Cześć Koledzy!
Obserwowałem z uwagą wymianę poglądów o naszych rodakach pływających na zachód od Odry. Korciło mnie, by swoje trzy grosze dorzucić. Lecz nie byłem pewny, kto z Was ma więcej racji, która strona sporu jest mi bliższa. Dziś pomógł mi artykuł w
http://www.kreisz...4825.html, oraz polemika w
http://www.binnen...erforum.de dotycząca tego zdarzenia.
Moim zdaniem rację ma kol. Kubczyk, pisząc o niemieckich barkach, łamiących tak samo jak inni nakaz meldowania się przez radio, na niebezpiecznych nawigacyjnie odcinkach Wezery. W zeszłym roku, kilka razy byłem na Wezerze. Po moich meldunkach "radio" milczało, po czym widziałem najpierw maszt, następnie barkę płynącą naprzeciw mnie. Że za mną płynęła następna barka pod niemiecką banderą, "starzy wezerowcy" z obu barek, ucinali sobie krótką pogawędkę na 10 kanale. Stąd wiem, że to byli Niemcy. Jasne, że częściej odpowiadałem na meldunki innych statków. Słyszałem odpowiedzi na moje wywołania, ale bywało też tak jak wyżej. Rację ma również, krytykując wpis nr.17 Teosa. Bo przecież jego fragment, mógłby wyglądać tak " Swoją drogą, ciekawe kto stał za sterem barek z którymi się mijałeś? Całkiem możliwe że to był Niemiec". Czasami wydaje mi się, że warto namówić naszych rodaków na wasserstrassach, do ponownej lektury "Bartka zwycięzcy" Sienkiewicza.
Niestety Teos i Skipper też mają rację. Trudno o bardziej wzorcowy przykład statku, który wyrządził więcej szkód polskim marynarzom niż "Frimari" tą kolizją. Tylko czy winę ponosi jedynie kapitan? Dziś wiemy, że statek jest aresztowany. Że nie powinien w ogóle wypłynąć w takim stanie technicznym. Na tego typu statkach, są trzy możliwości sterowania. Sterem zasadniczym, awaryjnym i sterem na sprężone powietrze. Ten drugi służy tylko do dopłynięcia tam, gdzie usunie się uszkodzenie steru głównego. Na "Frimari" wszystkie były niesprawne. Przy takim stanie urządzeń sterowych, niesprawny ster strumieniowy na dziobie, absolutnie dyskwalifikował barkę do pływania. Jeśli dodać do tego wysoki stan wody na Wezerze i niesprawne urządzenia kotwiczne na dziobie i na rufie statku, to rzeczywiście ręce opadają. Tylko, kogo obciążyć winą za ten stan techniczny statku. Jasne, że kapitana. Ale czy tylko? W połowie roku 2010, "Frimari" płynęła w górę Dolnej Wezery i zbliżała się do Bremy. Raptem, pod mostem, zgasł jej silnik główny- Deutz 545. Jakoś dobiła do brzegu czy dalb, nie wiem. Okazało się, że silnik jest sprawny, tylko paliwa nie ma. Gorzej, bo na paliwo nie ma pieniędzy. Po jakimś czasie wlało się do baków 1000l treibstoffu, żeby tylko do Minden starczyło. A jeśli cofnąć się jeszcze wcześniej? W połowie 2009 roku zmienił się właściciel barki. "Frimari" była wtedy na stoczni w Szczecinie. Czym zajął się nowy właściciel po przejęciu barki? Wymienił meble na rufie. Właściwie już wtedy można było przyjmować zakłady, że"Frimari" tak skończy jak skończyła. Nie wiem, czy właściciel dowodził tą barką, ale jeśli nie, to wiem jak wyglądały jego rozmowy z kapitanem. -Szefie, padł ster! -Jakoś dojedź do portu docelowego. -Już rozładowaliśmy. Co z naprawą steru? -Zrób jeszcze ten kurs na awaryjnym. Wtedy przyjedzie ekipa fachowców ze Szczecina. Potem jeszcze jeden kurs. Jeszcze jeden. Przyjeżdża ekipa. Do tego urządzenia nie mamy żadnych schematów. Nie da się nic zrobić. -Szefie, ale przecież Niemcy to w zeszłym roku naprawiali. Niech teraz poprawią swoją złą robotę w ramach gwarancji. -Ale, cholera, jeszcze im do tej pory nie zapłaciłem. Wciąż się dopominają. -Szefie padła niebieska tablica, a jedziemy na dolny Ren. Duży ruch, wartki nurt, ostre zakola. Dobra, ten rejs i robimy tablicę. Potem drugi, piąty, dziesiąty. 180 Euro kosztuje siłownik. -Nie pojedziesz? Na "Frimari" czeka już następny kapitan. -Pojadę.
Jak pisze jeden forumowicz na niemieckim portalu, GMS "Isala", prawie pięć miesięcy, pływał bez prawej płetwy sterowej, od Hamburga na Mittelland. W lewo skręcał bugstrahlem. Czy można się potem dziwić wpisom, ziejącym nazistowską nienawiścią do Polaków, polskich marynarzy, jakie pojawiły się na niemieckim forum, po informacji o zderzeniu na Wezerze. Dopiero po czterech godzinach, moderator tego wątku usunął je, tonując emocje. Przecież nie było by takich wpisów, gdyby polski kapitan, (co to po rosie) 80 metrową barką z rewersem, z niesprawnym bugstrahlem popłynął do Holandii, a inny z jednym tylko urządzeniem sterowym(awaryjnym) na Ren. Udało im się. Nie było awarii. Ci, którzy ich mijali, nie zdawali sobie sprawy, że mijają miny. Dopóki polska bandera będzie łopotać na takich statkach, a ich właściciele będą tak dbać o sprawność techniczną swojego majątku, dopóty nikt, tam, nie zmieni o nas zdania.