SRT+DI: 900 mln zł pójdzie w kanał GliwickiDrukuj

SRT+DI: 900 mln zł pójdzie w kanał GliwickiTyle pieniędzy na przebudowę kanału Gliwickiego chce wydać Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej. To długo oczekiwany krok w kierunku przywrócenia żeglugi na Odrze. Projekt zakłada przebudowę samego szlaku żeglownego, śluz oraz innych obiektów inżynieryjnych. Kanał ma być m.in. pogłębiony, bowiem dziś mogą nim pływać jedynie barki o maksymalnym zanurzeniu 1,6 metra, których ładowność nie przekracza 500 ton. Docelowo ma spełniać warunki tzw. III klasy żeglowności, co pozwoli na spław barek z ładunkiem do 1000 ton. Po przebudowie będą mogły tędy pływać zestawy złożone z dwóch barek i jednego pchacza, co dziś jest niemożliwe. Podwójne zestawy nie mieszczą się bowiem w komorach śluz.

Z tego powodu węgiel do wrocławskiej elektrociepłowni spławiany był jedną barką z Gliwic do kozielskiego portu, a następnie pchacz wracał po kolejną barkę do Gliwic. Dopiero gdy dotarł z nią do Koźla, formowany był podwójny zestaw, który Odrą płynął do stolicy Dolnego Śląska. Takie manewry niepotrzebnie podnosiły koszt transportu.

Wskutek niedoinwestowania szlaków wodnych (kiedyś kanał miał głębokość aż 3,5 metra) żegluga bardzo podupadła. W ub.r. z Gliwic do Wrocławia nie popłynęła ani jedna barka z węglem! Jeśli już coś transportowano, to tylko kruszywa.

Dlatego na inwestycje w Kanał Gliwicki ma zostać wydanych aż 900 mln zł. Taki projekt wpisano do tzw. Dokumentu Implementacyjnego Strategii Rozwoju Transportu do 2020 roku. Pieniądze na ten cel mają pochodzić z Unii Europejskiej.

- Nie mamy jeszcze pewności, że zostaną nam przyznane na ten cel, ale taką przyjmujemy strategię - mówi Joanna Marzec, rzecznik Krajowego ZarząduGospodarki Wodnej.

Wszystko zależy od tego, ile Unia Europejska będzie chciała wydać na transport śródlądowy w latach 2014-2020. Specjaliści twierdzą, że dużo, biorąc pod uwagę fakt, że jest on tani i ekologioczny. Przebudowa kanału jest częścią większego projektu związanego z przywróceniem żeglugi na całej Odrze. Na samą Odrę ma iść 1,4 mld zł, zaplanowano m.in, inwestycje na najbardziej zaniedbanym odcinku od Brzegu Dolnego (woj. dolnośląskie) do ujścia Nysy Łużyckiej (woj. lubuskie).

- Kanał Gliwicki to oczko w głowie pani wicepremier Bieńkowskiej, co daje duże szanse na to, że inwestycja ta zostanie potraktowana priorytetowo - komentuje Gabriela Tomik, pełnomocnik prezydenta Kędzierzyna-Koźla ds.Odry.

#1 | darpo23 dnia 30.03.2014 15:40
jeśli obietnice będą się pojawiać w takim tempie to w przyszłym roku o Odrze będzie się mówiło w kontekście V klasy żeglowności
#2 | januszbn dnia 30.03.2014 16:03
'Po przebudowie będą mogły tędy pływać zestawy złożone z dwóch barek i jednego pchacza, co dziś jest niemożliwe. Podwójne zestawy nie mieszczą się bowiem w komorach śluz'.
W chwili obecnej są remontowane śluzy, ale nie zauważyłem, aby wydłużano komory. Czy autor sugeruje, że po remoncie śluzy będą przebudowywane? Bardziej jednak prawdopodobnym jest, że piszący artykuł nie do końca jest w temacie i poniosła go fantazja.
#3 | Apis dnia 30.03.2014 16:46
Zamieściłem ten tekst z NTO właśnie w celu dyskusji. Pomijam już terminologię, której jestem wrogiem: spław to nie to samo co żegluga a dziennikarze uważają, iż to są synonimy (zamiast "wozi się barkami" dla nich wszystko się "spławia"Wink. W sprawie "całych zestawów" sądzę, iż chodzi o to, aby uruchomić wszędzie obydwie komory. Wtedy zestaw z dwu barek - choć śluzuje rozłącznie (w jednej komorze jedna z barek pchanych, w drugiej barka+pchacz) - pokonuje kanał w całości ale wymaga to minimum 4 członków załogi. Tak było "za moich czasów", choć w zasadzie Kanał Gliwicki obsługiwały pchacze "kanałowe" (TUR-y z niskimi sterówkami) z jedną barką a zestawy dwubarkowe formowano "na szerokim" w Koźlu i stąd je zabierały pchacze "trasowe". Nie wierzę, że w wyniku tej kolejnej modernizacji komory śluz zostaną wydłużone - zwłaszcza te szybowe - czyli Kłodnica i Dzierżno.
#4 | porteuropa dnia 30.03.2014 17:01
"Dziennikarze się nie znają", "dziennikarze się mylą" - a zastanowiliście się może, dlaczego tak jest? A może dlatego, że żegluga śródlądowa w Polsce praktycznie nie istnieje? Skąd więc dziennikarz ma powziąć wiedzę w specjalistycznym temacie, w branży która w Polsce jest w zaniku? Zamiast krytykować błędy dziennikarskie (a jakże: są i będą!) może wspólnie zastanowimy się, jak zorganizować bezpłatne (finansowane przez UE) szkolenia dla dziennikarzy w tematyce żeglugowej?
#5 | januszbn dnia 30.03.2014 17:15
Zdarzało się, że to, co mówiłem podczas rozmowy z dziennikarzem miało się nijak do tego, co potem napisał. Czasami nie trzeba do tego dokładnej znajomości tematu, a jedynie uwaga i rzetelność dziennikarska. Jeśli natomiast piszę o rzeczy mi nieznanej, konsultuję się. Dziennikarz, jeśli ceni siebie i szanuje czytelnika, stara się podawać fakty, a nie własne interpretacje.
#6 | Apis dnia 30.03.2014 17:32
Pomysł Kuby jest dobry. Podpisuje się pod nim jako rzecznik Rady Kapitanów. Podzielam jednak spostrzeżenia Janusza.

Ponadto to nie żegluga jest w zaniku a raczej podstawowa edukacja.... Ja w podstawówce (nie mając nawet jeszcze w planach, że zostanę marynarzem słodkowodnym) na lekcji geografii dowiedziałem się co to jest żegluga a co spław oraz tego, że Odra "jest spławna od Raciborza a żeglowna od Koźla".

Komu to przeszkadzało?
#7 | skoniu dnia 31.03.2014 12:09
"Z tego powodu węgiel do wrocławskiej elektrociepłowni spławiany był jedną barką z Gliwic do kozielskiego portu, a następnie pchacz wracał po kolejną barkę do Gliwic. Dopiero gdy dotarł z nią do Koźla, formowany był podwójny zestaw, który Odrą płynął do stolicy Dolnego Śląska. Takie manewry niepotrzebnie podnosiły koszt transportu."
A to ciekawe manewry. Pływałem na pchaczu TUR (nie na kanale gliwickim) na Szkarpawie i Nogacie. Żadna z tamtejszych śluz nie mieściła całego zestawu. Najpierw śluzował pierwszy kontener z jednym członkiem załogi. Bezpośrednio po wyjściu ze śluzy trzeba było się "złapać". Następnie śluzował pchacz z drugim kontenerem. Po otwarciu wrót koplowaliśmy zestaw i szliśmy dalej. Nikt nie jechał całego Nogatu czy też Szkarpawy z jednym kontenerem, aby potem wracać kilkadziesiąt kilometrów na Wisłę po drugi. Pozdrawiam.
#8 | Lukasz_G dnia 31.03.2014 14:45
Kolego skoniu mam pytanie. Interesuje mnie technika wyciągania barek ze śluzy. Czy zestawy składały się z "pięćsetek" czy "turówek" i na jaką głębokość były załadowane. Śluzując np. Kłodnicę lub Dzierżno w górę obecność dwóch ludzi na pokładzie jest niezbędna ze względów bezpieczeństwa ponieważ trzeba wybierać długie liny na dziobie i rufie
#9 | skoniu dnia 31.03.2014 16:33
Zestawy składały się z "turówek" i o ile dobrze pamiętam były załadowane na 1,30 m. Przy śluzowaniu w dół śluzowy puszczał lekko wodę i kontener wychodził "sam". "W górę", niestety trzeba było wyciągać kontener ręcznie. Przy problemach (np. przeciwny wiatr) pomagał drugi członek załogi a często również śluzowi. Oczywiście spiętrzenia tam w porównaniu z np.Kłodnicą (chyba 10.50) są niewielkie. My chodziliśmy z "turówkami", ale "Koziołki" z "pięćsetkami". Pozdrawiam.
#10 | Apis dnia 31.03.2014 20:44
Wiesiek - zapominasz o podstawowej sprawie: Kłodnica i Dzierżno mają ponad 10 m różnicy poziomów (pozostałe są nieco niższe). Nie mają górnych wrót lecz opuszczany segment a tuż przy nim betonowy próg, na którym łatwo barkę śluzowaną w dół "powiesić". Wystarczy chwila nieuwagi

www.rejsykozle.pl/images/klodnica2.jpg
images20.fotosik.pl/254/5f14dcf8cc13e932.jpg

Dlatego na śluzowanej bez pchacza barce w śluzach Kanału Gliwickiego musi być 2 ludzi. Na pchaczu z drugą barką także dwóch. Skąd ich wziąć gdy załoga liczy trzech? Śluzowy nie pomoże, bo najczęściej jest sam jeden. "Puszczanie wody" na Kanale Gliwickim jest z dwóch powodów niemożliwe: po pierwsze barka zamiast odpływać zbliża się do górnych wrót, po drugie - to nie jest rzeka uzupełniająca wodę w stanowiskach między śluzami - wodą trzeba tu oszczędnie gospodarować.
#11 | skoniu dnia 01.04.2014 14:47
Andrzeju - nie zapomniałem o różnicy poziomów w Kłodnicy (zaznaczyłem to w moim poprzednim komentarzu). Cumowałem na dziobie w tej śluzie "Młodą Gwardię", chyba w 1964 roku i gdy spojrzałem w dół to pierwsza myśl była taka: "Boże, co by się stało, gdybym nie zatrzymał statku przed wrotami"? Na podstawie Twojego krótkiego komentarza widać diametralną różnicę między śluzowaniem na akwenie na którym ja pływałem, a Kanałem Gliwickim. Czy można było mimo to jechać całym zestawem ? Myślę, że tak, (być może się mylę), ale rzecz jasna wymagałoby to zwiększonego wysiłku całej załogi, ale na ten temat możemy porozmawiać, kiedy się spotkamy osobiście. Pozdrawiam.
#12 | Apis dnia 01.04.2014 14:49
Ależ ja płynałem tam całym zestawem (kan. Gliwicki) ale musi być 4 członków załogi - inaczej kupa Smile Często także zdarzało się, że na skutek remontu dużych komór sluz Górnej Odry trzeba było śluzować przez małą rozpinając zestaw nawet na trzy części (bizonówki nie mieściły się w komorze z pchaczem). To dopiero była jazda - całe szczęście, że zwykle tylko przez jedną z dwudziestu śluz na trasie z Koźla do Wrocławia ale zdarzały się dwie w remoncie też Smile Mam także nadzieję na pogaduchy przy okazji...
#13 | Black Hawk dnia 01.04.2014 15:40
Apis ja także pływałem całym zestawem 500tek+Bizon do i z Gliwic. 500tka+Bizon wchodzi do komór na styk.Ciężka była mijanka całym zestawem, no i pokonywanie zakoli, rufa pchacza zaliczała brzegi. Co remont kanału to był węższy. A przekleństwem było śluzowanie na 3 razy w dół do Wrocławia, gdy dwie śluzy miały czynne tylko małą komorę, 4 osoby załogi wtedy to było minimum, także na kanale, np. Opole a zaraz Dobrzeń, lub wcześniej Krępna. Pamiętam gdy już w latach 70 planowano przedłużanie komór na kanale, potem zwieziono konstrukcje wyciągarek, jak na Mittelandzie, było wszystko w komplecie na każdej ze śluz, potem wszystko pocięto na złom, silniki elektryczne rozkradziono i na tym plany się skończyły. Zapomniałem dodać, że parę sterówek bizonowskich stracono na mostach kanału, w Blachowni i powyżej, także w Łabędach.

A co do pokładanych nadziei w Bieńkowskiej to poniżej: Nie możemy głosować na takie osobniczki między innymi: Luksusy Bieńkowskiej http://niezalezna...enkowskiej ona a raczej una co po chazarskiej naszprycowanej botoksem gębie widać mimo tlenionego łba jest z domu Moycho, dla mnie raczej Moche i to wszystko wyjaśnia.
#14 | Black Hawk dnia 01.04.2014 18:44
Na każdej śluzie kanału była możliwość oszczędnego śluzowania, czyli przepływ wody z jednej komory do drugiej oraz przepompownie z dolnego poziomu na górny by wodę oszczędzać. Lecz to było za Niemca, za nas zniszczono wszystko co można było. Jakieś z 20 lat temu gdy chciano wymieniać bramy na Kłodnicy, Dzierżnie oraz łańcuchy musiano zwracać się o dokumentację do Niemiec, ponieważ u nas jej nie mieli i u nich łańcuchy pociągowe zamawiać.
#15 | januszbn dnia 02.04.2014 00:43
Bardzo się cieszę i mam nadzieję, ze będę mógł skonfrontować swoją wiedzę zaczerpniętą ze wspomnień byłych pracowników śluz na Kanale Gliwickim z praktykami, którzy sami doświadczyli rejsów tą drogą wodną.
W istocie, kwestia oszczędzania wody, zwłaszcza w sekcjach od gliwickiego portu do śluzy Dzierżno, jest bardzo istotna. Problem ten był znacznie mniejszy w pierwszych latach użytkowania kanału, gdyż wówczas była możliwość zasilania sekcji między śluzami Łabędy i Dzierżno wodą rzeki Dramy. Umożliwiał to system jazów przed ujściem Dramy do zbiornika Dzierżno Małe. Do dziś zostały jazy i ślady koryta. Każdorazowe napełnienie komory śluzy Dzierżno (9600 m3) powoduje obniżenie poziomu wody na całej długości sekcji o 2cm. Konieczność zapobieżeniu brakowi wody powyżej Dzierżona spowodowała uruchomienie przepompowni przy tej śluzie. W latach 1976-1980, przy szczególnie intensywnej żegludze towarowej, pracowały dwie pompy o wydajności 0,8 m3/sek każda.
Odnośnie zasów międzykomorowych, to nie jest tak, że '...to było za Niemca, za nas zniszczono wszystko co można było'. Zasuwy międzykomorowe również w czasie wojny były prawie niewykorzystywane, a to z uwagi na to, że zostały wadliwie zaprojektowane. Choć rzadko, Niemcom też czasami coś nie wychodziło. Problem polegał w tym, że w zależności od tego, która komora była napełniona, zasuwa była tak silnie dociskana, że nie udawało się jej podnieść, a w drugim wypadku była odpychana i występowały przecieki. Być może zastosowano silniki zbyt małej mocy. W chwili obecnej zasuwy są remontowane i ciekaw jestem jak rozwiązany zostanie ten problem. Remontowana, to znaczy, w tej chwili została wybebeszona przepompownia przy śluzie Dzierżno (osobny budynek) oraz wypatroszono dokładnie pomieszczenie, gdzie była pompa w Łabędach (w przyziemiu budynku nastawni).
Odnośnie pływania zestawów 2+1 Kanałem Gliwickim opowiadano mi, że trwało to bardzo krótko, było niezwykle uciążliwe i niebezpieczne dla załogi. Jak określił to mój rozmówca 'przypominało to walkę o przeżycie'. Głównie ze względów bezpieczeństwa zaniechano użytkowania takich podwójnych zestawów. Zaznaczam, tak mi przekazywano. Jak było w istocie, chętnie dowiem się od tych, którzy pływali.
Odnośnie dokumentacji. Prawie cała dokumentacja została spalona przez 'wyzwolicieli'. Działali tak skwapliwie, że jak się zorientowali, że mają problemy techniczne z uruchomieniem urządzeń szukali tych, którzy pracowali tam w czasie wojny. Ich wywieźli równie szybko jak spalili dokumentację. Na podstawie stanu faktycznego wykonania niezbędnej dokumentacji podjęła się, chyba w 1951 roku, Politechnika w Gdańsku. Nie ma więc nic dziwnego, ani uwłaczającego, że szukano i coś zamawiano u dawnego projektanta i wytwórcy.


Refleksja na koniec i nie w temacie.
Jak się ma do merytorycznej dyskusji cytat: '...ona a raczej una co po chazarskiej naszprycowanej botoksem gębie widać mimo tlenionego łba jest z domu Moycho, dla mnie raczej Moche i to wszystko wyjaśnia.'
Gwoli ścisłości:
Jedną z wyjątkowych cech chazarskiego państwa była jego tolerancja religijna i wielowyznaniowość. Mozaika etniczna kaganatu i silne wpływy kultur ościennych spowodowały, że Chazarowie byli również wyznawcami islamu i chrześcijaństwa.
Czy to znaczy, że z tolerancją u nas gorzej niż u Chazarów?
#16 | Apis dnia 02.04.2014 10:16
Janusz - słusznie zauważyłeś, że zarzucono rejsy zestawów 2+1 ze względów bezpieczeństwa. Ja płynąłem takim zestawem na Kanale Gliwickim tylko dwa razy i to w czasach, gdy faktycznie żeglugę na Kanale prowadziły wyłącznie pchacze "kanałowe" (pisałem o tym gdzieś powyżej). W obu sytuacjach któryś z pchaczy kanałowych miał awarię czy remont i brak było "pudeł" w Koźlu. Za każdym razem mojemu kapitanowi zaproponowano: "Albo czekasz trzy cztery dni, albo sam sobie przyprowadź". Wybrał to drugie i wziął dwa pudła z Gliwic.
#17 | Black Hawk dnia 02.04.2014 11:25
Apis ja to samo miałem, albo/albo, zarabiać lub stać w kolejce. Pozdrawiam.
#18 | Black Hawk dnia 02.04.2014 16:13
Apis a pamiętasz plany wybicia larsenami całego kanału i wyasfaltowania!!!! dna ? było to w latach 70 ub. wieku. Miał mieć szerokość w lustrze wody 45 m-50m i głębokość od brzegu do brzegu, czyli na całej szerokości do 4.5 m.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

  PRchecker.info Free counters!
Apis | Alhenag | Absolwenci TZS | Wierzbnik | Rada Kapitanów | PHP-Fusion PL