Drapieżniki opuściły gniazdaDrukuj

Drapieżniki opuściły gniazda10 lipca br. dokonał się ostatni etap tworzenia nowego życia dla dwóch jednostek pływających. którym nadano imiona drapieżnych ptaków - Bielik i Kobuz. Oba ptaki dorosły już do (nie samodzielnego opuszczenia rodzinnego gniazda jakim dla nich były stocznie) i rozpoczęcia dorosłego życia. Obie te jednostki zbudowało konsorcjum kozielskich stoczni - PW Atut. Stocznia Januszkowice s.c. oraz Stocznia Koźle sp. z o.o. dla R.Z.G.W. Warszawa, Zarząd Zlewni w Giżycku.

Obie prototypowe jednostki to statki specjalistyczne z funkcją pchania (nie mylić z zestawem pchanym). Całość to jednostka trakcyjna i barka bez napędu wyposażona w wielofunkcyjne urządzenie o napędzie hydraulicznym przeznaczone do prac nad utrzymaniem i oznakowaniem szlaku żeglownego. Jednostka trakcyjna to statek o długości 20 m, szerokości 5 m, wysokości nierozbieralnej 4,20 m, i zanurzeniu 0,8 m. Wyposażona została w dwa silniki napędowe firmy John Deere o mocy 120 kW każdy, agregat prądotwórczy o mocy 25 kW oraz ster strumieniowy o mocy 25 kW. Jednostki wyposażone zostały w dwie echosondy (jedna nawigacyjna, druga jednowiązkowa), radar rzeczny Alphatron oraz wiele innych elektronicznych urządzeń nawigacyjnych. Kadłuby powstawały w wynajętej na czas budowy krytej hali stoczni Damen, a następnie wyposażane w macierzystych stoczniach.

Barki bez napędu zostały wyekspediowane do Giżycka tą samą metodą, czyli lądem na naczepach niskopodwoziowych z portu w kędzierzyńskich Azotach trzy tygodnie wcześniej. Problem przemieszczenia jednostek trakcyjnych to problem natury technicznej, gdyż nikt nie dawał gwarancji bezpiecznego przejścia w ściśle określonym terminie drogą wodną do portu przeznaczenia (szczególnie chodzi o drogę wodną Odra – Wisła i samą Wisłę). Jedyną z możliwych pozostała droga lądowa na naczepach niskopodwoziowych. Nie jest to precedens, gdyż nie jeden już raz jednostki pływające były przemieszczane droga lądowa jak również i koleją.

W tym przypadku problemem było wyszukanie firmy wyposażonej w naczepę o tak niskim zawieszeniu aby ładunek o wysokości 4,20 m mógł uzyskać zezwolenie na przemieszczenie się na tak znacznej odległości i tylko OL-TRANS w tym terminie takowe posiadał. Trasa dotarcia do portu w Azotach to Odra od km 100,9 do 98,100, kanał Gliwicki od km 0,00 do km 9,00, kanał Kędzierzyński od km 0,00 do km 5,60. Sam załadunek na naczepę nie stanowił żadnego problemu (przeniesienie jednostki pływającej o masie 38 ton z wody na naczepę to kwestia kilku minut). Jedyny problem stworzyło pokonanie łuku drogi z pod nabrzeża na drogę wyjazdową, co znacznie wydłużyło czas operacji.



Jak widać nie stanowi już problemu brak drożnej drogi wodnej dla przemieszczania małych jednostek pływających, a stocznie produkujące takie jednostki mogą znajdować się w każdym miejscu Polski pozbawionym rzeki, kanału czy też jeziora. Ot, taki sobie polski paradoks.

tekst i zdjęcia: Janusz Fąfara
#1 | Wojciech Rytter dnia 14.07.2014 07:10
Czy można podać trochę danych technicznych tych obiektów?Jakie zadania będą miały te statki na Jeziorach ?
#2 | Greg dnia 14.07.2014 09:40
Treść została zaktualizowana a właściwie w całości oparta teraz o relację i zdjęcia kpt. Janusza Fąfary. Wszystko jest już więc wiadome, panie Wojtku.
#3 | koj dnia 14.07.2014 18:55
Dobrze, że coś się dzieje. Wreszcie jakieś nowe statki techniczne, a nie jakieś rzęchy z demobilu pamiętające desant w cieślinie dardanelskiej w czasie bitwy na półwyspie Gallipoli. Nawet ładne te statki.
#4 | mlody6825 dnia 14.07.2014 23:07
"To musi być baaardzo wielki obiekt",jeśli przy swoim zanurzeniu nie jest w stanie pokonać trasy droga wodna(co wynika z nazwy STATEK),tylko na lawecie,albo....?!Pozdrowionka!Rece opadają jak czyta się takie rzeczy!
#5 | Apis dnia 15.07.2014 08:04
Statki maja zanurzenie 80 cm i widocznie nawet tyle nie jest w stanie zagwarantować Wisła, Narew a zwłaszcza Pisa. Nazwa STATEK nie ma tu nic do rzeczy. Raczej kłania się "zielone" zaniedbanie dróg wodnych, którymi nawet tak małe statki i z tak małym zanurzeniem nie są w stanie swobodnie się przemieszczać. Flota, która dowiozła nadgabaryty do Stalowej Woli na Sanie stał miesiąc czekając na wodę aby stamtąd wrócić.
#6 | mlody6825 dnia 15.07.2014 17:44
Tak,Panie Andrzeju, właśnie zmierzałem do tego swoja ironiczna wypowiedzią(może źle napisana)ze to cale "tatałajstwo"dawno powinno być rozgonione na cztery wiatry,tez chciałbym widzieć rzeki pełne statków,jak to ma miejsce u naszych sąsiadów,widziałem bo pływałem.Pozdrowionka!
#7 | wanoga dnia 18.07.2014 06:35
Witam!
Proszę nie traktować mojej wypowiedzi jako mojego mędrkowania na zasadzie "rzucam pomysł- wy go łapcie!". Chodzi mi o wyłuskanie rzeczowych argumentów do dyskusji o transporcie wodnym śródlądowym. A w gospodarce najbardziej rzeczową oceną skutków jest porównanie kosztów prowadzonych działań. Dlatego należało by porównanać poniesione koszty transportu drogą lądową z kosztami transportu drogami wodnymi, zakładając że są one utrzymane we WŁAŚCIWEJ klasie - Wisłą, kanałem Zegrzyńskim, Narwią i Pisą. Zapewne trwało by to około 17-19 dni, więc koszty pracy załóg wodniaków były by zanaczące w kosztach całkowitych, ależ o ile mniej kosztów, które trudno zauważyć - przede wsystkim koszty związane z dezorganizacją ruchu samochodowego na trasie przejazdu konwoju z nadwymiarowym ładunkiem i duże zużycie paliwa na przewiezienie tego ładunku. Nawet uwzględniając przewiezienie drogą lądową z Odry na górną Wisłę. Wszak nie ma jeszcze kanału Odra-Wisła na południu Polski.
Pozdrawiam!
#8 | miroslaw rajski dnia 18.07.2014 19:27
Niewiele zrozumiałem z tych kosztów z powyższego wpisu, ale nie szkodzi.
Zadziwiają mnie tylko polskie skrajności. Kto powiedział że te pchacze trzeba przetransportować od dechy do dechy drogą wodną, albo lądową? Np. statki budowane w stoczni Lux Werft w Niederkassel nad dolnym Renem z przeznaczeniem na wielkie jeziora bawarskie, przechodzą wodą tak daleko jak tylko się da. Czyli Ren - Men - Kanał Men-Dunaj - Dunaj i dopiero wtedy jak dalej już nie idzie przeładowuje się je na lory. Podobnie mogło być w przypadku pchaczy dla Giżycka. Uważam że przy ich znikomym zanurzeniu dotarcie drogą wodną Odra - Warta - Noteć do Bydgoszczy byłoby zupełnie realne i dopiero wtedy przeładować je na ciężarówki, a nie wlec przez całą Polskę po drogach. Chaos zaprogramowany! W Niemczech nikt nie dał by na to zezwolenia, jeżeli jest inna możliwość...
#9 | Wojciech Rytter dnia 19.07.2014 13:38
Dlatego u Niemców jest jak jest.Ludzie myślą,zanim podejmą decyzję.Mają i drogi wodne i lądowe z klasą.Jest praca na wodzie i lądzie,co w sumie daje dodatkowe tysiące miejsc pracy przy ich utrzymaniu.I tu ma całkowitą rację ,,młody 6825"pognać to dziadostwo,darmozjadów,nieudaczników z góry.Tylko kogo tam zatrudnić? Jesteśmy za cienkie bolki,żeby zastąpić matołów Ludżmi z wody,którzy mają pojęcie o Żegludze.Ludzmi,którzy wiedzą jak dbać o nasze rzeki,którzy czuja temat i naprawdę będą dbać o nasze dobro narodowe.Pozdrawiam z Płocka.Ps.Niebawem Wisła też będzie tylko na mapie.W okolicy Płocka już widać łachy,gdzie parę lat temu było ponad 2 m wody.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

  PRchecker.info Free counters!
Apis | Alhenag | Absolwenci TZS | Wierzbnik | Rada Kapitanów | PHP-Fusion PL