TEN-T a sprawa polska...Drukuj

Od otwarcia ponad dziesięć lat temu najdłuższego w Europie mostu Oresund, łączącego Malmö i Kopenhagę, podwoił się ruch kolejowy na linii państwa nordyckie - Europa Środkowa. To jeden ze zrealizowanych projektów sieci transeuropejskich linii transportowych (TEN-T), podawany przez Komisję Europejską jako przykład "zadziwiającego sukcesu" i możliwego wyzwolenia potencjałów finansowych.

Potrzeba ich jak najwięcej, bo UE czekają niebywałe wyzwania, które... sama sobie narzuciła, przyjmując w marcu 2011 roku strategię "Transport 2050". W ciągu czterech dekad transport ma emitować o 60 proc. mniej dwutlenku węgla. Głównie dlatego, że towary (i pasażerów) w większym stopniu przejmą pociągi i barki rzeczne - w 30 proc. do 2030 roku, a w 50 proc. do połowy wieku.

W 2030 roku co trzecia tona ładunku na duże odległości ma być wożona w Polsce koleją. To ponad dwa razy więcej niż obecnie. Jutro powinna wybuchnąć u nas transportowa rewolucja. Wbrew pozorom na realizację tak ambitnych celów jest bardzo mało czasu. Pod tym względem, kolej w całej Europie już jakieś pół wieku temu przegrała z transportem drogowym bitwę o zdobywanie nowych ładunków. TIR-om sprzyjają zarówno rozbudowane sieci autostrad, nowe rozwiązania logistyczne, niższa bariera wejścia do biznesu, jak i zmieniająca się struktura gospodarek.

W Europie mniej jest przemysłu surowcowego, a więcej przemysłu przetwórczego, kooperacji i usług. To wymusza szybsze krążenie mniejszych partii towarów. Tańszy transport drogowy sprzyja też większej mobilności towarów, a więc globalizacji gospodarczej.

Ale nie ma to wiele wspólnego ze zrównoważonym transportem. Dlatego kraje zachodnie, które już wcześniej dotknęły problemy na drogach (korki, rosnąca liczba wypadków, nadmierna emisja spalin), wprowadzają elementy sterujące rynkiem. Klasycznym przykładem są Austria i Szwajcaria, które stosując metodę kija i marchewki, dbają o większe dobro, jakim jest czyste powietrze w Alpach. Niemałym kosztem dopłat budżetowych realizują - ciągle tylko hasłową u nas - ideę "TIR-y na tory."

Jak UE chce pogodzić założenia zrównoważonego transportu z wolnym rynkiem i rachunkiem ekonomicznym? Sposobem na tę sprzeczność ma być poprawa konkurencyjności tych gałęzi transportu, które są bardziej "ekologiczne", ale stoją na przegranej pozycji wobec transportu drogowego.

Taka polityka opiera się na innych stawkach dostępu do infrastruktury, uwzględniających również koszty zewnętrzne (emisji spalin, wypadków, hałasu itp.) poszczególnych gałęzi transportu. Przy odpowiednim dostrojeniu tego instrumentu przewozy samochodem ponad 300 km okażą się zbyt drogie, a kolejowe (oraz rzeczne - przp. redakcji "Żegluga...") - tańsze.

Dlatego Komisja Europejska zakłada kosztowny proces inwestycji infrastrukturalnych, w tym budowy sieci TEN-T - do 2030 roku szkieletowej, docelowej w kolejnych 20 latach. Projekt ten sam w sobie ma być dobrodziejstwem i "rozruszać" gospodarkę unijną, by później ją ustabilizować. Polska polityka transportowa idzie więc pod prąd unijnej i nie wybiega myślą poza dekadę lub dwie. A bez równych warunków działania, nie będzie rewolucji w transporcie.

źródło: logistyka.wnp.pl
#1 | radams dnia 02.10.2012 09:05
3 mld zł na drogi wodne, oby choć połowa z tego się sprawdziła...
http://logistyka....rogi-wodne

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

  PRchecker.info Free counters!
Apis | Alhenag | Absolwenci TZS | Wierzbnik | Rada Kapitanów | PHP-Fusion PL