Coś o łodziach (latających!)Drukuj

Kiedy w pochmurny ale ciepły wieczór 18 maja tego roku, ogromna łódź latająca Dornier typu Do-24 wodowała na Jeziorze Bodeńskim tuż przed promenadą we Friedrichshafen, owacjom tłumów nie było końca. Samolot prowadził jego właściciel i pilot zarazem Iren Dornier, wnuk słynnego konstruktora Claude Dorniera.

Ale po kolei. Co to jest łódź latająca? Mówiąc obrazowo jest to rzeczywiście statek z doprawionymi skrzydłami. Ląduje na wodzie na własnym kadłubie w odróżnieniu od wodnosamolotu, który ląduje na pływakach przez co wygląda dość pokracznie.

Do-24 to trzysilnikowa łódź latająca dalekiego rozpoznania, zbudowana kompletnie z metalu. Długość jej kadłuba wynosi 22 m, a rozpiętość skrzydeł 27 m. Łodzie latające tego typu powstały w latach 1937 - 1947. Zaprojektowano je w zakładach koncernu Dorniera we Friedrichshafen gdzie zbudowano pierwsze 32 sztuki i wypróbowano na Jeziorze Bodeńskim. Przeznaczone były dla Holenderskich Indii Wschodnich, czyli dzisiejszej Indonezji. Wyposażono je w amerykańskie silniki w układzie gwiazdy Currtis - Wright "Cyclone" typu GR - 1820 - F52 o mocy 3 x 890 KM, które zapewniały im maksymalną prędkość 300 km/h i pułap 5100 m.

Łodzie latające Do-24 okazały się bardzo udanymi konstrukcjami, idealnymi do celów transportowych, rozpoznawczych i ratowniczych - prawdziwe konie robocze. Prototyp wzniósł się po raz pierwszy nad Jezioro Bodeńskie 5 lipca 1937 roku. Od 5 do 11 września tegoż roku odbył próby na Morzu Północnym, gdzie przy sile wiatru 10° w skali Beauforta i wysokości fal do 1 m przeszedł doskonale wszystkie przewidziane próby odbiorcze ku pełnemu zadowoleniu budowniczych i klientów.

Do-24 podczas prób na Morzu Północnym we wrześniu 1937

Holandia zadowolana z wyrobu, zakupiła licencję na budowę dalszych maszyn tego typu. Produkcję rozpoczęto w firmie Aviolanda w Papendrechcie. Jednak z chwilą zajęcia kraju przez Niemcy w 1940 roku skończyła się licencja i Holendrzy musieli podjąć dla nich masową produkcję Do-24. Wkrótce okazało się że Aviolanda nie może nadążyć potrzebom (4 - 6 łodzi miesięcznie) i zobowiązano do ich produkcji dodatkowo stocznię De Schelde oraz zakłady Fokkera. I to nie wystarczyło! Te świetnie spisujące się samoloty zaczęto budować także w firmie SNCAN w Sartrouville pod Paryżem gdzie powstało ich 47 sztuk i 40 dalszych już po wojnie.

Z chwilą wyczerpania się amerykańskich silników Currtis - Wright (od ca. 40 jednostki), zaczęto wyposażać Do-24 również w gwiaździste silniki BMW Bramo 323 R2 o mocy 3 x 1000 KM, dzięki czemu łódź osiągała maksymalną prędkość 340 km/h i pułap 5900 m. W sumie zbudowano 314 łodzi latających Dornier typu Do-24 w różnych odmianach. Stacjonowały wzdłuż całego wybrzeża Europy kontrolowanego wówczas przez Niemcy: od Estonii po całą resztę południowego Bałtyku, Morze Północne, Kanał La Manche, Atlantyk, Zatokę Biskajską, Morze Śródziemne i Morze Czarne. W sumie patrolowały 18 000 km wybrzeża. Oddały nieprawdopodobne usługi w ratowaniu ludzkiego życia. Wyłowiły z morza - z zatopionych okrętów czy z zestrzelonych samolotów - ponad 11 000 marynarzy i lotników, w tym 5 000 aliantów również Polaków. Znamienne, Anglicy po początkowych nieporozumieniach nie strzelali do nich!

Polscy lotnicy, ochotnicy w służbie Royal Air Force wyłowieni przez Do-24 z Morza Północnego


Do-24 podczas krótkiego postoju na Jeziorze Bodeńskim we Friedrichshafen w drodze z północnych Niemiec do Spalato w Dalmacji

Istnieje również kawałek historii Do-24 związany z polskim wybrzeżem, chociaż bardzo tragiczny. Samoloty te ewakuowały w początkach 1945 roku ludność cywilną z Pomorza w kierunku zachodnim, również dzieci z oblężonego Kołobrzegu. 5 marca 1945 wystartował Do-24 z jeziora Resko Przymorskie koło Trzebiatowa załadowany dziećmi z opiekunami, razem z załogą ok. 80 osób. W pewnym momencie runął z wysokości 80 m do Jeziora i zatonął. Wszyscy ponieśli śmierć. Z początku myślano że było to przyczyną przeładowania (Do-24 mógł zabierać tylko 16 osób), ale później okazało się że został zestrzelony przez Rosjan. Profesjonalni polscy nurkowie wydobyli część maszyny, gdzie wyraźnie widać dziury po pociskach. W jednej tkwił jeszcze kawałek radzieckiego granatu!

Cały wrak leży pod grubą warstwą mułu, która chroni go przed niszczycielskim działaniem słonej wody. Inżynierowie z Politechniki Szczecińskiej twierdzą, że możliwym jest jego odpompowanie i wydobycie samolotu. Życzy sobie tego burmistrz Trzebiatowa Zdzisław Matusiewicz, duchowo bardzo zaangażowany w zapewnieniu doczesnym szczątkom dzieci uczciwego pogrzebu. Gdyby rzeczywiście doszło do wydobycia wraka, to ich szczątki znajdą ostatnie miejsce spoczynku na cmentarzu w Starym Czarnowie. Więcej na ten temat: fakt.pl, gs24.pl, trybunludu.pl, nordkurier. Istnieje także oficjalna strona projektu wydobycia Do-24 pod nazwą Dzieci z Kamp.

Pomoc w wydobyciu samolotu przyrzekł już dyrektor Muzeum Dorniera we Friedrichshafen Berthold Porath, którego ojciec (jaki ten świat mały!) urodził się swego czasu nad jeziorem Resko Przymorskie. Nazywało się ono wtedy Kamper See.

Wracając do historii Do-24. W drugiej połowie 1944 roku, zakupiła Hiszpania - jako jedyny obcy kraj - 12 tego typu łodzi latających. Stacjonowały w Pollenca na Majorce, skąd startowały w loty rozpoznawczo - ratownicze nad Morzem Śródziemnym i Atlantykiem. Pozostały w służbie do połowy lat siedemdziesiątych. W 1974 roku jedną z ostatnich jednostek sprowadzono z Hiszpanii do Friedrichshafen, gdzie stanęła przed zakładami Dorniera jako pomnik kultury technicznej.

W osiem lat później postanowiono z samolotem poeksperymentować. Zabrano go z Friedrichshafen do innego zakładu Dorniera, do Oberpfaffenhofen koło Monachium. Został gruntownie zmodernizowany. W miejsce tłokowych silników BMW Bramo otrzymał turbiny kanadyjskiej firmy Pratt & Whitney typu PT6A-45B o mocy 3 x 1125 KM, pięciośmigłowe pędniki Hartzell i nowoczesne wyposażenie kokpitu. W kwietniu 1983 wzniósł się znów po długim czasie w powietrze. Istniało wtedy zapotrzebowanie na ok. 150 nowoczesnych łodzi latających w skali ogólnoświatowej a projekt wspierany był przez federalne ministerstwo do spraw badań i technologii. Jednak z chwilą przejęcia Dorniera przez koncern Daimlera, zmieniła się strategia przedsiębiorstwa i sprawa upadła. Ostatni Do-24 na długie lata powędrował do filii Muzeum Narodowego w Oberschleissheim na północnym skraju Monachium. Tam wypatrzył go Iren Dornier...

Kto to był Iren Dornier? Jak już wiemy był wnukiem genialnego konstruktora lotniczego, bliskiego współpracownika Grafa Zeppelina - Claude Dorniera. Urodził się w 1959 roku we Friedrichshafen i gdy jako dwunastoletni chłopak pierwszy raz leciał na Do-24 przyrzekł sobie, że jak dorośnie będzie taką łódź latającą sam prowadził. W wieku dwudziestu lat zrobił wszystkie możliwe patenty lotnicze. I chociaż z zawodu jest fotografem (ma studia w Monachium i w Madrycie gdzie fotografuje modę), to został wierny tradycji rodzinnej - lotnictwu. Wyemigrował na Filipiny, gdzie w 1995 roku ugruntował swoje własne linie lotnicze - South East Asian Airlines (Seair) z siedzibą w Manilii. Jego samoloty poprzez 15 portów lotniczych łączą cały archipelag filipiński. Naturalnie, w swojej flocie posiada również nowoczesne Dorniery Do 328.

A co z ostatnią łodzią latającą Do-24? Iren Dornier (Iren to skrót od Ireneusz!) jakimś cudem pozyskał ją z muzeum w Oberschleissheim w 2003 roku, zabrał na Filipiny i własnym sumptem doprowadził do stanu gotowości technicznej. Od 2006 roku werbuje tym samolotem na rzecz UNICEF, przez co zyskał wielu sympatyków. Woduje na Jeziorach i rzekach całej Europy a najchętniej w swoim rodzinnym Friedrichshafen na Jeziorze Bodeńskim. Nawiasem mówiąc jego łódź latająca nie musi za każdym razem latać z Filipin do Europy: czeka na niego na zakładowym lotnisku dawnego koncernu Dorniera w Oberpfaffenhofen.

Zdjęcia w tekście pochodzą z książki Karla Borna "Rettung zwischen den Fronten", Hamburg, Berlin, Bonn - Mittler 1996.

A teraz zapraszam na fotoreportaż autorstwa mojej małżonki Alinki z wodowania Do-24 na Jeziorze Bodeńskim w maju tego roku w ramach targów Klassik Welt:






Łódź latająca Do-24 nie była jedyną tego typu konstrukcją Dorniera. Najsłynniejszą była łódź latająca Do-J "Wal", którą Amundsen leciał do bieguna północnego; mini łódź "Libelle", gigantyczny dwunastosilnikowy statek latający (Flugschiff) Do-X i szereg innych podobnych samolotów. Ale o tym może innym razem.

Mirek Rajski
#1 | miroslaw rajski dnia 15.08.2012 17:47
Chciałbym dorzucić jeszcze kilka słów do wypadku Do-24 na Jeziorze Resko Przymorskie.
Otóż Karl Born, autor wspomnianej książki był od października 1944 roku dowódcą Morskiej Grupy Ratowniczej Nr. 81, której baza znajdowała się w Bug na Rugii. Ze swoimi łodziami latającymi i okrętami ratowniczymi ewakuował ludność cywilną z Pomorza. Sam przeżył tragedię Kamper See. O dziwo, rzeczywiście do końca myślał że przyczyną zatonięcia łodzi latającej było przeładowanie. Jeden z jego podwładnych, dowódca innego Do-24 kapitan Kittner był naocznym świadkiem tragedii. Natychmiast po zniknięciu samolotu pod wodą pospieszył poślizgiem na miejsce wypadku. Ale poza plamą oleju nic nie było widać. Nagle cud! Na powierzchni wody pojawiła się kobieta, żywa!! Natychmiast spuszczono ponton i przytransportowano ją na samolot. A jednak zdołał się ktoś uratować! Nie było czasu zbyt długo nad tym się zastanawiać, na brzegu Jeziora czekało tysiące kompletnie wyczerpanych, na granicy paniki uchodźców których jedynym marzeniem była Rugia.
Około 25 łodzi latających Do-24 ewakuowało ludność cywilną z Kamp (Kępa, nie istniejąca już wieś nad Jeziorem Resko Przymorskie) i z Nest (Uniescie?) nad Jeziorem Jamno. Uchodźcy dowożeni byli do Bug na Rugii lub do Parow koło Stralsundu. Tą drogą uratowano 146 000 kobiet, dzieci i rannych.
Trasy ewakuacji widać na poniższej mapce (po kliknięciu powiększy się).

www.abload.de/img/nr.463sy2.jpg

Karl Born, sternik na wielkich rejowych żaglowcach na których wielokrotnie okrążył przylądek Horn, zmienił w 1935 roku mundur marynarza na mundur lotnika. Za swoje zasługi w ratowaniu życia ludzkiego i za prawy charakter został po wojnie wielokrotnie odznaczony. M.in. francuskim orderem "Hommage des Capitaines Cap Horniers", niemieckim "Rettungsmedaille Ostsee 1945" czy medalem "Kavalier der Lüfte".

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

  PRchecker.info Free counters!
Apis | Alhenag | Absolwenci TZS | Wierzbnik | Rada Kapitanów | PHP-Fusion PL