O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.

Praktyka i doświadczenie - Totalna ignorancja

Ostatnia aktualizacja 6 lat temu
G
Nowicjusz Nowicjusz
Dodano 15 lat temu
Związek Polskich Armatorów Śródlądowych powiadomił nas nie tak dawno o bardzo konkretnej i dobrej decyzji CKR:
"Otrzymaliśmy informację z ESO, że Centralna Komisja Reńska, na wniosek rządu polskiego, postanowiła uznać polskie patenty kapitana A i B, świadectwa radarowe, a także polskie książeczki żeglarskie na Renie."

Zaczynam być sceptykiem odnośnie powyższej wiadomości po tym jak docierają do mnie kolejne informacje o zachowaniu się polskich armatorów śródlądowych i ich załóg na europejskich drogach wodnych.
Nie wiem jak długo Niemcy i Holendrzy będą tolerowali kompletną ignorancję przepisów i nieudolność wielu kapitanów w porozumiewaniu się na szlakach wodnych Zachodniej Europy.
Podam kilka drobnych przykładów z życia codziennego barkarzy śródlądowych.
Jeden z armatorów pracujący dla niemieckiego spedytora wysła swoją barkę na wody gdzie obowiązują przepisy morskie czyli "Zone 2".
Jakie wymagania stawiane są dla statku pływającego w tej strefie nie muszę chyba wyjaśniać?
Jednak dla "szczurów lądowych" powiem i proszę nie uważać tego za chwalenie się znajomością przepisów.
Tak więc statek powinien posiadać:
1.syrenę okrętową
2.morski radio-telefon
3.kompas
4.echosondę lub inną sondę
5.morskie przepisy żeglugowe
6.lornetkę
7.aktualną mapę morską danego reviru
8.sprawne laternie pozycyjne
9.zalecany jest radar i wskaźnik prędkości kątowej

Oczywiście załoga musi posiadać odpowiednie uprawnienia, a kapitan jeżeli nie korzysta z pomocy pilota morskiego Paten A.

Ignorancja nr.1:

Tak więc nasz znajomy armator ( jego nazwisko znane jest redakcji tego portalu ) wysyła swoją barkę w rejon "dwa" z kapitanem posiadającym patent A.
Przy pierwszym meldunku do stosownego kapitanatu, dajmy na to "Brunsbüttel Elbe Traffic" pilot radarowy stwierdza,że znajomość języka niemieckiego lub angielskiego tego kapitana równa jest zeru.
Powiadamia więc Policję Wodną (WSP) i prosi o sprawdzenie dokumentów tego kapitana i "jego" statku.
Przy szczegółowej kontroli okazuje się,że statek nie spełnia wymogów "Strefy 2".Barka zostaje aresztowana i kapianowi wręczają trzycyfrowy mandat zaczynający się "ósemką".Nie ma on oczywiście takiej gotówki i prosi armatora o pomoc.
Armator nie kasuje tego mandatu w określonym terminie i dostaje "kolegium", które przysądza mu mandat w wysokości 5 tys. euro.
Spedytor "wyrzuca" polskiego armatora ze swojego rejonu zaopatrywania w ładunki.

Ignorancja nr.2:

Jeden z polskich kapitanów posiadacz Patentu A prowadzi barkę po holenderskich drogach wodnych.Ponieważ nie zna języka flamanckiego, niemieckiego i angielskiego nie melduje się wcale w określonych przepisami i dobrą praktyką żeglugową punktach meldunkowych.
Z morza wchodzi do Rotterdamu morski 100 tysięcznik i zostaje wstrzymany ruch żeglugowy dla wszystkich statków.Nasz kapitan o tym nie wie bo nie rozumie co mówi przez radiotelefon odpowiedni "Sector".Pilot radarowy wysyła motorówkę policyjną i holownik manewrowy do naszego znajomego kapitana ( nazwisko znane redakcji ).Holownik spycha barkę naszego kapitana ze szlaku żeglownego,żeby zapobiec kolizji z morskim kolosem.
Nasz kolega,żeby zapłacić kolejny mandat musi cały rok pracować za darmo.

Są to tylko dwa drobne przykłady z mnóstwa podobnych incydentów.
Od przyszłego roku na Ren wpuszczeni zostaną polscy kapitanowie tacy co potrafią prowadzić wszystkie statki.
"Dobry kapitan po prostu wsiada i jedzie" - jak to mówi mój znajomy anonim z tej strony internetowej.
Edytowany przez Apis dnia 19.04.2012, 14 lat temu
S
SeehundUżytkownik Użytkownik
Dodano 15 lat temu
@Skipper.Te przykłady są z kategorii sportów ekstremalnych i mogą wydawać się wręcz nieprawdopodobne dla kogoś, kto nie doświadczył przynajmniej namiastki tego o czym piszesz. Często próby nawiązania łączności "statek-statek" pozostają monologiem. " Nieme" statki wykonujące zaskakujące manewry nie są rzadkością. Czasami jest wesoło, ale do czasu: na Menie do śluzy w Eddersheim weszliśmy jako pierwsi, a jako następny przez Śluzowego wywoływana była barka, której kapitan rozumiał tylko (przypuszczam) nazwę swojego statku. W końcu domyślił się , że o niego chodzi i rozpoczął manewr wchodzenia do śluzy. Wykazał się umiejętnościami równymi znajomości niemieckiego. Trwało TO 40 minut. Jeśli dodam, że była czynna tylko jedna komora, gdyż druga jest w remoncie, to każdy mający pojęcie o natężeniu ruchu statków w tym rejonie może wyobrazić sobie co działo się w eterze. Na początku były żarty, docinki, następnie pojawiło się zniecierpliwienie szybko wyparte przez " dezaprobatę " . Podkreślam, że nie była to jednostka polska i załogą nie byli nasi rodacy. Brak znajomości języka niemieckiego czy angielskiego na wodach zachodnich nie jest przypadłością tylko naszych rodaków. Mnie osobiście fascynuje psychika tych ludzi: co nimi powoduje, że podejmują takie ryzyko?
E
egonzeglarzPoczątkujący użytkownik Początkujący użytkownik
Dodano 15 lat temu
Takie incydenty można by mnożyć : wychodziłem z pilotem z kanału śluzy Mederich w górę a do kanału wchodziła czeska barka z góry i mój pilot nie dogadał się z swoim "kolegą" po fachu...śmieszne?może trochę dlatego że nie dogadało się dwóch Niemców :-)) a mnie włos się zjeżył.
Nawiązując do pierwszej części wypowiedzi Józka sądzę ,że kwestia wyposażenia statku i wymogów na danych akwenach jest wiedzą elementarną każdego kapitana i to nie podlega dyskusji ,lecz żeby jak najrzadziej dochodziło do sytuacji opisanej w drugiej części wypowiedzi to moim skromnym zdaniem każdy ze "zdobywców"patentu kpt.powinien zadać sobie pytanie:-czy moje umiejętności i stan wiedzy są wystarczające?
Uzyskanie patentu kpt. nie jest (jak spora część sądzi)osiągnięciem najwyższej miary czy ukoronowaniem kariery zawodowej,lecz dopiero początkiem długiej drogi i zobowiązuje nas do ciągłego doskonalenia ,dokształcania i pracy nad sobą,do poszerzania wiedzy na wielu płaszczyznach już nie z perspektywy węża i szczotki lecz ze świadomością odpowiedzialności za ludzi,powierzony sprzęt czy towar.
Dopóki należycie i świadomie nie odpowiemy sobie na powyższe pytanie ,dopóty będziemy tematem drwin i żartów n ie tylko kolegów lecz całej braci Żeglugowej Europy...
Pozdrawiam z Emmelsum
Eryk
Eryk M.S ZEUS
ApisApisSuper administrator Super administrator
Dodano 15 lat temu
Ja nie powinienem się wtrącać, ale moim zdaniem źle się stało, że na naszych krajowych wodach nie ma żeglugi przez duże "Ż" a co za tym idzie - brak jest możliwości zdobywania praktyki w sposób "stopniowy". Były w naszej żegludze niegdyś aż trzy stopnie uprawniające do prowadzenia statków samodzielnie: porucznik ż.ś., kapitan II kl i kapitan I kl. Abstrahując od ich przydatności w dzisiejszej dobie jednak pozwalały na zdobywanie "wiedzy tajemnej" w sposób rzeczywiście praktyczny. Skracając wywód - kapitan I kl to był już "orzeł" - musiał mieć wypływaną odpowiednią praktykę, egzaminowano go z wyposażenia, przepisów i ich właściwej interpretacji itd.

Przechodząc teraz na wody międzynarodowe: ja mając w kieszeni patent kpt II klasy popłynąłem po raz pierwszy "za miedzę" jako bosman. Obserwowałem wszelkie poczynania kapitana i choć wówczas nie było radia i wielu współczesnych wymogów - do głowy nikomu nie przyszło wpływać na wody morskie osłonięte bez zgody uzyskanej przez telefon z budki na lądzie. Zresztą identycznie było wówczas w Szczecinie.

Dziś, gdy egzaminujący na stopnie kapitanów mają mniejszą wiedzę od egzaminowanych - zwłaszcza w kwestii poruszania się na szlakach śródlądowych Europy Zachodniej - trudno aby kapitanowie mieli odpowiednie nawyki zmierzające do pogłębiania wiedzy w tym uczenia się języka co najmniej niemieckiego. Statkami nie dowodzą patenty lecz ludzie...

My, absolwenci TŻŚ mieliśmy język niemiecki przez 5 lat w szkole. Zapewne nikt z nas nie mówił płynnie, ale po kilku rejsach wracała zdolność przyswajania sobie słówek i zwrotów, a stały kontakt z obsługą śluz, telefoniczne (dziś radiowe - jeszcze łatwiej) rozmowy pozwalały osłuchać się z prawidłową wymową i znaczeniem słów, komend, meldunków. Zapewne ktoś powie, że znów gloryfikuję naszą szkołę i naszych absolwentów, ale prawda jest bezwzględna: kto tę szkołę ukończył miał o wiele większe przygotowanie do pełnienia funkcji europejskiego kapitana w przyszłości i źle się stało, iż taką szkołę zlikwidowano.

Pogląd, że dobry kapitan wsiądzie na byle co i popłynie jest tak samo złudny jak powiedzenie, iż polscy piloci polecą nawet na drzwiach od stodoły. Przykład Smoleński aż nadto dobitnie udowodnił fałsz tej tezy. Brak szkoleń na symulatorach, niewłaściwe korzystanie z przyrządów przy podchodzeniu do lądowania, brak prawidłowej komunikacji z obsługa naziemną to wypisz wymaluj to samo co wpychanie się barką do wielkich morskich portów bez radia, bez znajomości języka, bez przyrządów wspomagających i właściwego z nich korzystania. Mniejsze są prędkości na wodzie więc na szczęście jest troszkę czasu na reakcję odpowiednich służb. Chociaż.... w jakimś ruskim porcie w ujściu Wołgi zapewne delikwenta opisanego w przypadku Rotterdamu rozjechałby jakiś "morszczacha" bez zmrużenia oka.

Reasumując:

Pilot, który latanie zaczynał na drzwiach od stodoły - potrafi wykorzystać dobrodziejstwa postępu w nowoczesnym samolocie. Musi też znać język angielski.

Kapitan, który pływanie zaczynał na BM czy Turze z ręcznym kręceniem kołem sterowym - potrafi docenić postęp wniesiony na współczesnych statkach śródlądowych. Musi też znać język niemiecki (królujący na europejskim śródlądziu a przynajmniej jeszcze królujący).

Ale jeden i drugi musi się tego, co jest efektem postępu chcieć nauczyć aby nadal dowodzić jednostką. Nie da się dziś pływać jak za króla ćwieczka i choć ceniona jest wciąż zaleta, że "dobry łodziarz to i po rosie...." to jednak poparta ona musi być inną wiedzą - mniej metafizyczną i legendarną, a bardziej europejską i konkretną.
Andrzej 'Apis' Podgórski
---
Jeśli wydaje ci się, że wiesz wszystko - masz rację: wydaje ci się...
Edytowany przez Apis dnia 15.12.2010, 15 lat temu
Adam ReszkaAdam ReszkaUżytkownik Użytkownik
Dodano 15 lat temu
Zgadzam się generalnie z komentarzem #4 naszego Kapitana, nie chciałbym też uchodzić za zrzędliwego starca, ale jako człowieka "starej daty" mierzi mnie puszczanie w niepamięć znaczenia pewnych terminów. A oto przykład:

Rozmawiając nie tak dawno z młodym posłem z partii ludowców zapytałem go, czy jako młody chłopak orał pole dzierżąc w ręku "cepigi" (rączki od pługa o trakcji konnej). Ale on wychowany przy traktorze nie wiedział już, czym były cepigi.

Jeśli ktoś mówi o naszych lotnikach zdolnych latać na "drzwiach od stodoły", to najprawdopodobniej nie wie, że stodoła nie ma drzwi lecz WIERZEJE.

Pan Piotr Dwojacki pisząc o Polskim Klastrze Żeglugi Śródlądowej wprawił mnie w nieukrywane zakłopotanie, bo nie wiem, jak mam przyporządkować termin "klaster" do żeglugi. Dla mnie jako byłego muzyka za terminem klaster kryje się wielodźwięk (nie mylić z akordem) stosowany często zwłaszcza w muzyce organowej.

Nasi marynarze kończący krajowe technika żeglugi śródlądowej byli i są uczeni języka niemieckiego metodą, pozwalającą na jego poznanie w sensie biernym. Tymczasem w praktyce pływania po wodach unijnych konieczna jest zdolność czynnego porozumiewania się z innymi statkami, operatorami śluz i administracją wodną. Jestem pewien, że Skipper rozpozna po akcencie rozmówcę z danego regionu - z Hamburga czy z Diuisburga. Jest na tyle osłuchany (do czego potrzebny jest też słuch lingwistyczny), że po tylu latach nie sprawia mu to trudności. Jego i tak miejscowi rozpoznają jako obcokrajowca, tak, jak moją córkę będą uważali za Austriaczkę z jej wiedeńskim akcentem. Ale żaden Francuz nie uwierzy, że mój zięć jest Polakiem, natomiast Włoch uzna go natychmiast za Francuza. Reasumując, w naszych szkołach brakuje pracowni audiowizualnych, uczących języka w mowie.

Kapitan powiedział: (...) "egzaminujący (...) mają mniejszą wiedzę od egzaminowanych...". To żenująca prawda! A oto przykład: Pewien mój znajomy (zdawał u mnie niegdyś egzamin na kapitana) poddał się egzaminowi na stopień pilota wiślanego przed sławetną szczecińską Komisją kiedy okazało się, że żaden z egzaminatorów nigdy nie był na Wiśle i Wisłą nie płynął.

Przed piętnastoma jeszcze laty od egzaminowanych bosmanów i stermotorzystów wymagałem bezwzględnie udowodnienia umiejętności prowadzenia łódki wiosłem pychowym (na pych i na pióro) - bo na Wisle jest to umiejętność niezbędna. Obecne wymogi egzaminacyjne problematykę tę pomijają, krzywdząc tym wszystkich egzaminowanych. W osłupienie wprawił mnie filmik o niemieckim egzaminie na stopień "Matrose", zamieszczony przez "Malutkiego", gdzie w pierwszej kolejności był sprawdzian umiejętności pływania łódką. Czyżby Niemcom pomieszało się w głowach?

Pozdrawiam Panów - ARes.
TeosTeosAdministrator Administrator
Dodano 15 lat temu

Cytat

w naszych szkołach brakuje pracowni audiowizualnych, uczących języka w mowie.

Panie Adamie, w czasach gdy ja uczęszczałem do TŻŚ mieliśmy do dyspozycji taką pracownię, bardzo nowoczesną jak na ówczesne czasy. Dzisiaj, no cóż... łza się oku kręci gdy się wspomni co zostało bezmyślnie zniszczone.

@skipper - nie demonizował bym tematu niedouczenia polskich kapitanów. Jak w każdym zawodzie, tak i tutaj znajdą się "czarne owce" żeby nie napisać "barany", które psują opinie większości dobrze wykonującej swoje obowiązki.
Spójrzmy na tą stronę:
http://www.binnenschifferforum.de/for...3-Havarien
Odnotowano na niej na chwile obecną 315 awarii w 2010 roku, czyli ok jednej dziennie. Od czasu do czasu przeglądam tą część niemieckiego forum i nie przypominam sobie żebym trafił na opis awarii z udziałem polskiej załogi. Może nie jest tak źle ?
G
Nowicjusz Nowicjusz
Dodano 15 lat temu
Teos!
Ja wspominałem tylko o pewnych "drobnych incydentach".
Nie mówiłem, że polscy kapitanowie są źli.
Wręcz przeciwnie w swoim artykule pt.
"I Ty zostaniesz kapitanem"
http://www.zeglug...cle_id=362
wymieniłem 20-stu (tylko absolwentów wrocławskiego TŻŚ), których uważam za bardzo dobrych kapitanów.
Do tego dochodzą jeszcze koledzy, którzy nie kończyli naszej szkoły lub których nie wymieniłem bo ich nie znam tak dobrze jak tych 20-tu.
Problem polega na czym innym .... a mianowicie na "polskiej mantalności" wielu aramtorów i ich kapitanów.

Kolejny przykład z dnia wczorajszego:
Jeden z armatorów zleca swojej barce przyjęcie ładunku i pozwala jej "odstawić się" na okres świąteczno-noworoczny.
Byłem akurat w biurze załadowcy ponieważ w tym samym czasie miałem planowany wyładunek,który opóźniał się z powodu tego armatora.W biurze oprócz urzędników portowych była przedstawicielka biura kontrolnego.
Kiedy dowiedziała się,że barka nie planuje wyjścia z portu zagroziła konsekwencjami finansowymi.
Armator będący obecny w czasie załadunku "zwątpił" kiedy mu to przetłumaczyłem.Jego "pierwszy kapitan" wyjechał już do domu, ale pozystał inny doświadczony i znany kapitan, który jednak odmówił jazdy bo .... zapomniał ze sobą patentu.
Sytuacja stawała się "gorąca" i panowie poprosili mnie o przestawienie barki z portu Trenungsdamm do śluzy Rothensee.
Musiałem jednak odmówić bo rozpocząłem sam wyładunek w ciężkich warunkach atmosferycznych i musiałem być obecny na statku.
Kiedy o godz. 15:30 zakończyłem pracę i chciałem się odstawić ta barka jeszcze stała zajmując jedyne miejsce postojowe.
Musiałem czekać do godz. 21:30 aż sprowadzono kolejnego kapitana,który w końcu wyjechał z portu.
Ja oczywiście tego dnia nie pojechałem już do domu.Mam ładować dopiero po Świętach i dostałem pozwolenie na postój w porcie załadunkowym.
Dodam jeszcze, że jest zagrożenie zamknięcia MLK i gdyby ta barka pozostała po załadunku przez okres świąteczny w porcie groziła jej kara w wysokości około 700 euro/dziennie za samowolny postój.
To jest właśnie ignorancja bo jeżeli chce się stać to nie powinno przyjmować się zlecenia załadunkowego.
Tylko dzięki moim tłumaczeniom armator ten nie poszedł z "torbami" bo wtedy nie byłoby tłumaczenia zamknięciem szlaku żeglownego.
Dadam jeszcze,że nikt z załogi nie potrafił mówić po niemieceku.
Moim zdaniem Teos jest jednak źle i często musimy się wstydzić za naszych kolegów.
Edytowany przez x5 dnia 23.12.2010, 15 lat temu
G
Nowicjusz Nowicjusz
Dodano 15 lat temu
Jednak dochodzi do wypadków, czyli "totalna ignorancja" ?

Kilka dni temu 2-go lutego doszło na Środkowej Wezerze w oklolicach Lee­se­rin­gen ( km 260 ) do kolizji dwóch statków niemieckiego MS "Anton" płynącego z Rin­teln w dół rzeki z ładunkiem kruszywa oraz polskiego MS "Frimari" płynącego w górę z ładunkiem paszy (Sojaschrot).
Moim zdaniem całkowitą winę za ten wypadek ponosi polski kapitan.

Piszę czasami bardzo "ostro" o naszych kolegach pływających na Zachodzie.
Zmorą dla nas wszystkich korzystających z europejskich dróg wodnych są ... niemowy.
Kiedyś nadawało się sygnały dźwiękowe, Indianie porozumiewali się "dymnym kodem", a my żeglugowcy mamy do dyspozycji radionadajnik UKF/UKW (j.niemiecki Ultrakurzwellen ).
Będąc w Niemczech należy korzystając z tego urządzenia wszystkie
meldunki i rozmowy na "roboczym" K 10 ( frekwencja robocza statek-statek)
prowadzić po niemiecku.Czasami policja wodna WSP "czepia się" jak słyszy rozmowy w innym języku.
Oczywiście na innych frekwencjach można rozmawiać w dowolnie wybranym języku.
Środkowa Wezera jest krętą i dość głęboką rzeką.Nawigacja na niej nie należy do łatwych.
Pisałem już o tym kilka lat temu w swoim artykule pt.:"Bremen-Hamburg przez Ems"
http://www.zegluga-rzeczna.pl/infusio...icle_id=86

Napisałem wtedy coś takiego:
Z Nienburga ( km 268 ) do Landesbergen na km 254 jest moim zdaniem najtrudniejszym odcinkiem na Weserze. Prowadzę więc sam, bo poznałem tą rzekę dość dobrze przez 5 lat żeglugi po niej - pierwsze 3 lata pracując jeszcze w hanoverskiej NVG " Niedersächsische Verfrachtungs GmbH ".
Woziliśmy węgiel z Nordenham koło Bremerhaven do elektrowni Lahde - Petershagen, gdzie kiedyś była niemiecka szkoła żeglugi współpracująca z wrocławską TZS
oraz do Stöcken w stolicy Dolnej Saksonii . " Niedersachsen" - tak też nazywają się statki firmy NVG noszące tylko kolejne numery.
16 października 2002 r. około godziny 11:30 MS Capella załadowany 1100 tonami kamienia budowlanego płynąc w dół rzeki na wysokości Leeseringen na km 260 Wesery stracił możliwość manewrowania i stanął w poprzek szlaku żeglownego. Uderzył dziobem w lewy brzeg a rufą wyłamal dalbę i zatrzymał się na kei przeładowni tarasując w ten sposób całą rzekę. Podjęto próbę odładowania go, ale szybko spadająca woda spowodowała pęknięcie i zatopienie maszynowni. Następnego dnia rano statek zatonął całkowicie tworząc przeszkodą wyłączającą środkową Weserę z nawigacji.

Czy Lee­se­rin­gen stanie się "przeklętym miejscem dla łodziarzy?
3-go grudnia 2010 roku polska barka "Lavenberg" płynąca w dół rzeki miała zamiar zacumować do nabrzeża Firmy Lühring w Leeseringen.Podczas manewru cumowania statek obróciło i postawiło w poprzek Wezery:
http://www.kreiszeitung.de/nachrichte...32160.html
Wracając teraz do kolizji z 2-go lutego powiem krótko.MS "Frimari" jadąc w górę rzeki powinien zaczekać w Leeseringen na jadącego w dół MS "Anton", który wyjeżdżając ze śluzy Landesbergen zameldowł się.Później maldował się napewno w Liebenau ( km 256 ).Na tym odcinku praktycznie można się bezpiecznie minąć przy starej szopie na km 258.

MS "Frimari" zlekceważył dobrą praktykę żeglugową, której nie miał i wjechał na niebezpieczny odcinek doprowadzając do czołowego zderzenia 300 m powyżej Leeseringen.
Przypuszczam, że nie zameldował się i nie zrozumiał o czym mówi w swoim meldunku MS "Anton", który w wyniku kolizji stracił możliwość zarabiania pieniędzy, a z piasku który wozi trudno jest utrzymać firmę.
Przypuszczam, że wypadek ten będzie miał epilog na wokandzie sądowej.
Edytowany przez x5 dnia 05.02.2011, 15 lat temu
S
SzaflikPoczątkujący użytkownik Początkujący użytkownik
Dodano 15 lat temu
Odnośnie znajomości języka...Pan Józef ma całkowitą rację.Jakis czas temu plywałem z ponad 70-letnim kapitanem ze 'znanego,odrzańskiego rodu'...Ów potrafil mnie (wtenczas bosmana) zawołać z dziobu.Bo 'śluza coś od nas chce' :)
TeosTeosAdministrator Administrator
Dodano 15 lat temu
Cześć Skipper,
mam nadzieję że się na mnie nie pogniewasz ale znowu pozwolę się z Tobą nie zgodzić ;-)
Piszesz:

Cytat

MS "Frimari" zlekceważył dobrą praktykę żeglugową, której nie miał i wjechał na niebezpieczny odcinek doprowadzając do czołowego zderzenia 300 m powyżej Leeseringen.

Natomiast w tym artykule http://www.mt-online.de/start/letzte_...ettet.html
można przeczytać że przyczyną kolizji była awaria steru.
Chociaż z drugiej strony awaria steru nie wyklucza przyczyn o których Ty piszesz. Co o Tym sądzisz ?
Edytowany przez Teos dnia 06.02.2011, 15 lat temu
Elzbietka marynarzElzbietka marynarzUżytkownik Użytkownik
Dodano 15 lat temu
Co do znajomosci danego jezyka zgadzam sie ze wszystkimi... a co do tych artykulów, to wiecie ze lubia przekrecac lub dodaja od siebie a nawet czasem podaja zla nazwe miejscowosci itd...zurnalizmus jednym slowem..pozdrawiam...zobaczymy co z tego wyjdzie..(:
ELzbietka marynarz>a/b Ms Bayerischer Wald<....pozdrowionka..
Edytowany przez przylodz dnia 06.02.2011, 15 lat temu
G
Nowicjusz Nowicjusz
Dodano 15 lat temu
Hej Teos!
Oczywiście, że się nie gniewam.
Każdy kapitan wie, że w razie kolizji wersją dla ubezpieczenia jest awaria sterów.Zobacz jakiej wielkości są straty i ktoś za to musi zapłacić.
Znam niemieckiego kpt., który elektronikę sterów uszkodził po awarii, żeby dostać odszkodowania.Nie jest to żaden problem uszkadzając "platynkę".
Zauważ, że nigdy nie winny jest kapitan tylko "rąbek u spódnicy".
Gdybyś był na Wezerze i znał ten odcinek to jako kpt. statku "Frimari" zaczekałbyś 10 minut aż "Anton" wyjedzie na prostą.
Tam nie ma możliwości bezpiecznej mijanki, ale trzeba o tym wiedzieć.
Moim skromnym zdaniem powinno wymagać sią extra patentu na tą rzekę tak jak to było 20 lat temu.
Polecam Ci mój artykuł:http:
http://www.zegluga-rzeczna.pl/infusio...icle_id=86

i przeczytaj co pisałem dokładnie 4 lata temu na temat Wezery.
Oznakowania zakazu mijania na niebezpiecznych odcinkach są już od kilku lat.
Nie jestem pewien, ale chyba od tego roku statki poruszające się po Wezerze ze względów bezpieczeństwa żeglugi powinny posiadać AIS (Automatic Identification System).
Ja osobiście prowadząc jednostkę po Wezerze przestrzegam "żelaznych zasad" jakich nauczyłem się 20 lat temu poznając tą rzekę.Znam nawet po niemiecku łodziarską terminologię niebezpiecznych odcinków.
Osobiście nie wpłynąłbym na odcinek poważej Lee­se­rin­gen wiedząc,że w dół zmierza na "full" załadowany statek.

Pozdrawiam i wracaj do zdrowia jak najszybciej
Józek
Edytowany przez x5 dnia 06.02.2011, 15 lat temu
T
ted35Początkujący użytkownik Początkujący użytkownik
Dodano 15 lat temu
Witam to ja parę groszy angielski niemiecki oczywiście ale panowie belgia- strona francuska na śluzach ani me ani kukuryku po angielsku czy niemiecku to samo z flamandzkim o czym my piszemy ?są wpadki naszych ale nie piszecie o węgrach ukraincach ze swoimi zestawami śmiechu warte ci to dopiero paranoja tak na marginesie zapraszam do rozmów w j. angielskim w niemczech pzy meldunkach np mainz tak że pozdrawiam poliglotów uczmy się francuskiego niemieckiego i flamandzkiego
2
G
Nowicjusz Nowicjusz
Dodano 15 lat temu
Znalazł się głupi polak na odstrzał. Na pewno gdyby był Niemcem obyło by się bez kolizji.
Nie ma pracy ,jest odszkodowanie.Cała prawda jest w szczegółach
S
SeehundUżytkownik Użytkownik
Dodano 15 lat temu
@ted35. Uważne czytanie pozwoli Ci stwierdzić, ze pisane przez nas uwagi nie dotyczą tylko"niemych statków" dowodzonych przez naszych rodaków. W moim poście nr 2, "bohaterem" była barka rumuńska. ale nie o nację tu chodzi, lecz o bezpieczeństwo nas Wszystkich na wodzie i sprawne dotarcie do celu.
Z
zkubczykNowicjusz Nowicjusz
Dodano 15 lat temu
Pozwolę sobie wtrącić kilka zdań komentarza,odnośnie tzw.niemych kapitanów.Skłoniła mnie do tego lektura artykułu dotyczącego FRIMARI i fakt że dzisiaj ja również przemierzam Wezerę w kierunku Minden.I wierzcie mi to nie jest polska przypadłość -bycie niemym.Dzisiaj w godzinach przedpołudniowych mijałem Hoyę ina kilometrze 297 zgłosiłem,że idę w górę.Zrobiłem to dwukrotnie,pewnie trochę pod wpływem ostatnich wydarzeń.I co? Na radiu cisza,czyli luzik ,można śmigać nikogo w dół.Ale sprawa Frimari,trochę mnie wyczuliła i jednak tnę przezornie po rogu.I powiem wam opłaciło się ,po chwili,co my tu mamy?Ano zza zakrętu wyskakuje statek p.t ROLF,a tuż za nim któryś z LUSIENÓW. I jaki z tego wniosek? Ano taki,że gdybym uznał że cisza na radiu oznacza,że mogę sobie gnać środeczkiem bo nikt nie jedzie w dół to być możę podzieliłbym los Frimari.I na pewno byłbym winny,bo przecież nikt by nie uwierzył,że to niemiecki kapitan zawinił,bo przecież on jest tu u siebie i zawsze on ma rację ,a nie jakiś polaczek.Dlatego nie przesadzajmy z tym gloryfikowanie Niemców.
Pozdrawiam z Landesbergen.
TeosTeosAdministrator Administrator
Dodano 15 lat temu
@zkubczyk - witaj na pokładzie, warto by było żebyś uzupełnił dane w profilu, anonimów tu nie lubimy.
Myślę (mam taką nadzieję) że nikt nie ma zamiaru nikogo gloryfikować ze względu na narodowość. Faktem jest że Polakowi (nie piszmy "polaczek" bo sami sobie uwłaczamy) trudniej jest się wybronić na obcym gruncie a zwłaszcza przy słabej znajomości niemieckiego. Swoją drogą, ciekawe kto stał za sterem barek z którymi się mijałeś ? Całkiem możliwe że to Polak, Czech czy Węgier.
Ale do tego chyba nie dojdziemy, bo jeżeli to ktoś z naszych to się raczej nie przyzna ;-)
Edytowany przez Teos dnia 10.02.2011, 15 lat temu
Z
zkubczykNowicjusz Nowicjusz
Dodano 15 lat temu
No i co ruszyło się? Tadeusz,nie wiem czy zauważyłeś,ale mój wpis nie jest anonimowy,gdyż widnieje przy nim mój login,czyli pierwsza litera imienia i pełne nazwisko,więc nie mów mi że nie lubimy tu anonimów.Poza tym kiedyś co prawda krótko pracowaliśmy w jednej firmie.A druga sprawa, to jednak chyba coś jest z ta gloryfikacją,skoro wyciągasz taki wniosek,że za sterem mógł być polak,a dlaczego?Bo pan niemiec by tak nie postąpił?
TeosTeosAdministrator Administrator
Dodano 15 lat temu
@zkubczyk - a skąd ja mam wiedzieć że

Cytat

mój login,czyli pierwsza litera imienia i pełne nazwisko

Nie gniewaj się ale nawet po tym wyjaśnieniu nie wpadłbym na to że kiedyś pracowaliśmy razem, po prostu nie kojarzę nazwiska "Kubczyk"
Imion na literę "z" też jest kilka, będę obstawiał na Zbyszka bo kiedyś z kimś takim pływałem na Fabico. Zgadza się ? I powiedz mi po co te tajemnice ?
Nie prościej wypełnić profil albo się pod postem podpisać ?

Cytat

wyciągasz taki wniosek,że za sterem mógł być polak,a dlaczego?Bo pan niemiec by tak nie postąpił?

Napisałem że mógł być Polak bo wielu naszych pływa na niemieckich barkach. Tyle i tylko tyle !!! Gdzie tu gloryfikacja ?
A Ty wiesz na pewno kto siedzi za sterem każdej mijanej barki ?
S
slawek widNowicjusz Nowicjusz
Dodano 15 lat temu
Lubię to forum często czytam ale ciągłe jechanie po rodakach robi się brzydkie.
możesz przeglądać wszystkie wątki dyskusji na tym forum.
możesz rozpocząć nowy wątek dyskusji na tym forum.
nie możesz odpowiadać na posty w tym wątku dyskusji.
nie możesz rozpocząć ankietę na tym forum.
nie możesz dodawać załączniki w tym forum.
nie możesz pobierać załączniki na tym forum.
Moderator: Administrator
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies