Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

tiktak
14.09.2020

tiktak
21.08.2020
[https://www.wody.
gov.pl/aktualnosci
/1274-wody-polskie
-uzyskaly-dofinans
owanie-na-rozwoj-o
drzanskiej-drogi-w
odnej-2][/url]

tiktak
10.08.2020

tiktak
04.08.2020
[url][/https://www
.portalmorski.pl/z
egluga/45901-jest-
projekt-uchwaly-ws
-rozbudowy-odrzans
kiej-drogi-wodnej-
na-odcinku-od-malc
zyc-do-lubiaza]

tiktak
04.08.2020
[https://www.porta
lmorski.pl/zegluga
/45876-ruszaja-rem
onty-kanalow-na-sz
laku-wielkich-jezi
or-mazurskich][/ur
l]

Marynarz rzeczny = zawód niebezpiecznyDrukuj

Marynarz rzeczny = zawód niebezpiecznyCzy możemy liczyć na pomoc ratowników medycznych gdy przydarzy nam się wypadek np. w porcie o stromych ścianach nabrzeży lub w śluzie? Chyba nie. Dziś we wrocławskim Porcie Miejskim wydarzył się taki wypadek. Członek załogi pchacza TUR-O-61 podczas podczas wychodzenia na ląd po drabince nabrzeża pośliznął się i wpadł do wody uderzając przy tym prawdopodobnie głową o pokład statku. Koledzy z innych jednostek natychmiast go wyciągnęli i oczywiście wezwali pogotowie.

Po przybyciu karetki zaczęły się rozgrywać sceny jak z ze złego snu: ratownik medyczny odmówił zejścia na pokład statku twierdząc, że "nie ma uprawnień do schodzenia po drabinie". Podenerwowany dyspozytor portu - pośredniczący w wezwaniu pomocy - w obliczu zagrożenia życia kolegi ze statku nie przebierał w słowach, na co ratownik medyczny rewanżował się zapowiedzią skierowania sprawy do postępowania karnego, na policję itd...

Nie dziwimy się dyspozytorowi, że uznał iż coś, co na wodach śródlądowych Europy byłoby nie do pomyślenia - dzieje się na jego służbie naprawdę. Koniec końców pogotowie wymogło na dyspozytorze aby podwieziono poszkodowanego w bardziej dostępne miejsce i pchacz udał się na "Ciepłą Wodę". Tam dopiero z pomocą przybyłych strażaków udzielono pierwszej pomocy i przetransportowano do karetki odzyskującego przytomność naszego kolegę po fachu.

Narzuca się pytanie: czy przyjmując zgłoszenie o wypadku na pokładzie statku - obojętnie gdzie on się znajduje: w porcie, śluzie, na środku rzeki - nie należy od razu zawiadomić strażaków lub inne służby "mające papiery na schodzenie po drabinie"? Czy można narażać poszkodowanych na utratę życia lub ciężkie dla zdrowia konsekwencje opóźniającej się pomocy medycznej tylko dlatego, że znajdują się na pokładzie rzecznego statku?

kpt. A. Podgórski
foto (ilustracyjne): gemeindefeuerwehr-geesthacht.de
#1 | marek56 dnia 06.05.2015 18:03
W zasadzie w tym kraju już mnie nic nie zaskoczy ale taki przypadek to nie wiem jak skomentować. Jedno jest pewne tego nie można tak zostawić ! To jest sprawa również dla prokuratora !
#2 | Marek Odra dnia 06.05.2015 21:58
Kogo Pan "marek56" chce straszyć prokuratorem? Czy wymagać Pan będzie od ratownika medycznego wejścia np. do pustego zbiornika po nie wiadomo czym i udzielenia pomocy poszkodowanemu bo przyjechał pierwszy na miejsce zdarzenia, wejścia do płonącego budynku w celu ratowania rannego, pracy na wysokości na słupie wysokiego napięcia w celu ratowania poszkodowanego. Od tego są inne służby. W normalnym kraju kierowcą karetki powinien być zawodowy lub ochotniczy strażak. Ma on za zadanie zabezpieczyć miejsce zdarzenia tak aby osoby postronne typu lekarz, policjant, służby miejskie miały możliwość bezpiecznie przeprowadzić swoje czynności. Zgodnie z tokiem Pana myślenia to niech Pan zmusi kapitana barki do wystartowania hydroplanem bo i jedno i drugie może utrzymywać się/ pływać po wodzie.

Jakby dyspozytor zadzwonił do Dolnośląskie WOPR
ul. Na Grobli 40-44, 50-421 Wrocław, tel. 71-344-47-45 fax 71-344-82-19 WOPR to mógłbym się z Panem zgodzić. W przeciwnym razie to dyspozytorem może się zająć " prokuratura"
#3 | Apis dnia 07.05.2015 08:14
Właśnie w ten sposób spuentowałem artykuł. To dyspozytor pogotowia (czy nr 112) powinien OD RAZU zawiadomić odpowiednie służby do udzielenia pomocy w trudnym miejscu. Chodzi o życie ludzkie i upływający czas. Nikt ratownika medycznego nie zmusi do zejścia jesli ma lęk wysokości, ale dyspozytor powinien to wiedzieć.

Przy okazji: WOPR z ul. Na Grobli dotarłby do Portu Miejskiego najpewniej po trzech godzinach. Z uwagi na rozkopany Kanał Miejski i Śluzę Miejską musiałby pokonać trzy śluzy: Bartoszowice, Zacisze i Różankę oraz okrężnie kilkanaście kilometrów drogi wodnej. Przyjazd lądem i wodowanie łodzi w pobliżu Portu Miejskiego zająłby niemal tyle samo. WOPR nie ma pojazdów uprzywilejowanych.

Gdzie te czasy, gdy porty miały własne służby strażackie na statkach specjalnie do tego celu zbudowanych? Czy będzie w tym kraju normalnie?

www.zegluga-rzeczna.pl/images/news/fw0.jpg
#4 | bolo dnia 07.05.2015 21:11
Jestem strażakiem ochotnikiemi znam system szkolenia i zasady dopuszczania strażaków do wykonywania różnych zadań ratowniczych. Podstawowe szkolenie uprawnia ochotnika do udziału w gaszeniu pożarów i udzielania pierwszej pomocy przed medycznej. Jednym z kolejnych stopni wyszkolenia jest ratownictwo medyczne. Ratownik medyczny jest uprawniony do udzielania kwalifikowanej pomocy medycznej w różnych warunkach i ma do tego odpowiednie wyposażenie. Ale to nie znaczy wcale, że wszyscy mogą wspinać się na drabiny lub z nich schodzi. Zależy to od wyniku badań lekarskich i dopuszczenia lub nie dopuszczenia strażaka do prac na wysokości. Przepisy są bardzo
rygorystyczne, ale jak znam życie i służbę strażacką to żaden z nich nie odmówi pomocy w ratowaniu życia bez względu na warunki a nawet jakieś zagrożenia osobiste.
#5 | Tadeusz 44 dnia 08.05.2015 09:05
Proszę koleżeństwa...
z opisu powyższej sytuacji wynika jeden jedyny fakt, a mianowicie-statek był na wodzie dolnej. W tej sytuacji należało jak najszybciej dać wodę górną, zrównać poziom pokładu z poziomem nabrzeża i eto wsio. Był na to czas od powiadomienia do przyjazdu służb medycznych. Ktoś tu widzę wpadł w panikę...pozdrawiam.
#6 | Apis dnia 08.05.2015 14:55
Tadeusz: w porcie? Wodę dolną czy górną?
#7 | Tadeusz 44 dnia 08.05.2015 15:22
Tak to jest Andrzeju gdy się czyta pobieżnie...sorry.
W porcie to inna sprawa, w Opolu jest dość wysoko od strony przeładunkowej...pozdrawiam
#8 | Medyk dnia 10.05.2015 21:18
Szanowny Panie Kapitanie,
z uwagą przeczytałem Pański artykuł i z przykrością stwierdzam, że wprowadza Pan czytelników w błąd. Gorąco zachęcam Pana do lektury podręczników z zakresu ratownictwa medycznego, gdzie po raz pierwszy przeczyta Pan zapewne o kluczowej w ratownictwie medycznym zasadzie ,,bezpieczeństwa własnego" mówiącej dokładnie o tym, że medyk NIE wchodzi do strefy niebezpiecznej, ale oczekuje na wydobycie poszkodowanego w miejsce bezpieczne przez inne służby (PSP, WOPR, etc). Drugie odkrycie jakiego dokona Pan w trakcie lektury to fakt, że podtopionego człowieka zabezpiecza medycznie ZESPÓŁ RATOWNICTWA MEDYCZNEGO (vide protokół ALS Europejskiej Rady Resuscytacji), a nie jeden człowiek, a zabezpieczenie to wymaga użycia: defibrylatora/kardiomonitora, pulsoksymetru z kapnometrem, respiratora i butli z tlenem, zestawu do intubacji, leków. Tego sprzętu nie znosi się w dół po śliskiej drabinie jednoosobowo i nie jest go w stanie skutecznie użyć jeden lekarz czy ratownik medyczny, ale pracować tu musi zespół specjalistów w strefie bezpiecznej. Sugeruję też przeszkolenie pracowników portu, aby na przyszłość ułatwiali dostęp służbom medycznym do poszkodowanego zamiast go utrudniać pokrzykiwaniem i wywoływaniem presji. Wyrazy szacunku należą się natomiast pracownikom, którzy wydobyli poszkodowanego i udzielili mu pierwszej pomocy-dzięki temu specjalistyczne zabiegi resuscytacyjne mają w ogóle jakikolwiek sens i istnieje wówczas szansa na przywrócenie pacjenta do życia bez istotnych ubytków neurologicznych. Z poważaniem.
#9 | Tadeusz 44 dnia 11.05.2015 14:42
Szanowny Panie Medykusie...
W życiu jak w bajce,bywa bardzo różnie,różne też bywają reakcje i nasze zachowania.
Było to na początku lat pięćdziesiątych,a zima tego roku była okrutna-zasypane drogi i nieomal całkowicie wiejskie gospodarstwa. Aby dojść z chałupy do obory czy stodoły,najpierw należało przekopać tunel w śniegu. Drogę też odkopywaliśmy wszyscy wspólnie.
O dojeździe karetki pogotowia lub innych służb ratowniczych mowy nie było. Mało tego-nie było we wsi telefonu,aby można te służby przywołać. Jednym słowem Polska B w każdej Rzeczypospolitej > 25 km w kierunku zachodnim od Zamościa.

W takiej oto scenerii,któregoś poranka wiejska baba bierze wiadro i idzie do studni po wodę. Cembrowina studni zasypana,czego baba nie dostrzega i jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności do tej studni wpada. Nie wpadła jednak w panikę,lecz plecami i kolanami rozparła się o betonową cembrowinę i w takiej pozycji trwa i krzyczy.

http://i921.photo...qkucsv.png

Wstałem raniutko i czym prędzej do wychodka...wychodzę z chałupy i słyszę wrzaski "o Jezu! Jezu-Zaraz się utopię -Ratunku!".
Wracam więc i wołam ojca-po chwili pojawił się sąsiad i mama.
Ojciec biegnie do drewutni i przynosi mocny powróz i lejce,którymi błyskawicznie opasuje mnie w pasie i wspólnie z sąsiadem opuszczają mnie do studni. Sąsiad daje mi do ręki powróz i mówi "tylko przywiąż ten powróz mojej babie w pasie!-ale mocno!"

Po chwili najpierw mnie,a potem sąsiadkę wyciągają mocne ręce mojego ojca i sąsiada.
Był to początek mojej drogi hydrotechnika.
ps
Dzisiaj tej studni już nie ma-założyli wodociąg-bohaterów tej scenerii także już nie ma. Pozostało zdjęcie studni i resztka wspomnień...Pozdrawiam.
#10 | radams dnia 11.05.2015 15:36
Nie znam sytuacji i nie chcę publicznie oceniać zachowania karetki pogotowia, natomiast z tego zdarzenia można należy wyciągną jedną ważną naukę: Jeśli poszkodowany znajduje się w miejscu, w którym jest utrudniony dostęp, należy wezwać na pomoc strażaków, najlepiej dzwoniąc na stary numer, czyli 998. Utrudniony dostęp należy rozumieć z punktu widzenia nie-wodniaka, czyli bez przechodzenia przez wszelkiego rodzaju drabinki czy wąskie włazy.
#11 | Apis dnia 14.05.2015 07:21
@Medyku - chyba nie przeczytał Pan mojego komentarza (nr #3) pod tym artykułem: http://www.zeglug...68#c163634 Nikogo nie wprowadziłem w błąd. News jest po prostu relacją z miejsca zdarzenia przekazaną mi przez dwie osoby. Mnie tam nie było. Jako redaktor portalu zeglugowego po prostu nagłaśniam problem, bo on JEST! Powtórzę więc: każdy duzy port sródlądowy powinien mieć jednostkę pływającą służącą ratownictwu. Spalony most Łazienkowski udowodnił to milionkrotnie: http://www.zeglug...dmore=2021

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

  PRchecker.info Free counters!
Apis | Alhenag | Absolwenci TZS | Wierzbnik | Rada Kapitanów | PHP-Fusion PL