaw i targów, ale zwane również miastem Zeppelina. To tutaj powstały plany pierwszego starowca zbudowanego przez Ferdynanda Grafa von Zeppelin.
Friedrichshafen jest nie tylko portem promowym w komunikacji między tymi trzema państwami, ale przede wszystkim dużym ośrodkiem przemysłowym z przedsiębiorstwami wysokiej technologii kosmicznej, samochodowej i silników spalinowych MTU gdzie pracuje właśnie nasz Przyjaciel Mirek.
Na Zjeździe Absolwentów Mirek Rajski (absolwent TŻŚ z 1967 r.) i jego żona Alinka zaprosili nas do odwiedzin w swoim pięknym mieście. Chcieliśmy pojechać do nich w okresie trwających tam targów. Każdego roku wczesną jesienią jest tam taka "branżowa" impreza i właśnie udało nam się wybrać do Nich w takim terminie.
INTERBOOT to międzynarodowa wystawa sprzętu wodnego odbywająca się w tym roku w dniach 22 - 30 września. Prezentowane są na niej łodzie i jachty żaglowe, łodzie i jachty motorowe, wyposażenie i elektronika statkowa oraz chartery, rejsy i wczasy dla płetwonurków, a także pokazy i wyścigi szybkich łodzi motorowych.
Na ogromnych terenach targów obok międzynarodowego lotniska wystawiały wszystkie liczące się europejskie firmy produkujące sprzęt pływający i nie tylko. Najwięksi szwajcarscy, niemieccy, austryjaccy, holenderscy, włoscy i skandynawscy producenci prezentowali nowości, które dla normalnego "śmiertelnika" są tylko marzeniem. Ceny niektórych jachtów przekraczały granicę miliona euro, ale były też mniej eksluzywne jednostki na "normalną" europejską kieszeń. Nie zabrakło oczywiście polskiego akcentu. Firma Yacht Service z Nowego Miasta Lubawskiego zaprezentowała jacht żaglowy "Haber" i łódź motorową "Wooden Boat". Muszę powiedzieć, że zainteresowanie żaglówką było dość duże i podpisywano nawet pierwsze umowy kupna.
Jednak największe zainteresowanie wzbudzały luksusowe jachty i łodzie szwajcarskie i włoskie stylizowane na lata 30-te. Mahoń, mosiądz i biała skóra siedzeń przyciągały wzrok swoim wyglądem. Do tego wspaniałe wyposażenie nawigacyjne i oczywiście mały silnik o dużej mocy mogły przyprawić o ból głowy skąd zdobyć około 150 tys. euro na jego zakup.
Nie wiedziałem, że w latach 30-tych budowano w Frederichshafen luksusowe auta Maybach Zeppelin DS-8. Ciekawostką na tej wystawie było takie właśnie auto ciągnące na lawecie łódź z silnikiem parowym z początku XX wieku.
Miła dziewczyna reklamująca Muzeum techniki Simsheim und Speyer była zaskoczona, kiedy spytaliśmy o cenę tych cacek. Uspokoiliśmy ją, że nie mamy zamiaru kupować auta i łodzi tylko interesuje nas ich cena. Oczywiście były to eksponaty bezcenne - prawdziwe światowe unikaty, ale tak na zaspokojenia naszych ciekawskich dusz odparła, że Maybacha nie dostanie się poniżej miliona euro.
Chcąc ostudzić nasze ciekawskie głowy weszliśmy do wystawowej knajpki na dobrze schłodzone piwo. Na pamiątkę kupiłem jeszcze kamizelkę ratunkową dla naszej wnuczki, mosiężny zegar okrętowy i czapeczkę z napisem Skipper.
W Friederichshafen nie ma bezrobocia. Na 58 tys. mieszkańców jest 28 tys. miejsc pracy, a na emerytury przyjeżdżają tu bogaci ludzie z całych Niemiec. Ogromne plantacje owoców dojrzewającym w tym specyficznym klimacie powodują, że ceny są niższe o 50 % w prównaniu do rejonu, w którym mieszkamy.
Po południu wybraliśmy się nad jezioro Bodeńskie gdzie odbywały się w ramach wystawy Inter Boot wyścigi szybkich łodzi motorowych. Była przepiękna pogoda i przez bezchmurne niebo można było zobaczyć szwjcarskie Alpy po drugiej stronie jeziora.
Pospacerowaliśmy po promenadzie aż do portu promowego i w drodze powrotnej zobaczyliśmy na niebie sterowiec Zeppelina przewożący turystów nad tym przepiąknym miastem. Wszystkie miejsca były już wyprzedane na rok przed tą wystawą , a cena biletu ... 300 euro nie odstraszała prawie nikogo. Nie udało mi się zobaczyć parowca "Hoentwiel". Jednak....zrobiłem sobie z nim zdjęcie w salonie wystawowym, gdzie rozwieszony był ogromny plakat prezentujący ten statek.
Wieczorem nasi gospodarze Alinka i Mirek zaprosili nas na kolację do greckiej restauracji.
Na serwetkach wypisane były tłumaczenia podstawowych powitań z niemieckiego na grecki.
Postanowiliśmy coś powiedzieć do kelnera w jego rodowitym języku. Kiedy już przygotowaliśmy tekst Alinka powiedziała, że obecni właściciele to chyba jednak są Jugosłowianie a nie Grecy.
Kiedy zjawił się młody kelner - słysząc jak rozmawiamy powitał nas sam po .... polsku. Okazało się, że był to nasz rodak - student pracujący tutaj w czasie wakacji. Wychodząc z restauracji wręczyłem mu pięcio-eurowy napiwek.
Przeszliśmy jeszcze spacerem na malowniczy rynek z piękną fontanną, na której ze starego silnka MTU tryskały strumienie wody. Jest to przecież miasto tych doskonałych silników nie tylko okrętowych, ale też używanych w czołgach, łodziach podwodnych i lokomotywach spalinowych.
To był wspaniały dla nas weekend w tym przepięknym nadbodeńskim mieście a dla Alinki i Mirka ich osobisty raj, bo w końcu to Rajscy...... Poniżej fotoreportaż - zapraszam do obejrzenia...
Udostępnij:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies