O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.
Artykuły

100 tys. DM, czyli historia jednego mandatu

09.12.2012

Pomysł napisania tego artykułu "zrodził się" u mnie po wydarzeniach z Nienburga, gdzie po awarii na kpt. statku MS "Neptun" nałożono karę w wysokości 1000 euro. Moim celem jest pomoc w podobnych przypadkach szczególnie młodym i niedoświadczonym kapitanom pływającym na terenie Niemiec.

Pomysł napisania tego artykułu "zrodził się" u mnie po wydarzeniach z Nienburga, gdzie po awarii na kpt. statku MS "Neptun" nałożono karę w wysokości 1000 euro.

"...Policja wodna stwierdziła, że statek nie może kontynuować rejsu do miejsca wyładunku w Oldenburgu ze względu na przestarzałe wyposażenie (radar stracił świadectwo ważności w 2009 r.) oraz faktu, że z kapitanem nie można się porozumiewać po niemiecku. Na Polaka nałożono karę w wysokości 1000 euro. Tyle samo wynoszą koszty ściągania z mielizny. Statek ze względu na zatrzymanie Schiffsatestu dostał jednorazowe pozwolenie na dopłynięcie do Nienburga, gdzie zacumował poniżej mostu drogowego...".

Moim celem jest pomoc w podobnych przypadkach szczególnie młodym i niedoświadczonym kapitanom pływającym na terenie Niemiec.

Byłem już od 10 lat kapitanem w niemieckiej firmie NVG kiedy 14 maja 2001 r. przydarzyła mi się ta niesamowita historia. Przywiozłem węgiel z Zagłębia Ruhry do elektrowni Stöcken w Hannoverze. Dowodziłem wówczas zestawem pchanym "Niedersachsen 1 + Hannover 1", a moim zastępcą był kpt ż. ś. Anioł "Dollar" Durlak, który zaczynał właśnie pracę w naszej firmie.

Po wyładunku dostałem dyspozycję popłynięcia pusto do Hamburga po kolejne 2,5 tys. ton tego "czarnego złota". Było piękne, majowe południe gdy ruszyliśmy w górę szlaku żeglownego kierując się do śluzy Anderten. Przed odgałęzieniem na Misburg zameldowałem się przez UKW na kanale 18 i zgłosiłem się do śluzy. Miałem zielone światło, bo właśnie wychodziły z niej dwa puste tankowce. Spotkałem je przed przewężeniem w Misburgu i musiałem zaczekać zwalniając obroty głównej maszyny. Nagle włączył mi się alarm spadku ciśnienia oleju na przekładni sprzęgła. Zdziwiłem się bo rzadko się to zdarza, ale najczęściej kiedy dochodzi do jakiejś awarii. Wysłałem marynarza Davida, żeby sprawdził co się dzieje. Wrócił za chwilę krzycząc, że "sypiemy" olejem za burtę. Miałem jeszcze do pomocy dwa stery strumieniowe o dość dużej mocy. Jeden pracował wstecz jako "hamulec", a drugi w bok dopychając nas do nabrzeża postojowego. Uwiązaliśmy zestaw, a ja zdążyłem jeszcze powiadomić majstra śluzowego o awarii i odwołaniu zamówionej śluzy.

Zszedłem do maszynowni, gdzie chłopaki rozbierali już chłodnicę olejową przekładni sprzęgła. Kiedy zdjęli dekiel wylała się z niej biała emulsja. Wszystko to trwało jakieś pół godziny. Byliśmy jeszcze w maszynowni gdy usłyszałem huk nisko przelatującego helikoptera. Wyszedłem na pokład, a do burty cumowała już motorówka policji ochrony wód WSP. Po pewnym czasie przyjechali z ochrony środowiska i prokuratury.

Zostałem dość intensywnie przesłuchiwany. Policjanci byli stosunkowo niemili. Zarzucano mi zanieczyszczenie olejem kanału śródlądowego MLK na odcinku od km 162,9 do km 171,8.
Uprzedzono mnie, że wszystko co teraz powiem może być wykorzystane przeciwko mnie. Odpowiedziałem, że nie mam nic do ukrycia. Miałem po prostu awarię chłodnicy olejowej przekładni sprzęgła i dlatego olej wydostał się przez wylot wody chłodzącej za burtę statku. Obecny przy przesłuchaniu prokurator oświadczył mi, że sprawa zostanie skierowana do sądu, który zadecyduje czy będę zatrzymany. To co mówił wydawało mi się absurdem. Wtedy powiedział mi jedno zdanie, które zapamiętałem na całe swoje zawodowe życie:

- Pan jest kapitanem i odpowiada Pan za wszystko. Za statek, ludzi, kanały, rzeki i jeziora po których Pan pływa. I będzie Pan za to odpowiadał przed sądem.

Powiadomiłem o wszystkim swoją firmę. Byłem chyba zdenerwowany, bo powiedzieli mi, żebym się nie martwił i w razie mandatu oni - tzn. NVG - pokryją wszystkie koszty.

Minęły prawie 3 miesiące kiedy otrzymałem pismo z Prokuratury o umorzeniu śledztwa ze względu na brak dowodów popełnienia przestępstwa. Jednak sprawa zostaje przekazana do Urzędu Porządkowego (Ordnungsamt) stolicy państwa federalnego Dolna Saksonia. Ucieszony tą decyzją zadzwoniłem do swojej firmy. Ponownie oświadczono mi, że w razie mandatu oni kryją pełne koszta.

Dwa miesiące później otrzymałem faktycznie pismo z uzasadnieniem, że wykroczenie jakiego się dopuściłem, tzn. nie powiadomiłem o zanieczyszczeniu środowiska policji ochrony wód WSP podlega karze do... 100 tys. DM. Myślałem, że nie umiem czytać po niemiecku. Patrzyłem kilka razy na wydrukowane grubą czcionką liczby: 1 0 0 . 0 0 0 DM i w "pale" mi się to nie mieściło.

Zadzwoniłem do swojej firmy i sylabizowałem liczbę 100 tys. DM jako kary która mi grozi. Konsternacja i odwrót...

- Czy masz ubezpieczenie adwokackie (Rechtsschutzversicherung)? - padło pierwsze pytanie.
- Tak mam - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- To dzwoń do kancelarii, bo my nie jesteśmy Ci w stanie pomóc - powiedział inspektor statkowy mojej firmy.

Zadzwoniłem do znajomego mówiącego po polsku niemieckiego adwokata mającego swoje biuro w Hannoverze. Opowiedziałem mu o co chodzi. Nie mógł mi pomóc bo to nie jego "działka" - ochrona środowiska, ale podał mi znajomego mecenasa - specjalistę.

Dzwoniłem tam kilka razy, ale nigdy nie mogłem zastać prawnika zajmującego się tego rodzaju wykroczeniami. W końcu miła sekretarka odpowiedziała mi, że pan mecenas może ze mną rozmawiać. Opowiedziałem mu o co chodzi, a ona zapytał mnie o jaką kwotę chodzi?

- Sto tysięcy marek - odpowiedziałem zgodnie z prawdą, a on jakoś tak wykręcając się oświadczył: - wie Pan nasza kancelaria zajmuje się dużymi kwotami zaczynającymi się od miliona marek.... to raczej nie dla mnie.

- Proszę Pana bardzo - skamlałem przez telefon. - Dla mnie to ogromne pieniądze - mówiłem zgodnie z prawdą. W końcu zdecydował się przyjąć moją sprawę, ale nic nie obiecywał. Powiedział tylko, że jest drogi.

- OK - ucieszyłem się i podziękowałem mu za to.

3-go listopada 2001 roku dostałem powiadomienie z Urzędu Porządkowego miasta Hannover, że nałożono na mnie karę w wysokości 500 DM plus koszta i muszę wpłacić na podane konto 536 DM.

Rachunek pana mecenasa wyniósł 1200 DM z czego ubezpieczenie zapłaciło 1000 DM, a ja tzw. udział własny 200 DM. Byłem szczęśliwy i mało nie pocałowałem Go (adwokata) w cztery litery przez telefon.

W każdej najdrobniejszej sytuacji awaryjnej natychmiast powiadamiamy WSP, a później martwimy się jak się z tego wytłumaczyć. Kara 1000 Euro nałożona na kpt. MS "Neptun" była najniższą karą jaką otrzymał. Gdyby nie powiadomił o swojej awarii odpowiednich urzędów, czyli WSA to kara mogła być taka jaką przewiduje katalog, czyli 100 tys., ale już nie DM tylko EURO.

A teraz uwaga dla wszystkich młodych i starych kapitanów pływających po niemieckich drogach wodnych. Każdy kierownik statku, czyli kapitan jak to ładnie nazywa się w Polsce powinien pamiętać, że:

1. Być kapitanem to ogromna nobilitacja, ale również ogromna odpowiedzialność finansowa. Niemcy są państwem prawa i porządku. Należy to traktować bardzo poważnie. Istniej katalog kar (Verwarnungs- und Bussgeldkatalog), na podstawie którego policja ochrony wód - WSP wymierza lub wnioskuje do WSV (administracja dróg wodnych) o nałożeniu pieniężnej kary za popełnione na szlakach żeglownych wykroczeniach.

2. Każdy kapitan statku powinien posiadać ubezpieczenie adwokackie (Rechtsschutzversicherung), które w moim długoletnim stażu wynosi 175 euro/rocznie.

3. Rozpoczynając pracę na stanowisku kapitana należy przede wszystkim sprawdzić wszystkie papiery i ważność atestów na prowadzonym statku. Później nie będzie tłumaczenia, że to armator nie dopatrzył. Dla policji WSP partnerem jest w pierwszej kolejności kapitan, a później dopiero armator.

4. Należy dobrze się zastanowić zanim świadomie przekroczy się czas pracy jakiemu podlega statek (Betriebsform: A1, A2, B - Fahrt). Jeżeli dysponent nalega na przekroczenie czasu jazdy to należy zażądać od niego pisemnego zlecenia (w razie wpadki to on musi zapłacić i to podwójną karę).

5. Jeżeli statek, na którym pracujemy pływa pod niemiecką flagą to podlegamy niemieckiej jurysdykcji. Co oznacza, że musimy być zatrudnieni na zasadach obowiązujących w RFN, a nie w Polsce.

6. Jeżeli na statku pod niemiecką flagą właścicielem (armatorem) jest Polak to również podlega on niemieckiej jurysdykcji, a przede wszystkim niemieckiemu fiskusowi.
Nieprzestrzeganie tych podstawowych praw i obowiązków może mieć ogromne skutki prawno-finansowe.

A'hoy i dobrej jazdy na niemieckich drogach wodnych.
kpt. ż.ś. Józef Węgrzyn

Apis 09.12.2012 2925 czytanie 1 komentarz 0 ocena Drukuj

1 komentarz

Pozostaw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • mefiu
    mefiu
    ja posiadam to ubezpieczenia " ARAG Rechtsschutz"
    Ta firma ma siedzibe w Dusseldorfie
    dla zainteresowanych podaje tel do tej firmy:
    0049 211 9890 1617
    str. internetowa www.ARAG.de
    ja place rocznie ok 270euro
    ale mozna rozbić na miesięczne raty.
    pozdrawiam Mateusz
    - 11.12.2012 12:32

Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
Niesamowite! (0)0 %
Bardzo dobre (0)0 %
Dobre (0)0 %
Średnie (0)0 %
Słabe (0)0 %
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies