O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.
Artykuły

Czy małe jest piękne?

13.07.2012

Zobaczyć najpiękniejsze miejsca wzdłuż Odry niedaleko siebie – moje marzenie spełnia się.

Zobaczyć najpiękniejsze miejsca wzdłuż Odry niedaleko siebie – moje marzenie spełnia się. Mogłem spacerować wzdłuż nabrzeży przystani i mariny w porcie rzecznym w Cigacicach, porcie który dawniej tętnił innym życiem. Dawne życie portu to zgiełk, łoskot dźwigów przeładowujących na barki słupy drewniane, słoiki, węgiel. Doskonale pamiętam ten cały zgiełk i pośpiech. Cigacice po części żyły z "ludzi Odry" gdyż podstawowe zaopatrzenie na rejs dokonywane były w miejscowym sklepiku, warzywa i owoce pochodziły z miejscowych działek no i niejedna dziewczyna płakała po wypłynięciu statku. Do dziś pamiętam smak lokalnego rarytasu czyli "futrówki".

A dziś – w fantastycznej scenerii starego portu powstała nowa atrakcja turystyczna regionu i nie tylko. I w tym momencie słowa uznania dla właścicieli portu, spółki "Katowicki Węgiel" za to, że go nie zniszczyli (w przeciwieństwie do właścicieli wrocławskiego Portu Miejskiego, czy też portu w Koźlu) a chcieli utrzymać i przywrócili do stanu wręcz idealnego podstawową część infrastruktury portowej czyli starego dźwigu portowego i budynek głównego magazynu.

Odwiedzający Cigacice mają teraz możliwość zobaczenia za jednym zamachem być może już ostatnie na Odrze relikty minionych stuleci, a przycumowanie łodzi do pomostów Odrzańskiej Przystani Turystycznej "Port Cigacice", której zarządcą jest Ośrodek Sportu i Rekreacji w Sulechowie stanowi idealne dopełnienie tego, co można doznać wpływając do basenu portowego. Dodatkową atrakcją dla szczurów lądowych jest rejs po Odrze jednym z trzech drewnianych galarów wraz z możliwością kompleksowej obsługi pikniku rodzinnego lub spotkania z przyjaciółmi przy ognisku. Naprawdę fajna sprawa.

Całego uroku pobytu w Cigacicach dopełnia sama miejscowość. Tu jakby czas się zatrzymał. Takim specyficznym od lat dla tej miejscowości i zarazem egzotycznym już dziś reliktem są wąskie drogi i dróżki wzdłuż nabrzeżnej skarpy wykonane z kamienia polnego (tzw. kocie łby) które układane były ręcznie, a główną ich zaletą był tani miejscowy materiał i długa trwałość. Ponoć dziś największym problemem przy odnowie i rekonstrukcji nawierzchni z kamienia polnego jest niemal całkowity brak fachowców znających technikę układania tak wytrzymałego bruku.






Następnym godnym polecenia miejscem odrzańskiego szlaku jest Nowa Sól. Bez względu, czy cały kompleks spacerowy pokonuje się wzdłuż basenu portu aż do ośrodka MOSIR lądem, czy też podziwia się go od strony wody – robi wrażenie. Wykończenie całej skarpy brzegowej od czoła basenu portowego do początku główki wejściowej do kanału portowego kostką granitową w początkowej fazie uważałem za przejaw ekstrawagancji, ale gdy zobaczyłem całość to zupełnie zmieniłem zdanie. Jest pięknie. Jedyne dwa minusy to działka byłego Odratransu która straszy swym wyglądem wraz nabrzeżem byłej stacji paliw CPN którego nie jestem pewny czy do dziś jeszcze dzierżawionym przez Przedsiębiorstwo Wielobranżowe "Talbok". Jeden wielki wstyd.

Drugim minusem to brak wzdłuż trakty spacerowego małej gastronomii. Jedyny punkt pod tarasem widokowym na Odrę akurat zawsze podczas mojej obecności był nieczynny. No i odwieczny problem naszej słowiańskiej kultury – brak toalet publicznych. Dodając pobliski przepiękny Park Krasnala – to jest to czego brak tak wielkiej i prężnej Stolicy Kultury, jaką jest Wrocław.






Przemieszczając się dalej w górę Odry pomijam Bytom Odrzański i Ścinawę oraz Lubiąż (tam też dzieje się zapewnie wiele, ale o tych nadodrzańskich miejscowościach innym razem ) i zatrzymuję się w Brzegu Dolnym, osady która pierwotnie była folwarkiem należącym do panów na Głoskowie - miejscowości leżącej na przeciwnym brzegu rzeki. Miejscowość wymieniana jest w dokumentach w roku 1353 jako Brzege, 1355 Brsege, 1453 Brziegk, 1662 Persig, Prizig i Borsig, a także Brzig, Przieck lub Przigk. Jej nierozerwalny związek z Odrą potwierdzają zapisy w dokumentach na to, że w 1491 r. istniała przeprawa promowa przez Odrę.

Do XVI w. wieś była najczęściej w posiadaniu rodu Hugowiczów i Falckenhainów. W 1561 r. ówczesny właściciel Brzegu Jan Falckenhain zbudował na Odrze jaz. Każdy przepływający przez jaz statek opłacał cło a obok jazu funkcjonował duży młyn rzeczny. Znaczący przełom w dziejach miejscowości nastąpił w roku 1660, kiedy to właścicielem osady został Georg Abraham von Dyhern. W 1663 r. otrzymał od cesarza Leopolda I prawa miejskie dla swej miejscowości i wraz z nimi zmieniona została polska nazwa miejscowości na Dyhernfurth.

Płynąc Odrą zza nadrzecznych chaszczy robi wrażenie wspaniały kompleks pałacowy. Pałac w Brzegu Dolnym zbudowano w XVII wieku. Początkowo należał do hrabiego Jerzego Abrahama von Dyhrn. W roku 1767 minister Śląska KarI Georg von Hoym ożenił się z Antoniną Louisą von Dyhrn und Schönau i pałac przeszedł w jego ręce. W styczniu 1945 r. dolnobrzeski pałac opuścił w raz z rodziną ostatni z rodu Hoymów hrabia Thassilo von Saurma-Hoym, który udał się przez do Niemiec. W lutym pałac spłonął, najprawdopodobniej podpalony przez rosyjskich żołnierzy.

Na początku lat pięćdziesiątych został odbudowany w dość mocno zmienionym kształcie. Dziś jest siedzibą Dolnobrzeskiego Ośrodka Kultury oraz Urzędu Miejskiego. Pamiętam jego szare i ponure mury z lat 70 – 90. Dziś już wygląda zupełnie inaczej, w miarę przyzwoicie odnowiony wymaga jeszcze tego małego coś, czyli dopieszczenia. Może w niedługim czasie, gdy sfinalizuje się odbudowa muru oporowego i bulwaru spacerowego wzdłuż Odry, którego zakończenie miało nastąpić 30.11.2011 r. (będzie można niedługo świętować roczny poślizg) i rewitalizacja i adaptacja zabudowań dawnego folwarku (stajnia z wozownią) z przeznaczeniem na działalność Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej można będzie z przekonaniem powiedzieć – małe jest piękne.

Już dziś, pomimo ślimaczego tempa prac można zachwycać się przyszłym ciągiem nadodrzańskiego bulwaru i zespołu budynków wspomnianego Ośrodka. Na dzień dzisiejszy już zachwycają odrestaurowane posągi - repliki posągów z ogrodów Wersalu - "Personifikacja Garonny" i "Nimfy" (prawdopodobnie, gdyż dla mnie męska postać bardzo przypomina boga Odry, Viadrusa).

Niesmakiem napawa jednak widok miejscowego lumpenproletariatu ciągnącego z butelek w parku tuż pod oknami Urzędu Miejskiego trunek o zapachu Mamrota, a zarastająca chaszczami nowo zbudowana aleja spacerowa od budynku Urzędu Miejskiego do granicy z Nadzorem Wodnym nie napawa optymizmem. Jak to zwykle bywa idea piękna, tylko w praktyce się wypacza. Ale póki co – pożyjemy, zobaczymy.






Kolejnym miejscem lokalnej inicjatywy jest wieża widokowa w Kotowicach, a dokładniej na granicy przysiółka o nazwie Utrata (przed wojną nazywał się Otrate, po 45 roku nazwa brzmiała Stare Kotowice). Składa się on co prawda z dwóch budynków, ale ma tablicę z nazwą miejscowości i że to teren zabudowany. Tuż za zabudowaniami są pozostałości najazdu na wał do miejsca, gdzie przed wojną była przeprawa promowa przez Odrę do Czernicy. Ale do rzeczy.

Wieża powstała w ramach projektu infrastrukturalnego „Odra – Velo", finansowanego z Regionalnego Programu Operacyjnego dla Województwa Dolnośląskiego. Wykonała ją wrocławska firma Longar. Budowa rozpoczęła się pod koniec ubiegłego roku. Inwestycja kosztowała 1,5 mln zł. Widać z niej panoramę Czernicy, Kamieńca Wrocławskiego, Jeszkowic, Gajkowa, Ratowic oraz dolinę rzeki Odry. Nowa atrakcja ma przywrócić funkcję turystyczną Kotowic i podnieść atrakcyjność gminy, nie tylko dla mieszkańców Wrocławia, ale i powiatu oławskiego.

Ponoć wieża jest tylko początkiem zagospodarowania okolicy. Władze gminny chciałby przywrócić Kotowicom przynajmniej część przedwojennej świetności, gdzie znajdowała się przystań turystyczna oraz wiele knajpek czy restauracji. Chcą zbudować małą przystań dla promu aby można było dostać się przez Odrę z Kotowic do niedalekiej Czernicy. W przyszłości może powstanie w okolicy wieży również restauracja lub pensjonat. Oj, jak tego brakuje. Co prawda miejscowy przedsiębiorca otworzył coś na kształt przewoźnego punktu gastronomicznego z ograniczonym asortymentem, na bezrybiu i rak ryba, tak, że w upalne dni zawsze można coś łyknąć na ochłodę.

Cieszą ambitne plany rozwoju małej turystyki związanej z Odrą. Aż się prosi aby z metropolii wrocławskiej można było by się tam dostać drogą wodną statkiem zabierając ze sobą rowery. A jest co podziwiać, niedaleko śluza Ratowice do której prowadzi leśna droga, odrestaurowany jaz klapowy, przepiękna okolica. Mimo wszystko warto tam się wybrać pomimo- jak zapewniają lokalne władze - tymczasowej siermiężności.






A Wrocław - osławione miasto 117 mostów, 12 wysp i 11 rzek i strug czeka. Tu czekanie ma swoją wartość, bo a nuż się coś zawali i wtedy dopiero spadnie niespodziewanie deszcz publicznej mamony na rewitalizację. Jest to sposób skuteczny i praktykowany od wielu lat. Cierpliwie czeka się aż obojętnie co, czy to zabytkowa budowla lądowa czy też wodna zacznie rozsypywać się z powodu wieloletnich zaniedbań robiąc się z tego wielkie larum. I nie ma siły, zawsze od Warszawki coś się wybębni nie naruszając swojego budżetu.

Gdyby w tej chwili przeszła przez Wrocław woda wielkością zbliżona do tej z 1977 roku to Apokalipsa będzie określeniem jak najbardziej prawidłowym. Stan większości murów oporowych i skarp na Ostrowiu Tumskim znajduje się w stanie katastrofalnym i w każdej chwili grożą zawaleniem. Bezmyślność lub totalna niewiedza (nie dopuszczam myśli, że nieświadomość) właścicieli tychże nabrzeży w obrębie starego miasta spowodowała nieodwracalne już szkody w ich konstrukcji. Roślinność, a w tej chwili już dorodny niekiedy drzewostan skutecznie niszczy ceglane i kamienne mury oporowe. Jeszcze moment i zawali się mur przy nabrzeżu Kardynalskim, komora śluzy Piaskowej czy tez ściana boczna wyspy Daliowej od strony miasta.

Jedyną inwestycją ratującą część kompleksu śluzy Mieszczańskiej był remont cypla od strony Odry Południowej, którego inwestorem był wrocławski RZGW. Nie dość że ślimaczył się grubo ponad rok, to stoi do dziś co prawda dość porządnie wykonany lecz zupełnie niewykorzystany. No, niezupełnie. Na nie uprzątniętym terenie w sercu miasta składowane są maszyny i rupiecie z pobliskiej budowy apartamentowca Topacz. od wiosny i nic tam się nie dzieje. Szkoda tak uroczego miejsca.

Turystom zwiedzającym Wrocław (nie tylko turystom, bo mnie również) bardzo doskwiera brak restauracji w obrębie Ostrowa Tumskiego. Cały wrocławski światek restauratorów usadowił się w obrębie rynku, i powstało tam swoiste getto restauracyjno – piwne. Poza rynkiem za wyjątkiem nielicznych, ale za to zupełnie przyzwoitych zresztą lokali w dni weekendowe które są albo wynajęte, lub zapchane do ostatniego miejsca to Wrocław jest kompletną pustynia gastronomiczną nie uwzględniając mnożące się jak grzyby po deszczu liczne pizzerie, budki z kebabami i tym podobne "punkty gastronomiczne".

Na pytanie "czy małe jest piękne" ja odpowiem tak - jest piękne. Mówi się że duży może więcej – być może tak, o ile będzie chciał.






tekst i zdjęcia: Janusz Fąfara
Materiały źródłowe: Wikipedia, www.brzegdolny.pl, wroclaw.express-miejski.pl

Apis 13.07.2012 2717 czytanie 0 komentarz 1 ocena Drukuj

0 komentarz

Pozostaw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • Żadne komentarze nie zostały dodane.


Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
Niesamowite! (1)100 %
Bardzo dobre (0)0 %
Dobre (0)0 %
Średnie (0)0 %
Słabe (0)0 %
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies