Pożegnanie Jerzego KrysiakaDrukuj

Dziś, tj. 16.12. 2011 We Wrocławiu na cmentarzu przy ul. Grabiszyńskiej został pochowany Jerzy Krysiak. Postać niezwykle barwna. Jego życie ułożyło się w pasmo niezwykłych wydarzeń związanych ze środowiskiem żeglugowym.

Pracował w Żegludze na Odrze, w Zjednoczeniu i Zrzeszeniu Żeglugi Śródlądowej w latach 1953 – 1996. W latach 60-tych nauczał w Technikum Żeglugi Śródlądowej eksploatacji statków i portów jako nauczyciel dochodzący.

Zachował się dość barwny opis jego pierwszych kroków w branży żeglugowej w 9 numerze "Prosto z pokładu" z roku 2004 który to w szczególny sposób opisał również już nieżyjący Marian Kosicki.

Dziękuję Heniowi Pierchale za udostępnienie materiału.
Janusz Fąfara


PIERWSZY DZIEŃ PRACY PO WOJNIE W KOŹLE PORT

Jerzy Krysiak dysponuje niesłychana pamięcią. Może godzinami opowiadać o historii przewozów na Odrze i scharakteryzować wszystkich dyrektorów Żeglugi na Odrze. Zapytany o najciekawsze swoje przeżycie związane z żeglugą opowiada bez namysłu – Pierwszy dzień pracy w maju 1945 r w porcie Koźle.

Urodził się 19 sierpnia 1924 roku w Warszawie. Naukę w II klasie gimnazjalnej przerwał wybuch wojny w 1939 r. Niezależnie od nauki kolejnych języków obcych szlifował język niemiecki. Ten szlif pomoże w późniejszych latach na przetrwanie i osiąganie sukcesów w pracy zawodowej po wojnie. Jako gimnazjalista z biegłą znajomością języka niemieckiego mógł pracować w różnych firmach, ale najdłużej u niemieckiego armatora na środkowej i dolnej Wiśle.

W roku 1945 poczuł się dorosłym człowiekiem i wyjechał w poszukiwaniu pracy na Ziemie Odzyskane, konkretnie do Wrocławia. Państwowy Urząd Repatriacyjny skierował go do polskiej administracji resortowej. Tu absolutnie przypadkowo natknął się na inż. Stanisława Juniewicza. – Komisarza Żeglugi do przejmowania portów odrzańskich ( późniejszego profesora Politechniki Wrocławskiej) od Armii Radzieckiej. Został natychmiast przyjęty do pracy, z poleceniem przygotowania się do nocnego wyjazdu do Koźla. Ekipa w składzie inż. S. Juniewicz, płatnik W. Fogel (z eleganckim neseserkiem), J. Krysiak i kierowca, z pistoletami na biodrach wczesnym rankiem dotarła do portu w Koźlu.

Wojennym Komendantem Portu był major N. S. Resetniak, który ze swoja jednostka zdobywał Koźle. Ochronę portu stanowiła więc jednostka frontowa, a nie maruderzy z tyłów. Komendant przekazał Jerzemu wielopokojowe mieszkanie na I piętrze w budynku kierownictwa portu, które dotychczas sam zajmował. Zaznaczył, że ustępując z kwatery zabrał używane dotychczas wszystkie meble, ale to będzie jeszcze dziś uregulowane.

Sprawę przejęcia portu wraz z wszystkimi urządzeniami i całym majątkiem inż. Juniewicz z mjr. Resetniakiem załatwił w niespełna 2 godziny. Wraz z W. Foglem wsiedli do samochodu i odjechali do Wrocławia. Wcześniej pan Fogel wyciągnął ze swojego neseserka pokaźną paczkę nowych polskich banknotów i wręczył Jerzemu.

Jerzy udał się do swego mieszkania. Tu okazało się, że obok na tymże piętrze zamieszkuje młoda nauczycielka wraz z matką. Przyszedł do nich jako przyjaciel do przyjaciół i one zaopiekowały się młodzieńcem. Oprowadziły po przestronnym mieszkaniu z kuchnią i łazienką dokładnie wysprzątanym przez sołdatów. Czynny był piec ogrzewania etażowego węgla i kuchnia doskonale umeblowana. Zapoznawanie i rozmowa nie trwała długo. Wszedł starszyna z zawiadomieniem, że czeka ciężarówka z 4 żołnierzami, z którymi ma się udać do miasta Koźle po meble. Magazyn był olbrzymi i przytłaczał ilością i jakością asortymentu. Wybrał dwa łóżka, stół, krzesła, fotele, toaletkę, szafę trzydrzwiową no i jakieś inne drobiazgi. Wrócili do portu z tym wyposażeniem, przywożąc przy okazji wanienkę smalcu, olbrzymią michę suszonych śliwek, kilka worków cukru i mąki, a ponadto mydło. Produkty żywnościowe przekazał paniom sąsiadkom i od tej chwili nie musiał się martwić o wikt i opierunek.

Nim przystąpił do rozstawiania mebli, żołnierze odchodząc wręczyli mu PM> Od tego momentu mjr Resetniak nie interesował się portem. Poinstruowany przez różnych ludzi na noc zabarykadował duże drzwi wejściowe na parterze olbrzymim drągiem. W nocy zbudziło go głośne dobijanie się do drzwi wejściowych. Nie namyślając się długo, z głębi pokoju puścił krótka serię z PM w otwarte okno. Łomotanie ucichło. To nie mogli być żołnierze radzieccy. Oni nie wchodzili nigdy pracownikom portu w drogę. Wieczorem, przy ognisku grali na harmoszce, śpiewali, popijali i około pierwszej szli spać. Dobijali się na pewno szabrownicy.

Rano rozpoczął rzeczywisty dzień pracy. Biuro znajdowało się na parterze i było należycie wyposażone łącznie z maszyną do pisania. Wyszedł przed blok. Zobaczył mężczyznę zbliżającego się sprężystym krokiem. Na mundurze miał ślady po odprutych dystynkcjach i zameldował się po niemiecku. Spojrzeli sobie w oczy i wlot się zorientował, że z tym człowiekiem współpraca będzie układać się dobrze. Był to kpt. Ferdinand Ptok, którego Jerzy mianował brygadzistą grupy wydobywczej wraków. Do grupy tej dołączył inż. Nagel, Niemiec, który dokonywał pomiarów wydobytych wraków wg. Przepisów Germanischer Lloyd. Okazało się, że wydobyte jednostki były niemal całkowicie pozbawione osprzętu. Należało go kupować od zapobiegliwych szyprów którzy przechowali je przed zatopieniem jednostek. Tu stała się bardzo przydatna paczuszka otrzymana od pana Fogla przed wyjazdem. Tak, osprzęt był kupowany, dopóki nie został odkryty magazyn znajdujący się w pobliżu portu przy III basenie.

Wśród mieszkańców osiedla Koźle Port rozeszła się pogłoska "Pojawił się kierownik portu, młody człowiek, podobno Polak, a jakby nasz". Dlatego pewnego dnia przyszła do Jerzego żona inż. Nagla, aby uchronił ich rodzinę przed przesiedleniem na tereny Niemiec. W tym czasie bowiem pierwsze, prawdzie małe, ale zaczęły się deportacje. Natychmiast udał się do władz miasta. Przedstawił inż. Nagla jako niezbędnego dla odbudowy gospodarki. O ile jest zorientowany, to pracował on przez długie lata w Koźlu.

Wojska radzieckie powoli opuszczały miasto. Ślązacy i Niemcy porządkowali nabrzeża w trzech basenach, uruchamiali urządzenia portowe, ale największy wysiłek skierowany był na wydobywanie wraków. Aby rozpocząć załadunki trzeba było jeszcze czekać kilka miesięcy. Nie mniej, pierwsze kroki do uruchomienia portu Koźle zostały zrobione.

Na podstawie opowieści Jerzego Krysiaka
Marian Kosicki.
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
  PRchecker.info Free counters!
Apis | Alhenag | Absolwenci TZS | Wierzbnik | Rada Kapitanów | PHP-Fusion PL