Nie jestem przeciwny zdobywaniu umiejętności i dokumentowania ich Patentami. Niestety od dłuższego czasu posiadanie tego papieru nie stwierdza,że osoba go posiadjąca ma umiejętności prowadzenia bezpiecznie łodzi. W szkoleniu jest zbyt mało zajęć praktycznych. Osoby zgłaszające się na kurs zazwyczaj prawie nic nie wiedzą o prowadzeniu łodzi. Kiedyś zawsze pierwsze umiejętności zdobywało się w klubach. najpierw było się w załogach i pobierało się pierwsze nauki. Następnym etapem był kurs na 1 stopień i zaczynało się wspinanie po drabinie stopni.
Teraz kupuje się łódż,szuka się kursu, w trybie przyspieszonym się go zdaje bez wielkiej praktyki, bo organizator chce jak najwięcej zarobić {paliwo drogim jest}. Każdy z kursantów wykona trzy podstawowe manewry, odpowie na kilka pytań i jest patent.
Przepraszam wszystkich kolegów z uprawnieniami, mają prawo być na minie żli. Niestety większość z Was spotkała się z ludżmi na wypasionych pływadłach dla któych prosty manewr dobicia do pomostu stwarza wielki problem i powtarza go wielokrotnie przy jednym podejściu. Natomiast na wodzie daje ile fabryka dała nie zważając na innych użytkowników. I kręcąc piruety doprowadza do sytuacji, że wypadają ludzie z łodzi i na końco on sam. łódka natomiast płynie sobie w kółko i tnie ich wszystkich. Kłania się podstawowa zasada - Zrywka zawsze ma ręce sternika.
Mogę tak bez końca marudzić, ale poco i tak nikt tego nie będzi słuchał. Natomiast tylko przyczepiana będzie łatka,że obrażam ludzi z Patentami.
Poadrawiam świątecznie Włodek.
..... Niestety od dłuższego czasu posiadanie tego papieru nie stwierdza,że osoba go posiadjąca ma umiejętności prowadzenia bezpiecznie łodzi....
Teraz kupuje się łódż,szuka się kursu, w trybie przyspieszonym się go zdaje bez wielkiej praktyki, bo organizator chce jak najwięcej zarobić {paliwo drogim jest}.
I dlatego właśnie wzorem innych bardziej cywilizowanych krajów nie powinno być wymogu zdobywania jakiegokolwiek patentu. Oczywistym jest, że utrzymywanie takich "kursów i egzaminów" to nabijanie kasy "Leśnym Dziadkom" z PZMiNW. Nie ma to nic wspólnego z właściwym szkoleniem więc każdy wypływający na szlak żeglarz i tak sam odpowiada za swoje zachowanie i wyrządzone ewentualnie szkody.
Nikt "pały nie przegina". Tylko oprócz rozdawnictwa patentów, powinno funkcjonować natychmiastowe odbieranie. Bez wyjątku, i wypasionym panom z WOPR w Rogoźnie ( rozumiem, starsi panowie rozum tracą widząc dziewczynki) i panom w mundurach strażackich, czy policyjnych.
Strażakom, jeszcze dało się wytłumaczyć, ( choć oficjalnie, paliwa im zabrakło na dalsze pływanie), ale człowiek kończący pewnie jakiś wewnętrzny milicyjny kursik, który zdają wszyscy, jest nienawracany. A wkładając mundur zyskuje status "świętej krowy". A ludzie patrzą i się uczą.
"Kurs nie nauczy cię wszystkiego, ale da podstawy" Jedni uczą, Inni egzekwują. W takiej rzeczywistości, kursy są bez sensu.
Nie 'Reszta w rękach sternika", ale Wszystko w rekach sternika. Tak powinno być kolego Zbyszku.
samochodem tez powinno sie jeździć bez prawka??? , bo czego Cię nauczą przez 30 godz?? A potem taki jacht plącze Ci się pod dziobem bo nie wie jak jechać, którą str wyprzedzać itd.
I zaraz zrobi się dyskusja "zawodowców" z pożal się Boże "amatorami". Myślisz, że wszyscy, na których trąbisz na ulicy, i przeklinasz na skrzyżowaniu są bez prawka? Nawet na tym forum, wiele jest opisów wypadków. Barek też. Według Ciebie, kapitanowie to nieuki i bez patentów pływali? Piszesz o "plączących się jachtach". Wiem, że sterując barką z kursu nie zejdziesz, a drogę hamowania masz gdzieś między załadowaną ciężarówką, a pociągiem towarowym. Tylko tego na kursie nie uczą, nigdzie. Czasami, kursant wody nie widzi. Tak wygląda "rozdawnictwo" i bezsens patentów w obecnej postaci, w konfrontacji z Twoim codziennym pływaniem od rana do wieczora i w nocy też. Gdyby taki gość wiedział, że może patent stracić równie łatwo, jak go zdobył, włączyłby taki mały guziczek "SAMOEDUKACJA". Nauka, to też obserwacja lepszych od siebie. Kto z "amatorów" i ile razy widział w ubiegłym roku np. barkę na rzece? A manewrującą w porcie? To skąd mają wiedzieć, co zrobić, jak się zachować? I tutaj, wszystko zależy od sternika, po jednej i drugiej stronie. Jeden będzie się uczył dalej, inny powie "Patent mam, to mam ...."
Kiedyś, była sonda - ilu kierowców czytało i kiedy, Kodeks Drogowy? 95% odpowiedziało, że na kursie. Reszta, to doświadczenie. Są niedzielni kierowcy, są niedzielni wodniacy. Tylko policji na drogach więcej.
A czy ja napisalem gdzies: "kapitanowie to nieuki" tylko śmieszne mi sie wydaje aby plywac jachtem bez papierów. A tak po za tym jestem cierpliwym kierowcą i nie trąbie na skrzyżowaniach, ale uważam aby prowadzić jakiś pojazd to trzeba mieć papiery i przynajmniej minimum wiedzy. pozdrawiam z Lubbecke ;)
np. przyjdzie na statek decksmann i lepiej jeździ od kapitana to on ma byc kapitanem bez papierów?
Witam. Przepraszam wszystkich z "papierami", a kapitanów szczególnie. Też nie chciałem, by tak to odebrano, to raczej moja retoryka i odnośnik do sytuacji. Jak masz "papier", możesz nic nie umieć, a w razie wypadku, będzie się mówić o "nieszczęśliwym zbiegu okoliczności" i zwykłym pechu? Jeśli go nie masz, choć masz wiedzę - zgnoją cię. Dziesięć lat pływałem bez, ale zawsze w granicach bezpatencia. Natomiast byłem pewny swego na tyle, że poszedłem na utarczkę z kapitanem "pływającego baru" w Dziwnowie. Dwie godziny czekałem, aż z morza wróci, w tym czasie zostałem postraszony, "bo jak coś źle zrobiłem-to Izba Morska". Siedzi chłop w sterówce, w nosie dłubie i słyszę, "bo wy jachtsmeni...", mówię mu "zrobiłem to i to, to co zrobiłem źle?". No to słyszę "no...dobrze pan płynął, tylko ta nazwa, panie". Gość z patentem, objechał mnie przy stu swoich pasażerach-za nazwę, ja tylko w cztery oczy. W tym czasie, RIB na kilkanaście osób z panami bez karku, w koszulkach Gromu i dwoma kilkusetkonnymi silnikami, szukał pasażerów kręcąc bączki. Laminaty kilku żaglówek, aż trzeszczały - tylko, oni mieli mocne papiery, zamiast rozumu. Czy to ma wystarczyć?
Od dwóch lat mam patent. Coś się zmieniło? Pan egzaminator, stwierdził, że i tak więcej pływam, niż on. Tylko że on, ma jeszcze papier na rozdawanie patentów innym. A że na tym się zarabia? Przerób musi być!
To są moje przemyślenia, przy porannej kawie. Ale mogę się mylić.
Pozdrawiam Pana Mateusza, też jestem raczej spokojny. Żona nawet narzeka, że pokłócić się nie może ;-)
Wszyscy mówimy o tym samym tylko trochę inaczej. Jak rozumiem nikt nie kwestionuje kursów i patentów, tylko sposób prowadzenia i zdobywania. Chyba wszyscy się zgadzamy, że musi być jakaś "firma", która da podstawy do dalszej nauki praktycznej i teoretycznej. Nikt nie rodzi się ze sterem w dłoni.
Edytowany przez zbyszek1 dnia 03.04.2013, 13 lat temu
możesz przeglądać wszystkie wątki dyskusji na tym forum. możesz rozpocząć nowy wątek dyskusji na tym forum. nie możesz odpowiadać na posty w tym wątku dyskusji. nie możesz rozpocząć ankietę na tym forum. nie możesz dodawać załączniki w tym forum. nie możesz pobierać załączniki na tym forum.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies