Barki z węglem utknęły na zamarzniętej OdrzeDrukuj

Zwykle z Kędzierzyna-Koźla do Wrocławia płyniemy dwa dni, teraz jesteśmy w drodze już szósty dzień. Wszystko przez zalodzone kanały żeglugowe - skarżą się marynarze. Na pomoc wysłano im lodołamacz. Barki wiozą ponad 5 tys. ton węgla dla Kogeneracji, która dostarcza ciepło do części Wrocławia. Kłopoty z pokonaniem zatorów lodowych na Odrze miały już na Opolszczyźnie. Jednak w kanałach śluzowych w Ratowicach i Janowicach koło Oławy utknęły na dobre.

- Warstwa lodu jest gruba na 10-15 cm. Nie poradzimy sobie z nim sami ani za pomocą pchaczy. Lód muszą rozkruszyć lodołamacze - opowiada nam członek jednej z załóg.

Marynarze poinformowali o kłopotach Regionalny Zarząd Gospodarski Wodnej, który nadzoruje stan dróg wodnych, nabrzeży i urządzeń hydrotechnicznych. - A tam powiedziano nam, że w baku dyżurnego lodołamacza nie ma benzyny. To absurd. Pływałem w wielu krajach, w Niemczech, Belgii, tam byłoby to nie do pomyślenia. Jak oni są przygotowani do zimy? Przecież lodołamacz powinien być stale w pełnej gotowości - irytuje się kapitan jednej z jednostek, które dwa dni temu utknęły w Ratowicach.

Magdalena Łońska, rzeczniczka wrocławskiego RZGW, twierdzi, że kapitanowie barek doskonale wiedzieli, że sytuacja na Odrze jest coraz trudniejsza, i powinni jak najszybciej pokonać planowaną trasę. Jednak dopiero we wtorek po południu na pomoc uwięzionym wysłano lodołamacz "Panda".

Łońska: - "Panda" ma za zadanie udrożnienie całego janowickiego kanału żeglugowego i kanałów żeglugowych śluzy Ratowice.

Rzeczniczka RZGW twierdzi, że barki zostaną uwolnione, ale zaraz potem skanalizowana część Odry zostanie zamknięta. Na jej użytkowanie nie pozwolą niskie temperatury.

- Sezon żeglugi na Odrze trwa na ogół od marca do grudnia. W tym roku mrozy przyszły wcześniej - tłumaczy.

Zimą lodołamacze nie będą udrożniały rzeki i kanałów tak, aby mogły tam pływać statki oraz barki. Ich zadaniem będzie jedynie likwidacja zatorów lodowych na Odrze.

- W ten sposób mają przede wszystkim zapobiegać uszkodzeniom przez lód urządzeń hydrotechnicznych: śluz, jazów i mostów. We Wrocławiu mamy dwa lodołamacze. Oprócz "Pandy" także "Borsuka", który obecnie stacjonuje w Brzegu Dolnym - kończy Łońska.
#1 | Janusz Fafara dnia 08.12.2010 13:31
Zdarzenie opisane w Gazecie Wyborczej jest delikatnie mówiąc nie do końca rzetelne. Autor nie pofatygował się dotrzeć do przyczyny zaistniałej sytuacji a oparł się tylko na relacji zdesperowanych marynarzy i opinii rzecznika prasowego wrocławskiego RZGW co w rezultacie zdramatyzowało akcję i zarazem wygładziło image zatroskanego o los statków właściciela drogi wodnej.
A prawda jest taka : zleceniodawca przewozów węgla do wrocławskiej elektrociepłowni tak dopiął harmonogram przewozów, że znając z wyprzedzeniem negatywne prognozy meteorologiczne zagwarantował dojście zestawów pchanych do Wrocławia tuż przed nadejściem fali mrozów. Główna przyczyną opóźnienia w realizacji kontraktu był nieplanowany przymusowy postój przed stopniem wodnym w Rogowie od dnia 30.11.2010 który trwał półtorej doby, o którym to pani rzecznik nie wspomniała. W międzyczasie również uległa awarii śluza Bartoszowice i Janowice. I to były główne przyczyny nie dotarcia na czas do nabrzeża elektrociepłowni dostaw węgla.
W chwili gdy sytuacja stała się już gramatyczna, czyli od 04.12.2010 , kiedy to temperatura spadła w niektórych miejscach nad Odrą do minus 19 stopni co spowodowało całkowite zamarznięcie kanałów śluzowych i pojawienie się śryżu RZGW Wrocław dysponował tylko jednym lodołamaczem Borsuk który stacjonuje zwyczajowo w przy stopniu wodnym w Brzegu Dolnym. Lodołamacz Panda nie był w tym czasie dysponowany przez RZGW lecz wchodzi w skład grupy roboczej remontującej skarpę pod śluzą Bartoszowice. Oczywiście właściciel statków, które utknęły na trasie podjął w dniu 06,12,2010 r rozmowę z armatorem lodołamacza Panda odnośnie ceny i możliwości wynajęcia lecz niestety, oferta była za wysoka. Wobec powyższego dostał wysłany pchacz Bizon z pustą barką , który to zestaw pełnił rolę lodołamacza. Z kłopotami, ale w końcu dotarł do Ratowic i wstępnie przetarł szlak. W międzyczasie została przeprowadzona rozmowa z dyrekcją RZGW aby jednak właściciel drogi wodnej wspomógł wysiłki armatora i jednak zlecił podnajęcie lodołamacza Panda i tak też się stało. Zdziwienie jednak wywołał fakt, że statek , który rzekomo pełni dyżur w trybie zabezpieczenia przed sytuacją lodową był bez paliwa co w pełni potwierdza fakt, że jednak RZGW w tym czasie nie dysponowało Pandą. I w tym momencie powstaje pytanie kto zawinił. Droga wodna nie była zamknięta, statki utknęły, jaz Opatowice, o którym pani rzecznik dyskretnie pominęła przestał piętrzyć , i to on w głównej mierze stał się sprawcą kłopotów z dojazdem do Kogeneracji. W wielkim bólu statki dopłynęły do Wrocławia a Panda o dziwo dzielnie łamie lód również na dolnym i górnym kanale Opatowickim, który jest obecnie nie eksploatowany. Pozostaje jedynie niesmak z powodu tradycyjnej już wielkiej niemożności podjęcia szybkiej decyzji przez administratora dogi wodnej aby zminimalizować potencjalne zagrożenie wypadkiem żeglugowym.
#2 | Apis dnia 08.12.2010 15:09
To kolejny przykład, że administracja dróg wodnych działająca "pod skrzydłami" Ministerstwa Środowiska jest po pierwsze: złożona w większości z dyletantów, po drugie: niewydolna i nieudolna, po trzecie: arogancka. Wnioski pozostawiam Radzie ds Promocji Żeglugi Śródlądowej.

Co jeszcze ma się wydarzyć oprócz permanentnych awarii śluz i urządzeń, lekceważenia ostrych zim, powodzi czy suszy aby w końcu odebrać partaczom - zwanym żartobliwie "gospodarzami wody" - zarządzanie drogami wodnymi?
#3 | anton681 dnia 09.12.2010 02:17
Jestem ciekawy ile osob pracujacych w ministerstwie srodowiska mialo do czynienia z naszym zawodem, ile osob chociaz raz pofatygowalo sie na poklad jakiejkolwiek jednostki plywajacej po Odrze, bardzo watpie czy sa takie osoby, moze sie myle? Pozdrowienia z cieplejszych rejonow gdzie rzeki nie zamarzaja tak szybko
#4 | Adam Reszka dnia 09.12.2010 12:01
@anton681: W MŚ i KZGW tak prawdę powiedzieć, nie ma już nawet jednego profesjonalisty od dróg wodnych z prawdziwego zdarzenia, nie wspominając już o utrzymaniu trasy regulacyjnej. Przed paroma laty zaczęto pozbywać się z licznych RZGW obytych z tą problematyką fachowców, czego po 10. latach pracy jako emeryt na 1/2 etatu na jedynym w tej Firmie stanowisku specjalisty ds. nawigacji i wytyczania rzecznych szlaków żeglownych doświadczyłem na własnej skórze. Takie stanowisko i zbyt aktywne działanie uznano w RZGW Warszawa za zbędne i zgoła szkodliwe. W tym sezonie nawigacyjnym m.in. z przyczyn powodzi, szlak żeglowny między Puławami a Płockiem praktycznie nie był wytyczony, nurt zmienił w kilku miejscach swój ustalony bieg a ostrogi uległy poważnym uszkodzeniom. Co nas czeka wiosną? - trudno przewidzieć.
#5 | Magdalena Lonska dnia 09.12.2010 12:57
Szanowni Państwo,

W odpowiedzi na powyższe komentarze pragniemy w imieniu RZGW we Wrocławiu przedstawić pełny obraz zaistniałej sytuacji. RZGW we Wrocławiu planowało zamknięcie szlaku żeglownego od 15.12.br. To miało umożliwić powrót i przepłynięcie znajdujących się na Odrze skanalizowanej zestawów pływających (prośby armatorów). Trudne warunki nawigacyjne i prognozowane dalsze spadki temperatur powietrza były powodem ostrzeżenia o ewentualnym, natychmiastowym zamknięciu sezonu nawigacyjnego na Odrze skanalizowanej. W związku z powyższym RZGW zwróciło się z prośbą do kapitanów statków oraz wykonawców robót hydrotechnicznych o jak najszybszy przejazd statków (fax nr 168/2010).

Na skutek utrzymywania się niskich temperatur od dnia 29.11.br., płynący śryż spowodował w nocy z dnia 3 na 4.12.br. samoczynne "położenie" się sektorów jazu Opatowice. W przypadku jazów sektorowych taka sytuacja zdarza się często w warunkach zimowych i dlatego RZGW we Wrocławiu sukcesywnie przebudowuje jazy sektorowe na jazy klapowe, które nie będą podlegać awariom z tego powodu. W wyniku braku piętrzenia i braku możliwości uprawiania żeglugi - w dniu 4.12.br. o godz. 6.00 - zamknięty został szlak żeglowny rzeki Odry skanalizowanej od stopnia Janowice do śluz Bartoszowice i Opatowice (fax nr UŚ-167/2010). Służby RZGW we Wrocławiu niezwłocznie przystąpiły do prac mających na celu podniesienie zamknięć jazu. Pragniemy również sprostować, że żadna ze śluz od Wrocławia do Oławy w tym Bartoszowice i Janowice nie uległy awarii.

W dn. 6.12.br.o godz. 14.00 przywrócono piętrzenie na jazie Opatowice i otwarto szlak żeglowny na odcinku Janowice – Bartoszowice, aby umożliwić przepłynięcie do Wrocławia zestawów pchanych z węglem (jeden zestaw znajdował się poniżej Janowic a cztery inne w rejonie Ratowic).
Informujemy również, że pchacz Bizon z pustą barką dotarł tylko do stopnia Janowice.

Dla udrożnienia kanałów żeglownych i śluz od Bartoszowic do Ratowic i umożliwienia przejścia zablokowanych w lodzie zestawów pchanych załadowanych węglem, użyty został jednorazowo lodołamacz Panda. Do akcji przeciwpowodziowe i zabezpieczenia spływu lodów na Odrze skanalizowanej w sezonie 2010/2011 przeznaczony jest lodołamacz "Borsuk", który czeka w gotowości do akcji na górnym stanowisku śluzy w Brzegu Dolnym. W razie potrzeby dwa inne lodołamacze stacjonujące w RZGW Szczecin mogą być skierowane do kruszenia pokrywy lodowej na Odrze swobodnie płynącej, będącej w obszarze działania RZGW we Wrocławiu. Lodołamacz "Panda" nie był planowany do prowadzenia akcji lodołamania w okresie zimowym. Zwyczajowo lodołamacz Panda jest wykorzystywany jako jednostka do prowadzenia robót hydrotechnicznych wykorzystywaną przez jego właściciela. Potrzeba jego nagłego użycia wymagała uzupełnienia paliwa. Lodołamacz "Borsuk" jest przygotowany technicznie i organizacyjnie do natychmiastowego udziału w akcji lodołamania. Użycie lodołamacza Borsuk w tej sytuacji było nieuzasadnione ekonomicznie, a także jego wykorzystanie wiązałoby się z opóźnieniem przystąpienia do akcji kruszenia pokrywy lodowej na Odrze powyżej Wrocławia.

W dn.7.12.br. uwolniony został jeden zestaw pchany a w dniu 8.12.br. pozostałe 4 zestawy.
W naszej ocenie akcja przebiegła szybko i sprawnie, o czym świadczą również pisemne podziękowania armatorów przesłane do RZGW we Wrocławiu po zakończonej akcji o następującej treści:
"Pragniemy złożyć serdeczne podziękowania za skuteczną organizację akcji lodołamania mającej na celu uwolnienie naszych barek, które utknęły na rzece Odrze na odcinku Ratowice - Janowice w wyniku trudnych warunków nawigacyjnych spowodowanych obecnością zjawisk lodowych na rzece Odrze i kanałach śluzowych. Państwa profesjonalizm, natychmiastowa interwencja i właściwa organizacja pozwoliła na szybkie opanowanie sytuacji i sprowadzenie naszych barek do celu przeznaczenia. Dlatego jeszcze raz dziękujemy za Państwa zaangażowanie i wykonywaną pożyteczną pracę."
(skan dokumentu zamieszczony jest na naszej stronie internetowej www.wroclaw.rzgw.... ).

Z poważaniem,
Magdalena Łońska
Rzecznik RZGW we Wrocławiu
#6 | Seehund dnia 09.12.2010 22:27
Trudno jest odnieść mi się do faktów, gdyż diabeł tkwi w szczegółach, a na dodatek zamiata ogonem interpretacji. Nie mogę natomiast oprzeć się potrzebie podzielenia wrażeniem, że podziękowania armatorów przypominają mi sławetne wpisy do Książki Zażaleń (młodszym kolegom służę na PW wyjaśnieniem co to takiego) , gdzie na wpis Wrażego Niezadowolonego pojawiało się kilka kontr wpisów wniebowzięcie zadowolonych. Po plecach, dreszczem, przebiegła mi wizja starych, mrocznych czasów.
#7 | Apis dnia 10.12.2010 07:52
Szczere podziękowanie wyraził zapewne armator.... "Pandy".

Drogi wodne to wszak drogi i wymagają utrzymania zimowego jak te na lądzie, a tam nikt ad hoc nie wypożycza od osób prywatnych pługów i piaskarek.

Nie ogłasza się na kolei i na drogach "przerwy zimowej". RZGW przyzwyczaiło się zanadto do tego terminu (niemal jak do własnego święta), a poprzednia "przerwa zimowa" trwała pół roku.

Jak wykorzystuje się tę "przerwę" na remonty śluz i urządzeń hydrotechnicznych widać było gołym okiem poprzedniej zimy na przykładzie Bartoszowic. Dziwnym trafem remontowała ją firma... właściciela "Pandy".

Dość powiedzieć, że ze skutkami tegorocznej powodzi sprawniej i szybciej poradziły sobie firmy przewoźników niż "wyspecjalizowane firmy" powiązane z RZGW. Gdyby nie wspomniane "coroczne-półroczne święto RZGW"- już dawno przewoźnicy kupiliby sobie lodołamacze i mieli gdzieś okrąglutkie słowa Pani Rzecznik o "całej flocie" lodołamaczy gotowych do akcji gdzieś na papierze.
#8 | Janusz Fafara dnia 10.12.2010 14:08
Szanowna Pani rzecznik, ja niżej podpisany nie mam zamiaru wybrzydzać nad formą współpracy Pani firmy z klientami. Tak, z klientami, gdyż nowa nomenklatura określa każdą usługę i także udostępnienie drogi wodnej do komercjalnego wykorzystania ,,produktem". Skoro jest produkt to siłą rzeczy jest i klient. A klient ma święte prawo czasem wychylić się z swego tele-okienka i powiedzieć "a ku-ku" sprawdzam. Nie twierdzę, że wszyscy są idealni po obu stronach, ale zapewniam Panią , że po czterdziestu latach nierozerwalnego związku z Odrą wiem jak wyglądała współpraca z właścicielem drogo wodnej dawniej a jak wygląda dziś . W swoim komentarzu przyjęła Pani taktykę bezwzględnej obrony "swojej" firmy. Każdy z nas broni swojego interesu ale ja jestem lojalny wyłącznie wobec siebie. W tym przypadku występuję jako osoba prywatna i nie chciał bym aby w tym miejscu utożsamiać mnie z jakakolwiek firmą. Zawsze z dystansem podchodziłem do komentarzy Seehunta, lecz tym razem muszę przyznać że swą wypowiedzią trafił w samo sedno. O tym , że diabeł tkwi w szczegółach to za chwilę, a teraz chciałbym się odnieść do coraz bardziej w środowisku popularnego kapitańskiego listu dziękczynnego. Myślę, że bardziej praktyczne i postępowe byłoby postawienie urządzenia rodem z filmu Barei w holu RZGW, aby gdy przyjdzie ochota kapitanom dziękować i piać peany za skuteczność i zaangażowanie w sprawnym funkcjonowaniu drogi w trybie live brał za przykład sprawdzone trenera Jarząbka.
Ale do rzeczy, bo jak mawiał nasz były prezydent ,, nie chcem ale muszem" chciałbym zakończyć dywagacje na temat zdarzeń które nie powinny mieć miejsca. A więc -
Po pierwsze : nie chciałbym robić w tym momencie wykładu z zakresu logistyki w transporcie śródlądowym , ale w wielkim skrócie na przykładzie przewozów węgla w relacji Gliwice - Wrocław wygląda to mniej więcej tak. Czas trwania cyklu transportowego od portu wyładunkowego do portu załadunkowego i z powrotem do porty wyładunkowego wynosi przeciętnie sześć dób. Tyle się zakłada planując przewóz i tak też było w przypadku planowania ostatnich transportów w bieżącym sezonie nawigacyjnym przed nadejściem fali mrozów. Ostanie zestawy wyszły z Wrocławia 28.12.2010 i 29.12,2010 i teoretycznie powinny być z powrotem pod nabrzeżem Kogeneracji 04.12.2010 w godzinach popołudniowych. Tak jednak się nie stało gdyż ciąg nieplanowanych zdarzeń spowodował że 4.12.2010 zostały zatrzymane w Koźlu ze względu na niejasną sytuację z jazem Opatowice i prognozami pojawienia się zjawisk lodowych. A tymi nieplanowanymi zdarzeniami były jak już wcześniej wspomniałem krótkie co prawda przerwy w pracy śluz ale za to skutecznie przesuwające w czasie zaplanowany załadunek w Gliwicach. Awarie w dniu 28.12.2010 na śluzach Bartoszowice i Janowice nie zostały odnotowane na stronie RZGW, były to kilkugodzinne przerwy spowodowane zapowietrzeniem układów hydrauliki siłowej, natomiast kolejna awaria śluzy Janowice została odnotowana na stronie RZGW w zakładce sytuacja hydrologiczno - nawigacyjna w dniu 30.12.2010 i trwała w tym dniu do godz. 14. Następna awaria na stopniu Rogów odnotowana na stronie RZGW w dniu 01.12.2010 trwała od godz. 11 do godz. 13 dnia następnego. I tak cały ten ciąg zdarzeń ( awarii śluz) i poważnie respektując ostrzeżenie zawarte w faxie UŚ - 166/2010 spowodowało, że część transportów z węglem została już zatrzymana w Koźlu już 04.12.2010 gdyż i tak nie miały szans dojścia do Wrocławia .Natomiast pięć zestawów w feralnym dniu 04.12.2010 znalazło się w rejonie oddziaływania zdarzenia z jazem Opatowickim i nie było już żadnych szans wybrania innej opcji niż tylko kontynuacja rejsu do Wrocławia po usunięciu awarii jazu. Pozostaje tylko pytanie, dla czego na ekipę która usunęła awarię trzeba było czekać od soboty 04.12.2010 do poniedziałku tj.,06.12.2010. Samo usuniecie awarii trwało co prawda osiem godzin, ale gdyby awarię usunięto od razu w sobotę nie było by całego zamieszania . Odra w tym czasie , przynajmniej w Oławie była w miarę czysta pokryta jedynie rzadko płynącymi krami lodowymi. Śryż w dosłownym tego słowa znaczeniu pojawił się na Odrze w nocy z soboty na niedzielę i już około południa stanowił pokrycie około 40 % .
Po drugie: Nie bardzo rozumiem co Pani rzecznik miała na myśli twierdząc, że pchacz, który z musu pełnił rolę lodołamacza, podczas gdy takowy stał spokojnie pod śluzą Bartoszowice dotarł tylko do stopnia wodnego Janowice. Ja niżej podpisany dalej z maniackim uporem twierdzę że ów pchacz dopłynął do dolnego awanportu śluzy Ratowice w dniu 07.12. br. i o godź. 16 około 300 metrów od prowadnic rozpoczął manewr zawracania a z lodołamaczem Panda spotkał się w drodze powrotnej w okolicach budowy nowego mostu w Łanach. Ja osobiście uważam, że dolny awanport stopnia wodnego Ratowice jest integralną częścią tegoż stopnia. W czasie gdy pchacz łamiący lód rozpoczął manewr zawracania pierwszy zestaw z góry Ratowic już był prześluzowany, następny był w komorze śluzy na górnym stanowisku. Po całym tym zdarzeniu pozostaje tylko niesmak , że po 20 godzinach naprawdę ciężkiej pracy kapitana pchacza pełniącego rolę lodołamacza nikt mu nie powiedział tak zwykłego i jakże prostego przecież słowa dziękuję.
Po trzecie: To że kapitanowie w taki wylewny sposób dziękowali RZGW za trud i pomoc włożoną w bezpieczne sprowadzenie statków do miejsca docelowego ma zupełnie inne podłoże. Nie będę donosił, gdyż brzydzę się tego, ale właśnie ci kapitanowie swym postępowaniem złamali zasady dobrej praktyki żeglarskiej i stworzyli realne zagrożenie spowodowania wypadku żeglugowego . Ich pean pochwalny ma swoją cenę i bardziej wskazana byłaby pielgrzymka na kolanach na ul. Norwida aby odkupić swoje winy .
Po czwarte : nie tylko sami kapitanowie zwracali się z prośbą o pomoc lodołamacza w doprowadzeniu statków do portu przeznaczenia. Również kierownik wrocławskiego oddziału Odratrans w dniu 07.12. br. w godzinach porannych zwracał się telefonicznie do z-cy Dyrektora ds. Eksploatacji i Ochrony Przeciwpowodziowej wrocławskiego RZGW prosząc o pomoc w wyprowadzeniu statków z najbardziej zagrożonego odcinka czyli z Ratowic do Bartoszowic. Jak prośba strony właścicielskiej została odebrana - do dziś nie wiadomo.
Kończąc : W całym tym rozgardiaszu należą się słowa podziękowanie kierownikowi Nadzoru Wodnego we Wrocławiu za pomoc i zawsze rzeczowe i profesjonalne podejście w najbardziej niewiarygodnych i przedziwnych sytuacjach jakie niestety przy obecnym stanie technicznym infrastruktury hydrotechnicznej występują i będą się występować coraz częściej na Odrzańskiej Drodze Wodnej .Takich ludzi jak on jest już niestety w Waszej branży niewielu.

Janusz Fafara
#9 | Szafranek dnia 31.12.2010 20:10
Szkoda,że tak późno dopadłem ten artykuł,bo kilka lat temu, jeden z bardzo wysoko postawionych decydentów w RZGW,twierdził że LODOŁAMACZ 'PANDA' nie jest lodołamaczem,bo ma wąsy i jest przerobiony na pchacza,a po za tym jest za słaby i za płytko zanurzony i nie może pracować na węźle Wrocławskim bo sobie nie da rady.Okazuje się że jest lodołamaczem i przypadku kiedy nie ma innego wyjścia świetnie sobie radzi.Podziękowania należą się właścicielowi lodołamacza,a nie, nie zaradnemu Zarządowi Gospodarki Wodnej we Wrocławiu,który zamiast wykorzystać fakt,że jest w zasięgu ręki jednostka specjalistyczna z wykwalifikowaną załogą specjalistów od spraw budownictwa hydrotechnicznego,posiadająca tabor, sprzęt i zasoby ludzkie jakich nie powstydziły by się takie przedsiębiorstwa,jak niegdyś PBH czy NAWIGA.Lecz RZGW musi co roku sprowadzać ze Szczecina lodołamacz "BORSUK" ponieważ jest to bratnia firma państwowa,która co roku wygrywa przetarg,a "BORSUK" jest za silny za głęboki i nie radzi sobie z przejściem z Brzegu Dolnego do Wrocławia.Za to natura ma to do siebie, że lubi upomnieć się o swoje,i pokazać jak jest nie przejednana,a my róbmy swoje i nie przejmujmy się odwilżą,niedługo woda wyjdzie z koryta rzeki,a my będziemy zaskoczeni jak drogowcy co roku zimą.Wszystkiego najlepszego w Nowym 2011roku życzy Szafranek.
#10 | tczew dnia 19.02.2019 18:39
Byłem wiele lat kapitanem Pandy w PBW Tczew w dobrych rekach to naprawdę genialny statek

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
  PRchecker.info Free counters!
Apis | Alhenag | Absolwenci TZS | Wierzbnik | Rada Kapitanów | PHP-Fusion PL