Kolejne pismo polskiego armatora w sprawie MiLoGDrukuj

Kolejne pismo polskiego armatora w sprawie MiLoGDotyczy.: braku zasadności dostosowania się polskich przedsiębiorców transportowych do niemieckich przepisów prawa pracy w zw. z MILOG

- DYREKTYWA 96/71/WE niezgodna z postanowieniami Traktatu UE.

(proponuję przeczytać do końca...)

W najbliższym czasie wystosujemy kolejne pismo do organów władzy państwowej, m.in. do Ministerstwa Pracy – wykazując, że „ poddanie się” niemieckim przepisom prawa pracy jest nie tylko sprzeczne z Traktatem o Unii Europejskiej i Traktatem o funkcjonowaniu UE 2012/C 326/01 ale w przypadku firm żeglugowych SPRZECZNE jest również z Dyrektywą 96/71/WE, będącą wg władz niemieckich wykładnią prawa do egzekwowania od polskich przewoźników stosowania niemieckiej płacy minimalnej.

W poprzednim piśmie do polskich władz państwowych wykazaliśmy bezsprzecznie, że próba wymuszenia przez Federalne Ministerstwo Finansów w Niemczech pod groźbą wysokich kar pieniężnych na przedsiębiorcach transportowych „obowiązku” zgłaszania do BFD West w Kolonii faktu realizowania transportu na terenie Niemiec na wskazanym formularzu, będącym jednocześnie wymuszeniem zobowiązania do stosowania niemieckich przepisów o płacy minimalnej i podporządkowania się kontroli Niemieckiego Urzędu Celnego jest niezgodna z prawem Unijnym – Traktatem TFUE 2012/C 326/01.

Unia Europejska opierać się ma na zasadach praworządności.
Podstawą wszystkich jej działań są TRAKTATY, przyjęte dobrowolnie i demokratycznie przez wszystkie Państwa Członkowskie.

Traktat jest WIĄŻĄCĄ UMOWĄ między wszystkimi Państwami Członkowskimi Unii Europejskiej. Określa w nim cele UE, zasady funkcjonowania instytucji UE, sposób podejmowania decyzji oraz relacje między UE a jej Państwami Członkowskimi.
W oparciu o traktaty instytucje UE przyjmują przepisy.

Stanowisko Bundestagu jest nie tylko sprzeczne z obowiązującym Traktatem UE oraz powszechnie przyjętymi zwyczajami międzynarodowymi ale również w przypadku firm żeglugowych z DYREKTYWĄ Parlamentu Europejskiego i Rady 96/71/WE dotyczącą delegowania pracowników w ramach świadczenia usług, na którą powołują się w sporze
niemieckie władze.

ISTOTNE DLA PRZEDSIĘBIORSTW branży ŻEGLUGOWEJ:

Wymuszanie na polskich przedsiębiorcach żeglugowych podporządkowania się niemieckim przepisom prawa pracy jest a b s u r d a l n e zważywszy na zapis – Art. 1 Dyrektywy ( Zakres stosowania ) – pkt.2 „....Niniejszej Dyrektywy nie stosuje się do przedsiębiorstw marynarki handlowej w odniesieniu do personelu pływającego....”!

Wspomniana wyżej Dyrektywa 96/71/WE (oraz Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/67/WE z dn.15. maja 2014 w sprawie egzekwowania Dyrektywy 96/71/WE dot. delegowania pracowników w ramach świadczenia usług) istotnie reguluje (nieprecyzyjnie)
zasady delegowania pracowników do innego kraju członkowskiego.

Przepisy te nakazują przedsiębiorstwu delegującemu pracownika do pracy w innym Państwie Członkowskim stosowanie przepisów prawa pracy Państwa przyjmującego.

Powyższe DOTYCZY WYŁĄCZNIE PRACOWNIKÓW „delegowanych”, inaczej „oddelegowanych”.

Nadinterpretacja przez Niemieckie Władze przepisów Dyrektywy wynika z braku rozróżnienia pojęć „ DELEGOWANY” ( w rozumieniu „oddelegowany” ) i „będący w podróży służbowej”.

W myśl Art.2 , ust.1 Dyrektywy – „pracownik delegowany” oznacza pracownika, który przez ograniczony okres wykonuje swoją pracę na terytorium innego Państwa Członkowskiego, niż państwo w którym zwyczajowo pracuje. Natomiast Art.2.pkt.2. wskazuje, że podczas delegowania stosuje się definicję pracownika obowiązującą w Państwie przyjmującego, na teren którego pracownik jest delegowany.

Zgodnie z w/w wymogiem praca polskiego pracownika delegowanego w Niemczech musi mieć charakter faktycznej zmiany miejsca pracy, czyli pracodawca oddelegowując pracownika musi wskazać konkretne miejsce oddelegowania.

W przypadku przewozów towarów w transporcie drogowym, czy żeglugowym usługi te kwalifikują się w definicji „ PODRÓŻY SŁUŻBOWEJ” (Art. 775 kp).

Podróż służbowa ma charakter krótkotrwały i nie powoduje zmiany miejsca pracy.
Każde zlecenie przewozowe jest odrębną usługą i odrębną podróżą służbową.

Pracownicy mobilni nie wykonują zadania służbowego wiążącego się z oddelegowaniem
poza miejsce pracy, lecz po prostu charakter ich pracy wymusza stałe przemieszczanie się.
Podróżą służbową jest wykonywanie na polecenie pracodawcy zadania służbowego poza miejscowością, w której znajduje się siedziba pracodawcy lub poza stałym miejscem pracy pracownika natomiast Oddelegowanie polega na zmianie określonego w umowie o pracę miejsca wykonywania pracy ( na czas określony) na mocy porozumienia stron (aneksu) lub w trybie wypowiedzenia zmieniającego.

W praktyce najważniejszym kryterium przy dokonaniu oceny , czy mamy do czynienia z „podróżą służbową” czy „oddelegowaniem” , jest to, czy zostało zmienione stałe miejsce pracy. Jeśli tak, mamy do czynienia z oddelegowaniem, jeżeli nie - występuje podróż służbowa.
Nawet w przypadku kabotażu ( na linii Niemcy – Niemcy) nadal nie można mówić o oddelegowaniu, ponieważ musi ono być związane ze zmianą konkretnego miejsca pracy,
podporządkowaniem się kontroli i kierownictwu niemieckiemu.

W przypadku przewozu – nie ma możliwości zmiany konkretnego miejsca pracy na terenie Niemiec. Kierowca czy załoga statku wykonują usługi przewozowe w oparciu o polską licencję czy pod polska banderą z użyciem środka transportu zarejestrowanego w Polsce, znajduje się on w „podróży służbowej” ale NIE JEST ” PRACOWNIKIEM DELEGOWANYM” w rozumieniu pkt 2 Dyrektywy.

Niemieckie Państwo błędnie interpretując przepisy na mocy w/w Dyrektywy, zasłaniając się polityką społeczną i fałszywie pojętą troską o ochronę zatrudnienia próbuje podporządkować przedsiębiorców innych Państw Członkowskich swoim wewnętrznym przepisom nie rozróżniając a raczej „naciągając” pojęcia „ pracownika w podróży służbowej” do „pracownika delegowanego” uniemożliwiając przedsiębiorcom transportowym z innych krajów członkowskich świadczenie usług w Niemczech w ramach ich możliwości finansowych i gospodarczych, co jest przez nadrzędne przepisy TRAKTATU – ZAKAZANE!!!, - łamiąc postanowienia Traktatu Art.14 ...” ..Unia zapewnia aby te usługi funkcjonowały na warunkach w szczególności gospodarczych i finansowych, które pozwolą im wypełnić te zadania.

Praktyki te sprzeczne są również z Art.56 TFUE – który statuuje ogólny zakaz wprowadzania, w stosunku do obywateli innych Państw Członkowskich jakichkolwiek ograniczeń w swobodnym świadczeniu usług w ramach Unii.

Zgodnie z ustaloną linią orzeczniczą Trybunału Sprawiedliwości Art. 56 TFUE może być stosowany bezpośrednio i nadaje jednostkom prawa, na które mogą się powoływać przed Sądami. Trybunał wielokrotnie podkreślał, że Art.56 TFUE może stanowić podstawę do wyeliminowania wszelkiej d y s k r y m i n a c j i w stosunku do usługodawców pochodzących z innych Państw Członkowskich.

Zastosowanie miana „pracownik delegowany” w myśl Dyrektywy w odniesieniu do przewoźników – pracowników mobilnych jest nielogiczne i D Y S K R Y M I N U J E przedsiębiorców branży transportowej.

Sprowadzenie władz niemieckich wszystkich pojęć , tj. faktycznie „oddelegowany” i „będący w podróży służbowej” do jednego „worka” jest niedopuszczalnym nadużyciem prawa.

Zostaje bowiem zachwiana zasada proporcjonalności, która mówi, że ”(...) instytucje wspólnotowe mogą podejmować tylko takie działania, które są konieczne i niezbędne do osiągnięcia celów zawartych w Traktacie a środki zastosowane do realizacji danego celu muszą być proporcjonalne do jego istoty, muszą być odpowiednie, niezbędne i proporcjonalne sensu stricto, tj. takie które w najmniejszym stopniu ograniczą realizacje innych interesów podmiotów i ich prawa....”

Odnosi się to również do środków krajowych o charakterze „niedyskryminującym”, o ile są w stanie wstrzymać, ograniczyć lub uczynić mniej atrakcyjną działalność przedsiębiorstw usługowych mających siedzibę w innych państwach członkowskich.

Art.50 pkt.2 i Art.153 pkt.2b, 4 i 5 Traktatu UE – Polityka Społeczna – Wyraźne nadużycie – „(...) w celu promowania zatrudnienia i poprawy warunków życia i pracy Parlament Europejski i Rada mogą przyjąć w drodze Dyrektyw minimalne wymagania, stopniowo wprowadzając je w każdym z Państw Członkowskich. Dyrektywy te UNIKAJĄ nakładania administracyjnych, finansowych i prawnych ograniczeń, które utrudniałyby tworzenie i rozwój małych i średnich przedsiębiorstw!!!, nie mogą też wpływać na równowagę finansową systemów zabezpieczenia społecznego.

Nałożenie (niesłuszne) na pracodawcę tych daleko idących zobowiązań w przypadku polskich przedsiębiorców małych i średnich firm odbije się negatywnie na jego stabilności finansowej, może zmniejszyć znacznie jego konkurencyjność i w konsekwencji wręcz uniemożliwić transgraniczne świadczenie usług....

Taka sytuacja nie służy ani konkurencyjności europejskiej gospodarki, ani rozwiązywaniu problemów na rynkach pracy Państw Członkowskich.....

Parlament ustanawia sprzeczne prawo – za pomocą Dyrektyw próbuje narzucić przepisy wewnętrzne „potęg”, takich jak Niemcy czy Francja innym Państwom Członkowskim, nie zważając na postanowienia Traktatów i sytuacje gospodarczą i finansową przedsiębiorców innych, SŁABSZYCH Państw Członkowskich.

Powyższe jest podstawą do zgłoszenia nieprawidłowości w stosowaniu prawa unijnego do Trybunału Sprawiedliwości UE , w szczególności niektórych pojęć i przepisów zawartych w Dyrektywie 96/71/WE

Pojęcie „pracownika delegowanego” w w/w Dyrektywie jest niejasne, niepełne i nie przewiduje faktu istnienia „pracowników mobilnych”, którzy nie są każdorazowo oddelegowywani.
Interpretacja władz niemieckich pomijając branże pracodawców mobilnych daje prawo do swobodnej, subiektywnej interpretacji przepisów niemieckim Urzędnikom Celnym co do kwalifikacji danej usługi w odniesieniu do miana „pracownika delegowanego”, w naszym rozumieniu „oddelegowanego”.

Egzekwowanie elementarnych praw zapisanych w Traktacie UE i wykazanie niezgodności działań Parlamentu Europejskiego w zastosowaniu uczciwych, właściwych wykładni prawa jako członkom UE jest nie tylko naszym „świętym prawem” ale i obowiązkiem, jeśli chcemy być równoprawnym obywatelem Wspólnoty a nie „ubezwłasnowolnionym” państwem, które ..w zależności,, ..słusznie ..czy niesłusznie musi bezwzględnie podporządkować się interesom „mocarstw” , takich jak Niemcy czy Francja, które próbują narzucić pozostałym Państwom Członkowskim bezprawnie uzurpując sobie prawo dowolnej interpretacji przepisów na swoją korzyść w celu wyeliminowania konkurencji.

Poza wymuszeniem podpisania wcześniej wspomnianego zobowiązania na wskazanym przez Niemcy formularzu coraz częściej otrzymujemy do podpisu odrębne oświadczenie zobowiązania się do stosowania niemieckiego prawa pracy od niemieckich firm- zleceniodawców... Skoro Władze Niemieckie są pewne co do zgodności swoich wymogów z Prawem Unijnym zastanawiającym jest fakt, dlaczego Niemcy wymagają od nas podpisania zobowiązania się do przestrzegania tego prawa?

- pozdrawiam,
Leszek Kiełtyka
#1 | Cezar dnia 27.02.2015 08:04
I tak podróżujemy sobie służbowo przez 30 dni w miesiącu statkiem pod niemiecką banderą ale u polskiego pracodawcy :-) .
#2 | cibie dnia 27.02.2015 08:32
jezeli jest to podroz sluzbowa w mniemaniu Kolegi Kieltyki ,to zadna laska aby kazdy pracownik zeglugi srodladowej mial wyplacona diete sluzbowa w kwocie 42euro (jesli sie myle to prosze o podanie prawidlowej stawki),z momentem przekroczenia granic RP Pplus ZASADNICZA.Brak tych swiadczen ,daje mozliwosc skierowania sprawy do inspekcji pracy i dalej do sadu pracy.Konczac te smieszna dyskusje placic nie placic ,jestem tylko ciekawy czy Szacowny Portal poda nazwe pseudo armatora ,ktory pierwszy zostanie skontrolowany przez Niemieckie Organy Federalne i zaplaci 30 000 euro kary.Macie racje,piszcie listy ,pisma petycje, a Niemcy i tak zrobia swoje.A moze to wcale nie chodzi o pensje tylko co innego?pozdrawiam
#3 | jacek bozym dnia 27.02.2015 11:04
Z tego co pamiętam,pełna dieta w wysokości 42€ przysługuje w podróży służbowej na wyżywienie i zakwaterowanie(Hotel).W przypadku marynarza zakwaterowanie ,czyli opłata za hotel odpada,i ta dieta jest o te kwote pomniejszona.....I Kolega "cibie"ma rację-chodzi o KOSZT !!! uzyskania dochodu.Prawie wszyscy zarabiaja wspomnane 8,5,ale całość dochodu (w przypadku polskich armatorów) składa się z kilku elementów....zasadniczej,premi i diety,po to właśnie aby pomniejszyc koszt dochodu,bo jest on w wysokości około 42% poborów...dieta i premia nie jest opodoatkowana....A po za tym....chyba trochę niemcy przesadzili.....
#4 | rysiuw dnia 27.02.2015 16:58
Kolego Jacku. Jak prawie wszyscy zarabiają te słynne 8,5 euro to o co płaczecie wy armatorzy. Jak tyle niby płacicie to o co szum? Tylko tu chodzi o podstawę śmieciową . Nie daj Boże jak zachoruję to nie mam za co żyć. Takie są właśnie wasze płace że człowieka nie stać na chorobowe. I moim skromnym zdaniem na statku pracuje się 14 godzin a nie 8. Bo niektórzy twierdzą że puszczę linki i mam wolne. To znaczy że mogę sobie zejść na ląd, a kapitan sobie sam popłynie. Ja przyjadę tam gdzie będzie mnie potrzebował i wtedy znowu popracuję godzinkę lub kilka. Bo dla mnie wolne jest na lądzie, a będąc na statku jestem w pracy. Jeżeli armator nie potrafi mi zapewnić ciągłego zajęcia to już jego problem. Ja wsiadając na statek jestem gotowy pracować całe 14 godzin z ustawowymi przerwami. Nie po to człowiek zostawia rodzinę po to żeby dorabiać u psełdo armatorów, a po to żeby godnie zarobić. Nasz kraj nie potrafi z tym zrobić porządku, może Niemcom się uda . Trzymam za to kciuki . Pozdrawiam
#5 | Mateusz dnia 28.02.2015 10:13
Brawo rysiuw ,tak właśnie jest.
#6 | rysiuw dnia 28.02.2015 12:42
Szkoda że my pracownicy nie potrafimy się zjednoczyć i wystosować pisma do ministerstwa popierającego niemiecką dyrektywę. Smutne to troche, ale myślę że to by otworzyło oczy naszym władzom . Ale bądzmy dobrej myśli .
#7 | jacek bozym dnia 28.02.2015 22:55
Kolego "rysiuw",zgadzam się z Toba,że podstawą wynagrodzenia jest śmieciówka.I fakt,ze mało jest armatorów ,którzy płacą chorobowe na umowach śmieciowych.I mało jest pracowników gotowych do pracy przez 14 godzin.I prawdą jest,ze armator sam sobie jest winny,że nie zapewnia frontu pracy na całe 14 godzin.Ale ja wiem z własnego doświadczenia,że jak zleciłem pracę konserwatorskie na 8 godzin,a do tego tylko 2 godziny "steru",to taki się podniósł lament,jak bym kazał całą szychte kuć kamienie ....Ale nie będę polemizował,czy pracujemy 14,czy mniej godzin,Faktem jest ,że pracownik jest w delegacji i cały ten okres po za domem....Tylko ja cały czas staram się wykazać,że dla mnie nie ma większego problemu z wysokością uposażenia pracownika,bo prawie tyle ma co nakazuje ta ustawa.Tylko koszt uzyskania tego dochodu,wykazanego jako jeden element płacowy,u nas w kraju jest nie porównywalnie wyższy niz u naszych zachodnich sąsiadów.Do tego zalecenie,iż dokumentacja ma byc prowadzona w języku niemieckim,co powoduje dodatkowe koszta tłumaczeń,bo jak wiemy,nie może być tam żadnych pomyłek,a mało jest nas,co biegle posługujemy sie językiem urzędowym ,i na koniec ... ujawnienie danych osobowych pracownika i wgląd w finanse pracodawcy to zbyt duża inwigilacja armatorów.Wszystko to może "zaowocować" likwidacją polskich firm,bo kary 30 tys euro; za błędne prowadzenie dokumentacji i 500 tyś euro za uchylanie się od stosowania tej ustawy na pewno do tego doprowadzą.I pytanie... wszyscy nasi marynarze znajdą pracę u armatorów zachodnich? Wątpię.... sama znajomość języka juz tworzy bariery,a i charakter pracy ,jej intensywność znacznie różni się na statkach pod polską banderą ,a zachodnią....I abys mnie żle nie zrozumiał,nie twierdzę ,że u nas się leży,ale wszyscy wiemy jakie wymagania maja "tamci" armatorzy.Ale jak każdy z nas wie.... PUNKT WIDZENIA ZALEŻY OD PUNKTU SIEDZENIA ...tylko zastanówmy się nad skutkami.
A tak jeszcze na marginesie....Ustawa Milog obowiązywać ma na terenie niemiec tylko w wymianie transgranicznej i kabotażu.Tranzyt juz odpadł.I jak to się ma do oczekiwań pracowników? Jeden będzie miał "8,5" w relacji Szczecin -Berlin,a drugi w relacji Szczecin -Antwerpia juz nie....i to jest ok?
Myślę, że jak obniżą u nas ZUS i podatek, nie będzie musiał niemiec wymyslać ustaw.....
Zastanawia mnie problem ,jak małe jest zrozumienie problemu.Spotkałem sie z opinami ,iż wszyscy polscy armatorzy to złodzieje,bo nie płaca za wolne,że nie zapewniaja ubrań roboczych itp.Wydaje mi się ,że kazdy powinien wynegocjować takie warunki jakie chce,albo nie podejmować pracy u "niereformowalnego" armatora....Przeciez nikt ,nikogo na siłę nie trzyma.... prawo wyboru jeszcze obliguje.
pozdrawiam.
#8 | rysiuw dnia 01.03.2015 08:35
Kolego jacku zgadzam się z tobą że nie które podpunkty tej ustawy są chore . Ale nie porównujmy emerytów i ludzi z pod sklepu na hejki do tych co chcą i pracują uczciwie . Tak jak piszesz u niemca czy holendra trzeba rypać ale u nich robisz miesiąc i masz miesiąc wolnego płatnego . a patrz na te bmki na której są zmiany albo regularne wolne nie słyszałem o takiej . A pensje tam są szkoda gadać . Piszesz że nie podoba się to do niemca ok a kto wtedy u was będzie pracował . Zresztą tak jak pisałeś gro ludzi hamuje ten język ale dzięki temu wy macie pracowników i moim zdaniem nie fer jest to że nasi armatorzy to wykorzystują i doją tych ludzi . I tak jak piszesz punkt widzenia zależy od punktu siedzenia ty będziesz bronił armatorów a ja pracowników . A z tego co obserwuje to pracownicy tego młodszego pokolenia mają inne podejście do pracy niż ci co całe życie wozili się w żegludze , a te czasy dobrze znasz i wiesz że takich ludzi się nie zreformuje ale na szczęście tych ludzi jest coraz mniej . A na koniec sam wiesz jak trudno jest znaleźć dobrego pracownika , wszyscy młodzi uciekają na zachód , a dlaczego ? Sami ich motywujecie swoją postawą i podejściem do ludzi . Bo jak by godnie mogli zarobić u nas to by na pewno nie wybrali zachodu . Pozdrawiam
#9 | jacek bozym dnia 01.03.2015 12:44
Kolego "Rysiuw".... z większością Twoich argumentów trudno polemizować.Masz w większości rację.Jednak... W całym tym sporze umyka nam meritum sprawy... KAŻDY CHCE ZAROBIC !!! i nie mo co sie dziwić.U mnie pracownik zarabia stałą pensje co miesiąc bez względu na to czy pływamy,czy stoimy. Staram się wygospodarować wolne w każdym miesiącu (tydzień).a jeśli jestesmy w rejsach do Beneluxu,po powrocie te wolne jest dłuższe.I ręcze Ci,że większość załadunków w kraju raczej go nie interesuja ,bo jak ładujemy w Szczecinie ,zawsze biorę kogoś na zastepstw,a on mustruje w dniu wyjścia.i jakos nie narzeka.Pewnie,że chciałby zarabiać więcej,ale z takiej BM-ki nie wykręcimy tyle co z 1000 tonówki.I myslę,że trudno jest płacić tyle co na zachodzie,bo ,ani nie mamy stawek takich jak niemcy,ani nie ładujemy tyle ton... a i czas rejsów są nie porównywalne,bo jak ja wchodze do portu pod wyładunek ,to czekam .....niemiec wykłada w "gangu"-natychmiast.... Więc dlatego nie ma tak naprawdę porównania warunków....Tego,Kolego nie widzicie,bo i skąd macie to wiedziec....I kończąc...tak masz rację.młodsze pokolenie tych ,co chca pływać i lubią to co robia ,bardziej garnie się do pracy.Ale jak juz się nauczą,to uciekają do zagranicznych armatorów,bo tam są wieksze pieniądze.I nie dziwię sie....ale ja ,choć bym chciał,nie mam z czego więcej dołożyc....I wielu moich kolegów równiez ma ten problem....A zostaja ci,co, jaksam stwierdziłeś,pamiętają pracę w ZnO ,załogi cztero-osobowe i niestety mało są refolmowalni....Ale pal lich,tak było i jest..... ale nie moge tego zrozumieć ,na jakich zasadach wpieprza mi się niemiec w nasze systemy....Zbawiciel polskiego narodu????
Pozdrawiam.
#10 | rysiuw dnia 01.03.2015 14:35
Kolego jacku zgadza się że ty z bmką nie zawojujesz za dużo . Ja bardziej pije do tych co mają barki takie koło 1000 ton i ich barki są w kraju raz w roku albo wcale , ci mogli by troche się zastanowić bo to im właśnie ludzie uciekają i to oni najbardziej moim zdaniem żerują na tym co pracownik powinien dostać a nie dostaje . Mają frachty jak Niemcy to niech płacą jak Niemcy . Pozdrawiam
#11 | Black Hawk dnia 05.03.2015 17:50
Niemcy bronią przepisów uderzających w polskich przedsiębiorców. Niemcy udzieliły Komisji Europejskiej szczegółowych i obszernych wyjaśnień ws. objęcia płacą minimalną zagranicznych kierowców, broniąc swego podejścia - twierdzą unijne źródła. Tymczasem również Francja pracuje nad prawem o płacy minimalnej w transporcie.
Komisja Europejska potwierdziła już we wtorek, że otrzymała od Niemiec wyjaśnienia w sprawie budzących kontrowersje przepisów o płacy minimalnej, którą tamtejsze władze chciały stosować m.in. wobec przejeżdżających tranzytem przez ten kraj zagranicznych kierowców z firm transportowych. Dokumentów nie ujawniono. Jednak według pragnącego zachować anonimowość unijnego eksperta niemieckie wyjaśnienia są bardzo szczegółowe i bronią przyjętej przez Berlin interpretacji prawa.
Niemcy argumentują, że ich przepisy są zgodne z prawem UE i to w odniesieniu zarówno do tranzytu, jak i do kabotażu
— powiedział rozmówca PAP.
Z wyjaśnień wynika, że na razie Berlin nie pali się do tego, by zrezygnować ze swojego restrykcyjnego podejścia, które uderza m.in. w polskie firmy transportowe.
Sama Komisja Europejska unika na razie oficjalnego komentowania sprawy nowej niemieckiej ustawy, podkreślając za każdym razem, że generalnie popiera ideę płacy minimalnej. Jednocześnie - jak wskazują rozmówcy PAP - Bruksela musi też bronić zasad wspólnego rynku, na którym nie powinno być dodatkowych barier.
Wiele osób w Komisji myśli o tym, że trzeba jakoś pogodzić te dwie kwestie
— powiedział urzędnik.
Według niego niektórzy liczą też, że Niemcy sami rozwiążą problem. Na razie zawiesili wymóg płacy minimalnej wobec kierowców zagranicznych w tranzycie do czasu wyjaśnienia sprawy z Komisją. Z relacji niemieckich mediów wynika, że obowiązująca od 1 stycznia ustawa o płacy minimalnej w wys. 8,5 euro za godzinę powoduje zresztą pewne problemy w samych Niemczech; niektórzy przedsiębiorcy narzekają na zbyt duże obciążenia biurokratyczne z nią związane.
To, że KE zażądała od Berlina wyjaśnień w sprawie zgodności z prawem UE przepisów o objęciu płacą minimalną zagranicznych kierowców, było rezultatem presji Polski i kilku innych krajów unijnych, które obawiają się o interesy swoich branż transportowych.
Tymczasem problemem dla firm transportowych z Polski mogą okazać się także przepisy, nad którymi pracuje Francja. W połowie lutego tamtejsze Zgromadzenie Narodowe poparło wprowadzenie płacy minimalnej także dla zagranicznych kierowców ciężarówek przy przewozach kabotażowych we Francji. Wysokość płacy minimalnej w tym kraju to 9,61 euro za godzinę.
Była to odpowiedź na postulaty tamtejszych związków zawodowych w sektorze transportowym, które zarzucają firmom transportowym z Europy Środowej i Wschodniej stosowanie „dumpingu socjalnego” i zakłócanie uczciwej konkurencji w tym sektorze w UE.
Francuski resort transportu oświadczył, że dzięki nowym przepisom:
Każdy kierowca realizujący przewozy kabotażowe w transporcie międzynarodowym będzie korzystał z regulacji socjalnych i płacy minimalnej obowiązującej we Francji w tym sektorze.
Minister transportu Alain Vidalies zapowiedział, że będzie lobbował w UE za powołaniem europejskiej agencji ds. koordynacji i nadzoru w usługach przewozowych.
Postulaty francuskich związkowców podchwycili Włosi. Według branżowego portalu Trasportoeuropa 26 lutego w Brukseli delegacje włoskiej federacji transportowców Conftrasporto oraz francuskiej FNTR spotkały się z przedstawicielami Komisji Europejskiej. Zredagowały też wspólny dokument dotyczący ochrony socjalnej pracowników branży transportowej.
Domagają się m.in. powołania europejskiej agencji ds. transportu drogowego oraz uzgodnienia wprowadzanych reguł socjalnych, zwłaszcza w sprawie ubezpieczeń społecznych i emerytur. Związkowcy z obu federacji wyjaśnili, że domagają się możliwości pracy w warunkach pełnej równości z ich konkurentami.
mly/PAP

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 0% [0 głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 100% [1 głos]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]

  PRchecker.info Free counters!
Apis | Alhenag | Absolwenci TZS | Wierzbnik | Rada Kapitanów | PHP-Fusion PL