Kraków: tramwajem wodnym pojedziemy do pracy?Drukuj

Kraków: tramwajem wodnym pojedziemy do pracy?W Krakowie pływa tramwaj wodny, który tramwajem jest tylko z nazwy. To małe jednostki – głównie dla turystów. Władze miasta chciały włączyć je do systemu komunikacji miejskiej, ale pomysł spalił na panewce. Taki środek transportu okazał się jednak nieatrakcyjny dla krakowian.

Najtańszy bilet na tramwaj wodny kosztuje obecnie 8 zł, a w tramwaju naziemnym – 2,8 zł. Marcin Królczyk, prezes Krakowskiego Klubu Wodnego „Wir”, który jest operatorem tramwaju wodnego, ma pomysł na to, aby jednostki pływające po Wiśle były wykorzystywane przez mieszkańców w codziennym dojeździe do pracy, szkoły czy na zakupy. – Można wprowadzić większe, 60-osobowe statki z ogrzewaniem i klimatyzacją, które byłyby wodnym odpowiednikiem naziemnych tramwajów – mówi Marcin Królczyk, który jest równocześnie prezesem Stowarzyszenia Armatorów i Inwestorów Górnej Wisły.

Obecnie po Wiśle w ramach miejskiego tramwaju wodnego pływają cztery jednostki. Wśród nich jest jeden statek 25-osobowy i trzy zabierające po 12 osób. Na najbardziej popularnej linii (stopień wodny Dąbie – Galeria Kazimierz – most Kotlarski – Kazimierz – Wawel – Salwator – Kolejowy Klub Wodny/hotel Ewa) tramwaj wypływa co półtorej godziny i kursuje w godz. 11–17.20. Pozostałe dwie linie mają kursy w wybrane dni. Linia Kazimierz – Tyniec Klasztor w soboty, niedziele i święta, a linia Kazimierz – most Wandy w niedziele.

Zainteresowanie tramwajem jest niewielkie. Korzystają z niego zazwyczaj turyści i to w dni, kiedy dopisuje pogoda. Przykładowo, w środę na przystanku „Galeria Kazimierz” ze statku wysiadło 7 osób (sami turyści). Prezes Królczyk ma koncepcję, aby dwa nowe duże statki kursowały codziennie co pół godziny w obu kierunkach na trasie Salwator – Wawel – Kazimierz – Galeria Kazimierz – Dąbie. Natomiast z Mogiły do Dąbia i z Tyńca do Salwatora z mniejszą częstotliwością pływałyby mniejsze jednostki. Założenie jest też takie, że obowiązywałyby takie same bilety jak w komunikacji miejskiej, a więc w tramwajach naziemnych i autobusach, a także bilety okresowe.

Teraz do tramwaju wodnego miasto nic nie dopłaca. Jeżeli zostałby włączony do miejskiego systemu komunikacji, gmina musiałaby dokładać do kursów, tak jak to robi teraz w przypadku tramwajów naziemnych i autobusów. Do tego jest jeszcze jeden problem – trzeba kupić dwa duże statki. Koszt jednego z nich szacowany jest na ok. 1,3 mln zł. Fundusze na to musiałyby także pochodzić z kasy miejskiej. Prezes Królczyk zaznacza jednak, że jest szansa na dofinansowanie z Unii Europejskiej.

Krakowianie, z którymi rozmawialiśmy na bulwarach, mało słyszeli o tramwaju wodnym. Kojarzą go bardziej jako jedną z atrakcji turystycznych. Nie są przekonani, czy mieszkańcy wybieraliby podróże tramwajem po Wiśle, zamiast tym naziemnym. – Nawet gdyby ceny były podobne do tych w pojazdach naziemnej komunikacji, to nie wybrałbym wodnego środka transportu, bo jest wolniejszy, mniej precyzyjny. Poza tym, musiałbym nadrobić sporo trasy pieszo, gdybym chciał się dostać w określone miejsce w centrum – mówi Paweł Świeboda.

Prezes Królczyk przekonuje jednak, że czasy przejazdów nowego tramwaju wodnego mogłyby być atrakcyjne dla dotychczasowych użytkowników komunikacji lądowej. Według niego z Salwatora do Galerii Kazimierz czy z Dąbia pod Wawel można byłoby dopłynąć w ok. 25 min. Obecnie tramwaj nr 1 z Salwatora do ronda Grzegórze­ckiego jedzie zgodnie z rozkładem 17 minut. Dojście z ronda do Galerii Kazimierz zajmuje jednak więcej czasu niż z przystanku tramwaju wodnego. Czas podróży jest więc porównywalny. A rzeką byłaby ona przyjemniejsza.

Prezes Królczyk przekonuje też, że przedziały pasażerskie w nowych statkach są w pełni obudowane i zapewniają podobny komfort jak tramwaje naziemne czy autobusy. W rejonach przystanków tramwaju wodnego, np. w Mogile, Zabłociu, przy Kolejowym Klubie Wodnym 1929 (ul. Księcia Józefa) czy w Tyńcu są wolne gminne tereny, na których można byłoby zrobić miejsca postojowe dla samochodów i rowerów. W taki sposób wprowadzony zostałby system podróży parkuj i płyń.

Wiceprezydent Tadeusz Trzmiel sceptycznie ocenia pomysł. – Tramwaj wodny to dziś bardziej atrakcja turystyczna. Na zakup nowych statków miasta nie stać. Być może w przyszłości będzie to możliwe – mówi wiceprezydent Krakowa Tadeusz Trzmiel. – Tymczasem z badań wynika, że mieszkańcy coraz bardziej nastawiają się na jazdę samochodem. Musimy więc ich zachęcać do komunikacji zbiorowej przede wszystkim poprzez wymianę na nowoczesny tabor naziemny, co też robimy. Planujemy również budowę metra – dodaje wiceprezydent. Jego zdaniem włączenie tramwaju wodnego do systemu miejskich biletów w oparciu o obecną flotę to temat do dyskusji z radnymi miasta w kontekście planowania komunikacji na przyszły rok.

#1 | 38 dnia 22.07.2014 15:09
Ewidentnie pomieszano pojęcia...!!!

Nazwano to tramwajem tylko dlatego, że w czasie rejsu zatrzymuje się na przystankach pośrednich, inne statki pasażerskie i łodzie przewozowe pasażerskie pływają w przeważnie w systemie pętli lub wahadła.
Ten system dziś należy wyłącznie traktować jako ciekawostkę turystyczną i jeden ze sposobów zwiedzania Krakowa. Natomiast włączenie tego typu przewozów do sytemu komunikacji to jeszcze daleka droga...

Jaka to jest konkurencyjność do aktualnego lub jakie uzupełnienie układu komunikacyjnego...?

Pojazdy lądowe zabierają ponad 100 pasażerów, a obecny "tramwaj wodny" tylko do 12 pasażerów !!! Nie są też te dzisiejsze tramwaje wodne szybsze od pojazdów lądowych...

Prędzej w Krakowie wybudują metro niż te tramwaje będą konkurencyjnym środkiem transportu zbiorowego...!!!

OBYM SIĘ MYLIŁ>>>

Dla turystów jest to owszem frajda...

Może autor poda jakie jest dziś obłożenie na tych rejsach....

Ciekawe czy ktoś już wyliczył czas rejsu z Mogiły na Salwator w tym samo śluzowanie (ok. pół godziny).

Ciekawy temat na upalne dni, a dyć to akurat sezon ogórkowy, a czas też jest już bez mała przedwyborczy... : )

A pomysł Pana prezesa to typowy strzał w kolano i kolana innych armatorów...!!!
Jeszcze tego nie raczył zauważyć !!!

Kto wtedy przyjdzie na rejs np. "Nimfą" do Tyńca za kilkadziesiąt PLN jak będzie miał do wyboru rejs na podobnej trasie za kilka PLN ...

oj, nie dba Pan prezes o armatorów i inwestorów górnej Wisły...!

pozdrawiam Smile
#2 | 38 dnia 05.08.2014 16:46
#3 | Seehund dnia 05.08.2014 21:04
Powinniśmy poprzestać na tym, że tramwaj wodny, to w Wenecji. W naszej rzeczywistości, te inicjatywy, możemy również nazwać wodolotami międzyprzystankowymi. Pomysłów na inne nazwy, na pewno nie zabraknie, ale dajmy spokój tramwajowi. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

  PRchecker.info Free counters!
Apis | Alhenag | Absolwenci TZS | Wierzbnik | Rada Kapitanów | PHP-Fusion PL