Hydepark

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

mkrakowiak74
03.10.2019
ZARZĄDZENIE NR 1/2019 DYREKTORA U Ż Ś WE WROCŁAWIU http://edziennik.m
alopolska.uw.gov.p
l/WDU_K/2019/6873/
akt.pdf

mkrakowiak74
01.10.2019
Pracownicy Centrum Operacyjnego w Poznaniu stworzyli graficzną prezentację aktualnych warunków żeglugowych. http://www.poznan.
rzgw.gov.pl/szlaki
-zeglowne/aktualne
-warunki-zeglugowe

Ziomal
27.09.2019

mkrakowiak74
24.09.2019

Ziomal
20.09.2019

Gdy drzewa ważniejsze od ludziDrukuj

Do przyczyn sprzyjających powodziom należy nie tylko brak zabezpieczeń, ale także roślinność dziko porastająca międzywala rzek. Powodują one wstrzymanie przepływu oraz piętrzenie i przelewanie się wody przez korony wałów na terenach zalewowych. W konsekwencji dochodzi do przeciążenia, rozmycia, przerwania wałów i zalania całych obszarów.

Władze poszczególnych miast i regionalne zarządy melioracji wodnych od lat zabiegają o usunięcie drzew samosiejek i zarośli porastających międzywala rzek. Jednak na drodze do realizacji tych ważnych celów stoją obrońcy przyrody. Drzewa często są więc ważniejsze od bezpieczeństwa ludzi. Tak jest chociażby w Sandomierzu, na styku województw podkarpackiego i świętokrzyskiego, gdzie w ubiegłym roku powódź zebrała najbardziej tragiczne żniwo. Wisła, która przerwała wał w Koćmierzowie, zalała w prawobrzeżnym Sandomierzu blisko tysiąc domów. W tym przypadku problem polega na tym, że tereny międzywala porośniętego głównie topolami i wikliną należą do obszaru chronionego programem Natura 2000.

Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Kielcach zabiegał w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, by z międzywala Wisły usunięto wszystkie drzewa, ale - jak tłumaczy Tomasz Sądag z RZGW w Krakowie - ostatecznie uzgodniono, że wycinka zostanie przeprowadzona, lecz bez szkody dla obszarów chronionych. Ze względu na okresy ochronne drzewa muszą być wycięte do końca lutego. W tej sytuacji RZGW będzie musiał zdobyć fundusze na ten cel, a także znaleźć wykonawcę robót. Zdaniem Jerzego Borowskiego, burmistrza Sandomierza, to dobra decyzja, niezależnie od tego, że zapadła pod groźbą pikiety pod Ministerstwem Środowiska i Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. - To kpina, że sprawy ekologii bywają ważniejsze od bezpieczeństwa ludzi. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że nawet budowa coraz wyższych wałów nie przyniesie rezultatów, jeżeli tereny międzywala nie zostaną oczyszczone - uważa burmistrz. Jego zdaniem, bez oczyszczenia międzywala Wisły pieniądze na odbudowę zniszczeń popowodziowych w prawobrzeżnym Sandomierzu zostaną wyrzucone w błoto.

Specjaliści, hydrolodzy, idą dalej, twierdząc, że gdyby nie obecność drzew na międzywalu Wisły, do przerwania wału w Koćmierzowie, a co za tym idzie - zalania prawobrzeżnej części Sandomierza w ubiegłym roku, mogłoby nie dojść.

Podobna sytuacja jest także w innych miejscach, gdzie wydłużenie procedur uzyskiwania pozwoleń na terenach planowanych dla programu Natura 2000 spowalnia budowę obwałowań.

- Starając się o takie pozwolenia, przygotowując raporty oddziaływania na środowisko, często trzeba przekonywać, że ochrona życia i mienia ludzkiego jest ważniejsza od przyrody - wyjaśnia Małgorzata Wajda, dyrektor Podkarpackiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Rzeszowie.

Tylko na Podkarpaciu po ubiegłorocznych powodziach uszkodzonych zostało 115 km obwałowań, z czego 7 km uległo przerwaniu. Łącznie powstało 41 wyrw, które udało się zlikwidować. Tym samym przywrócono stan sprzed powodzi, ale wciąż istnieje pilna potrzeba budowy i remontu obwałowań na odcinku ok. 200 kilometrów. - Problemem dotyczącym całej doliny Wisły jest jednak usunięcie nadmiernie rozrastającej się roślinności z międzywala, bez tego cała nasza praca może pójść na marne. Tymczasem rozmowy z przyrodnikami często kończą się niczym i straszeniem Komisją Europejską - przekonuje dyrektor Wajda.

Mariusz Kamieniecki - Nasz Dziennik
#1 | koj dnia 28.01.2011 13:41
Nawet już sami dziennikarze pogubili się kto za co odpowiada
Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Kielcach
czegoś takiego nie ma ( pewnie ewidentna pomyłka).
Jedno jest pocieszające w tym calym nieszczęściu - ludzie zaczynają widzieć do czego prowadzi Natura 2000 w międzywalu Wisły.
#2 | Waldemar Wojcik dnia 28.01.2011 19:29
Wg. prof. Mieczysława Rybczyńskiego [jego prace to "Hydrologia" i "Regulacja Rzek"] współczynniki oporu dla spływu wody wynoszą; - dla zmulonej rzeki 1,75 , - dla rzeki żle utrzymanej 2,50 .
Dla ekologów, którzy bronią terenów Natura 2000 jest jednoznaczna odpowiedż:
EKSTYNKCJA, czyli wymieranie gatunków to naturalny proces, związany z istnieniem życia na ziemi. Takie procesy powtarzaja się w dziejach ziemi już od milionów lat.
Wykryto, że pierwsza ekstynkcja miała miejsce 438 mln. lat temu, następne - 367, 250, 213, 65 mln. lat temu. Obecna 6 ekstynkcja w dziejach trwa i rocznie wymiera od 5 tys. do 500 tys. gatunków rocznie. I nic na to nie poradzą ekolodzy, a być może, że zaszkodzą.
#3 | Adam Reszka dnia 29.01.2011 00:24
Pojęcie TRASY REGULACYJNEJ polegającej na utrzymaniu międzywala w zdolności niczym nie zakłóconego schodzenia WWŻ, zostało podstępnie usunięte z nomenklatury hydrologicznej, ponieważ kłóciło się z ideą sieci Natura 2000. Sytuacji obecnej nie można inaczej nazwać, jak tylko sabotażem gospodarczym. Jeśli administracja wodna w dalszym ciągu będzie upierała się z obecnością rezerwatów w międzywalu nie pozwalając na prowadzenie prac regulacyjnych, zagrożenie powodziowe będzie z roku na rok wzrastać. Przykładem może służyć wojna sądowa międzu OTOPem a RZGW Warszawa o rozbiórkę ostróg na Wiśle niżej Wyszogrodu między Drwałami a Rakowem, którą wygrał OTOP. I o czym tu dumać?
#4 | Waldemar Wojcik dnia 29.01.2011 17:37
Gazeta Wyborcza w Płocku w dn. 27.01.2011r. zamieściła informację, p.t. "Ostatni dzwonek dla Wisły. Trzeba ją pogłębić".
Radni Powiatu płockiego mieli głosować uchwałę:
"Rada Powiatu w Płocku zwraca się o podjęcie działań zmierzających do pogłębienia dna Wisły na odcinku od Wyszogrodu do Włocławka. Niedrożne koryto rzeki stanowi zagrożenie powodujące przemieszczanie się nurtu, co skutkuje dalszym niszczeniem wałów przeciwpowodziowych. Realizacja tego zadania jest przedsięwzięciem mającym znaczący wpływ na uniknięcie w przyszłożci kolejnej powodzi w powiecie płockim....".
Zaczynamy przychodzić po rozum do głowy ale jeszcze nie zupełnie kompletny.
#5 | Adam Reszka dnia 29.01.2011 21:24
O pogłębianiu Wisły mogą mówić wyłącznie krańcowi dyletanci. Wisły bowiem nie da się pogłębić. Remedium na utrzymanie odpowiedniej głębokości nurtowej jest jej regulacja, co w dwudziestoleciu międzywojennym opracował szczegółowo prof. Roman Ingarden. System regulacyjny za pomocą ostróg zdał celująco egzamin, lecz od r. 1980 został on wyeliminowany siecią Natura 2000. Spadek Wisły Środkowej wynosi do ujścia Narwi 25 cm/km, lecz od km 551 maleje do Kępy Polskiej do 15 cm/km, a do Płocka do 10 cm/km, co przy nie remontowanych od 30 lat ostrogach i zarośniętych kępach stanowi ewidentne zagrożenie powodziowe, powodujące przy spowolnionym nurcie odkładanie się rumoszu w formie licznych na tym odcinku przemiałów, co udowodniło przerwanie wału w Świniarach. Szczególnie niebezpieczne będą w tym rejonie wezbrania w licznych miejscach zatorogennych. Jeśli odbuduje się system ostróg, to Wisła sama się pogłębi, o czym wiedzą wszyscy starzy inżynierowie hydrotechnicy. Szkoda, że nie wiedzą o tym nowi specjaliści z dyplomami "inżynier środowiska".
#6 | kaczor_g dnia 30.01.2011 12:29
Panie Adamie!
Proszę nie być aż tak surowym dla aktualnych hydrotechników. Nie ma rynku nie ma podaży dla takich specjalistów. Ja znam teorię, ale nigdy nie praktykowałem mojej specjalności, bo nie ma na to za godziwe pieniądze zapotrzebowania.
To nie jest łatwa dziedzina, ale rzeczy elementarne dotyczące prac regulacyjnych są w gruncie rzeczy banałem w stosunku np do konstrukcji wieży na nowym stadionie narodowym czy pylonu na moście AOW (nad Rędzinem).
Z całym szacunkiem skoro takie budowle są realizowane (oczywiście nie porównuję skali inwestycji, ale problemy projektowo realizacyjne) , a na "drogach wodnych" nie dzieje się za dużo, to znaczy, że problemem jest ZARZĄDZANIE - polityka (kraju) w tej dziedzinie i jej brak, a nie niedostatek osób przygotowanych.
Powstaje czasem zdziwienie, że nie ma potencjału, że nie ma jak wykonać prac popowodziowych, bo nie ma kto tego robić.

Nie ma bo nie ma rynku, rynek powstałby gdyby Państwo nie rzucało raz na 10 lat po powodzi kilkaset milionów (słyszałem o ok 800mln) , tylko gdyby zamiast tego regularnie przeznaczałoby na te cele odpowiednio mniejsze środki.

Oczywiście to, że instytucje odpowiedzialne nie są w stanie "wyszarpać" niezbędnych środków świadczy o tym, że albo są słabi politycznie i nie mają przebicia , co jeszcze rozumiem ale co nie jest żadnym usprawiedliwienie, albo co gorsza są niezainteresowani konsekwentną pracą nad utrzymaniem dróg wodnych, bo nie leży to w ich wąsko pojętym interesie.....
#7 | P2J dnia 31.01.2011 20:15
Zbieram dobrze uzasadnione argumenty na poparcie tezy, że powódź jest skutkiem działań "ochronnych". Serdecznie proszę o przykłady z uzasadnieniem.
Wiem już mniej więcej o Świniarach i Koćmierzowie. Link - "Na wałach w Sandomierzu prędko drzew nie wytną. Winna Natura 2000" ("Wyborcza"Wink
#8 | P2J dnia 31.01.2011 20:20
Ciekawa dyskusja na forum Link - "Lasy Polskie"
#9 | przylodz dnia 31.01.2011 20:45
Tak się składa, że w Koćmierzowie, wyrwało wał w odległości ok. 500 m od domu naszej rodziny. Najłatwiej spytać tych ludzi, jakie mają argumenty. Takie: Wisła nie jest pogłębiana od lat. Powstały łachy i kępy. Wały nie są umacniane, ba nawet konserwowane. Międzywale porośnięte chaszczami. Wezbrana woda nie mieści się w międzywalu i niszczy najsłabszy punkt w koronie wału. Potem jest to lawina, której już nikt nie powstrzyma. Kiedy rozmawiałem z tymi ludźmi dawali prosty przykład. Napełnij szklankę wodą. Przelej tę wodę do innego naczynia. Do poprzedniej wsyp do połowy piasku i spróbuj ponownie zmieścić tę samą wodę w tej szklance. Nie da się! To wiedzą zwykli, rozsądni ludzie, nie trzeba hydrologów, zaś tych, którzy chcą uprawiać tę chorą ekologię w międzywalu powinno się pogonić na cztery wiatry! Takie jest zdanie powodzian na ten temat. Ja je w pełni podzielam.
#10 | kaczor_g dnia 31.01.2011 21:13
To nie jest dobry przykład.... bo trzeba by postawić koparki o olbrzymiej wydajności żeby "odbierały" urobek niesiony przez rzekę...
Chociaż tutaj wyrażajmy się ściśle, albo wcale, regulacja nie daje 100 % gwarancji na uniknięcie kataklizmu, zwiększa szansę na uniknięcie - zabezpieczenie się przed powodzią, daje możliwość w dość dużym zakresie, takiego sterowania przepływami, żeby uniknąć niekontrolowanego zalania cennych np gospodarczo miejsc.
O ile wiem problem z Wisłą polega na tym, że tam jedno chyba krakowskie RZGW ma już ostateczny i prawomocny wyrok nakazujący rozbiórkę osłony opaskowej brzegu....w miejscu gdzie meander "doszedł" już do podstawy wału, a w związku z Naturą nie mogą zrobić prac, które przemieszczą oś nurtu. Więc wykonano tę opaskę, no ale .... sąd nakazał jej rozbiórkę... Wyrok chyba ostateczny sędzia będzie miał dobrą emeryturę i raczej nie będzie się przejmował zalanymi ludźmi..

To jest syzyfowa praca, przecież to nie jest tak, że rzeka jest zakopana bo nikt nie kopie....

Pierwsza rzecz, od której należy zacząć to rzetelna ekspertyzy, które nakazał NIK.
Nie można robić wszystkiego byle jak, podnosić wały, zwiększać ich przekrój , bez rzetelnego wskazania dlaczego, gdzie i jak należy to zrobić najpierw.

NIKT już dziś o tym raporcie nie mówi, wszyscy o tym zapomnieli.
A skoro NIK nie jest poważany i jego zalecenia to jak mają być poważani poszkodowani ludzie czy osoby prowadzące działalność gospodarczą na rzece?
#11 | Apis dnia 31.01.2011 22:39
Ciekawa dyskusja na forum Link - "Lasy Polskie"

Denerwuje mnie, że w Polsce jak zwykle mamy samych speców od katastrof lotniczych, znawców zjawisk hydrologicznych w ciekach, speców od gospodarki itd.. Leśnicy doradzają jak regulować rzeki, fryzjerzy kładą asfalt, krawcy prowadzą knajpy a wszyscy pchają się do polityki i władzy. Niech więc lesnicy nie prowokują nas do stwierdzeń, że rowy śródleśne należy zasypać bo zbyt prędko odprowadzają wodę do rzek zamiast pozostawić ją w glebie tytułem retencji naturalnej. Niech nas nie prowokują do stwierdzeń, że należy tę prowadzoną przez nich planowo-nasadzeniowo-wycinkowo-szkółkarską gospodarkę leśną zarzucić, lasy "puścić na żywioł" i na dodatek jeszcze sadzić lasy w miastach na ulicach - na samym ich środku.

Raz podjętej ingerencji w rzekę nie da się odwrócić. Nie ma powrotu do stanu sprzed ingerencji bez katastrofalnych skutków. Między bajki włożyć należy tezy o rozebraniu zabudowy hydrotechnicznej i "obsadzaniu rzeki drzewami" oraz, że rzeka sama się rozleje tam gdzie chcą "zieloni".

Ab ovo:

Kiedy rzekę - aby wzdłuż jej biegu się osiedlać - obwałowano a poprzez działania regulacyjne zabezpieczono przed dzikim meandrowaniem i zmianą koryta - wycięto także zbędną roślinność w międzywalu. Wyliczono starannie ile wody pomieści się w tak przygotowanym obszarze, a ile należy w razie potrzeby odprowadzić do polderów. Na podstawie tych wyliczeń zaprojektowano odpowiednią wysokość wałów przeciwpowodziowych z założeniem, że warunki na jakie je zaprojektowano będą niezmienne.

Przez szereg dziesięcioleci dbano aby tej delikatnie wyznaczonej granicy bezpieczeństwa nie naruszać. Wycinano zbędną roślinność z samosiewów, oczyszczano z naniesionych pni i naprawiano uszkodzenia w zabudowie hydrotechnicznej. Konserwowano i sprawdzano wały oraz zaprojektowane poldery. Nie dopuszczano, aby te poldery zasiedlać lub w jakikolwiek inny sposób użytkować. Zyskano oprócz niewątpliwego bezpieczeństwa powodziowego także w miarę niezmienne koryto i dodatkowo niezłą (bo tanią) trasę komunikacyjną.

Niestety - w pewnym momencie zaprzestano tej dbałości: przestano troszczyć się o drożność koryta, zaprzestano wydobywania pni, karczów i innych skutków działania sił natury. Pozwolono na niekontrolowany rozrost roślinności w międzywalu i zapomniano całkiem, że największe szkody powstają zimą. To zima powoduje, że wilgotny grunt raz zamarzając a raz mięknąc w odwilżach staje się mniej spójny i podatny na uszkodzenia mechaniczne od kry. Dzikie zadrzewienia międzywala stają się ośrodkami zatorogennymi, a napierający lód piętrząc się niszczy jak taran ten rozmiękły grunt wałów i umocnień.

Pochód lodów niszczy zimą także ostrogi i inne umocnienia brzegów spełniających rolę regulatorów profilu koryta. Staje się ono coraz płytsze i coraz szersze. Nurt zaczyna myszkować powodując niekontrolowane odkładanie się rumoszu. Międzywale zamiast spełniać rolę obramowania koryta staje się jego dnem - podczas gdy centralnie w nurcie tworzą się łachy i kępy porastające coraz bujniejszą roślinnością. Kolejna zima, kolejne szkody i tak przez ostatnie dziesięciolecia doprowadzono rzeki cywilizowane do stanu skrajnej degradacji. Nic dziwnego, że powodzie są coraz bardziej niebezpieczne i gwałtowne. Wystarczy porównać dane statystyczne z czasów, gdy dbano o wyznaczoną granicę bezpieczeństwa z czasami gdy tę granice rozmyślnie przekroczono. Największe powodzie przypadają na ten właśnie drugi okres. Naruszono niezmienność warunków na jakie zaprojektowano wały i poldery. Naruszono równowagę pomiędzy pojemnością koryta (i międzywala) a wysokością wałów. Należy ja przywrócić a nie podnosić wysokość wałów w nieskończoność.

Nasuwa się tu pewna analogia do niegdyś polnej drogi, którą utwardzono, wyprofilowano, zaopatrzono w rowy odwadniające aby mogła spełniać swą rolę niezależnie od warunków atmosferycznych. Wzdłuż drogi powstały miasta i wsie gdyż pełnić zaczęła ona rolę sprzyjającą osadnictwu. Zimą powstają w niej jednak szkody (nawiasem mówiąc stan "normalny" polskich dróg). Jeśli te szkody nie będą naprawiane lub naprawiane byle jak - następnej zimy wystąpią jeszcze większe szkody. Zalegające jesienią kałuże nasączają warstwę wierzchnią a ta poddawana zmianom temperatur zimą kruszy się i rozpada aż droga przestaje w końcu spełniać rolę do jakiej ją zaprojektowano.

Oczywiście zaniedbana droga nas nie zaleje, ale może uniemożliwić kontakt ze światem tak samo jak wezbrana rzeka. Może na niej się przewrócić rozpędzony TIR i zburzyć nasz dom równie szybko jak wezbrana rzeka.

Ludzie od wieków osiedlają się wzdłuż rzek i dróg. O jedne i drugie należy dbać w równym stopni choć inaczej. Tzw. przełomy zimowe na drogach są łatane plackami asfaltu aby zapobiec powstawaniu jeszcze większych wyrw a w odpowiednim czasie remontuje się całkowicie i dogłębnie wybrany fragment nawierzchni.

Ubytki w zabudowie hydrotechnicznej rzek spowodowane pochodem lodów powinny być naprawiane też jak najszybciej, aby przy przyjściu wezbrań koncentrować nurt w korycie. Szkody spowodowane przez bobry również. Trawa powinna być koszona lub wypasana. Ptaki znajda sobie inne miejsca gniazdowania - choćby tuz za wałem.

Dzikie rosliny zarastające pobocza dróg i agresywnie wdzierające się w nawierzchnię powodują jej rozsadzanie. Wycina się więc ją maszynami i oczyszcza rowy tak, aby spełniały rolę odprowadzania nadmiaru wody z powierzchni drogi. Bydło nie powinno samopas chodzić po drogach podobnie więc bobry nie powinny robić sobie co chcą na wałach przeciwpowodziowych kosztem bezpieczeństwa ludzi.

Dzika roślinność porastająca trasę regulacyjną rzek powodować może równie groźne szkody jak mróz zimą. Rozsadza umocnienia, ostrogi regulacyjne i wały. Zarośnięte, zasypane gruzem i odpadami poldery nie spełniają (podobnie jak zarośnięte rowy przydrożne) funkcji odprowadzenia nadmiaru wody.

Skala jest oczywiście inna, ale nikogo jakoś nie dziwi utrzymywanie przydrożnych rowów w należytym porządku a nawierzchni w odpowiednim wyprofilowaniu. Ba - wrzask na całą Polskę się niesie z powodu dziur i kałuż.

Niech więc drogowcy zajmą się drogami, leśnicy lasami a rzeki i bezpieczeństwo przeciwpowodziowe należy powierzyć hydrotechnikom a nie nawiedzonym sektom i ich poplecznikom z tytułami naukowymi opłacanym za wyłudzone eko-haracze.. Polska nie musi przeznaczać 25% swojej powierzchni pod obszary "Natura 2000". Nikt od nas tego nie wymaga. Potrzebny jest przede wszystkim zdrowy rozsądek, bo fachowców jeszcze mamy. Rzecz w tym, że w końcu należałoby skorzystać z ich wiedzy a nie z wątpliwej argumentacji eko-terrorystów.
#12 | 1109 dnia 01.02.2011 17:27
Leśnicy na terenach leśnych prowadzą racjonalną dla gospodarki leśnej gospodarkę wodą.Obserwowałem to w lesie który prowadził mój Brat.Miał tam jeziora, bystrą rzekę oraz wiele rowów łączących oczka wodne.Nie było tam ludzi z wykształceniem w tym kierunku.Natomiast praktycy obserwujący poziomy wody po opadach.to było najlepszym wskaźnikiem gdzie pogłębić,gdzie zrobić tamę,aby jak najwięcej zatrzymać wody w lesie.Tam jednak nie było problemu z powodzią,bo co się rozlało ,to las szybko wypił.
W lesie jednak szybciej jest zrobione, niż jakiś ekolog się spostrzeże.
Pozdrawiam Włodek.
#13 | Waldemar Wojcik dnia 02.02.2011 14:06
Wisła w miejscu wystepowania cofki od zapory włocławskiej, t.zn. od Świniar do Dobrzykowa, odkłada się piasek, ponieważ maleje prękość wody. Wydaję się, że tutaj sama rzeka nie jest w stanie pogłebić się, nawet gdybyśmy odbudowali główki i opaski. Gdyby ktoś z kolegów mógł poradzić w tej sprawie - bedę b. wdzięczny za wypowiedż.
#14 | koj dnia 04.02.2011 12:57
Nie dla pogłębiania Wisły. Będzie powódź?
Aleksandra Dybiec, Adam Małachowski2011-02-03, ostatnia aktualizacja 2011-02-03 18:56

- To zgoda instytucji państwowych na kolejną powódź - tak o decyzji Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej mówi starosta płocki Piotr Zgorzelski. Chodzi o odłożenie pogłębiania Zbiornika Włocławskiego na bliżej nieokreślony czas.

O ważnym projekcie, jaki przygotował RZGW, informował już w ub.r. wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski. Tłumaczył, że chodzi o podjęcie prac regulacyjnych na Wiśle w całym Zbiorniku Włocławskim (czyli między Płockiem a tamą we Włocławku).

- Pieniądze na ten cel, ponad 150 mln zł, są już zarezerwowane. Pochodzą ze środków unijnych - podkreślał Jacek Kozłowski. Dodawał, że w 2011 r. rozpoczną się prace przygotowawcze, a wszystko ruszy w 2012 r.

Powodzianie odetchnęli z ulgą. Cieszyli się, że po latach zaniedbań i marazmu, państwo wreszcie zainteresowało się losem Wisły, a tym samym ich. I że ktoś wysłuchał ich apeli, próśb o pogłębienie rzeki. Bo w zasadzie tylko to, zdaniem mieszkańców nadwiślańskich gmin, może uchronić przed kolejnymi powodziami.

W ramach unijnego projektu pod pełną nazwą "Ekologiczne bezpieczeństwo stopnia wodnego we Włocławku: modernizacja stopnia wodnego we Włocławku i poprawa bezpieczeństwa powodziowego Zbiornika Włocławskiego" rzeczywiście planowano pogłębić cały zbiornik. Jak informuje Dariusz Bogacz, rzecznik prasowy RZGW w Warszawie, zakres prac ujęty był w trzy pakiety. Pierwszy dotyczył przebudowy i modernizacji obiektów włocławskiego stopnia, m.in. zapory czołowej czy przepławki dla ryb. Pakiet drugi przewidywał rozbudowę zapory bocznej w Borowiczkach, rozbudowę wałów wstecznych Słupianki oraz lewego wału wstecznego Rosicy. Natomiast trzeci pakiet to przebudowa zapory bocznej w Nowym Duninowie oraz zapory bocznej Jordanów-Tokary-Radziwie, a także wspomniane już pogłębianie zbiornika.

Okazało się jednak, że na wszystko pieniędzy nie wystarczy, bo sam trzeci pakiet - jak informuje Dariusz Bogacz - kosztowałby około 200 mln zł. W związku z tym RZGW postanowiło z niego zrezygnować. Choć oczywistym wydaje się fakt, że odłożenie tych prac spowodowane jest najwyższą ceną (wszak RZGW otrzymał tylko 152 mln zł), Bogacz twierdzi, że chodziło o hierarchię ważności.

- Z punktu widzenia ochrony przeciwpowodziowej Płocka kluczowym zadaniem jest rozbudowa zapory bocznej w Borowiczkach i rozbudowa lewego wału wstecznego Słupianki - tłumaczy rzecznik RZGW. I kontynuuje: - Przeprowadzenie tych prac zmniejszy zagrożenie dla całego miasta podczas występowania wysokiej wody. Ponadto podkreślam, że nadrzędnym celem inwestycji jest zabezpieczenie stopnia wodnego we Włocławku. Dlatego też przy wyborze zadań do realizacji w ramach przyznanych nam 152 mln zł, decydowała hierarchia ważności prac, zwiększających bezpieczeństwo stopnia i ochronę przeciwpowodziową Płocka.

Wyjaśnienia te nie przekonują w żaden sposób władz powiatu. Bo choć starosta płocki Piotr Zgorzelski wie, że w tym roku RZGW planuje m.in. pogłębienie Wisły na odcinku od Kępy Polskiej do okolic Dobrzykowa (8 mln zł na ten cel przeznaczy MSWiA), jest zdania, że to zdecydowanie za mało. Bo żeby ludzie rzeczywiście byli bezpieczni, pogłębiony powinien być nie kilkunastokilometrowy odcinek, a cały zbiornik.

"Jako Starosta Płocki czuję się odpowiedzialny za bezpieczeństwo mieszkańców tej ziemi i nie mogę przystać na to, by zmniejszenie środków na budżet projektu realizowanego przez RZGW dotknęło tak wielu ludzi" - pisze Zgorzelski w apelu wystosowanym m.in. do premiera, szefa MSWiA, wojewody mazowieckiego, marszałka Mazowsza. Tłumaczy przy tym, że obecnie Wisła na terenie całego powiatu płockiego wypłyca się niezwykle szybko ze względu na brak naturalnych systemów. Twierdzi, że co roku przybywa 1,5 mln metrów sześciennych namułu, a RZGW wydobywa zaledwie około 250 tys. metrów sześciennych. Przypomina o uchwale, jaką niedawno podjęła rada powiatu. W uchwale tej radni domagają się pogłębienia Wisły od Wyszogrodu do Włocławka.

"Jakie rozwiązanie proponuje Państwo wobec realnego zagrożenia powodzią?" - pyta starosta.

- Obecnie dno jest tak zamulone, że w razie kolejnych przyborów wody wały mogą okazać się zbyt niskie! Jedynym sposobem na uniknięcie takiej tragedii, jaka dotknęła mieszkańców powiatu płockiego w ubiegłym roku, jest pogłębienie dna Wisły - dopowiada Stanisław Maciejewski, dyrektor płockiego oddziału Wojewódzkiego Zarządu Melioracji Urządzeń Wodnych (to instytucja podlegająca pod Urząd Marszałkowski).

Dariusz Bogacz: - Wykluczenie pakietu nr 3 z projektu nie oznacza zaniechania nad nim prac. Zadania te uważamy za ważne i nieprawdą jest, że rezygnujemy z ich wykonania. Wszystkie zadania ujęte w pakiecie będą finansowane z innego źródła.

Kiedy RZGW przystąpi w do realizacji swoich obietnic? Tego jeszcze nie wiadomo. - Termin rozpoczęcia i zakończenia prac w ramach pakietu trzeciego będziemy mogli podać, gdy uzyskamy informację w zakresie możliwości jego finansowania - tłumaczy Bogacz.
Źródło: Gazeta Wyborcza Płock
#15 | kaczor_g dnia 04.02.2011 19:06
Zastrzegam, że piszę jako teoretyk hydrotechnik, ale skala "pogłębienia" raczej wyklucza jego skuteczność jeśli nie robi się tego w sposób systematyczny.
Normalnie tak jak przez cały rok RZGW płaci za gotowość lodołamaczy do akcji (na jedno wychodzi czy rachunek wystawiany jest tylko w zimie ale faktycznie ten rachunek musi zapewnić utrzymanie jednostek przez cały rok), tak analogicznie w bezpośredniej bliskości zapory powinien się znajdować refuler lub kilka refulerów, które przerzucają piach na drugą stronę. To jeden z kosztów, który powinien być wzięty pod uwagę. Zniknąłby problem dramatycznego obniżenia dna poniżej zapory w wyniku erozji. Nie trzeba by nikogo niczym "dokarmiać" - bo to utopia.
Nie ma tego problemu na jazach kozłowych (małe piętrzenie) i innych budowlach, które praktycznie umożliwiają otwarcie całego sektora w trakcie dużych przepływów.
Aktualna konstrukcja zapory to uniemożliwia. Być może jeśli są takie możliwości techniczne należałoby taka możliwość przewidzieć.
Opróżnienie (częściowe) zbiornika daje możliwość "posprzątania" jego dna - takie sprzątanie kilka lat temu było robione np na Mietkowie, gdzie w 2009 wykonano taką operację https://picasaweb.google.com/wojtek.sen/2009_11_15MietkowBezwodny#5405200743297703650
http://www.garnek.pl/fomator
http://acecampaign.com/videoshare/video/zWsEkI3Pw9I/TROLLING_PL_MIETK%C3%93W_luty_2008.html
Robienie czegoś takiego pod wodą lub z wody zwiększa kilkukrotnie koszty, które i tak są ogromne. To trzeba wydobyć , przetransportować i zeskładować , pomijam formalną stronę przedsięwzięcia.

Po raz kolejny mści się zaniechanie i brak systematyczności. Rzekoma oszczędność, która kończy się wielokrotnie większymi stratami.

Odpowiadając na pytanie Pana Waldemara, wydaje się, że bez rozwiązania kompleksowego problemu zbiornika Włocławskiego i Wisły (jako całości) jakiekolwiek prace wykonywane lokalnie nie mają większego sensu, ze zdjęcia satelitarnego widać, że we wskazanym rejonie odkładają się łachy, to oznacza, że ruch (prędkość) wody jest wystarczająca do transportu rumowiska, więc może wystarczyłyby zwykłe ostrogi koncentrujące nurt w głównym korycie i w konsekwencji utrzymanie głębokości.
Ale nie ma nic za darmo, przekrój koryta zasadniczo się nie zmieni, zmieni się tylko geometria przekroju.
Swoją drogą wiele firm pewnie dałyby krocie za możliwość wydobycia piachu z Wisły, a tak dodatkowo trzeba za to płacić grube miliony.
#16 | Mariner76 dnia 05.02.2011 11:00
To że doszło do powodzi w Sandomierzu byłbym ostrożny że to wina drzew w międzywalu które spowodowały lokalne spiętrzenie wody.Nic takiego nie miało miejsca , byłem tam w tą feralną noc gdy woda podnosiła się 20 cm i więcej na godzinę i dokładnie pokazywała co niedługo może sie stac na odcinku 500 metrów i się stało.Akurat w tym miejscu było obniżenie wału które było największe na pograniczu województw.Ciężko było by to zauważyc gołym okiem ale woda pokazała doskonale , więc wina bardziej leży w tym że ktos tego nie zauwazyl wczesniej.Ogólnie kumulacja wody w tym rejonie była tak ogromna że jesli nie tutaj to gdzie indziej doszło by do przerwania wału, biorac pod uwagę to że jeszcze szła bardzo duża woda z dopływów powyżej Krakowa.Bardziej realnym powodem kilku powodzi w tym rejonie jest brak zbiornika retencyjnego na rzece wisłoka który by zmniejszał falę powodziową w tym rejonie.
#17 | P2J dnia 16.02.2011 01:48
Plan powodzi 2011
Aż się prosi, by powstał Rządowy Plan Powodzi na rok 2011. Wydaje się, że w niektórych miejscach powódź jest po prostu przesądzona.
Wójt Wilkowa (sandomierskie) napisał nawet artykuł, z którego wynika, że nakłady na usuwanie skutków powodzi idą na wszystko, tylko nie na zabezpieczenie przeciwpowodziowe.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
  PRchecker.info Free counters!
Apis | Alhenag | Absolwenci TZS | Wierzbnik | Rada Kapitanów | PHP-Fusion PL