Odp: Nocne refleksje
Zawsze są dwie strony medalu w tym przypadku jedną jest rodzina i życie codzienne, a drugą jest nasza praca.
Pamiętam, jak Mój Ojciec pływał na Koziorożcu B-02. Kręcili się cały czas po Wiśle, jak nie sproadzanie barek z Płocka do Gdańska, to piach z Białej Góry do Malborka. Jak dostawał "urlop" to trzydniowy. Mieszkaliśmy w woj. (wtedy jeszcze) chełmskim, Ojciec jeden dzień jechał, parę godzin był w domu i zaraz odjeżdżał żeby zdąrzyć na połączenie. Pamiętam to dokładnie, bo zwalniał mnie wtedy ze szkoły, żeby być trochę z rodziną, mama też brała dzień wolny. Pamiętam jak raz przyjechał ogolony (zawsze miał brodę, kto Go zna, ten wie), to go niepoznałem. Pamiętam jaką miał smutną minę, jak się mamy zapytałem "co to za Pan?"! A jak odjeżdżał to biegłem za autobusem z łazami w oczach, aż niezabrakło Mi tchu.
Drugą stroną medalu, było Moje "wakacyjne dzieciństwo z Ojcem". Pierwszy raz na statku byłem jako czterolatek, był to Koziorożec B-02, stali wtedy w Elblągu. Przywitano Mnie i Moją Mamę bardzo ciepło, wtedy załoga statku była jak jedna wielka rodzina. Pamiętam, że Pan Kapitan Roman Dąbrowski i Mój Ojciec zawsze znajdowali Mi coś do roboty, bo jak się nudziłem, to robiłem ojcu psikusy, typu wyłączenie sprężarki zasilającej sygnał dźwiękowy przed mostem pontonowym w Sobieszewie, czy przełączenie ze steru impulsowego na nadążny jak prowadzili jakiś "ponadgabaryt". Na wakacje zawsze byłem na statku, już jako cztero-pięciolatka marynarze uczyli mnie przeklinać i łowić ryby na postojach. Pamiętam "pierwsze kroki" za sterem Koziołka. Pamiętam, jak Ojciec przeciągał ręcznie barki w śluzie w Szonowie na Nogacie koło Malborka. W takich chwilach byłem dumny, że Mój Ojciec jest marynarzem! I chciałem być zupełnie taki jak On! Potwierdziłem to w swoich "włuczęgach" po różnych statkach Ż.Ś. Koziorożec B-01, B-02, B-03; Łoś B-06; Tur B-01, B-05, B-08, B-09, B-11; Bizon B-06, B-24; H.M. Noteć, H.M. Bzura, H.M. Piława; ponton Józef i Maks.
Niedawno ożeniłem się i chcę wrucić do swojej pasji i zawodu jednocześnie i niewiem jak to będzie, czy może kiedyś Moje dziecko Mnie nie pozna, tak Ja kiedyś Ojca, niewiem, ale jeśli ktoś decyduje się na zawód marynarza, to musi być przygotowany na wyrzeczenia, jeżeli nie, to niema czego w tej pracy szukać, bo stale bendzie go ciągneło "do domu". Mój Ojciec kiedyś Mi powiedział, że ten zawód jest tylko dla kawalerów, ale jeśli ktoś "za kawalera" zasmakował rzeki to żonaty na nią wróci! (Tak było w przypadku Mojego Ojca, Wujka i myślę, też wielu innych marynarzy;))